09 luty, 2010

Olaf Brzeski w Galerii Czarnej

„A twarz miał obrośniętą uszami, jak dno łodzi ostrygami...” to najnowszy pokaz Olafa Brzeskiego w Galerii Czarnej w Warszawie. Gorąco polecamy. Olaf wykorzystał tu podłoże (porcelanę) stylizowane na zastawę stołową, na którym namalował serię kilkunastu rysunków – obiektów, instalacji i portretów. Szczególnie imponująco wygląda sala z portretami. Kształt zastawy przypomina formą pałacowe czy też zamkowe oprawy do portretów byłych właścicieli posiadłości. Jednak miejsce portretów Brzeskiego jest gdzie indziej. Portrety Olafa mogłyby z powodzeniem znaleźć się na pokładzie Czarnej Perły – statku widmo z Piratów z Karaibów lub służyć jako rekwizyty w „Rękopisie znalezionym w Saragossie” Wojciecha Hasa.

07 luty, 2010

Artur Żmijewski otrzymał prestiżową Ordoway Prize

W listopadzie informowaliśmy, że Artur Żmijewski osiągnął wielki sukces otrzymując nominację do prestiżowej nagrody Ordoway. Teraz okazało się, że sukces polskiego artysty jest jeszcze większy, bo Artur Żmijewski otrzymał tę nagrodę, przyznawaną wspólnie przez New Museum w Nowym Jorku oraz organizację Creative Link for the Arts. Oprócz splendoru Artur Żmijewski otrzyma też czek na 100 tysięcy dolarów.

Nagroda przyznawana jest artystom oraz kuratorom i krytykom ze znaczącym dorobkiem w zakresie sztuki współczesnej. W tym roku międzynarodowe jury uhonorowało za osiągnięcia artystyczne Artura Żmijewskiego, oraz Hamzę Walkera, dyrektora działu edukacji w The Renaissance Society, muzeum sztuki współczesnej przy uniwersytecie w Chicago, za praktykę kuratorską. Każdy z nich otrzyma także nagrodę pieniężną w wysokości 100.000 dolarów amerykabskich. Wśród poprzednich laureatów są m.in. kolumbijska artystka Doris Salcedo i amerykański kurator Ralph Rugoff.

Wśród tegorocznych nominowanych osób wśród artystów byli: kubańska artystka performance Tania Brugera (latem 2008 roku w Warszawie można było oglądać jej performance w ramach seminarium 1968-1989 w MSN) oraz amerykański artysta sztuk wizualnych William L. Pope
Richard Flood, główny kurator nowojorskiego New Museum tak skomentował decyzję jury: „Niezmiernie łatwo jest wpaść w zachwyt nad młodymi i nagradzać ich za młodość. Czym innym jest docenić osoby takie jak Hamza i Artur, którzy bez rozgłosu i z uporem poświęcili się by rozwijać własną twórczość. Nagroda Ordway jest sposobem na powiedzenie dziękujemy, że trwacie na posterunku i że posuwacie dyskusję naprzód; dziękujemy za to, że zmieniacie nasze rozumienie świata”.
Najnowsza praca wideo Żmijewskiego „Plener rzeźbiarski – Świecie 2009” miała swoją premierę w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Nowym Jorku (MoMA) w październiku minionego roku. W ubiegłym roku prace Artura Żmijewskiego trafiły do kolekcji MoMA oraz londyńskiej Tate Modern, jak również do warszawskiego MSN.

04 luty, 2010

Rzeźba Giacomettiego najdrożej sprzedaną pracą na aukcji w historii rynku sztuki

Aż 65 milionów funtów (czyli prawie 300 milionów złotych) zapłacił wczoraj na aukcji w londyńskim domu aukcyjnym Sotheby’s anonimowy nabywca telefoniczny za rzeźbę Alberto Giacomettiego „L’Homme Qui Marche I” (czyli „Idący człowiek I”), przedstawiającą naturalnej wielkości figurę człowieka. Gdy już zakończyła się burzliwa licytacja, w której brało udział ponad 10 chętnych z całego świata i przeliczono cenę na dolary, okazało się, że cena ta w walucie amerykańskiej wynosi 104,3 miliona dolarów. To tylko, albo aż o 100 tysięcy dolarów więcej niż 104,2 miliona dolarów zapłacone w maju 2004 roku za „Garcon a la Pipe” (czyli „Chłopca z fajką”), obraz Pabla Picassa z 1905 roku. Do wczoraj było to najdroższe dzieło sztuki sprzedane na aukcji. Do wczoraj – bo od dzisiaj jest nim „Idący człowiek” Giacomettiego.
Oczywiście nie jest to najdroższe dzieło sztuki w historii, bo przynajmniej trzy prace – „No.5” Jacksona Pollocka, „Portret Adeli Bloch-Bauer” Gustava Klimta oraz „Woman III” Willema de Kooniga kosztowały więcej (wszystkie w okolicach 130-140 milionów). Jednak dzieło Giacomettiego zostało kupione w świetle jupiterów na aukcji, a nie w negocjacjach w zaciszu gabinetów i stąd ten wielki rumor.
Co jest powodem tak wysokiej ceny? Specjaliści mówią, że rzadkość tak wybitnych prac Giacomettiego. Wykonano tylko sześć takich rzeźb, i ta wersja, zrobiona w 1961 roku, to pierwsza wersja rzeźby, która pojawiła się na aukcji. Ale i tak nie tłumaczy to ceny, bo estymacja pracy wynosiła 12-18 milionów funtów. 65 milionów funtów to również dużo, jeśli porówna się z dotychczasowym rekordem cenowym Giacomettiego – 27,5 miliona dolarów (czyli 80 milionów złotych), uzyskanym nie tak dawno, bo w maju 2008 roku.
Trzeba przyznać, że Commerzbank AG, który sprzedawał tę pracę, zrobił świetny interes. Praca trafiła do tego niemieckiego banku, gdy w styczniu 2009 roku przejął on inny niemiecki bank – Dresdner AG, który miał bardzo dobrą kolekcję sztuki. Teraz Commerzbank sprzedaje prace z kolekcji Dresndera.
Oczywiście nie muszę dodawać, że praca Giacomettiego jest też teraz najdroższą rzeźbą świata.
Na zdjęciu: Alberto Giacometti, „L’Homme Qui Marche I”, 1961.

03 luty, 2010

Rosyjscy kolekcjonerzy ostro rozpoczęli aukcyjny sezon w Londynie

Bardzo dobrze rozpoczęły się tegoroczne aukcje impresjonistów i sztuki współczesnej w Londynie. Na aukcji w Christie’s, głównie dzięki popytowi ze strony kolekcjonerów z Rosji i Europy Wschodniej ceny poszybowały do wysokich poziomów. Najdroższą pracą sprzedaną na aukcji w Christie’s była „Tete de Femme” – portret drugiej żony Pabla Picassa, Jacqueline Roque z 1963 roku. Praca ta wyceniana była na 3-4 miliony funtów (15-20 milionów złotych), ale po ostrej licytacji, w której uczestniczyli głównie wiszący na telefonach pracownicy Christie’s w Rosji, praca sprzedała się za 8,1 miliona funtów (40 milionów złotych).
W rosyjskie (lub wschodnioeuropejskie) ręce trafiła inna praca Picassa „Homme assis sur une chaise” z 1956 roku, która również pobiła górną granice estymacji (5,5 miliona funtów), by osiągnąć ostatecznie 6,1 miliona funtów (30 milionów złotych). Równie dobrze rosyjski kolekcjonerzy licytowali (i to zrozumiałe) kubistyczną pracę Natalii Gonczarowej z 1916 roku „Espagnole”. Wyceniana na 4 miliony funtów praca osiągnęła 6,4 miliona funtów (32 miliony złotych). Podobnie było z pracą niemieckiego ekspresjonisty Otto Muellera – wycenione na 500-700 tysięcy funtów płótno powędruje za naszą wschodnią granicę za 2,1 miliona funtów. Wśród pobitych Rosjanie zostawili słynnego dealera Jose Mugrabiego, który z wściekłością machnął ręką z katalogiem w stronę prowadzącego aukcję.
Taka silna obecność kolekcjonerów z Rosji i byłych krajów postkomunistycznych zaskoczyła aukcjonerów. „Jesteśmy zaskoczeni ilością osób licytujących z tego rejonu świata” – powiedział po aukcji Thomas Seydoux z Christie’s. I dodał: „Licytują (oni) atrakcyjne, kolorowe obrazy wielkich tuzów malarstwa”.
Dziś licytacja w domu aukcyjnym Sotheby’s, a w przyszłym tygodniu licytacje prac Sztuki najnowszej w trzech wielkich domach aukcyjnych. Czy na tych aukcjach kolekcjonerzy z Europy Wschodniej, a przede wszystkich Rosjanie, będą równie aktywni?
Na zdjęciu: Pablo Picasso, Tete de Femme (Jacqueline), 1963.

