16 listopad, 2009

Ostatnie w tym roku aukcje w Nowym Jorku. Koniec kryzysu?

Tuż przed weekendem zakończyły się w Nowym Jorku ostatnie w tym roku duże aukcje sztuki najnowszej. Ich wyniki zaskoczyły pesymistów, a optymistom udowodniły, że rynek sztuki najnowszej powoli odbudowuje się po poważnych tarapatach, w jakie wpadł pod koniec ubiegłego roku.
Szczególnie udana była wieczorna licytacja w domu aukcyjnym Christie’s, na której sprzedano bardzo rzadki obraz Andy Warhola „200 One Dolar Bills” z 1962 roku za prawie 43,8 miliona dolarów. Jeszcze dwa lata temu taka cena za tak nietypowy obraz tego artysty nie wzbudziłaby sensacji – wszak w maju 2007 roku inna praca Warhola „Green Car Crash” również z 1962 roku sprzedała się za rekordowe 71 milionów dolarów. Ale wiele od tego czasu się zmieniło i ten wynik Warhola poszedł w świat. Praca ta ostatni raz pojawiła się na aukcji w 1986 roku. Wtedy to obraz pobił rekord notowań tego artysty na aukcjach. Za 385 tysięcy dolarów kupiła go najprawdopodobniej londyńska kolekcjonerka, Pauline Karpidas. Gdzie od tego czasu znalazł się rynek sztuki najnowszej pokazuje właśnie ta „kryzysowa” cena z minionego tygodnia, którą zapłacił jeden z największych kolekcjonerów świata, Philippe Niarchos.
Wyjątkowo udana aukcja Sotheby’s przyniosła łącznie 134,4 miliona dolarów. Wcześniejsze estymacje prac wahały się w przedziale między 67,9 a 97,7 miliona dolarów. Tak więc górna granica estymacji została znacznie przekroczona, co już dawno nie zdarzyło się na aukcjach sztuki najnowszej.
Trochę gorzej poszło w konkurencyjnym domu aukcyjnym Christie’s, który zakładał sprzedaż w granicach między 61,5 a 88 milionów dolarów. Tymczasem łącznie ten dom aukcyjny należący do kolekcjonera Francois Pinaulta sprzedał prace za 74,2 miliona dolarów. Ta niższa od Sotheby’s sprzedaż została spowodowana głównie przez to, że dwie drogie prace sprzedawane przez znanego kolekcjonera Petera Branta, nie znalazły nabywców. Stało się tak z praca Jeana-Michel Basquiat’a „Brother Sausage” z 1983 roku (estymacja 9-12 milionów dolarów) i „Tunafish Disaster” Andy Warhola (estymacja 6-8 milionów dolarów). Komentatorzy podkreślali zbyt optymistyczną wycenę tych prac. „Jak się daje wysokie estymacje w dzisiejszych czasach, to często nie znajdują one nabywców” – powiedział jeden z nich.
Na szczęście dla Christie’s na aukcji były wystawione też inne prace, jak choćby obraz „Reflection (What does your soul look like)”, który po długiej i zażartej licytacji sprzedał się za 10,2 miliona dolarów (przy estymacji 4-6 milionów dolarów). To blisko rekordu cenowego tego artysty z lutego 2007 roku, który wynosi 11,3 miliona dolarów.
Dobrze również sprzedawały się prace Jeffa Koonsa wystawione przez magnata wydawniczego (i kolekcjonera) Benedykta Taschena. Bardzo wysoką cenę osiągnęła niewielka praca na papierze Roberta Rauschenberga „Untitled” z 1951 roku. Kupił ją nowojorski dealer Luhring Augustine za 938 tysięcy dolarów. Na zakończenie kolekcjonerzy mieli jeszcze aukcje w najmniejszym domu aukcyjnym z „wielkiej trójki” – Phillips de Pury. Tam niespodziewanie najdroższą pracą było dzieło japońskiej artystki Yayoi Kusamy „Infinity Nets (T.W.A) z 2000 roku, którą kupił paryski kolekcjoner Marc Simoncini. Praca sprzedała się za 842 tysiące dolarów – tyle samo co pudełko Brillo (czyli „Brillo Soap Pad Box”) Andy Warhola. Te 842 tysiące dolarów za pudełko Brillo to siedem razy więcej niż dotychczasowy rekord cenowy tej seryjnej pracy Warhola na aukcjach (dotychczas 122 tysiące dolarów, osiągnięte w 2001 roku). Łącznie w Phillips kolekcjonerzy kupili prace za 7,1 miliona dolarów, czyli w górnych granicach estymacji (5,7-8,1 miliona dolarów).
To kolejny dowód, że powoli, acz systematycznie rynek sztuki najnowszej podnosi się z kolan, sprowadzony do tego poziomu przez szybujące w dół ceny od ubiegłej jesieni. Listopadowe aukcje pozwalają z optymizmem patrzyć w przyszłość, choć nadal sprzedają się przede wszystkim te prace, które nie mają „wyśrubowanych” estymacji. Ale to już sprzedający w większości przypadków akceptują. Teraz przed kolekcjonerami ostatnie targi w tym roku. Na początku grudnia zjadą do Miami na Art Basel Miami Beach.

Na zdjęciach: Andy Warhol, „200 One Dolar Bills”, 1962; Peter Doig, „Reflection (What does your soul look like)”,1996; Yayoi Kusama „Infinity Nets (T.W.A)”, 2000.

15 listopad, 2009

Projekt Orbis Pictus startuje w Krakowie

Już w najbliższy piątek wernisażem wystawy Literatura, w Krakowie na ulicy Floriańskiej 22, startuje niezwykle ciekawy projekt Orbis Pictus. Projekt ten to zestaw wydarzeń, warsztatów, wystaw i wykładów poświęconych komiksowi i jego miejscem we współczesnej kulturze oraz przenikaniem się ze sztuką najnowszą oraz literaturą.

Wystawa „Literatura” odwołuje się do popularnego stereotypu, nakazującego traktować komiks jako fenomen związany ściśle z kulturą druku. Przewrotny tytuł należałoby jednak potraktować jako kontrapunkt dla poszukiwań twórców, eksplorujących problematyczny „obszar graniczny", zrodzony z napięć między narracją werbalną i wizualną, Wystawę można również odczytać jako przekorne nawiązanie do działań XIX-wiecznego proto-dadaistycznego ruchu Sztuk Niezbornych, powołanego przez komiksowych rysowników i ilustratorów, pragnących wykorzystać swe doświadczenia (wyniesione z obszaru sztuki masowej) podczas kreacji artystycznego „anty-Salonu" (którego działalność okazać się miała antycypacją elitarnej sztuki awangardowej); uczestnicy projektu „Literatura” dokonują niejako inwersji „niezbornych" założeń, z poziomu galerii sztuki rewaloryzując medium uznawane powszechnie – a przynajmniej na naszym rodzimym gruncie – za synonim kultury popularnej.

Do udziału w projekcie zaproszono zarówno twórców o znacznym dorobku jak i grono
interesujących debiutantów. Swoistymi „białymi krukami” pośród prezentowanych prac jest pokaźny zbiór oryginalnych szkiców Macieja Sieńczyka oraz archiwalny, dotychczas nie wystawiany komiks Juliana Antonisza.

Przy okazji otwarcia wystawy zapraszamy na wykład kuratora całego przedsięwzięcia Jakuba Woynarowskiego pt„Story art: komiks jako medium sztuki współczesnej”
Wykład zorganizowany przy okazji wystawy „Literatura”, obejmuje całokształt zagadnień związanych z funkcjonowaniem komiksu w intermedialnym obiegu sztuki współczesnej, ze szczególnym uwzględnieniem perspektyw wykorzystania tego medium w realiach polskiego artworldu.

Celem, jaki stawia sobie autor prezentacji (wychodząc daleko poza wąskie kategorie „rynku branżowego”) jest również próba wpisania refleksji o komiksie w dyskurs historii (polskiej) sztuki – wbrew rozpowszechnionemu wśród przeciwników gatunku przekonaniu o jego immanentnej kiczowatości.

Punktem wyjścia do tego typu rozważań może być analiza dokonań dwóch odległych pokoleniowo „formacji”: grupy grafików skupionych w latach 70-tych wokół magazynu „Szpilki” (m.in. Sławomir Mrożek, Henryk Tomaszewski, Andrzej Czeczot, Andrzej Dudziński, Andrzej Krauze) oraz artystów wpisujących się w „rewolucję” zapoczątkowaną pod koniec lat 90-tych przez galerię „Raster” (Wilhelm Sasnal, Marcin Maciejowski, Janek Koza, Maciej Sieńczyk, Małgorzata Jabłońska, Pola Dwurnik, Agata „Endo” Nowicka, Sławomir Shuty).


Więcej informacji na : www.orbis-pictus-pl.blogspot.com
Będziemy sukcesywnie informować o kolejnych wydarzeniach

Uczestnicy:
Julian Antonisz / Maciej Chorąży / ersatz / Kaja Gliwa / Justyna Gryglewicz / Małgorzata Jabłońska / Mikołaj Moskal / Paweł Olszczyński / Agnieszka Piksa / Paulina Sadowska / Sławomir Shuty / Maciej Sieńczyk / Katarzyna Skrobiszewska / Darek Vasina / Kuba Woynarowski


Na zdjęciach prace Macieja Sieńczyka i Kuby Woynarowskiego

13 listopad, 2009

Fabryka Warasa i Topolskiego w Toruniu

Zapraszamy na relację z projektu Fabryka, jaki został przygotowany przez Mariusza Warasa (m-city) i muzyka Krzysztofa Topolskiego dla toruńskiego CSW. Mariusz jest odpowiedzialny za część wizualną projektu, Krzysztof za dźwięki towarzyszące wystawie.


