Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fotografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fotografia. Pokaż wszystkie posty

22 listopada, 2016

„Potwór z Düsseldorfu” najdroższą polską fotografią

Podczas 17 aukcji projektu Fotografia Kolekcjonerska padł rekord najdrożej sprzedanej polskiej fotografii. Zdjęcie Stanisława Ignacego Witkiewicza (Witkacego) „Potwór z Düsseldorfu” z 1932 roku sprzedano za łączną kwotę ponad 200 000 złotych. To najwyższa cena jaką dotychczas uzyskano za fotografię na polskich aukcjach.


Praca ta, jak wiele zdjęć Witkacego, powstała przy współpracy Władysława Jana Grabskiego. Grabski ( syn przedwojennego premiera Władysława Grabskiego) był pisarzem, poetą kolekcjonerem książek i miłośnikiem fotografii.

Do tej pory rekord najdrozej sprzedanej fotografii polskiej też należała do zdjęcia autorstwa Witkacego – był to  „Kolaps przy lampie.Autoportret” z 1913 roku, które w 2003 roku sprzedano za 135 000 zł.

12 czerwca, 2013

Zdjęcie kobiety w czerwonej sukience symbolem tureckiej rewolty

Jak donoszą media relacjonujące trwający obecnie konflikt w Turcji, zamieszczone poniżej zdjęcie kobiety w czerwonej sukience stało się jednym z symboli tureckiej rewolty. To już kolejne zdjęcie, kolejne zdjęcie kobiety, które staje się symbolem protestów społecznych.


Kilkanaście miesięcy temu pisaliśmy o dwóch podobnych zdjęciach, zrobionych podczas protestów i wystąpień społecznych w 2011 roku w Nowym Jorku i w latach 80tych w Polsce.


Zdjęcie Stephanie Keith zrobione w październiku 2011 roku w Nowym Jorku przedstawia scenę aresztowania podczas protestów Occupy Wall Street. Zdjęcie stało się jedną z ikon protestu.


I najwcześniejsze z tej serii, z czasów stanu wojennego w Polsce zrobione przez anonimowego fotografa.


Zdjęcia odpowiednio: anonimowy fotograf  dzięki serwisowi Reuters, Stephanie Keith (kolekcja prywatna), anonimowy fotograf (kolekcja prywatna)

03 kwietnia, 2013

Kolekcja Henry Buhla

W połowie grudnia w Nowym Jorku w domu aukcyjnym Sotheby’s miała miejsce wystawa a potem sprzedaż części prac z ogromnej kolekcji fotografii znanego nowojorskiego kolekcjonera Henry Buhla. Kolekcja Buhla to przekrój historii fotografii od końca 19 wieku do czasów nam współczesnych. To co ją wyróżnia spośród wielu podobnych kolekcji to motyw przewodni kolekcji i swoistego rodzaju obsesja właściciela na temat dłoni. Znakomita większość prac jakie posiada to zdjęcia ludzkich dłoni. Przeglądając katalog aukcyjny, można zobaczyć film  z domu kolekcjonera gdzie te dłonie są w postaci zdjęć, rzeźby, instalacji dosłownie wszędzie.


Henry Buhl zawodowo zajmował się zdjęciami ślubnymi. Namówiony przez znajomego marszanda zaczął kolekcjonować fotografię. Motyw dłoni na tyle go zainspirował, że zaczął systematycznie budować swoją kolekcję w oparciu o ten właśnie temat. Z czasem gdziekolwiek na świecie pojawiła się wystawa gdzie na zdjęciu można zobaczyć było dłonie, znajomi marszandzi wykręcali numer do Buhl’a oferując taką pracę do jego kolekcji.


W kolekcji znajdziemy prace takich artystów jak Andy Warhol, Ansel Adams, Robert Mapplethorpe, Andre Kertesz, Man Ray, Herbert Bayer, Alexander Rodchenko, Laszko Maholy-Nagy, Alfred Stieglitz, Maurizio Cattelan, Andreas Gursky czy Cindy Sherman.