02 luty, 2010

Poszukaj "rarytasów" na stronie CultureLabel.com

Jeśli chcesz kupić poduszkę zaprojektowaną przez Takashiego Murakamiego (cena – jedyne 75 funtów) czy jedwabny szalik Graysona Perry’ego (44 funty) lub jakikolwiek inny „rarytas” związany ze sztuką, designer czy muzyką – teraz jest jedno miejsce w Internecie, gdzie możesz to zrobić.
W Wielkiej Brytanii powstała strona CultureLabel.com, która proponuje przedmioty i edycje (w tym również i grafiki) produkowane przez muzea, galerie, designerów czy wydawnictwa muzyczne. Prawdziwy raj dla poszukiwaczy rarytasów – nazywany nawet „Amazonem Sztuki”.
CultureLabel podpisał już umowy z ponad 70 muzeami, galeriami, sklepami (w tym np. ze sklepem Other Criteria Damiena Hirsta) i przedmioty wystawione w tych miejscach można kupić teraz na jednej stronie. Wśród tych instytucji są m.in. British Museum, V&A Museum, Saatchi Gallery, Baltic Centre, Whitechapell Gallery, Julian Opie Shop, czy wspomniane już Other Critieria.
Najdroższym przedmiotem oferowanym na stronie jest oczywiście limitowana edycja grafik Damiena Hirsta „All You Need is Love” w cenie 12.750 funtów. Najtańszego rarytasu nie znalazłem. Sami poszukajcie na www.culturelabel.com

Na zdjęciach: poduszka Takashiego Murakamiego i edycja Damiena Hirsta

01 luty, 2010

Monika Sosnowska trafiła do galerii Hauser&Wirth

W „The Art Newspaper” możecie przeczytać ciekawy wywiad z Iwanem Wirthem, założycielem jednej z najważniejszych galerii Sztuki najnowszej Hauser&Wirth, który reprezentował do niedawna dwójkę polskich artystów: Wilhelma Sasnala oraz Jakuba Juliana Ziółkowskiego. Z wywiadu możemy się dowiedzieć, że wkrótce będzie to już trójka artystów, gdyż nowo otwarta galeria Hauser&Wirth w Nowym Jorku będzie reprezentowała na rynku amerykańskim Monikę Sosnowską. Przeczytać o tym możecie tutaj.
Ale nie tylko o tym – również o kryzysie na rynku sztuki i o tym, jak niespodziewanie łagodnie on przebiegł, o otwarciu się galerii na Azję.
Polecamy lekturę!

31 styczeń, 2010

Z półki kolekcjonera Konstanty I Gałczyński – „Młynek do Kawy”

Na naszą półkę trafia dziś książka Konstantego Gałczyńskiego „Młynek do Kawy”. Jest to opowieść o młynku, który zostaje wyrzucony do śmieci przez swoich właścicieli Mikołaja i Celinę i tuła się przez Polskę poszukując swojego miejsca. Oczywiście historia ta z półką kolekcjonera ma niewiele wspólnego. Książka jest warta uwagi ze względu na ilustracje i okładkę zaprojektowaną przez Stanisława Zamecznika.
Stanisław Zamecznik (1909 – 1971) był architektem, grafikiem, plakacistą i bardzo cenionym scenografem. Był autorem wielu nagradzanych projektów graficznych książek min. "Czarów i czartów polskich" Juliana Tuwima, (wyd. Czytelnik, 1960). Najbogatszą część twórczości Zamecznika stanowią realizacje wystawiennicze. Zamecznik był autorem scenografii słynnych projektów Wojciecha Fangora (kompozycji przestrzennej) z 1958 roku ("Studium przestrzeni") i "Kolor w przestrzeni" w Stedelijk Museum w Amsterdamie z 1959 roku.

Prezentowane ilustracje pochodzą właśnie z tego okresu, z pierwszego wydania ksiązki z 1958 roku.



Wszystkie zdjęcia ArtBazaar.

29 styczeń, 2010

Poncz Magazine

Zapraszamy do zapoznania się z nowym projektem magazynu internetowego poświęconego fotografii - Poncz Magazine. Właśnie ukazał się pierwszy numer magazynu.
Każdy numer według wydawców ma być zorganizowany wokół określonego tematu. Jak zapewniają Maja z Piotrem – „chcemy pokazywać odbiorcom fotografię świeżą, nie obciążoną przelotnymi trendami, nie przeładowaną efektami i postprodukcją, nie wymuskaną, nieuczesaną i przede wszystkim oryginalną. Wybieramy zdjęcia przypadkowe i przemyślane
Mieszamy ze sobą prowokujące i refleksyjne’.

Poncz skupia artystów z różnych stron świata od znanych nazwisk po młode talenty
Magazyn ma się ukazywać co 3 miesiące na www.ponczmagazine.com w formie pdf'a.


Jest to autorski projekt Mai Dąbrowskiej we współpracy z Piotrem Winiewiczem.

Zdjęcia dzięki uprzejmości Poncz Magazine.

28 styczeń, 2010

Nowy numer Kwartalnika Literackiego "Kresy"

Ukazał się nowy numer Kwartalnika Literackiego "Kresy" (2009, nr 4). Tradycyjnie już oprócz literatury można w nim znaleźć materiały poświecone sztuce.

Tym razem tematem przewodnim jest "Sztuka w III RP. Po dwudziestu latach..." z wypowiedziami Łukasza Gorczycy, Piotra Piotrowskiego oraz Magdaleny Ujmy.

W numerze także:

Jakub Banasiak polemizuje z Karolem Sienkiewiczem, a Maciej Gdula i Piotr Kosiewski odpowiadają na tekst Jana Sowy.

oraz

Rafał Jakubowicz z Andrzejem Przywarą rozmawiają o Mirosławie Bałce.

Ryszard Kasperowicz pisze o książce Marii Poprzęckiej "Inne obrazy".

Zapraszamy do lektury!

26 styczeń, 2010

Rozkład jazdy Future Generation Prize - wybór zwycięzcy w grudniu 2010 roku



Pisaliśmy (tutaj) już o w nowym konkursie dla młodych artystów (do 35 roku życia) ogłoszonym przez fundację Wiktora Pińczuka . Międzynarodowa nagroda, całkowicie sponsorowana przez ukraińskiego oligarchę i kolekcjonera sztuki najnowszej nazywać się będzie The Future Generation Prize i będzie przyznawana co dwa lata.
Już od 18 stycznia i aż do 18 kwietnia każdy artysta może wysłać swoje zgłoszenie on-line do tej nagrody (tutaj). Oprócz tego Fundacja Wiktora Pińczuka poprosiła 100 znanych osób ze świata sztuki (kuratorów, artystów, krytyków i nauczycieli akademickich) do nominowania od dwójki do pięciu artystek i artystów.
Później, do 20 czerwca siedmioosobowe jury wybierze 20 artystów (ogłoszenie 22 czerwca), których prace zostaną pokazane na specjalnej wystawie w Pinchuk Art Centre w Kijowie (od 30 października do 26 grudnia). I wtedy nadejdzie najważniejszy moment – z tej dwudziestki czteroosobowe jury wybierze zwycięzcę bądź zwyciężczynię. Otrzyma on (lub ona), jak już pisaliśmy 100 tysięcy dolarów i oczywiście wielki prestiż.

25 styczeń, 2010

"3 x Tak" w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie

Do wczoraj można było oglądać wystawę "3 x TAK" w tymczasowej siedzibie Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Od dziś do zobaczenia w naszym archiwum ArtBazaarTV.

22 styczeń, 2010

Agrafka, fajka i nóż czyli „Nóż w wodzie” Romana Polańskiego

W krótkiej historii wszystkiego zapraszamy na odcinek poświęcony jednemu z najwybitniejszych debiutów filmowych jaki powstał w polskiej kinematografii – filmowi „Nóż w wodzie” Romana Polańskiego i jego związkom ze sztukami plastycznymi.