Tak swój projekt wspomina Mariusz Waras - „Na początku powstał projekt formy obiektu, który miał się stać po prostu estetyczną bryłą / rzeźbą. Z pozoru przypadkowe elementy łączą się w nim w spójną całość. Wstępny szkic kształtu fabryki został przekazany architektowi. Wykonał on dokumentację techniczną, dokładnie rozrysowując poszczególne elementy i wyliczając ilość potrzebnego do konstrukcji materiału. W fabryce znajdują się dwa ruchome elementy, których mechanizmy i zasadę ich działania dokładnie zaprojektowała kolejna osoba. Dodany został dźwięk ożywiający obiekt, a także symulujący proces nieobecnej produkcji. Pojawił się też monitoring”

Na stronach CSW do zobaczenia świetny film z realizacji Fabryki.









Zdjęcia:
zdjęcia kolorowe:
Ernest Wińczyk, dzięki uprzejmości CSW w Toruniu
zdjęcie czarno-białe:
Wojciech Olech, dzięki uprzejmości CSW w Toruniu







11 listopad, 2009

Artur Żmijewski w trójce finalistów Ordoway Prize

Polski artysta multimedialny Artur Żmijewski znalazł się w trójce finalistów konkursu Ordoway Prize, ogłoszonego przez nowojorskie New Museum oraz Creative Link for the Arts. Ostateczny zwycięzca tej niezwykle prestiżowej nagrody (i również bardzo wysokiej, bo wynoszącej 100 tysięcy dolarów), zostanie ogłoszony w pierwszym kwartale 2010 roku. Obok Artura Żmijewskiego wśród finalistów znaleźli się kubańska artystka performance Tania Brugera (latem 2008 roku w Warszawie można było oglądać jej performance w ramach seminarium 1968-1989 w MSN) oraz amerykański artysta sztuk wizualnych William L. Pope.

Ordoway Prize jest przyznawane co dwa lata artystce lub artyście w wieku 40-65 lat tworzącym od co najmniej 15 lat. Równolegle przyznawane jest taka sama nagroda dla kuratorów i osób piszących o sztuce. W 2008 roku nagrodę wśród artystów otrzymał brazylijski konceptualista Cildo Meireles.

W Nowym Jorku trwa właśnie w MOMA wystawa filmów Artura Żmijewskiego (w ramach sekcji zatytułowanej Project – pisaliśmy o tym tutaj), a jeszcze w tym miesiącu zostanie otwarta duża retrospektywa polskiego artysty w X Space w dawnym budynku Dia w nowojorskiej Chelsea.

10 listopad, 2009

Kontrowersje wokół obrazu "Paris Bar" Martina Kippenbergera

Rekordowa sprzedaż obrazu “Paris Bar”, należącego do Charlesa Saatchiego na londyńskiej aukcji w Christies 16 października (praca sprzedała się za 2,3 miliona funtów przy estymacji 800 tysięcy-1,2 miliona funtów) spowodowała dyskusję, głównie w niemieckiej prasie, na temat jego autorstwa. I postawiła pytanie, które coraz częściej pojawia się we współczesnej sztuce: Kto jest autorem pracy? Ten, kto ją namalował? (narysował?, wyrzeźbił?, nakręcił?) Czy ten, kto ją wymyślił?
Obraz został sprzedany amerykańskiemu kolekcjonerowi jako praca Martina Kippenbergera. Obraz przedstawia wnętrze jednego z ulubionych miejsc odwiedzanych przez tego artystę w Berlinie, lokal należący kiedyś do Michaela Wuerthle. Tam też ten obraz wisiał, zanim Wuerthle nie został zmuszony do jego sprzedaży. Obraz został sprzedany Charlesowi Saatchiemu (poprzez pośrednika – berlińską galerię Volker Diehl) jako praca Martina Kippenbergera. Teraz okazało się, że autorem pracy nie jest sam Kippenberger. Jest nim Goetz Valien, który jest malarzem i rysownikiem plakatów filmowych i którego prace można kupić już za 400 euro.
Historia pracy jest taka, że Kippenbereger zamówił obraz „Paris Bar” u Valiena i zapłacił mu za wykonanie tej pracy 1000 marek Później przekazał pracę właścicielowi lokalu w zamian za darmowe drinki i jedzenie. I tak obraz wisiał w „Paris Bar” jako praca Kippenbergera. Oczywiście taka praktyka zamawiania prac u innych artystów była już stosowana wcześniej przez tego enfant terrible niemieckiej sceny artystycznej. W 1981 roku w ramach projektu „Lieber Maler, Male mir” („Drogi malarzu, namaluj mnie”) Kippenberger wynajął ulicznego malarza by namalował serię obrazów na podstawie dostarczonych przez artystę zdjęć.
Problem w tym, że wiadomo było zawsze, że obrazy z tej serii (a było ich 12, z czego cztery zostały pokazane na wielkiej retrospektywie Kippenbergera w Tate Modern w Londynie) były projektem artysty bojkotującego ówczesny establishment.
A w tym przypadku informacja o Goetzu Valienie nie pojawiła się nawet w katalogu aukcyjnym. Według Christie’s nowy nabywca zdawał sobie sprawę z działalności Kippenbergera. Zresztą dziś, w dobie „fabryk sztuki” Jeffa Koonsa, Takashiego Muarakamiego czy Damiena Hirsta, taka działalność już nie dziwi.
Na zdjęciu: Martin Kippenberger (feat. Goetz Valien), Paris Bar, 1992

08 listopad, 2009

ArtBazaarTV - Maurycy Gomulicki - Światłotrysk

Duża szklanka różowej oranżady pojawiła się w parku Kępa Potocka jako pomnik radości, urody chwili, przyjemności życia. U nas wieczorna impresja z parku.
video

07 listopad, 2009

Kamil Kuskowski zwycięzcą Bielskiej Jesieni

Kamil Kuskowski został zwycięzcą tegorocznego, 39. już biennale malarskiego Bielska Jesień – ogłosiło wczoraj wieczorem jury konkursu w BWA w Bielsku Białej. Nagrodzony on został za cykl „Antysemityzm wyparty”, który wcześniej został pokazany w warszawskiej galerii M2[mkwadrat]. Kuskowski jest związany właśnie z tą galerią oraz z poznańską galerią Piekary. Jest on również twórcą (wspólnie z Jarosławem Lubiakiem) Zony Sztuki Aktualnej w Łodzi. Pierwsza nagroda (ministra kultury) w tym konkursie malarskim wynosi 20 tysięcy złotych.

Drugą nagrodę (prezydenta Bielska-Białej) i 10 tysięcy złotych, zdobył również znany już malarz, Andrzej Cisowski, związany z warszawską galerią lokal_30. I w końcu trzecią nagrodę (firmy Lotos - 5 tysięcy złotych), zdobył Paweł Matyszewski.

Pełne wyniki konkursu (orz skład jury) można zobaczyć tutaj.

Zdjęcie prac Kamila Kuskowskiego dzięki uprzejmości galerii M2 [mkwadrat]

06 listopad, 2009

Wilhelm Sasnal w Hauser and Wirth - relacja VernissageTV

Udało nam się dotrzeć do relacji VernissageTV z otwarcia wystawy Wilhelma w Hauser& Wirth Zurych. Według uzyskanych informacji, większość z zaprezentowanych tam prac nawiązuje do filmu „Świniopas”, czyli pierwszego pełnometrażowego filmu artysty, którego fabuła jest adaptacją bajki Hansa Christiana Andersena. Zapraszamy.

video

Relacja dzięki VernissageTV.

04 listopad, 2009

Wiktor Pińczuk chce wybudować w Kijowie nowe centrum sztuki najnowszej

Wiktor Pińczuk, jeden z najbogatszych ukraińskich oligarchów, znany na całym świecie kolekcjoner sztuki najnowszej, zamierza wybudować nowe centrum sztuki w Kijowie, donosi Bloomberg. Pińczuk znalazł się na 53. miejscu listy 100 najbardziej wpływowych osób w świecie sztuki w 2009 roku, przygotowanej przez miesięcznik „Art Review”. Ten zięć byłego prezydenta Ukrainy, Leonida Kuczmy, jest znanym kolekcjonerem prac Damiena Hirsta, Jeffa Koonsa, Andreasa Gurskiego czy Petera Doiga.
Pińczuk otworzył już w Kijowie jedno centrum sztuki najnowszej „PinchukArtCentre”, które od 2006 roku odwiedziło już ponad 830 tysięcy zwiedzających. Było to pierwsze prywatne centrum Sztuki najnowszej w krajach byłego ZSRR. W kwietniu została tam otwarta największa w historii retrospektywa Damiena Hirsta.
Nowe centrum sztuki najnowszej ma być zaprojektowane w konkursie, w którym wezmą udział, jak twierdzi Pińczuk, najwybitniejsi architekci świata. Centrum w całości ma być sfinansowane przez Pińczuka, którego majątek wyceniany jest na 2,6 miliarda dolarów.
W Polsce Pińczuk znany jest z zupełnie innej sprawy. W 2007 roku Media ujawniły, że rok wcześniej finansował on fundację prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego „Amicus Europae”. Wpłacił na konto fundacji prawie milion złotych.

03 listopad, 2009

"kolekcja. dwadzieścia lat galerii starmach" - otwarcie wystawy już w piątek

„Trudno jest oznaczyć moment, w którym przypadkowe gromadzenie przedmiotów zamienia się w proces tworzenia kolekcji, a już sama czynność kolekcjonowania zupełnie wymyka się logice” – pisze w tekście do wystawy „kolekcja. dwadzieścia lat galerii starmach” Anda Rottenberg.
Otwarcie tej niezwykłej wystawy, kandydata do jednego z wydarzeń 2009 roku w polskiej sztuce, będzie miało miejsce 6 listopada w Muzeum Narodowym w Krakowie.
Andrzeja Starmacha znają wszyscy interesujący się sztuką współczesną w Polsce. Jego galeria, jedna z pierwszych, jaka powstała w postkomunistycznej Polsce, jest jednym z najważniejszych elementów pejzażu Krakowa, ale też stałym uczestnikiem targów Art Basel, gdzie przybliża zachodnim kolekcjonerom polską sztukę najnowszą. Sprawuje on też pieczę nad Fundacją Nowosielskich. I wreszcie regularnie od lat uderza młotkiem na różnych aukcjach charytatywnych w całej Polsce.
Kolekcja Teresy i Andrzeja Starmachów (która później przekształciła się w kolekcję Galerii Starmach) jest jednak starsza niż istniejąca od 1989 roku. Sztukę zaczęli oni kolekcjonować już w latach 70. Jak sami zaznaczają, nie ulegali modom. My możemy dodać, że raczej najwyżej je kreowali.
Wystawa w krakowskim Muzeum Narodowym po podsumować tworzenie tej kolekcji po 20 latach istnienia galerii. Kolekcji, z jednej strony będącej odbiciem działalności Galerii Starmach, a z drugiej strony jednak wychodzącej zdecydowanie poza to, co pokazywano w pomieszczeniach tej galerii.
Wystawa będzie zbudowana wokół prac powstałych w latach 50., 60., 70., 80. i 90., i poza pewnymi wyjątkami, będzie prezentowana chronologicznie. A nazwiska? Pewne nasuwają się same: Tadeusz Kantor, Tadeusz Brzozowski, Maria Jarema, Marian Warzecha, Jerzy Nowosielski, Koji Kamoji, Andrzej Wróblewski. Ale również Stanisław Dróżdż, Edward Krasiński, Mirosław Bałka, Grzegorz Sztwiertnia, Marta Deskur czy Marzena Nowak.
Jak zaznacza Anda Rottenberg, Polska nie miała w historii szczęścia do wybitnych kolekcji. Po 1989 roku trochę się to zmieniło, ale też trzeba uczciwie przyznać, że publiczne pokazy kolekcji Grażyny Kulczyk, Krzysztofa Musiała czy Dariusza Bieńkowskiego, to trochę mało na liczący 38 milionów mieszkańców europejski kraj. Miejmy nadzieję, że po pokazie kolekcji Galerii Starmach przyjdzie czas na następne. A na razie cieszmy się tą możliwością obcowania z historią polskiej sztuki współczesnej.
Na zdjęciach: Julita Wójcik, Karmnik, 2003;Tadeusz Kantor, Wszystko wisi na włosku, 1973;
Koji Kamoji, Wieczór – łódki z trzciny, 2006; Edward Krasiński, Maszynka do mięsa, 1969;
Andrzej Wróblewski, Niebo nad górami (na odwrocie: Tramwaj), 1948.

01 listopad, 2009

Irek Zjeżdżałka – Rarytasy

Dzisiejsze święto i publikacja obszernego albumu poświęconego Erykowi jest przyczyną tego postu. Publikacja to przepięknie wydany album zawierający większość z dostępnych prac Eryka. Album ma tytuł- Ireneusz Zjeżdżała - „Fotografie”. Powstał tam gdzie większość wydawnictw Eryka – w rodzinnej Wrześni, w Wydawnictwie Kropka.

Zebraliśmy wszystkie znane nam publikacje i wydawnictwa z pracami Zjeżdżałki i z tego powstała lista rarytasów. Przypomnijmy „rarytasy” to wszelkie wydawnictwa, publikacje, prace, obiekty, które nie są unikatami. Obiekty, które z czasem takimi unikatami się stają i z których można tworzyć pasjonujące kolekcje. Oto nasza lista:

Pozycja - 1
Tytuł: Tribute to Wróblewski
Wydawca: ArtBazaar
Nakład: 50 - zdjęcie, 150 - katalog do projektu
Opis: Katalog plus teczka z pracami artystów biorących udział w projekcie. Eryk wykonał zdjęcie (edycja 50 sztuk) Karoliny, dziewczynki z rodzinnego miasta. Oto co napisał na temat wykonanej pracy - „Pytał Pan o związek mojej fotografii z malarstwem Wróblewskiego... Jest on może dość banalny. Otóż w 2003 zostałem zaproszony do udziału w wystawie „Fotorealizm” w Galerii Zderzak w Krakowie i tam, na zapleczu uwagę moją zwrócił szczególnie obraz „Dwie mężatki” z 1949 roku. Jakoś w naturalny sposób wzbudziła we mnie skojarzenia z fotografią Karoliny z mojego rodzinnego miasta – pewna postawa, niepewność wyboru dalszej drogi czy obawy w stosunku do przyszłości. Teraz przy wyborze akurat tej fotografii gdzieś uaktywniło się to pierwsze skojarzenie – najwyraźniej obraz Wróblewskiego mocno utkwił mi w pamięci.Myślę też, że ta fotografia ma nieco cech wspólnych z innymi obrazami, jak choćby seria rozstrzelania – podobna neutralność tła, ustawienie pod ścianą, choć to oczywiście zbyt dalekie uproszczenie. Ma też nieco wspólnego z obrazami ukazującymi życie rodzinne – akurat Karolina żyje wraz z ośmiorgiem rodzeństwa... I chyba te prace ukazujące macierzyństwo przemawiają do mnie najsilniej. Wynika to pewnie po części z tego, że jako fotograf staram się dokumentować życie codzienne i pozornie banalną rzeczywistość.”


Pozycja - 2
Tytuł: Września na Styku
Wydawca: Muzeum Regionalne we Wrześni
Nakład: nieznany
Opis: publikacja towarzysząca wystawie Grupy Twórczej Wrześnica (Waldemar Śliwczyński, Ireneusz Zjeżdżałka)


Pozycja - 3
Tytuł: Trzy razy fotografia
Wydawca: Wydawnictwo Kropka, Września
Nakład: nieznany
Opis: Katalog towarzyszący wystawie w Muzeum Regionalnym we Wrześni w 2002 roku.
Pozycja - 4
Tytuł: Bez Atelier
Wydawca: Wydawnictwo Kropka, Września
Nakład: nieznany
Opis: Katalog towarzyszący wystawie w Muzeum Regionalnym we Wrześni w 2001 roku.


Pozycja - 5
Tytuł: Ohne Atelier
Wydawca: Wydawnictwo Kropka, Września
Nakład: nieznany
Opis: Katalog towarzyszący wystawie w Niemczech (2002).

Pozycja - 6
Tytuł: Ireneusz Zjeżdżałka - Fotografie
Wydawca: Wydawnictwo Kropka, Września
Nakład: nieznany
Opis: Najobszerniejszy i najbardziej aktualny album z pracami Zjeżdżałki. Oprócz tego teksty krytyczne i kalendarium życia artysty. Pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika polskiej fotografii.



Pozycja - 7
Tytuł: Zjeżdżałka
Wydawca: Galeria Zderzak
Nakład: nieznany
Opis: Bardzo efektownie wydany album z pracami Eryka. Zawiera 63 reprodukcje jego prac (2004).


Pozycja - 8
Tytuł: Sedymentacja
Wydawca: Regionalny Ośrodek Kultury i Sztuki w Suwałkach
Nakład: nieznany
Opis: Katalog towarzyszący wystawie w Galerii Pakamera (2004).




Pozycja - 9
Tytuł: Inwentaryzacja
Wydawca: Wydawnictwo Kropka, Września
Nakład: nieznany
Opis: Katalog towarzyszący wystawie w kinie Trojka we Wrześni.



Pozycja - 10
Tytuł: Światła Fary
Wydawca: Wydawnictwo Kropka, Września
Nakład: nieznany
Opis: Album z fotografiami z kościoła farnego we Wrześni (2007).



Pozycja - 11
Tytuł: Mała Rzeczywistość
Wydawca: Ośrodek Kultury - Wieża Ciśnień
Nakład: nieznany
Opis: Katalog towarzyszący wystawie w Galerii Wieża Ciśnień (maj 2007)

Pozycja - 12
Tytuł: Stan Zawieszenia
Wydawca: Centrum Kultury Zamek
Nakład: nieznany
Opis: Katalog towarzyszący wystawie (2005).


Pozycja - 13
Tytuł: Proces Naturalny
Wydawca: Wydawnictwo Kropka, Września
Nakład: nieznany
Opis: Katalog towarzyszący wystawie w Galerii Arsenał w Poznaniu.


Pozycja - 14
Tytuł: Miasto w centrum zainteresowania
Wydawca: nieznany
Nakład: nieznany
Opis: Folder z planem Wrześni i 11 pocztówkami Zjeżdżałki.

Pozycja - 15
Tytuł: Mały atlas mojego miasta
Wydawca: Wydawnictwo Kropka, Września
Nakład: nieznany
Opis: Publikacja towarzysząca wystawie (?). Zawiera reprodukcje zdjęć Zjeżdżałki i haiku Marcina Myszkiewicza.