„Nóż w wodzie” (pierwsza wersja tytułu to – Agrafka, fajka i nóż), debiut reżyserski 28 letniego Polańskiego jest opowieścią o weekendowym wypadzie na Mazury małżeństwa, które po drodze zabiera ze sobą młodego chłopaka - autostopowicza. Jak pisze Marek Hendrykowski *– „Osią konfliktu jest kryzys małżeński dotykający dwoje doskonale sytuowanych i ustawionych ludzi, kryzys uczuciowy, którego katalizatorem staje się pojawienie się „trzeciego” w osobie młodego mężczyzny. W kolejnych epizodach mamy więc nieustannie iskrzący układ napięć: dojrzałość i młodość, miłość i zazdrość, rywalizację o kobietę pomiędzy mężem i kochankiem, jawnie przyjemne życie jednych (Andrzej i Krystyna), w dostatku uchodzącym wtedy – na tle mizerii gomułkowskiej Polski – za luksus, i podskórną tęsknotę drugich (chłopak) za dobrobytem.”

Filmowi towarzyszy, co jest niezmiernie istotne w odbiorze tego dzieła, muzyka napisana przez Krzysztofa Komedę.

Premiera filmu miała miejsce 9 marca 1962 roku w Warszawie. Według legendy, podczas jednego z pokazów Gomułka rzuca zdenerwowany popielniczką w ekran a na najbliższym (XIII) Plenum KC PZPR recenzuje film jako „płytki pod względem ideowo-wychowawczym, oderwany od społecznej rzeczywistości Polski budującej socjalizm, może wnieść zamęt w umysł młodzieży”. Trochę jakby recenzował ostatnie prace nieżyjącego już od pięciu lat Andrzeja Wróblewskiego. Skojarzeń z Wróblewskim, moim zdaniem może być wiele, są one zawarte głównie w podobnie przedstawianej przez artystów wizji człowieka i świata.

To co jest przedmiotem dzisiejszego odcinka to plakaty jakie towarzyszyły pokazom filmu w Polsce i na świecie. Najsłynniejszy z nich zaprojektowany został przez Jana Lenicę. Przedstawia trzy ryby o ludzkich twarzach mijające się w wodzie.


Mniej znanym jest plakat zaprojektowany przez Macieja Hibnera. Bardzo prosty i oszczędny w formie.

Poza autorami polskimi Lenicą i Hibnerem, plakat do „Nóża w wodzie’ doczekał się wielu wizualizacji artystów zagranicznych. Do najciekawszych należy wersja japońska:


i włoska


oraz bardzo rzadko spotykana wersja jugosłowiańska plakatu.

To jednak nie wszystko. Prawie dokładnie 47 lat po premierze Noża w wodzie, Honza Zamojski przygotowuje film video –jest to dwu sekundowy loop z fragmentem filmu Polańskiego pt . „We are swimming”. Praca ma premierę na Festiwalu SURVIVAL 7 we Wrocławiu. Praca przedstawia biegnącego po wodzie studenta autostopowicza.
W następnym odcinku – Aleje Jerozolimskie.

*Marek Hendrykowski – Nóż w wodzie, Wydawnictwo Naukowe UAM

21 styczeń, 2010

Mariusz Tarkawian – najnowsze rysunki

Wiele dobrego będzie się działo u Mariusza Tarkawiana w tym roku. Przez chwilę nie był widoczny w Polsce, ale w tym czasie był bardzo aktywny za granicą - pobyt na rezydencji, kilka wystaw w tym jedna egzotyczna w Korei.


W najnowszym numerze magazynu Kunstforum jest artykuł poświęcony Mariuszowi- jest to trzecia cześć artykułów poświeconych współczesnym artystom.

W najbliższą niedzielę w Magdeburgu otwarta zostanie wystawa zbiorowa z udziałem Mariusza – „Everyday Ideologies”. Wkrótce też na rynku pokaże się długo oczekiwany katalog wydany przez Galerię Białą w Lublinie.






Na zdjęciach rysunki z cyklu „w poszukiwaniu sztuki”. Tym razem znalezione u nas na blogu. Zdjęcia dzięki uprzejmości artysty.

20 styczeń, 2010

Lise Kjaer "Białe szepty - Ciche Marzenia" w Galerii Stefana Szydłowskiego

Od tygodnia w Galerii Stefana Szydłowskiego w Warszawie a od dwóch dni w Galerii AT w Poznaniu trwają dwie równoległe wystawy duńskiej artystki Lise Kjaer. Na warszawskiej wystawie „Białe szepty, ciche marzenia” artystka zachęca do osobistego włączenia się tworzenie ekspozycji poprzez tworzenie własnych listów miłosnych (w postaci wycinanek).
Zapraszamy

19 styczeń, 2010

Fresk Richarda Wrighta w Tate zniknął bezpowrotnie

Już pisaliśmy w momencie przyznania Nagrody Turnera, że jej ubiegłoroczny zdobywca, Richard Wright, nie pozostawia zwykle śladów po swoich wystawach. Po prostu, jego freski w większości przypadków są po wystawach zamalowywane, by udostępnić ściany galerii kolejnym artystom.
Tak też się stało w ubiegłym tygodniu ze słynnym freskiem Wrighta na wystawie konkursowej w Tate Britain w Londynie, która to wystawa przyniosła mu niespodziewanie Nagrodę Turnera (na zwycięzcę Nagrody Turnera przyjmowane są zakłady bukmacherskie i według nich największe szanse miał Roger Hiorns). Jak informuje brytyjski „Guardian” w ubiegłym tygodniu pracownicy techniczni Tate rozpoczęli piaskowanie i ponowne malowanie ściany, na której znajdował się „złoty fresk” Wrighta.
Bardzo szkoda, że ten projekt pozostał już tylko na fotografiach i w pamięci 77 tysięcy osób, które odwiedziły Tate Britain podczas wystawy konkursowej. Ale taka była wola artysty.
Ciekawe, czy podobnie było z iluzjonistycznym freskiem Wrighta, który powstał w 1998 roku na klatce schodowej CSW Zamek Ujazdowski w ramach wystawy „Rozjazd” kuratorowanej przez Adama Szymczyka. Szkoda, że on też został zamalowany, bo dziś mielibyśmy w Zamku dzieło laureata Nagrody Turnera.
Na zdjęciu: Wright na tle jeszcze istniejącego fresku w Tate Britain

17 styczeń, 2010

Honza Zamojski - Rarytasy

Honza Zamojski to ciężki temat do rarytasów. Oprócz tego, że jest artystą jest też projektantem książek, plakatów i różnego typu druków ulotnych. Zebrać to wszystko to nie lada praca. Z pewnością zaprezentowane zestawienie będziemy stale uzupełniać. To dopiero początek.

Pozycja - 1
Tytuł: Praca do projektu Tribute to Wróblewski
Wydawca: ArtBazaar, Warszawa 2008
Nakład: 50
Opis: Praca do projektu Tribute to Wróblewski. Każda z prac przygotowana odręcznie -napis wypalony na pergaminie "wiemaleniepowiem".


Pozycja - 2
Tytuł: Praca do projektu Nowa Fala popierdala
Wydawca: ArtBazaar, Warszawa 2008
Nakład: 30
Opis: Praca do projektu Nowa Fala popierdala. Każda z prac przygotowana odręcznie – wypalony napis Wu-Tang Clan na kopercie.

Pozycja - 3
Tytuł: Ksiażka We Came From Beyond
Wydawca: Honza Zamojski, 2008
Nakład: 300
Opis: Jest to zapis dwóch projektów We Came From Beyond (listopad 2007, Galeria STARTER, Poznań) oraz We Go Far Beyond (czerwiec 2008, Poznań, Warszawa, Oborniki Śląskie, Kostrzyn Wielkopolski). Publikacja zawiera: rozmowy ze wszystkimi uczestnikami obydwu projektów oraz eseje, których autorami są: Michał Lasota, Magda Korcz i Marika Zamojska, Krzysztof Łukomski, Kuba Bąk i Honza Zamojski oraz dokumentację fotograficzną. redakcja, design, wydawca: Honza Zamojski. Rozmowy: Hubert Czerepok, Jakub Czyszczoń, Marek Glinkowski, Łukasz Jastrubczak, Alexey Klyuykov & Vasil Artamonov, Olivier Kosta-Théfaine, Paweł Kowzan, Luks Piekut, Konrad Smoleński, Piotr Sakowski, Przemysław Sanecki, Janek Simon, Radek Szlaga, Daniel Szwed, Matthias Wermke, Mateusz Witkowski.autorzy esejów: Michał Lasota, Magda Korcz & Marika Zamojska, Krzysztof Łukomski, Kuba Bąk i Honza Zamojski



Pozycja - 4
Tytuł: Mili i smutni
Wydawca: Medicine Crew 2007
Nakład: nieznany
Katalog do projektu „Mili i smutni”. Wiersze ilustrowane pracami min. Wojtka Bąkowskiego, Magdy Starskiej, Basi Bańdy, Jakuba Czyszczonia, Honzy Zamojskiego, Magdy Starskiej, joe83, Radka Szagi, Konrada Smoleńskiego, Kamila Studzińskiego.