Pozycja - 16
Tytuł: Bez Atelier
Wydawca: Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury Poznań
Nakład: nieznany
Opis: Publikacja towarzysząca wystawie. Reprodukcje kilkunastu fotografii. Rok 2005

Pozycja - 17
Tytuł: Pocztówka
Wydawca: Wydawnictwo Kropka, Września
Nakład: nieznany
Opis: Pocztówka promocyjna z okazji wystawy w Galerii Pod Arkadami. Znane dwa wzory.


Pozycja - 18
Tytuł: Pocztówka
Wydawca: Wydawnictwo Kropka, Września
Nakład: nieznany
Opis: Pocztówka z widokami Wrześni, wydana w ramach Klubu miłośników Ziemii Wrzesińskiej. Znane 3 różne obrazki.



31 październik, 2009

ArtBazaarTV - W hołdzie Edwardowi Krasińskiemu

Jeszcze przez chwilę przygotowany przez nas projekt można zobaczyć na żywo w Fundacji bęc zmiana w Warszawie lub na stałe na naszych stronach internetowych. Krótka impresja z wystawy poniżej.

video

30 październik, 2009

Wystawy Artura Żmijewskiego i Wilhelma Sasnala

Historii „Here come the Poles” ciąg dalszy. Tym razem w miejscach nieco oddalonych od Londynu. W środę miał miejsce wernisaż wystawyArtura Żmijewskiego w Museum of Modern Art w ramach cyklu „Projekt” pokazującego artystów mniej znanych amerykańskiej publiczności ( w tym samym cyklu trzy lata temu miała wystawę Monika Sosnowska). Więcej o tej wystawie, a także o recepcji polskiej sztuki w USA można przeczytać w tekście Doroty Jareckiej w dzisiejszej Gazecie Wyborczej. My dodajmy tylko, że w ramach wystawy prezentowany jest również najnowszy film Artura Żmijewskiego „Świecie 2009”, będący zapisem warsztatów rzeźbiarskich, w trakcie których ośmiu polskich artystów realizowało projekty zainspirowane słowem „robotnik" wspólnie z pracownikami zakładów metalowych w Świeciu. Pisaliśmy o tym projekcie w sierpniu. Inna wystawa polskiego artysty w prestiżowym miejscu, której otwarcie jest już dziś, to indywidualna wystawa „Świniopas” Wilhelma Sasnala w galerii Hauser&Wirth w Zurychu (zobacz tutaj). Oprócz obrazów artysta pokaże również swój najnowszy film, półtoragodzinną, nakręconą na czarno-białej taśmie, historię opartą na motywach słynnej baśni Hansa Christiana Andersena. Film miał swoją premierę w K21 w Dusseldorfie podczas wystawy Sasnala w tym miejscu. A już pod koniec listopada otwarcie kolejnej wystawy Wilhelma Sasnala w Centro de Art Contemporaneo w Maladze.
Na zdjęciu: Wilhelm Sasnal, Ubrania, 2009, dzięki uprzejmości galerii Hauser&Wirth

29 październik, 2009

„Czerwony świt” – korespondencja Radka Szlagi z Detroit

Kontynuujemy nasz nowy cykl relacji z podróży, wyjazdów i stypendiów artystycznych. Po Poli Dwurnik (relacja tutaj) dziś zapraszamy na opowieść Radka Szlagi o Detroit. Proszę zarezerwować kilka minut. Naprawdę warto.

“Mam nadzieję, że to nie będzie kolejny artykuł o tym, jak okropne rzeczy się tu dzieją”- mówili do mnie znajomi i przyjaciele , kiedy dowiadywali się, że piszę tekst o ich mieście. “I tak , i nie…”, co miałem im odpowiedzieć, że to nie do końca artykuł, a katastrofa ich miasta jest w osobliwy sposób inspirująca i bardzo mi się podoba?


Gdyby zostało rozniesione w pył przez huragan, albo zalane przez olbrzymią powódź, pewnie wiedzielibyśmy znacznie więcej o jego powolnej agonii. O tragedii Detroit usłyszelibyśmy, gdyby nawiedziła je długotrwała susza, zaraza, nieznana epidemia. Gdyby przetrwało atak termojądrowy, przez 24 h na dobę pokazywano by je na CNN, choć niewiele różniłoby się od tego jak wygląda w chwili obecnej. I choć żaden spektakularny kataklizm, nie dotknął bezpośrednio Detroit, nie zmienia to faktu, że Motown – kolebka, współczesnej muzyki pop, ambitnej elektroniki i światowej motoryzacji, amerykańskie miasto-ikona, jest na kolanach i nic nie wskazuje na to, aby szybko miało się podnieść.

Dobrze, że Stevie Wonder tego nie widzi!

Podczas berlińskiego Biennale w 2008 roku, którego kuratorami byli Elena Filipovic i Adam Szewczyk, zaintrygowała mnie instalacja znajdująca się na najwyższym piętrze Kunst-Werke (Instytutu Sztuki Współczesnej). Znalazłem się w półmrocznym wnętrzu, przeszywanym przez strumienie świateł z rzutników, serie mechanicznych hałasów i nieokreślone, tajemnicze odgłosy. Architekturę tej instalacji tworzy labirynt zbudowany z prowizorycznych ścianek skrywający obiekty różnej natury, meble i zapomniane sprzęty codziennego użytku, całość dopełnia projekcja slajdów. Projekcje post-industrialnych nieużytków Detroit, niezsynchronizowane ze sobą, żyją swoim życiem w anarchiczno-niespiesznym tempie, przecinają się wzajemnie. Próbując się im przyjrzeć zasłaniam projekcje innym, którzy z kolei, zasłaniają projekcje oglądane przez jeszcze innych. Do tego świdrujące dźwięki z magnetofonów i adapterów, odgłosy wydawane przez miasto, melancholijno-futurystyczna ścieżka z filmu RoboCop z 1987r i głos autora.

Tris Vonna-Michell zbudował architektoniczny kompleks z obiektów, obrazów i dźwięków, stworzył tymczasową arenę, na której mieszają się historie, wspomnienia i wizerunki miasta Forda. Wykorzystuje rodzinne miasto swego ojca i symbol gwałtownej pobudki z amerykańskiego snu, po to, by opowiedzieć swoją osobistą historię. Jednocześnie snuje refleksje o mieście które było jedną z pereł w koronie konsumpcji i amerykańskiego stylu życia, a stało się symbolem jego upadku. Jego prace, pełne osobistych rozważań, nostalgii, realizmu i filmowej fikcji , przypomniałem sobie tutaj. Dopiero będąc w Detroit olśniła mnie trafność przesłania pracy Trisa Vonna-Michella i wtedy naprawdę pojąłem intencje artysty.

Wystawę można było obejrzeć ponownie, w nieco zmienionym kształcie w Museum of Contemporary Art Detroit, w marcu tego roku. A to świetna placówka, stosunkowo nowa, nawet jak na amerykańskie standardy, otwarta w październiku 2006 roku w dawnym salonie sprzedaży samochodów. Posiada bardzo bogaty i interesujący program. Gościła do tej pory kilkanaście dużych wystaw, kuratorowanych przez uznane “nazwiska” (m.in. Klausa Kartessa). Galeria angażuje się w wiele programów edukacyjnych, odbywają się tu projekcje filmów, odczyty i inne wydarzenia związane ze sztuką.

W tej chwili możemy oglądać dwie solowe wystawy. Pierwsza z nich autorstwa szwedzkiego artysty Alexandra Gutke jest wyrazem jego fascynacji kinem, animacją, iluzją ruchu, samopowielającymi się modułami, szczelinami w czasie i przestrzeni znajdującymi się gdzieś pomiędzy. Jego sztukę kurator Chris Sharp określa jako mistyczny materializm. Rzeczywiście, Gutke to świetny storyteller , z poetycką wrażliwością opowiadający o medium w jakim pracuje, o taśmie filmowej. Wystawa daje szanse, by docenić jego wkład w neo- konceptualizm, a powstała ona przy współpracy z berlińska Galerią Gregor Podnar.
Jest także wystawa Dunki - Ann Lislegaard. Nosi ona tytuł “2062” . To rok w którym artystka skończy 100 lat, a składa się na nią trylogia wielkich projekcji video z towarzyszącymi im instalacjami dźwiękowymi i obiektami. Zestawiając znane cytaty z nieodległej historii sztuki z elementami zakorzenionymi w poetyce science-fiction, artystka posługuje się światłem i dźwiękiem w sposób “architektoniczny”. W misterny sposób rozmieszcza jego źródła i bada jak odbieramy i poruszamy się w tym nowym pod względem fizycznym , jak i psychologicznym, środowisku. Kuratorem jest Elizabeth Brown, która zadbała by wystawie towarzyszyła także piękna publikacja.

MOCAD to oślepiająco jasne miejsce na kulturalnej mapie Detroit, położone w pobliżu Uniwersytetu Wayne’a i opery, czyli w Downtownie. W samym centrum niemal wyludnionego miasta , miasta pociętego w kratę cztero-pasmowymi autostradami o wdzięcznych nazwach(4, 5, 6, 7, 8 Mile), posegregowanym rasowo. Ale znajdziemy tu również atrakcje innego typu. Niedaleko na północ znajduje się polskie- wąsate Hamtramck, białe getto, miasteczko-enklawa starej emigracji, oblężone ze wszystkich stron przez Detroit. W Hamtramck znanym raczej jako Hemtremik, przeklina się po polsku i pije się również po polsku. W soboty chodzi się na dancingi. Polacy i Ukraińcy pląsają w parach do rytmów Disco Polo, Bajm i Stachurskiego po wysłużonym parkiecie w sali pamiętającej dekoracje z lat 90tych. Dziś, aż trudno znaleźć takie miejsce w Polsce. Wzdłuż ulicy Sobieskiego, Pułaskiego i Kościuszki przechadzają się spacerowicze (gdzie indziej jest to rzadkością). Ludzie dzierżą wypchane reklamówki z logo “Kowalski’s Sausage Company”. Faktem jest, że w tej dzielnicy można kupić najlepszy salceson, suszone kiełbasy i inne polskie rarytasy. Hamtramck, podobnie jak nowojorski Greenpoint, czy Williamsburg, przyciąga do siebie rewie dziwnych postaci, freaków, artystów, adeptów sztuki, początkujących muzyków i masę innych pretendentów, w sumie całkiem wesołe i kolorowe towarzystwo. W zasadzie Detroit obok Nowego Orleanu, i St. Louis jest jednym z niewielu miast w Stanach , w którym nie ma getta jako takiego. Detroit, otoczone przez “białe” przedmieścia. Samo w sobie jest wielkim gettem, gdzie ponad 80% populacji stanowią czarni (Amerykanie afrykańskiego pochodzenia), ponad 30% z nich nie ma pracy, a w niektórych dzielnicach te liczby są znacznie wyższe, mężczyźni przesiadują na “porczach” przed domami, a kobiety z dziećmi inkasują czeki z opieki społecznej.
Tak wygląda to mniej więcej od 1967r., gdy przez Stany przetoczyła się olbrzymia fala ulicznych zamieszek o podłożu rasowym. Nie ominęła ona również Detroit, spłonęły cale przecznice, zginęło ok. 50 osób, a tysiące białych uciekło na przedmieścia. Nieformalny apartheid został ponownie usankcjonowany. Czarni mieszkańcy Detroit, którzy od tej pory stanowią olbrzymią większość. Wkrótce po tym na stanowisko burmistrza wybrali swojego ziomka Colemana Younga, niezwykle nieudolnego managera ale świetnego oratora. Na stanowisku utrzymał się przez kolejne 20 lat (1973-1993). Podczas publicznych wystąpień sam siebie nazywał nie inaczej jak-MFIC (Motherfucker in charge), a swój program oparł na podsycaniu rasowych resentymentów, żądaniu retrybucji za lata prześladowań i obrażaniu polityków z przedmieść. Jego wkład w upadek miasta jest trudny do przecenienia. Ostatnia kadencja Younga na stanowisku burmistrza to okres niesłychanego wzrostu przestępczości, kradzieży, napadów, morderstw i rozbojów, to również lata lokalnego fenomenu znanego pod nazwa Devil’s Night, nihilistycznych orgii, podczas których podpalano domy dla wyłudzenia odszkodowań. Podczas jednej z najbardziej spektakularnych imprez tego typu 800 domów spłonęło do gruntu. Młody Marshall Mathers (znany powszechnie jako Eminem) też się tak bawił, mogliśmy to zobaczyć w filmie pt. “8. Mila”, w którym gra on białego śmiecia, jak pieszczotliwie i powszechnie określa się białych mieszkańców Detroit.

Do tragedii miasta przyczynił się motoryzacyjny mastodont (tzw. Wielka Czwórka-Ford, GM, Chrysler plus ich związki zawodowe, zbyt przywiązane do bajecznych przywilejów socjalnych), który nie dostrzegł rosnącej w Azji konkurencji i pozostawał głuchy na potrzeby zmieniającego się rynku, a w konsekwencji znalazł się na krawędzi bankructwa ciągnąc za sobą całe miasto, bo Detroit to samochody.

Rasizm, Coleman Young, naiwna wiara, w to że przemysłowi samochodowemu nigdy nie zabraknie benzyny oraz zabawy z zapałkami sprawiły, że niegdyś piękna i zwarta zabudowa Detroit, jest dziś urbanistycznym ekwiwalentem szczęki boksera, gdzie więcej jest szczelin i luk niż samych zębów. W latach 50-tych było czwartym pod względem liczby mieszkańców miastem w Stanach, żyło tu ok. 2 milionów osób, w tej chwili jest ok. 900 tys. Detroit wypadło z pierwszej dziesiątki i ciągle spada. Jego mieszkańców można spotkać głównie w centrach handlowych. Amerykańska konsumpcja już tyle razy była poddawana druzgoczącej krytyce, ze raczej pominę ten wątek. Wspomnę tylko o tym, ze niedobór błonnika (z warzyw głównie frytki) plus siedzący, samochodowy tryb życia powoduje uwiąd kończyn dolnych, i nadaje ciału kuriozalne kształty. W kontekście krytyki systemu i oryginalnych nawyków kulinarnych nie można pominąć postaci Michaela Moora, znanego autora zgrabnych filmów dokumentalnych. Ten dumny mieszkaniec stolicy stanu - Flint w jednym z wywiadów wyznał, że uwielbia wracać do Michigan, gdyż “…jest tutaj jednym z najszczuplejszych facetów i dobrze się tu czuje”. Jest w tym trochę kpiny, ale i sporo prawdy.
Na pewno jest to jedno z najbardziej inspirujących miejsc, w jakich do tej pory miałem okazje się znaleźć. Dobre miejsce dla artystów, kilka świetnie wyposażonych sklepów z artykułami plastycznymi, mnóstwo opuszczonych lub super-tanich loftów nadających się na studio. A rzeczywistość wokół wręcz rozpieszcza twórców. Niepowtarzalny klimat potęgują niemal wszędzie zamurowane okna, powybijane szyby opuszczonych domów i zarośnięte zielskiem parcele.
Idąc tropem strasznych, porzuconych budynków na uwagę zasługuje inicjatywa Tyree Guytona. Heidelberg Street, to miejsce, w którym Guyton się wychował i tu obserwował tragiczne zamieszki z końca lat 60-tych, po których, jak sam twierdzi, miasto nigdy w pełni się nie pozbierało, tu w końcu znajduje się Heidelberg Project. To okolica zapomniana i biedna nawet jak na Detroit. W 1986 r. Guyton, nie mogąc już znieść widoku opuszczonych sklepów, zrujnowanych domów, apatii i ogólnego rozkładu tego miejsca, wraz z kilkoma pomocnikami postanowił posprzątać opuszczone działki przy ulicy Heidelberg .
Jak postanowili, tak zrobili. Z pozostałości, śmieci, starego AGD i różnych gratów, zaczął tworzyć coś na kształt environment na olbrzymią skale, obejmującego swym zasięgiem kilka przecznic, angażując puste domy, place, drzewa, ulice i chodniki. Pod względem artystycznym nie jest to mega-przebój. Wygląda to trochę tak, jakby, cierpiący na stany lekowe i ADHD, zły brat Basquiata stworzył harmonijna fuzje osiedla domków jednorodzinnych z wysypiskiem śmieci, a na koniec przy użyciu szerokiego pędzla, gdzie tylko się da, zastosował wielobarwne polka dots- natrętnie dominujące nad krajobrazem. Niemniej z socjologicznego punktu widzenia to zjawisko bardzo ważne i interesujące. Niewielka grupka ludzi przy praktycznie zerowym budżecie, całkowicie odmieniła oblicze tego miejsca i stworzyła jedna z największych atrakcji turystycznych Detroit. Mimo, że nie jest to może Ghetto Guggenheim spotkałem tu ludzi ze Szwecji i z Japonii, którzy przyjechali specjalnie, by obejrzeć inicjatywę Guytona. Można też tu spotkać samego autora. Jest bardzo aktywny, chętnie rozmawia o projekcie, natychmiast angażuje przybyłych w np. malowanie kolorowych kropek na asfalcie i z wrodzoną gracją sprzedaje mapki Projektu po 10 dolarów za sztukę. Większość działań ma tu charakter happeningu. O ile na terenie objętym tymi działaniami czuliśmy się bezpiecznie, dobrze zdawaliśmy sobie sprawę, że dwie przecznice dalej swobodne wysiadanie z samochodu i zrobienie zdjęcia mogłoby pociągnąć za sobą straszne konsekwencje.
Miasto, swą post-apokaliptyczną scenografią od lat inspiruje i wabi do siebie również ludzi związanych z branżą filmową. Tu, jeszcze na przełomie lat 80-tych i 90-tych, powstały wszystkie części wcześniej wspomnianego RoboCopa, walczącego ze złem tego świata policjanta-androida. W ostatnich latach zjawisko to przybiera na znaczeniu, świetne “sajty”, niskie koszty i niepowtarzalna atmosfera ściągają do Detroit coraz więcej znanych nazwisk z Nowego Jorku i Hollywood. Miałem okazje wkraść się na plan kręconego tam obecnie remake’u kultowego Czerwonego Świtu z >150 mln $ budżetem. Jego reżyserem jest Dan Bradley (odpowiedzialny za takie blockbustery jak Ultimatum i Supremacja Bourne’a, różne Supermeny, Indiany Jonesy i Dni Niepodległości). Tym razem inwazji na stany dokonują nie, jak w oryginale Rosjanie, lecz Chińczycy. Dzielna grupka młodzieży stawia im jednak opór. Wszystko kończy się szczęśliwie. Sukces gwarantowany.
Happy End.
tekst: Radek Szlaga
foto: Julka Paluszkiewicz

28 październik, 2009

6 zaproszeń

1 zaproszenie - na dzisiejszy finisaż „Alfabetu Polskiego” w BWA w Tarnowie. Dziś będzie można kupić katalog projektu „Alfabet polski 1”. Publikacja ta, według zapowiedzi wydawcy, to przewodnik po twórczości zaproszonych artystów - znajdą się w nim opisy i reprodukcje prac oraz teksty krytyków i historyków sztuki analizujące prace każdego z artystów. Wstępem do książki jest tekst Magdaleny Ujmy opisujący sztukę polską po roku 2000. Projekt graficzny: Łukasz Jastrubczak.