Pozycja - 5
Tytuł: Leto Gallery 2007-2009
Wydawca: Galeria Leto
Nakład: nieznay
Katalog/informator Galerii Leto. Prezentuje artystów współpracujących z galerią. Projekt Honza Zamojski. W środku reprodukcje prac Honzy



Pozycja - 6
Tytuł: Notes dla Kolekcjonerów
Wydawca: Fundacja Bęc Zmiana
Nakład: 3000
Notes na 6 tygodni numer 31. W środku reprodukcje prac Honzy i tekst o artyście.

Pozycja - 7
Tytuł: Widokówki
Wydawca: Honza Zamojski
Nakład: nieznany
Widokówki. Różne wzory. Z drugiej strony napis „I didn’y write this”





Pozycja - 8
Tytuł: Folder – Honza Zamojski, Prace- Works 2006- 2008
Wydawca: Honza Zamojski
Nakład: nieznany
Folder rozkładany w plakat ze zdjęciem Honzy trzymającym szczupaka. Z drugiej strony reprodukcje wybranych prac.

Pozycja - 9
Tytuł: Przewodnik Kolekcjonera Sztuki Najnowszej
Wydawca: bęc zmiana, ha!art
Nakład: 3000
Opis: Przewodnik zawiera notkę na temat artysty i reprodukcje jego prac.


Wszystkie zdjęcia ArtBazaar

15 styczeń, 2010

„Zrost” Izabeli Tarasewicz w Zielonej Górze

Jak się stopią śniegi zapraszamy do BWA w Zielonej Górze (wystawa do 31 stycznia) na wystawę Izy Tarasewicz - „Zrost”. Jak to ujął Michał Lasota, kurator wystawy „jest to 100% Izy” czyli Tarasewicz w największym stężeniu. Trzeba zobaczyć. Poniżej tekst Michała towarzyszący wystawie i zdjęcia jakie otrzymaliśmy dzięki uprzejmości BWA w Zielonej Górze.

Inspiracją dla najnowszej wystawy Izy Tarasewicz są obserwacje świata przyrody. Wybierając za punkt odniesienia królestwo grzybów, Tarasewicz zgłębia niczym pod mikroskopem swoje ulubione tematy: anomalia przyrodnicze i psychologiczne, zdolności przystosowawcze żywego organizmu, funkcjonalność układów fizjologicznych oraz zjawiska dysfunkcyjne. Zrost to metoda rozmnażania pomijająca cechy płciowe, polegająca na bezpłciowym mieszaniu informacji genetycznej i jest ogólnie rzecz ujmując sposobem przetrwania niektórych grzybów w skrajnie niekorzystnych warunkach.

Wystawa Izy jest także kolejnym dowodem, iż po inspirację wybiera się zazwyczaj do pobliskiego lasu…

Sam tytuł sygnalizuje jednak istotny nowy akcent w twórczości Tarasewicz. Oznacza on połączenie dwóch form w jedną - i ten aspekt - formalny i materialny wydaje się aktualnie ważniejszy niż w dotychczasowych pracach Izy. „Zrost” może również szerzej odnosić się do podziału na formę i treść, i wskazywać iż przedmiotem wystawy jest zatarcie tego dualizmu - najprawdopodobniej stąd też abstrakcyjne efekty najnowszych realizacji artystki. Zrostowi w nowych pracach ulegają również inne tradycyjne dychotomie - cywilizacja i natura, materiały sztuczne i organiczne.

Twórczość Izy nadal wyróżnia odwaga sięgania do sedna spraw. Tarasewicz manipuluje w rzeźbiarski sposób naturalnymi procesami wzrostu i rozkładu. Wieprzowe pęcherze i krew oraz szkło, papier i karton, pozwalają jej tworzyć formy spajające idealnie uwolnioną wyobraźnię i skupioną minimalistyczną roztropność dojrzałej artystki.




Zdjęcia dzięki uprzejmości BWA w Zielonej Górze i Galerii Stereo, (zdjęcia Karolina Spiak).

13 styczeń, 2010

Z (filmowej) półki kolekcjonera - Ukryta dekada 1985-1995



W krakowskim Bunkrze Sztuki trwa jeszcze (do 14 lutego) wystawa „Ukryta dekada 1985-1995”, a my już dziś, nie ruszając się z kanapy, możemy obejrzeć ten projekt na czterech płytach DVD, wydanych przez wrocławskie Centrum Sztuki WRO.
Lata 1985-95 to okres szczególny, okres upadku komunizmu, przemian społecznych i cywilizacyjnych, ale także okres, w którym nastąpił fenomenalny rozkwit polskiej sztuki wideo. Oczywiście nie tylko w Polsce w tym czasie nastąpił rozkwit sztuki wideo. Stało się to na całym świecie, dzięki upowszechnieniu elektronicznego zapisy. Polska sztuka wideo jednak, właśnie z powodu równoczesnych zmian technologicznych, ustrojowych i społecznych w latach 1985-1995 była jednak szczególna.
Swoiste zahibernowanie epoki po stanie wojennym, jej cywilizacyjne wycofanie, zapis wideo oddaje jeszcze ostrzej niż ówczesna fotografia. Znajduje to zaskakujący wizualny wyraz w prezentowanych na wystawie pracach z lat 80., w których awangardowe praktyki artystów mieszają się z wyraźnie zacofaną codziennością. Z tej estetyki wyłamują się realizacje powstałe bliżej połowy lat 90., zapowiadające cyfrowy charakter nowych mediów.
Najciekawsze prace wideo z lat 1985-1995 znajdziemy na monumentalnej 4-płytowej edycji Centrum Sztuki WRO. Jeszcze więcej materiałów z okresu Ukrytej Dekady 1985-1995 można obejrzeć w czytelni mediów Centrum Sztuki WRO we Wrocławiu, gdzie tworzą one obszerną, stale uzupełnianą kolekcję i bazę informacji.
W tym roku wiosną ukaże się również książka na temat „Ukrytej dekady”. Czekamy na nią z niecierpliwością.
Artyści Ukrytej Dekady: Adam Abel, Arkadiusz Bagiński, Piotr Bikont, Jan Brzuszek, Witosław Czerwonka, Marta Deskur, Andrzej Dudek-Dürer, Jacek Felcyn, Izabella Gustowska, Marek Jabłoński, Anna Janczyszyn, Marek Janiak, Robert Jurkowski, Jarosław Kapuściński, Mirosław E. Koch, Piotr Komarnicki, Barbara Konopka, Janek Koza, Katarzyna Kozyra, Igor Krenz, Witold Krymarys, Paweł Kwaśniewski, Andrzej Kwietniewski, Zbigniew Libera, Łódź Kaliska, Łyżka Czyli Chilli, Wojciech Majewski, Barbara Maroń, Antoni Mikołajczyk, Yach Paszkiewicz, Grupa Piniszczy, Józef Robakowski, Mirosław Rogala, Zygmunt Rytka, Adam Rzepecki, Krzysztof Skarbek, Eugeniusz Szczudło, Jacek Szleszyński, Maciej Toporowicz, Jerzy Truszkowski, Andrzej K. Urbański, Maciej Walczak, Marek Wasilewski, Wspólnota Leeeżeć, Artur Tajber, Paweł Więckowiak, Wojciech M. Wójcik, Piotr Wyrzykowski, Wojciech Zamiara, Grzegorz Zygier, Alicja Żebrowska.
Kurator projektu / redakcja publikacji: Piotr Krajewski

12 styczeń, 2010

Z półki kolekcjonera – „TRAUMTAGEBUCH” Piotra Bosackiego

Tuż przed świętami ukazała się zapowiadana już od kilku miesięcy książka Piotra Bosackiego z ilustracjami Wojtka Bąkowskiego. Warto było czekać gdyż efekt końcowy jest naprawdę znakomity.

Książka składa się z kilkunastu literackich miniatur. Bosacki nie tyle opisuje własne senne fantazje, co obiera je za punkt wyjścia do - z gruntu filozoficznego - namysłu nad światem rzeczywistym. Jego zapiski, oczyszczone z psychologicznej interpretacji, traktują stan sennego zawieszenia jako perspektywę oglądu rzeczywistości. Dlatego poza snami znajdują się w książce także obserwacje własnych stanów i doznań, których charakter przypomina sen - Bosacki zgłębia pogranicze jawy i snu, poszukując tego, co jest, w tym co się wydaje. Bąkowski dodaje do skrupulatnych i dowcipnych notatek Bosackiego, brawurę znakomitego rysownika i poety.