2 zaproszenie – pierwszy bonus do wystawy to zaproszenie na dzisiejszy koncert zespołu MASTERS OF THE UNIVERSE. Będzie to eksperymentalna muzyka elektroniczna napisana specjalnie na tę okazję. Efemeryczna formacja muzyczna Łukasza Jastrubczaka i Tomasza Kowalskiego ze wsparciem uczniów Zespołu Szkół Muzycznych w Tarnowie. BWA Tarnów. Wstęp wolny.

3 zaproszenie na jutro – tez w Tarnowie. Drugi bonus do Alfabetu czyli Malarka w Zalipiu – czyli zdjęcie z wystawy obrazu Poli Dwurnik „Malarka” i przewiezienie z Tarnowa do Zalepia. O godzinie 14.00 dokonane zostanie zawieszenie obrazu w Zagrodzie Felicji Curyłowej w Zalipiu. Efemeryczny gest przewiezienia obrazu Poli Dwurnik do Zalipia – malowanej wsi, będzie udokumentowany w formie zdjęć i zapisu wideo, które staną się śladem wydarzenia kończącego pierwszą odsłonę cyklu „Sekcja Sztuki Nowoczesnej – Alfabet polski”, będąc konceptualnym i realnym wyjściem sztuki z Galerii.

4 zaproszenie to zaproszenie na sobotę na 18 do Galerii A w Warszawie na premierę najnowszego wydawnictwa 40 000 Malarzy czyli książki Filip Sadowskiego „Surogat”
"Surogat" to eksperymentalna książka-wystawa autorstwa Filipa Sadowskiego (ur. 1983) - zamknięta w kolorowej okładce, zamiast w białych ścianach galerii. Ekspozycja - zbiór przedmiotów - sama stała się przedmiotem. "Surogat" ma swoje wymiary, wagę, zapach i kolor.

5 zaproszenie to nieustanne zaproszenie na Tribute to Krasiński do Fundacji Bęc Zmiana w Warszawie. Wczorajsze otwarcie było bardzo udane. Dużo zaskakujących i niezapowiedzianych gości. Dziękujemy za przybycie

Na koniec, 6 zaproszenie - zapraszamy jutro do ArtBazaar. Jutro korespondencja Radka Szlagi z Detroit. Będzie ciekawie,

Zapraszamy

27 październik, 2009

List otwarty do prezydenta Krakowa w sprawie konkursów na dyrektora Muzeum Sztuki Współczesnej i Bunkra Sztuki

Poniżej przedrukowujemy list otwarty do prezydenta Krakowa, Jacka Majchrowskiego, zainicjowany krakowskich artystów, Martę Deskur i Wilhelma Sasnala i podpisany wczoraj przez 199 osób ze świata sztuki z całej Polski. Powodem wystosowania tego listu były informacje, że zarówno dyrektorzy nowopowstającego Muzeum Sztuki Współczesnej, jak i Bunkra Sztuki (kadencja obecnej dyrektor upływa w 2010 roku), mają być powołani przez władze miasta z pominięciem konkursu. Celem listu ma być wprowadzenie jasnych i przejrzystych zasad mianowania szefów największych krakowskich placówek.


"Sz. P. Prof. Jacek Majchrowski,
Prezydent Miasta Krakowa

List otwarty do Prezydenta Miasta Krakowa

Kierując się troską o dobre funkcjonowanie tak ważnych dla Krakowa instytucji kultury, jak Galeria Sztuki Współczesnej „Bunkier Sztuki” oraz powstające Muzeum Sztuki Współczesnej na Zabłociu, zwracamy się z uprzejmą prośbą o przedstawienie opinii publicznej wizji i kierunku rozwoju obranego przez miasto dla tych placówek.

Postulujemy zapoznanie opinii publicznej z działaniami odnoszącymi się do obsady funkcji dyrektorskich w powstającym Muzeum i w Bunkrze, gdzie kadencja obecnego Dyrektora upływa w roku 2010.

Apelujemy o rozpisanie otwartych i rozstrzyganych przez ekspertów konkursów na stanowiska dyrektorów obu instytucji".

26 październik, 2009

ArtBazaarTV – Schizma w Zamku Ujazdowskim

Zapraszamy na relację z długo oczekiwanej wystawy poświęconej latom 90tym w sztuce polskiej. Wystawa jak rozumiem powstała z prac znajdujących się w kolekcji Zamku i to jest trochę problem tej wystawy – lata 90te to wiele innych ciekawszych prac, kilku innych artystów – patrząc na lata 90 poprzez Schizmę możemy mieć trochę niepełne wyobrażenie o tej dekadzie.

Tak czy inaczej – warto zajrzeć i zweryfikować swoje własne wyobrażenia.

25 październik, 2009

Z półki kolekcjonera – Cahen / Robakowski

Jest to katalog do wspólnej wystawy Roberta Cahena i Józefa Robakowskiego w warszawskiej Zachęcie. Zawiera krótkie teksty na temat obydwu artystów i bardzo ciekawy, aczkolwiek krótki wywiad Adama Mazura z Józefem Robakowskim na temat lat 80tych.


Polecamy.

22 październik, 2009

Spojrzenia 2009 dla Wojtka Bąkowskiego

Tuż przed chwilą ogłoszono wyniki tegorocznej nagrody Spojrzenia 2009. Nagrodę główną i I miejsce otrzymał Wojtek Bąkowski, II miejsce Anna Molska. Nargoda publiczności dla Wojtka Doroszuka.

Tribute to Krasiński - zapraszamy we wtorek 27 października

Jak już niektórzy z Was zauważyli, na pasku po prawej stronie pojawił się nowy projekt ArtBazaar „Tribute to Krasiński”. Chcielibyśmy serdecznie zaprosić na wernisaż tego projektu, we wtorek 27 października o godzinie 19 w warszawskiej siedzibie Fundacji Bęc Zmiana na ulicy Mokotowskiej 65.
Będzie można obejrzeć prace przygotowane do „Tribute to Krasiński”, porozmawiać z artystami, a także kupić limitowaną teczkę (nakład tylko 30 egzemplarzy) z pracami artystów biorących udział w projekcie. Dla tych, którzy nie dotrą we wtorek do Bęc Zmiany, informacja że "Tribute to Krasiński będzie można jeszcze oglądać przez dwa tygodnie. Zapraszamy!

Jak wynika z nazwy projektu, chcielibyśmy tym razem złożyć hołd Edwardowi Krasińskiemu oraz jednemu z najsłynniejszych gestów w sztuce polskiej – zaznaczaniu przestrzeni cienką niebieską linią. Jak dziś odbierają Krasińskiego młodzi artyści? Prace z „Tribute to Krasiński” koncentrują się wokół niebieskiej linii (Truth, Karol Radziszewski i Szymon Kobylarz). Poprzez prace Łukasza Jastrubczaka, Sławka Czajkowskiego „Zbioka” i Konrada Smoleńskiego powoli przenoszą się w obszar oddalenia od rzeczywistości. Tam już znajdują się prace pozostałych artystów biorących udział w projekcie – Piotra Bosackiego, Normana Leto i Michała Grochowiaka.

Więcej informacji, opis poszczególnych prac projektu znaleźć można tutaj.

To już trzeci projekt ArtBazaar z cyklu „Tribute to…”. Pierwszy, który powstał jesienią 2008 roku poświęcony był Andrzejowi Wróblewskiemu. (czytaj)
Wiosną tego roku miał miejsce projekt „Nowa Fala Popierdala”, poświęcony Gruppie i latom 80. w polskim malarstwie. (czytaj)

Na zdjęciu: Sławek Czajkowski „Zbiok”, Interwencja-Absurd, 2009 z teki "Tribute to Krasiński"

21 październik, 2009

Rola azjatyckiego turysty kierującego obiektyw na wszystko co się rusza mnie nie interesuje - rozmowa z Pawłem Sulejem

Przy okazji wystawy Pawła w warszawskiej galerii Start, Adam Fuss miał okazję porozmawiać z artystą. Zapraszamy.

W roku 2005 reprezentowałeś galerię Wymiany Józefa Robakowskiego na „Targach Sztuki” w Starej Rzeźni w Poznaniu.

Miało to miejsce już kilka lat temu, sporo się pewnie zmieniło od tego czasu w temacie realizacji takich przedsięwzięć. Ciężko ocenić na ile trafna okazała się formuła targów. Wydarzenie było dość spektakularne, bo z jednej strony prezentowały się galerie komercyjne, a na drugim biegunie występowały non profitowe miejsca popularyzacji sztuki i był to poważny kalejdoskop różnych opcji. Trzeba by pytać właścicieli galerii jak oceniają swój występ na imprezie. Ja mogę być jedynie wdzięczny za zaproszenie, bo mogłem pokazać swój projekt w dostojnym gronie i moje prace, dzięki powadze wydarzenia, miało szanse zobaczyć sporo osób. Nie przekuło się to jednak na sukces finansowy i dalej chodzę w dziurawych skarpetach jeśli taki był sens pytania.

W 2006 pokazywałeś swoje fotografie na festiwalu Miesiąc fotografii w Krakowie. To jeden z ważniejszych festiwali fotografii w Polsce..