Osadzone w podobnych rejestrach, teksty Piotra i rysunki Wojtka, składają się na poetycką całość, której cechy charakterystyczne to poczucie humoru i wizjonerska przenikliwość. Przypominamy, iż do końca stycznia w Galerii Foksal trwa wystawa Piotra Bosackiego "Sztaby i Zegary".


TRAUMTAGEBUCH
Bosacki/Bąkowski

format: 25 x 23 cm
stron: 144
oprawa twarda

wydawca: Fundacja Transmisja, Poznań, 2009/2010

Zainteresowanych książką prosimy o kontakt na adres:
galeriastereo@gmail.com

09 styczeń, 2010

Historia czołgu w sztuce

Bohaterem naszych dzisiejszych rozważań jest broń, która była kluczową bronią ostatniej wojny światowej. Jej posiadanie i odpowiednie użycie decydowało o wynikach wielu kampanii i bitew. Jak znalazła się w kręgu zainteresowań sztuk wizualnych? Prawdopodobnie jako symbol. Symbol technologii wojskowej, militaryzmu, pewnej przewagi i dominacji. Dla mojego pokolenia czołg funkcjonuje jako ikona pop kultury – Rudy 102 z Czterech Pancernych i jako symbol dominacji aparatu państwowego – czołgi na ulicach miast podczas stanu wojennego i na placu Tienanmen.

Nie są mi znane żadne odniesienia do Rudego 102 w sztuce współczesnej. Przyznam, że to trochę zaskakujące mając na uwadze jak silnie serial z czołgiem w roli głównej zdominował zabawy i życie pokolenia dzisiejszych czterdziestolatków. Przygody Rudego i jego załogi śledzić można było dzięki niezwykle popularnemu serialowi „Czterej Pancerni i Pies”


a także dość poszukiwanemu komiksowi rysowanemu przez Szymona Kobylińskiego - "Przygody Pancernych i Psa Szarika".

Wspaniałym rysownikiem militariów był Mieczysław Wiśniewski, autor komiksowego Kapitana Klossa. Poniżej oryginalna plansza z odcinka „Akcja Liść Dębu” z polskim T-34.

Zanim przejdziemy do symbolu czołgu jako dominacji wojskowej bądź administracyjnej, musimy cofnąć się kilkaset lat do pierwszej graficznej wizualizacji czołgu do Leonarda da Vinci. Leonardo uważany jest za pierwszego człowieka, który wymyślił machinę bojową o cechach zbliżonych do dzisiejszego czołgu. Jego wizualizacja znana jest z jego notatek (o ile się nie mylę są one w kolekcji szefa Microsoftu Billa Gatesa). Podobno artysta ten wykonał znacznie więcej projektów technicznych, aniżeli prac artystycznych. Czołg Leonarda miotał małymi kamieniami, wprawiany w ruch przez dwóch mężczyzn napędzających wał korbowy.

Czołg we współczesnej sztuce polskiej pojawia się w związku z wydarzeniami politycznymi (wojna, stan wojenny, operacje wojskowe). Jest bohaterem wielu okolicznościowych prac sławiących chwałę polskiego oręża bądź też ukazujących potyczki zbrojne. Są to zwykle realistyczne prace o charakterze narracyjnym.

Pierwszy czołg, na który chcielibyśmy zwrócić waszą uwagę pojawia się na gwaszu Andrzeja Wróblewskiego pod koniec lat 40tych. Przedstawia ona czołg niemiecki. Czołg jest namalowany skrótowo, szybko, bez zbędnych szczegółów. Dwa elementy są dość intrygujące – po pierwsze błędnie namalowana swastyka a po drugie opuszczona lufa czołgu. Oba te elementy sprawiają, iż ucieka cała groza i „dostojność” tej broni. Szczególnie opuszczona lufa symbolizuje tu klęskę, poddanie się czy wręcz pewną żartobliwość rysunku.

Porównując czołg Wróblewskiego z powstałym 60 lat później czołgiem Wojciecha Fangora widać dużą różnicę symboliczną. Czołg Fangora (przedstawiony w galerii Atlas w 2009 roku) ma lufę skierowana ku górze, siedzą na nim zwycięzcy czerwonoarmiści. Wojciech Fangor w licznych wywiadach i rozmowach wspomina o swojej fascynacji i strachem przed tym pojazdem. T-34 stał się dla niego symbolem zwycięstwa i nowoczesnej technologii wojennej. Tak na marginesie Wojciech Fangor jest niezłym znawcą sprzętu wojskowego i potrafi godzinami opowiadać o różnicach technologicznych w sprzęcie rosyjskim, niemieckim czy amerykańskim.

Wydarzenia roku 68, inwazja państw Paktu Warszawskiego jest przyczyną kolejnego czołgu w sztuce. Są to "Czołgi w puszczy" Marka Sapetty. „Do obrazu pokrytego białą i niebieską farbą przymocowana jest wypalona w drewnie kompozycja z jeleniem i żubrem - pamiątka z Białowieży. Przez prawy górny róg obrazu przejeżdżają czołgi. To obraz namalowany w sierpniu 1968 r. - Pamiętam - mówi Marek Sapetto - most powietrzny na Czechosłowację, warkocze samolotów wspomina w rozmowie z Dorotą Jarecką (1). Niestety nie posiadamy reprodukcji tej pracy. W tym samym czasie i z tej samej przyczyny powstaje praca Jana Lebensteina. Zwycięski (lufa ku górze) radziecki czołg symbolizuje bratnią interwencję. Praca ta ma tytuł „Praga 68” powstała 22.VIII.1968 roku.Projekt Leonarda pochodził z 1484 roku. Prawie 500 lat później czołg staje się „bohaterem” pracy Edwarda Dwurnika. Tuż przed stanem wojennym, Dwurnik maluje czołgi na ulicach Warszawy. Oto fragment wywiadu jaki artysta udzielił miesięcznikowi City:

"City": W 1981 roku, przed stanem wojennym, namalował Pan obrazy Warszawy, po której jeździły czołgi, na ulicach były zasieki. Po 13 grudnia miasto dokładnie tak wyglądało. Jak powstały te obrazy? Miał Pan proroczą wizję?Edward Dwurnik: To było latem 1981 roku. Mieszkałem w bloku, pracowałem nad pejzażami warszawskimi, wszyscy byli w euforii solidarnościowej. Malowałem plac Trzech Krzyży z Domem Partii w tle. Robiłem wtedy błękitne Warszawy, bo nie było innych farb - dostałem w Związku tylko błękit pruski i biel, i tym malowałem. W pewnym momencie zabrakło nawet błękitu pruskiego i została tylko chromowa zieleń - to jest paskudny kolor, taki jakim maluje się czołgi. Namalowałem wokół Domu Partii wieże strażnicze, a potem czołgi, zasieki. Kuzyn mnie straszył: co ty robisz, zostaw to, bo cię zamkną. To mi się spodobało i namalowałem całą serię takich obrazów. Pokazałem je w galerii ART. - przyjechało CNN i zrobiło materiał, że to jest obraz miasta pod okupacją. Myślę, że to był przypadek - wyjątkowy przypadek. (....)

U nas na reprodukcji inna praca artysty „Różowe czołgi na Powiślu” z 1995 roku.


Z tego samego okresu, z początku lat 80tych pochodzi praca Włodzimierza Pawlaka „Świnia rządzi” z 1983 roku. Oprócz świni ze słuchawkami na uszach, w prawym górnym rogu jest umiejscowiony czołg, i tu ciekawostka – ze spuszczoną lufą. Czyżby symbol lekceważenia reżimu?

Duże wrażenie robi praca Azzarella. Znaleźliśmy ja na stronach artbloxa. Artysta usunął pewne elementy ze znanej medialnie fotografii. Usunął właśnie czołgi. Jak analizuje autor artbloxa „Anonimowy "Tankman", który zatrzymał chińskie czołgi staje się nagle zwykłym somotnym przechodniem z siatkami. Wraca z niedzielnych zakupów? Zabłądził?”.


Czołg pomnik to praca Rafała Bujnowskiego. Przypomina dość często niegdyś spotykany element pomników upamiętniających II wojnę światową. Tutaj jest symbolem zwycięstwa i torem przeszkód w zabawach najmłodszego pokolenia.