Z roku na rok jest coraz lepiej. Akurat tak się zdarza że udaje się mi odwiedzić ten festiwal co roku, więc mam jakieś porównanie. Pojawiają się coraz ciekawsze wystawy, udaje się przyciągnąć dobre nazwiska. Wydaje się dobrym pomysłem nadawanie poszczególnym odsłonom pewnego wspólnego mianownika, zbieżnej problematyki. Ważne jest, że cykliczność imprezy z czasem potęguje rangę i pozwala organizatorom lepiej przygotować kolejne edycje.

Jak oceniasz studia na Wydziale Operatorskim w Wyższej Szkole Filmowej,
Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi? Gdybyś miał ponownie podejmować decyzję w sprawie studiów, udał byś się tam na kierunek - Fotografia?

Zaczynałem studia w 2003 roku i wtedy szkolnictwo artystyczne, było w dużej mierze zorientowane na proces manualny, czyli kierunki klasyczne takie jak malarstwo, grafika, czy rzeźba. Kierunki z udziałem multimediów nie były jeszcze zbyt powszechne, przynajmniej takie mam wspomnienia z tego okresu. Z perspektywy czasu, podjęcie studiów fotograficznych wydaje się dobrym krokiem, bo dało mi możliwość oswojenia z warsztatem współczesnych narzędzi do rejestracji obrazu. „Filmówka” oferuje niezłe wykształcenie w bardzo szerokiej skali. Dobre jest to, że nie marginalizuje się tam pewnych obszarów fotografii, ani nie narzuca innych. Pierwsze lata pozwalają sprawdzić się w wszystkich głównych nurtach i zorientować, co jest człowiekowi najbliższe, by później realizować się w już wybranej specjalizacji. Ciężka jest retrospekcja, bo to wciąż świeże wspomnienia i nie mam odwagi spekulować, jak wybrana ścieżka edukacji wpłynęła na mój rozwój, tym bardziej że mówimy tu o okresie ogromnie dynamicznego rozwoju sztuk wizualnych i cała ta rewolucja w digitalizacji rejestrowanego obrazu do rzetelnej oceny będzie się nadawała dopiero za jakiś czas. Niemniej, uważam że bliskość nowych technologii na studiach przydała mi się bardziej, niż bym siedział w pracowni malarskiej z pędzlem w ręce, bo taki był pierwotny scenariusz mojej edukacji.

Kontakt z jakimi wykładowcami dał ci najwięcej ? Czyją twórczość z grona pedagogów cenisz sobie najbardziej?

Możliwość poznania różnych postaw wybitnych i ciągle aktywnych postaci w polskiej sztuce powinienem wymienić jako pierwszą zaletę Łódzkiej Szkoły Filmowej przy poprzednim pytaniu. Kadra pedagogiczna jest tam naprawdę silna i jest z czego czerpać. I mam na myśli nie tylko gładkie relacje z ulubionymi wykładowcami, bo trudne dyskusje z twórcami z przeciwległych obszarów pojmowania fotografii, negujących nurty które ja preferuję były równie owocne. Najwięcej dla siebie wyniosłem na pewno z pracowni prof. Robakowskiego. To artysta nietuzinkowy, a jako pedagog na pewno otworzył głowę niejednego studenta i wielu na pewno oburzył przywołując na wykładach twórczość jednostek bezkompromisowych. Popycha swoich podopiecznych w obszary dla wielu zupełnie nieznane i wyzwala w nich pokłady kreatywności w zupełnie innych odmianach niżby się spodziewali. Daje to bardzo dobre rezultaty i efekty tej współpracy są niezwykle okazałe.

Sporo też skorzystałem na zajęciach w pracowniach Krzysztofa Cichosza, Stefana Czyżewskiego, Lecha Lechowicza czy Grzegorza Przyborka. Podczas edukacji w Łodzi miałem przyjemność z wieloma wykładowcami i większość z nich wspominam bardzo dobrze.

Czym zajmujesz się obecnie?

Aktualnie plasował bym swoje działania w obszarze stagnacji. Kilka projektów jest zawieszonych, inne dojrzewają. Dotyczą one przeważnie fotografii czy też coraz częściej obrazu ruchomego, ale najczęściej są to ostatnio obserwacje pewnych zjawisk i kształtowanie punktu widzenia. Realizuję się na wielu płaszczyznach i na pewno oddzielił bym dokument fotograficzny, którym się często posługuje od projektów w których więcej manipuluję. Dokumentacja pewnych wydarzeń czy wystąpień na polu sztuki spowodowana jest świadomością i szacunkiem do pracy innych twórców. Jako osoba zgłębiająca pewne obszary sztuki często mam ogromny niedosyt w poznawaniu szczegółów twórczości tego czy tamtego. Tęsknota za przyzwoitym dokumentem twórczości artystycznej jest związana nie tylko z przeszłością, gdzie nie zdawano sobie sprawy z rangi pewnych rzeczy, ale także dziś, a może przede wszystkim dziś, gdzie zaobserwować można odwrotność tendencji. Czasami mam wrażenie, że podczas jakiegoś performance więcej jest osób fotografujących czy filujących zdarzenie niż faktycznych widzów. Zajob rejestrowania wszystkiego i zawsze często zniechęca mnie na tyle, że sam odkładam aparat. Rola azjatyckiego turysty kierującego obiektyw na wszystko co się rusza mnie nie interesuje.
Mam natomiast przekonanie, że dokumentacja wykonana świadomie i ze zrozumieniem tematu jest chwalebna. Wspomogę się tu przykładem relacji Edwarda Krasińskiego i Eustachego Kossakowskiego, którą to stawiał bym za wzór tego co mam na myśli. W oderwaniu od tej tematyki najbardziej intensywnie zajmuję się aktualnie projektem związanym z technologią video VHS.
Generujesz z tych starych taśm nowe sygnały..

Projekt VHS na pewno otwiera nowe przestrzenie, w których wcześniej się nie poruszałem, przede wszystkim pod względem formalnym. Jest jednak ściśle związany z wcześniejszymi realizacjami jak cykl „Teletydzień” czy pojedyncza praca „konceptualizm brobnia komonistow”
Tematy?

Najwięcej inspiracji czerpię z najbliższego otoczenia, którym dla przeciętnego człowieka w dzisiejszych czasach jest Internet i innego typu media informacyjne. Jako zwyczajna jednostka ludzka, przyjmuję codziennie niezliczone porcje przeważnie mało przydatnych informacji i moje działania twórcze można by nazwać reakcją obronna organizmu, albo próbą oswojenia.
Ważniejsza jest idea czy emocje?

Wszystko zależy od konkretnego projektu. W „Teletygodniu” wszystko było podporządkowane pod odgórne założenia i po prostu realizowałem zaplanowany proces. Końcowy efekt w postaci fotogramów miał swój określony kształt, jednak poza zaplanowaniem metody działania nie ingerowałem w formę. Projekt zakładał fotografowanie obrazu z telewizora poprzez bezpośredni kontakt materiału światłoczułego z ekranem. W tym przypadku koncept zdeterminował ostateczny wygląd. Lubię pracować w ten sposób, realizując przyjęte wcześniej wytyczne, mam jakiś stały grunt, punkt z którego wychodzę. Nie zawsze się ta opcja sprawdza, bo nie każdy eksperyment się udaje. Inne realizacje mają charakter bardziej wrażeniowy, są przeprowadzone intuicyjnie, jednak stanowią mniejszość w mojej twórczości.

Na to co robisz ma wpływ przeszłość ?

Oczywiście. Tak powinien postępować chyba każdy twórca. Jest to naturalne, że moją postawę na polu sztuki ukształtowały dokonania poprzednich pokoleń. Nie wiem natomiast w jakich proporcjach czerpię z poszczególnych nurtów. Na pewno jestem mocno usadowiony w konceptualnym pojmowaniu twórczości i podążam tropem ludzi, którzy nabroili sporo na tym obszarze. Bliski jest mi kontekstualizm Jana Świdzińskiego, a także twórczość Andrzeja Pawłowskiego. Nie odrzucam jednak innych przekonań i fascynuję się robotą ludzi działających w różnych dziedzinach.

Sztuka ma realny wpływ na życie społeczne? Jak postrzegasz związki sztuki i polityki?

Zależy gdzie, w Polsce największy wpływ na życie społeczne ma wtedy gdy jakiś artysta przekroczy granice ogólnie przyjętego smaku, albo naruszy tabu. Mam wrażenie, że zwykły Kowalski ma skromny repertuar reakcji na dzieło sztuki. Albo jest to obojętność, w innym przypadku pogarda lub oburzenie. Dzieje się tak pewnie dlatego, że współczesna sztuka wymaga jednak odrobiny zaangażowania ze strony widza i „patrzenie jak sroka w gnat” nie zawsze wystarczy. Nie ulega wątpliwości, że sztuka staje się coraz bardziej hermetyczna i tak jak obsługa komputera wymaga pewnego przygotowania tak też dzieło sztuki jest trochę bardziej skomplikowane w odbiorze. Polityką natomiast się nie interesuję i jedyny związek jaki zauważam to zbyt małe zaangażowanie środków finansowych w kulturę w naszym kraju.


Gdzie można kupić Twoje prace?

Nie jestem związany z żadną galerią, więc jeśli ktoś jest zainteresowany moją twórczością, musi sięgnąć do źródła, no i oczywiście do kieszeni.

Odczuwasz potrzebę pokazywania swoich prac ? Miałoby dla ciebie znaczenie, gdyby nikt ich nie zobaczył? Mógłbyś tworzyć tylko do szuflady?