Czołg bardzo często występuje w twórczości Mariusza Warasa (m-city). W ubiegłym roku (2009) w ramach projektu „Amen” Mariusz stworzył drewnianą makietę czołgu. Wystawa miała miejsce w byłym przyklasztornym dominikańskim kościele i miała nawiązywać do formuły uroczystego potwierdzenia (Amen z hebrajskiego - zaiste, na pewno). Czołg staje się tu gwarantem słuszności, prawości i możliwości egzekucji głoszonego słowa. Nasze słowo gwarantowane jest przez instrument przymusu, jakim może być/jest czołg.

Na koniec praca, jaka jeszcze nie powstała. Czołg Krzysztofa Bednarskiego. W ramach projektu "Art on Lake - Budapest 2011" organizatorzy zaprosili artystów do stworzenia obiektu na sztucznym jeziorze, jakie znajduje się w pobliżu Muzeum Sztuki. Projekt ten ma uświetnić przejęcie przez Budapeszt przewodnictwa w Unii Europejskiej. Krzysztof Bednarski zaprojektował fontannę w postaci kolumny-fallusa z siedmiu wielkich głów Marksa, na której stoi czołg i strzela strumieniami wody. Kolumna ma mieć sześć metrów wysokości i będzie odlana z różowej żywicy. Poniżej jeden ze szkiców projektu fontanny.
PS. Historia czołgu toczy się dalej. Stała się elementem towarzyszącym dedykacjom Wojciecha Fangora. (na zdjęciu dedykacja dla Krzysztofa Bednarskiego z 12 stycznia 2009).

To tyle. Jeśli macie inne propozycje czołgu w sztuce, prosimy o komentarze.

W następnym odcinku – Nóż w wodzie.

(1) Dorota Jarecka – Gazeta Wyborcza 2004-06-13

07 styczeń, 2010

10 okładek rockowych na znaczkach Royal Mail



Dziś coś, co znaleźliśmy na stronie BBC. Brytyjska poczta Royal Mail wydała specjalną serię znaczków pocztowych z … okładkami najlepszych płyt w historii rocka. Na znaczki trafiły trafiły takie historyczne płyty jak: "Let it Bleed" The Rolling Stones, „London Calling” The Clash, „Dzwony Rurowe” Mike’a Oldfielda, “IV” Zeppelinów, ale także nowe, jak “Parklife” Blur.
Wybrano 10 okładek z tysięcy zaproponowanych. Na każdym znaczku z okładki płytowej „wysuwa się” fragment „znaczkowego winylu”.
Zachęcamy do poszukania tych filatelistycznych, ale także i muzycznych „rarytasów”.
Kupić je można tutaj.

06 styczeń, 2010

Lata walki mamy już za sobą - rozmowa z Kubą Woynarowskim

W piątek otwarcie wystawy „Stilleben”, zamykającej obecną edycję projektu Orbis Pictus. O tym wyjątkowym projekcie pisaliśmy już wcześniej). Zapraszamy na rozmowę z Kubą Woynarowskim osobą odpowiedzialną za cały projekt a także artystą i animatorem kultury komiksu.


Mógłbyś nam przybliżyć sam projekt i jego dotychczasowy przebieg?

„Orbis Pictus” stanowi (realizowany przeze mnie przy wsparciu grupy znajomych – Darka Vasiny, Ani Borejczuk, Kuby Skoczka i Stefana Adamskiego) projekt badawczy o eksperymentalnym profilu, którego celem jest próba połączenia aktualnych zjawisk „głównonurtowego” obiegu artystycznego z dokonaniami i bogatą tradycją sztuki komiksu. Jednak w przeciwieństwie do podejmowanych wcześniej inicjatyw tego rodzaju (polegających na przeniesieniu wydawnictw komiksowych w przestrzeń galerii), nasze działania w pierwszej fazie skoncentrowane są wokół prezentacji obrazkowych historii autorów spoza komiksowego mainstreamu (m. in. Maciej Sieńczyk, Sławomir Shuty, Julian Antonisz, Małgorzata Jabłońska) oraz prac stworzonych przez artystów dotychczas nie posługujących się tym medium.

Realizację powyższego postulatu stanowiła zbiorowa wystawa „Literatura”, w ramach której – jako kurator – dążyłem do przerzucenia symbolicznego pomostu pomiędzy komiksem a obszarem intermediów. W centrum mojego zainteresowania znalazły się głównie krótkie, eksperymentalne komiksy oraz prace mieszczące się w definicji story-artu, wypracowanej przez konceptualistów w latach 70-tych XX wieku. Jako ciekawe zjawisko, które mimowolnie wyklarowało się na marginesie naszych działań, można potraktować nurt „komiksowej abstrakcji” (widoczny m.in. w pracach Agnieszki Piksy i Justyny Gryglewicz), wykazujący pewne związki z aktualnymi tendencjami w „młodym” polskim malarstwie.

Teoretyczne uzupełnienie wystawy stanowił wykład (w ramach którego analizowałem potencjalne możliwości komiksu jako medium współczesnej sztuki) oraz poświęcona podobnej tematyce dyskusja z udziałem Gosi Jabłońskiej, Michała Słomki i Darka Vasiny.
Wątki zapoczątkowane przez „Literaturę” znalazły kontynuację w ramach dwóch prezentacji indywidualnych. Pierwsza z wystaw – „Nowe legendy miasta Karlshamn” Gosi Jabłońskiej – stanowiła polską odsłonę zrealizowanego w Szwecji komiksu site-specific. Drugi projekt – „Dylatacje” Agnieszki Piksy – to debiutancka retrospektywa pokaźnego dorobku autorki, obejmująca komiksy, rysunki i obiekty wykonane przez nią na przestrzeni ostatnich 20 lat. Nadchodząca wystawa stanowi intermedialną wariację na temat mojego komiksu „Hikikomori”, a zarazem kontynuację projektu prezentowanego niedawno w lubelskich Warsztatach Kultury.

Wspominasz w swoim manifeście o rehabilitacji komiksu. Jakie są Twoje odczucia na temat odbioru komiksu w Polsce?

Pobieżny ogląd sytuacji skłania do optymizmu: mamy do czynienia ze swoistą „modą” na komiks, promujące go imprezy finansowane są z państwowych funduszy a „poważne” instytucje sięgają po niego jako środek promocji. Jednak pomimo pewnej popularności medium to często traktowane jest w sposób instrumentalny – najlepszym przykładem niech będą balansujące na granicy kiczu komiksy historyczne. Do chlubnych wyjątków w tym zakresie zaliczyłbym cykl murali zdobiących mur Muzeum Powstania Warszawskiego – miejsce bezkonfliktowego spotkania autorów komiksów i artystów reprezentujących główny nurt aktualnej polskiej sztuki.
Jednak na relacje pomiędzy rodzimym środowiskiem komiksowym a „światem sztuki” nieodmiennie rzutuje fakt, iż tożsamość pierwszej z wymienionych grup budowana jest najczęściej kosztem jej hermetyzacji; z kolei wiedza o komiksie w środowisku artystycznym sprowadza się najczęściej do obiegowych stereotypów. Prowadzi to do paradoksalnej sytuacji, gdy „artyści” zdają się nie dowierzać w „artystyczne” możliwości komiksu, zaś zdeklarowani „komiksiarze” odżegnują się od wszelkich eksperymentów – jako objawów „szkodliwego snobizmu”. W efekcie komiks – potencjalnie pełnoprawne medium artystyczne – marginalizowany jest nie tylko przez środowiska konserwatywne, ale i przez animatorów progresywnego „obiegu” sztuki. Co charakterystyczne, spory tego rodzaju toczone są z pominięciem prostej zasady, iż żadna ewolucja (nie mówiąc już o „rewolucji”) nie jest możliwa bez stałego dążenia do zachowania – szeroko rozumianej – różnorodności idei i środków wypowiedzi.

Osobiście jestem zwolennikiem „otwartej” definicji komiksu, którą zaproponował Will Eisner, opisując to medium jako „sztukę sekwencyjną” – układ obrazów lub obrazów i słów, umożliwiający opowiedzenie historii lub „udramatyzowanie idei”.