Był moment, że starałem się w miarę regularnie prezentować owoce swojej pracy. Z czasem jednak ten zapał stygnie. Kilka razy sparzyłem się na niskim poziomie organizacji wystaw. Prace wracały zniszczone, albo lekceważono moje sugestie co do aranżacji itp. Oczywiście nie zawsze tak było, niektóre prezentacje wspominam bardzo miło, ale te nieudane spowodowały że angażuję się już tylko w projekty gdzie spełnione są pewne warunki chociażby dotyczące bezpieczeństwa powierzonego materiału… Żeby nie wyjść na oszołoma dodam, że nie chodzi tu o względy finansowe, ale partykularne zasady wzajemnego szacunku. Wracając do istoty pytania, potrzeba jest, ale niezbyt silna.

Przejmujesz się publicznością, tym jak prace zostaną odebrane?

Cieszę się jeśli moja robota znajduje zrozumienie, jeśli ktoś podobnie odczuwa problem. Nie przepadam natomiast za nadinterpretacją, szukaniem drugiego dna i znajdywaniem czegoś , co nie było moją intencją, nawet jeśli odbiór jest pozytywny. Każda realizacja ma konkretny ładunek emocjonalnego przekazu, ściśle ukierunkowanego. W trakcie pracy nad projektem natomiast zupełnie nie liczę się z widzem, nie zastanawiam się, czy się spodoba. Takie postępowanie rezerwuję dla działalności komercyjnej, którą podejmuję równolegle do osobistych projektów. Tam zadowolenie klienta jest głównym determinantem pracy przy zleceniu.
Interesujesz się w ogóle tym, co dzieje się w polskiej fotografii?

Interesuję się choć wybiórczo. Mam swoich faworytów, czy w końcu znajomych których twórczość śledzę. Jest to szerokie spektrum twórców i nie wyróżniał bym kogoś specjalnie. Fotografia ma jednak tyle oblicz, że ciężko jest nadążyć za wszystkim i nie angażuję się w to tak mocno jak kiedyś.
W jakiej kondycji jest polski rynek fotografii artystycznej?

Rynek się rozwija i powoli sytuacja się poprawia. Wciąż jest daleko do ideału, ale narzekaniem nic nie zmienię, więc staram się skupiać na swojej pracy.

Paweł Sulej
Urodzony w 1982 w Warszawie.
Ukończył Fotografię na Wydziale Operatorskim w Wyższej Szkole Filmowej,
Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi.
Zajmuje się fotografią i obrazem ruchomym.
Wybrane wystawy :
2008 „Fotografowie Jutra” – Miejska Galeria Sztuki w Łodzi
2006 „Miesiąc Fotografii” – Galeria BB w Krakowie
2006 „Re-Wizja” - Galerii Sztuki Mediów ASP w Warszawie
2006 „Kolekcja” – Galeria Działań w Warszawie
2005 „Targi Sztuki” – Stara Rzeźnia w Poznaniu
2005 „Fotowizja” – Galeria Wschodnia w Łodzi


Prace:
Kolekcja 01
Kolekcja 02
Kolekcja_Galeria_Dzialan_01
Teletydzien_Galeria_Wschodznia_01
Teletydzien-Familiada
Teletydzien-Kulturysta

20 październik, 2009

Hans Ulrich Obrist na czele listy "Power 100" miesięcznika Art Review

Ten rok był rokiem kuratorów, kolekcjonerów i osób zarządzających największymi instytucjami kultury – można wywnioskować z ogłoszonej właśnie listy Power 100 miesięcznika Art Review. W ubiegłym roku na czele Power 100 był sam Damien Hirst, a w pierwszej „10” znalazło się aż czterech galerzystów – Larry Gagosian, Iwan Wirth, Jay Jopling i Dawid Zwirner. W tym roku z tej piątki ostał się jedynie potężny Larry Gagosian, a pozostali wymienieni spadli na niższe pozycje. Damien Hirst zanotował największy spadek – z pierwszego aż na 48 miejsce.
To kto zajął ich miejsce? No właśnie kuratorzy oraz dyrektorzy najlepszych galerii niekomercyjnych i muzeów. Zwyciężył szef słynnej londyńskiej galerii Serpentine i kurator równocześnie – Hans Ulrich Obrist. A w pierwszej „10” są też:
Glenn D. Lowry, szef nowojorskiej MoMA (w ubiegłym roku w ogóle nie było go na liście Power 100) – 2 miejsce,
Sir Nicholas Serota, szef londyńskiej Tate (rok temu na czwartym miejscu) – 3 miejsce,
Daniel Birnbaum, kurator tegorocznego Biennale w Wenecji (rok temu 13) – 4 miejsce,
Twórcy e-flux, Anton Vidokle, Julieta Arnanda i Brian Kuan Wood – 8 miejsce,
Iwona Blazwick – dyrektorka Whitechapel Gallery - 9 miejsce.
W pierwszej „10” jest dwóch tych samych kolekcjonerów, co rok temu - Francis Pinault i Eli Broad. Zajmują oni miejsca 6 i 7, a rok temu było to odpowiednio 8 i 10 miejsce.
Jest tylko jeden artysta – zdobywca Złotego Lwa na Biennale w Wenecji, Bruce Nauman. Jeff Koons jest 13., Takashi Murakami 17, a duet Fischli&Wiess na miejscu 19. Hirst, jak wspomnieliśmy wylądował na miejscu 48.

Spadł też wyraźnie jego pierwszy duży kolekcjoner – Charles Saatchi, który znalazł się dopiero na 72 miejscu (rok temu 14).
W ubiegłym roku jedynym wschodnioeuropejskim akcentem były 54. miejsce Romana Abramowicza i Daszy Żukowej oraz 67. miejsce Wiktora Pińczuka. W tym roku na liście ostał się jedynie ten drugi, awansując na 53 miejsce.
Wielcy kolekcjonerzy polskiej sztuki Mera i Don Rubellowie, znaleźli się na 77 miejscu (spadek z 38. miejsca). Jest też inny kolekcjoner polskiej sztuki, berliński kolekcjoner Christian Boros (awans na 69 miejsce z 90).
Ciekawostką jest żartobliwe umieszczenie na100 miejscu ultra popularnego w USA konserwatywnego komentatora telewizji Fox, Glenna Becka, który skrytykował murale wykonane przez Diego Riverę ponad 70 lat w Rockefeller Center w Nowym Jorku temu, doszukując się w nich wątków komunistycznych. Dodajmy, że Rockefeller Center jest siedzibą konkurencyjnej stacji telewizyjnej NBC i „narodowym pomnikiem” USA, ogłoszonym nota bene przez Ronalda Reagana.
Całą listę „Power 100” można obejrzeć tutaj.

19 październik, 2009

Penerstwo w prasie

Dziś w Newsweeku (o Penerstwie) a w ubiegły piątek w dodatku Kultura Dziennika (o wystawie „Piękno” Wojtka Bąkowskiego) ukazały się dość obszerne artykuły na temat Penerstwa czy też artystów z tą grupa związanych. Szczególnie polecam bardzo ciekawy artykuł Stacha Szabłowskiego „Bakowski rozpędza ducha”. Na końcu artykułu moje ulubione zdanie „Bąkowski rozpędza ducha i nic nie wskazuje, żeby miał zwolnić, więc to czego nie powiedział, a się domyślamy, to jeszcze nic. Jest dużo lepiej. Ja poważnie to mówię.”

Korzystając z okazji przypominamy o naszym małym konkursie na tekst na temat Penerstwa. Co ty drogi czytelniku myślisz na temat Penerstwa? Czy Stach Szabłowski poważnie mówi, że jest dużo lepiej? Czy też jak chce jeden z anonimowych czytelników dość już pisania o tym Poznaniu?Na teksty czekamy do 10 listopada.

"Alfabet Polski" w Galerii Miejskiej BWA w Tarnowie

Do połowy przyszłego tygodnia można zobaczyć w tarnowskim BWA projekt Ewy Łączyńskiej-Widz „Alfabet Polski”. Zapraszamy gorąco na wystawę a w szczególności na finisaż, jaki jest planowany na przyszłą środę na godz. 18. Podczas finisażu będzie można kupić katalog projektu oraz zobaczyć występ zespołu Tomka Kowalskiego i Łukasza Jastrubczaka „MASTERS OF THE UNIVERSE”.

Trzeba przyznać, iż wydarzenia towarzyszące temu projektowi są naprawdę wyjątkowe i same w sobie z czasem mogą obrosnąć w legendę. Przypomnijmy, iż podczas wernisażu odbył się koncert zespołu Anna Dymna czyli trio Tomek Kowalski, Janek Plater i Agnieszka Polska. Koncert zaskakująco dobry w klimatach wytwórni 4AD. Ale to nie wszystko, tego samego wieczoru byliśmy świadkami wyjątkowego performensu POM POM BUM BAM Magdaleny Starskiej i Natalii Mleczak.

Relacja jaką można u nas zobaczyć powstała dzięki uprzejmości Ewy Łączyńskiej-Widz,. Została nagrana przez Krzysztofa Hrynia. W relacji można zobaczyć fragmenty performensu POM POM BUM BAM. Całość już wkrótce na ArtBazaar.

17 październik, 2009

Artur Nacht-Samborski w Galerii aTak

Od dwóch dni nowa wystawa w galerii aTak - "Pejzaż Południa" z pleneru u Krzysztofa Musiała, u nas krótka relacja z poprzedniej - "Dotyk Abstrakcji Artura Nacht-Samborskiego". Kto z Państwa nie miał okazji obejrzeć osobiście, zapraszamy do obejrzenia.
video

Dziękujemy Galerii aTak za możliwość realizacji.