Pomimo iż komiks w swej tradycyjnej, „popularnej” postaci zrodził się w obrębie zdominowanej przez literaturę kultury druku, z pewnością nie wyklucza to możliwości jego funkcjonowania za pośrednictwem innych kanałów rozpowszechniania. Mimo to, w naszym kraju niejednokrotnie zapomina się, iż „popkulturowość” komiksu nie jest jego cechą immanentną, lecz wynika przede wszystkim z realiów rynkowego „systemu producenckiego”, opartego na mechanizmach masowej reprodukcji i dystrybucji. Dla niektórych twórców eksperymentalnych opowieści obrazkowych słowo „komiks” jest tak bardzo obciążone negatywnymi konotacjami, że świadomie odżegnują się od tego określenia. Za sprawą przyjęcia „popularnej” wykładni interpretacyjnej wiele komiksowych zjawisk w obrębie rodzimej historii sztuki (jak np. komiksy Franciszki Themerson i autorów z kręgu magazynu „Szpilki”) zostało pominiętych, zignorowanych lub też rozpatrzonych w zbyt wąskim kontekście.
Niewiedza na temat „awangardowej” tradycji polskiego komiksu rzutuje na aktualne realia funkcjonowania komiksowej sceny, w obrębie której nie wykształciła się wyrazista (i podejmująca świadomą walkę o miejsce w artystycznym obiegu) formacja alternatywna, zorientowana na realizacje o bardziej eksperymentalnym charakterze.

Czy podobnie jest w innych krajach?

Bodajże w 2003 roku w wywiadzie dla „Wysokich Obcasów” w odpowiedzi na pytanie „Czy aby komiks jest sztuką?” Przemek Truściński stwierdził: „W Polsce zadaje się jeszcze to pytanie... Ale już tylko w Polsce”. Od tego momentu minęło dobrych kilka lat, a sytuacja uległa zmianie w niewielkim tylko stopniu – jak niewielkim, można przekonać się analizując komiksowe realia za granicą (i to nie tylko na mitycznym „Zachodzie”). Głównym problemem naszego kraju jest gettoizacja komiksowego środowiska, a co za tym idzie – fakt, iż komiksy rzadko funkcjonują poza ściśle określonym kontekstem i specyficznie ukierunkowaną grupą odbiorców. Jak dotąd nie rozwinęła skrzydeł również komiksowa alternatywa (i nie mam tu na myśli „klasycznego” undergroundu), bujnie rozwijająca się poza granicami Polski.

Na świecie funkcjonuje znaczna ilość wydawnictw poświęconych komiksowi artystycznemu, m. in. kanadyjskie Drawn&Quarterly, działające w USA Fantagraphics Books i Buenaventura Press oraz francuska L'Association, powiązana z eksperymentalnym ruchem OuBaPo.

Nie brakuje też promujących tego rodzaju twórczość magazynów, by wspomnieć tak znane jak słoweński „Stripburger” czy francuski „Cheval Sans Tête”, wydawany w latach 90-tych.
Istnieją galerie – wydawnictwa, zajmujące się sprzedażą oryginalnych plansz, niskonakładowych wydawnictw, grafik, obiektów i designerskich gadżetów stworzonych przez komiksowych autorów (np. nowojorskie studio PictureBox lub B.ü.L.b Factory w Genewie).
Odnajdziemy też galerie wyspecjalizowane w szeroko definiowanej „sztuce sekwencyjnej” (sequential art), wykraczającej poza komiksowe stereotypy – konsekwentnie realizuje ten program np. nowojorska Adam Baumgold Gallery, reprezentująca takich twórców jak Chris Ware, Charles Burns, ale również Saul Steinberg, zwyczajowo z komiksem nie kojarzony.

Na Zachodzie komiksy funkcjonują w szerokim kontekście kulturowym, jako dziedzina o statusie równorzędnym z innymi sztukami wizualnymi i literaturą; ciekawym przykładem może być tu np. wydawany co roku (nakładem PicturBox i Gingko Press) periodyk „Ganzfeld”, w którym eseje, ilustracje i historie obrazkowe tworzą spójną całość.

Z powodzeniem funkcjonują na świecie artyści publikujący komiksy na rynku wydawniczym, a zarazem tworzący unikatowe artist's books, (np. Hariton Pushwagner, którego prace mogliśmy oglądać podczas ostatniego biennale w Berlinie), ale i twórcy, łączący komiks z innymi mediami, m. in. Dan Perjovschi, Raymond Pettibon, David Shrigley, Niklaus Rüegg.

Dużo lepiej niż my zdają się radzić sobie w tej kwestii również nasi sąsiedzi – by wspomnieć choćby realizowany na Łotwie projekt komiksowy „Kuš!”.

Istnieją zatem międzynarodowe struktury, w obrębie których mogliby z powodzeniem funkcjonować polscy artyści zainteresowani bardziej eksperymentalną (bliższą „artystycznym” realiom) formułą komiksu; nie brakuje gotowych wzorców, z których moglibyśmy korzystać, nie pomijając zarazem rodzimej tradycji (o której wspomniałem wcześniej).

Z różnych rozmów jakie prowadziłem z artystami tworzącymi komiksy wynikało, iż wielu z nich nie chce by ich wciskano w świat sztuki, że dobrze jest im na ich własnym podwórku. Czy warto podejmować wysiłki na ich łączenie?

Jako osoba funkcjonująca na pograniczu obu tych „światów” mam podobne spostrzeżenia.
Jednak zanim arbitralnie zadecydujemy, że medium komiksu nie mieści się w ramach dominującej artystycznej narracji (podlegającej jednak przecież ciągłym przemianom) i kategorycznie porzucimy „utopijne” działania na rzecz międzyśrodowiskowej integracji, warto zdać sobie sprawę jak szerokim pojęciem jest komiks i jak wielki rozziew istnieje między poszczególnymi realizacjami oraz intencjami ich twórców.

Nawet laik dostrzeże natychmiast dysonans – by posłużyć się konkretnym przykładem – między pracami Janusza Christy i Maćka Sieńczyka. Będzie to różnica – nie przymierzając – co najmniej tak wielka jak ta pomiędzy kinem hollywoodzkim a sztuką video. Nie czynię tego porównania by kogokolwiek deprecjonować – komiksy obu autorów stanowią przykłady udanej realizacji określonych konwencji opowiadania, każdy z nich jest znakomity „w swojej klasie”, ale uporczywe wrzucanie ich do jednej szuflady może prowadzić wyłącznie do nieporozumień.


Wydaje mi się, że minęły już w naszym kraju „lata walki”, gdy komiks jako swoisty monolit spotykał się z aktami bezwarunkowej negacji – i do tej formuły ataków dostosowywano również linię obrony, gloryfikując całokształt komiksowych dokonań en bloc. Dziś dojrzeliśmy już chyba do stwierdzenia, że cechą komiksowego rynku powinna być różnorodność – w odpowiedzi na zróżnicowane oczekiwania czytelników, ale również i samych twórców (których nieustannie przybywa).

Niezbędna jest dywersyfikacja komiksowej „produkcji” oraz potencjalnych kanałów jej dystrybucji (właśnie różnica w sposobie rozpowszechniania powstałych dzieł leży u podstaw izolacji środowiska artystycznego i komiksowego).

Działania, podjęte przeze mnie w ramach projektu „Orbis Pictus” dotyczą pewnego konkretnego obszaru komiksowej twórczości (mój „target” to autorzy realizacji nie mieszczących się w „masowym” systemie komercyjnej dystrybucji), w związku z czym nie zależy mi na mechanicznym akcie „integracji”, ale na stymulacji obustronnego dialogu, a co za tym idzie – stworzeniem międzyśrodowiskowego, intermedialnego pomostu. Co więcej, chciałbym zwrócić uwagę, iż „przestrzeń spotkania” o jakiej mówimy, już zaistniała – co prawda w szczątkowej postaci, ale możemy mówić w tym przypadku o konkretnym puncie zaczepienia. Mam tu na myśli komiksowe dokonania artystów wpisujących się w „rewolucję” zapoczątkowaną ponad dekadę temu przez galerię Raster (która, przypomnijmy, również kilkakrotnie podejmowała działania na rzecz promocji komiksu) – Wilhelma Sasnala, Marcina Maciejowskiego, Janka Kozę, Endo, Małgorzatę Jabłońską, Polę Dwurnik, Sławka Shuty i Macieja Sieńczyka. Można nawet zaryzykować tezę, że komiks – do pewnego stopnia – stał się sztandarowym medium twórców wpisywanych (czasem nazbyt machinalnie) w nurt „pop-banalizmu”. Tym samym – paradoksalnie – artyści, zwyczajowo oskarżani przez komiksiarzy o eskapizm, zapoczątkowali boom w dziedzinie rodzimego komiksu obyczajowego.

Opisane zjawisko (niestety marginalizowane przez historyków sztuki) zdaje się potwierdzać możliwość ekspansji komiksu w obrębie naszego (pozornie hermetycznego) artworldu. Nawiasem mówiąc, zauważalna w ostatnich latach kariera – dotychczas funkcjonujących „poza obiegiem” – polskich artystów street-artowych (czego oznaką może być choćby przyznanie Sławomirowi Czajkowskiemu „Zbiokowi” głównej nagrody 9. konkursu im. Gepperta) stanowi wymowny przykład, że zaistnienie analogicznego procesu międzyśrodowiskowego „przepływu” jest możliwe i może zakończyć się sukcesem.
Jak oceniasz, kiedy plansze z historiami obrazkowymi mają szansę pojawić się w polskich galeriach sztuki?

W pewnym sensie ten proces został już rozpoczęty, choć dotychczas nie przybrał rozmiarów zauważalnego zjawiska. Nie mam w tej chwili na myśli ekspozycji o charakterze „popularyzatorskim”, prezentujących środowisko komiksowe jako swoistą subkulturę i polegających na machinalnym przeniesieniu w realia wystawiennicze prac powstałych z myślą o innym kanale dystrybucji (a często również odmiennej grupie odbiorców).

Z zupełnie innym (i bardziej kreatywnym) podejściem mieliśmy do czynienia w przypadku wystaw takich jak np. „Manual CC” w bytomskiej Kronice, czy „Zawody malarskie” w bielskim BWA, w ramach których komiksy (autorstwa m. in.. Macieja Sieńczyka i Wilhelma Sasnala) zostały wyeksponowane jako artefakty równorzędne z innymi dziełami. Niestety – pomimo pewnych wyjątków – wciąż do rzadkości należą sytuacje, gdy prace komiksowe są włączane w obręb projektów kuratorskich prezentujących aktualne dokonania polskiej sztuki „głównego nurtu”


Co więcej, nadal nie zaistniał jeszcze w naszym kraju właściwy „klimat intelektualny” by możliwy stał się precedens na miarę zakupu w 2008 roku pracy Herge'a przez paryskie Centrum Pompidou – pierwszą instytucję artystyczną, która włączyła na stałe do swojej kolekcji planszę komiksową. By podobny „zaszczyt” stał się udziałem polskiego twórcy komiksowego o porównywalnym znaczeniu (jak np. Tadeusz Baranowski), minie zapewne jeszcze wiele czasu.
Nadal brakuje odpowiedniej infrastruktury, umożliwiającej funkcjonowanie komiksowym artystom w intermedialnej przestrzeni współczesnej sztuki. Zastanawia fakt, iż dotychczas nie doszło do uformowania wyspecjalizowanej w ramach tego medium (i uwzględniającej szerokie możliwości jego eksploatacji) galerii komercyjnej (np. na podobieństwo street-artowej galerii „Zero Zer”), łączącej działalność ekspozycyjną z wydawniczą. Za pionierskie przykłady realizacji tej formuły można uznać publikacje komiksów przez krakowski Zderzak "Sport i pielęgnacja" Marcina Maciejowskiego) i – oczywiście – Raster („Życie codzienne...” Wilhelma Sasnala).


Osobną ścieżkę stanowią wydawnictwa łączące na równych prawach tekst literacki i komiksy, np. zrealizowana z inicjatywy Nowego Teatru „Miejska Powieść Odcinkowa” oraz opublikowana przez krakowski „Znak” Księga innych ludzi Zadie Smith. Jednak na dobrą sprawę proces „oswajania” kultury druku przez świat sztuki został w Polsce dopiero rozpoczęty – stosunkowo niedawno pojawiły się na naszym rynku pierwsze „wystawy – książki” („Warsaw Does Not Exist”, „Surogat”). Niezależnie od tego nie należy również ignorować potencjału, jaki niesie ze sobą druk niskonakładowy (w limitowanych nakładach kolekcjonerskich), wykorzystujący w nowy sposób osiągnięcia z zakresu „tradycyjnej” grafiki warsztatowej.
Osobną kwestią jest potrzeba szeroko zakrojonej działalności edukacyjnej i promocyjnej, pozwalającej zniwelować w pewnym stopniu problemy, związane z jednostronną recepcją komiksowego medium. Wyraźną bolączką jest także deficyt wydawnictw naukowych na ten temat, wynikający z braku zainteresowania historyków sztuki tą dziedziną; równie niechętnie odnoszą się do tej kwestii krytycy artystyczni.



Prawdopodobnie to właśnie brak odpowiedniej promocji owocuje brakiem zainteresowania ze strony kolekcjonerów aktualnej sztuki (przypadek ArtBazaar jest na tym tle chlubnym wyjątkiem). Co znamienne – żaden polski autor komiksów nie osiągnął w ramach rynku sztuki pozycji porównywalnej ze statusem najbardziej celebrowanych uczestników artystycznego obiegu (pomijając przypadki gdy artysta „z górnej półki” incydentalnie sięgał po komiksowe medium).
Biorąc pod uwagę wszystkie wymienione czynniki, proces „wchłaniania” komiksowych realizacji przez rodzimy artworld potrwa zapewne jeszcze kilka lat – liczę jednak na to, iż inicjatywy w rodzaju „Orbis Pictus” pozwolą nieco przyspieszyć konieczne przemiany.


Czego możemy się spodziewać w kolejnych odsłonach projektu?

Na początku lutego jako koordynator „Orbis Pictus” uczestniczę w Międzynarodowym Festiwalu Kultury Komiksowej „Ligatura” w Poznaniu, gdzie pojawi się możliwość konfrontacji projektu z analogicznymi inicjatywami z całego świata.

Będziemy też kontynuować rozpoczętą w zeszłym roku współpracę z krakowską Akademią Sztuk Pięknych – na wiosnę planujemy kolejną odsłonę eksperymentalnych warsztatów „Niepodległość komiksów” (przy okazji nadmienię, że niedawno ukazała się antologia prac powstałych w ramach zeszłorocznej edycji).
W dalszej perspektywie czasowej planuję – w oparciu o dotychczasowy model działań – kontynuowanie aktywności wystawienniczej, a także, być może, wydawniczej.


Równolegle zamierzam rozwinąć wielopoziomową działalność bloga „Orbis Pictus”, stanowiącego prawdopodobnie pierwszą w Polsce stronę poświęconą w całości komiksom o profilu eksperymentalnym – liczę na to, że stanie się ona punktem odniesienia w dyskusji na temat artystycznej „rehabilitacji” tego gatunku. Być może prowadzona przy tej okazji działalność „badawcza” (pogłębiana przy okazji corocznych łódzkich Sympozjów Komiksologicznych) zaowocuje obszerniejszą publikacją, zawierającą nową, alternatywną wobec dotychczas wypracowanych, wizję historii polskiego komiksu.
Zapraszamy na ostatnią z cyklu wystaw:
Kuba Woynarowski - „Stilleben”
8 styczeń 2010 – 13 styczeń 2010
Floriańska 22 / Kraków
wernisaż wystawy: 8 I 2010 / godz. 19.30
wystawa czynna codzienne w godzinach 16.00 – 19.00

Na zdjęciach fragmenty prac artystów z dotychczasowych wystaw:
Agnieszka Piksa (zdjęcia 1-5), Julian Antonisz (praca wykonana w wieku 12 lat), Justyna Gryglewicz, Kuba Woynarowski (zdjęcia 8-10), widok ogólny wystawy Literatura, Maciej Chorąży, Maciej Sieńczyk, Małgorzata Jabłońska.

05 styczeń, 2010

Kamil Kuskowski - "Prace Wybrane" Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze

"Prace Wybrane" Kamila Kuskowskiego to wystawa jaka pokazana była w Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze w październiku ubiegłego roku. Matariał video dostaliśmy dzięki uprzejmości Muzeum. Na wystawie zaprezentowane zostały wybrane realizacje Kamila z kilku ostatnich lat. Zapraszamy na krótką relację.

04 styczeń, 2010

Perfekcyjny dzień w Nowym Roku

Na półkę kolekcjonera trafia dziś katalog towarzyszący wystawie Zbioka we Francji „Perfect Day”. Cały katalog to całostronicowe ilustracje, prace Zbioka pokazujące jego perfekcyjny dzień. Co się składa na perfekcyjny dzień? Między innymi poranna kawa, praca na komputerze, jazda na deskorolce oraz na rowerze.


Życzymy perfekcyjnego nowego roku.

31 grudzień, 2009

Kolekcja ING w Galerii Leto

Dzisiaj czas podsumowań i planów na przyszły rok. W Dzienniku i Gazecie Wyborczej bardzo trafne podsumowania Anny Theiss i Doroty Jareckiej. Wystawa kolekcji ING jaką można obejrzeć w Galerii Leto to też pewnego rodzaju podsumowanie tego co dzieje się w najnowszej sztuce polskiej. Zapraszamy do obejrzenia wystawy i do przeczytania recenzji Aleksa Hudzika na ArtBazaar Art Diary.