Znajdziemy też polskie akcenty prace Janusza Brzeskiego czy też Witkacego.









Na zdjęciach odpowiednio prace: Man Ray, Andre Kertesz, Herbert Baker, Alexander Rodchenko, Laszko Maholy-Nagy, Janusz Brzeski, Alfred Stieglitz,  Maurizio Cattelan, Robert Mapplethorpe, Cindy Sherman ,Witkacy. Zdjęcia dzięki uprzejmości Sotheby’s.

01 kwietnia, 2013

Niezwykła praca Jerzego Lewczyńskiego na Prima Aprilis

Dziś Poniedziałek Wielkanocny, ale również i 1 kwietnia, czyli Prima Aprilis. Przy tej okazji chciałem wspomnieć jedną pracę artysty, dla którego humor jest bardzo ważny – Jerzego Lewczyńskiego. Nie do końca znane są kulisy powstania tej pracy (oraz kilku innych z tej serii). Wiadomo, co powiedział nam sam Pan Jerzy, że powstały przy okazji „chałtur” fotograficznych wykonywanych przez autora w pierwszej połowie lat 50. Wtedy to Jerzy Lewczyński wraz z kolegą wykonywali ręcznie robione tekturki z przodownikami pracy. Chyba w ramach odreagowania przygotowali kilka „dziwnych” tekturek, na pierwszy rzut oka nie różniących się od pozostałych, wykonywanych na zamówienie śląskich kopalni. Byli tam przodownicy pracy, było wykonanie planu przed czasem, były zdjęcia bohaterów. Tylko zawsze coś w nich nie pasowało – a to nazwisko nie przystawało do przodownika pracy, a to daty się nie zgadzały. Na tej mojej są bracia Grzelcowie z kopalni „Polska”, którzy przed czasem wykonali plan 6-letni. No właśnie…. hmm, czy wykonali? Data wykonania planu przez czterech braci Grzelców z „Polski” to 31 kwietnia 1953. Ale czy w kalendarzu znajdziemy 31 kwietnia? Nie. A więc, czy plan został wykonany? Czy ktoś to kiedykolwiek zauważył? Czy tekturka wisiała na tablicy w kopalni? Tego już się nigdy nie dowiemy…

Jedno jest pewne – trzeba było dużej odwagi, by w tych wyjątkowo ciemnych czasach w historii Polski pozwolić sobie na taki dowcip. Za drobniejsze sprawy ludzie lądowali wtedy w więzieniu. Dlatego przy okazji Prima Aprilis chciałem złożyć hołd odwadze Jerzego Lewczyńskiego, który walczył z systemem jedną z najskuteczniejszych broni – humorem.

16 stycznia, 2013

Demontaż Bownika w Poznaniu

Jeszcze tylko do końca tygodnia można obejrzeć w Poznaniu projekt „Demontaż” Bownika. Wystawa "Demontaż" to prezentacja najnowszego cyklu fotograficznego Bownika pod tym samym tytułem. Projektu moim zdaniem znakomitego. Bownik dokonuje demontażu (dekonstrukcji) roślin - łodygi są oddzielone od liści, płatki od szypułki – i zaraz po tym ponownie złożone i sfotografowane. Ślady dekonstrukcji (nitki, taśmy) widać na zdjęciach. Rośliny wracają do swoich znanych kształtów, ale te ślady dekonstrukcji pozostają jak blizny, przyciągają. To naruszone piękno kwiatów, roślin jest niesamowicie urzekające. Czy w styczniu można zobaczyć najlepszą wystawę w tym roku? Sprawdźcie sami.









zdjęcia dzięki uprzejmości Galerii Starter.

10 stycznia, 2013

Dorota Buczkowska i Przemek Dzienis w Lookout Gallery

18 stycznia (piątek) o godz. 19:00 Lookout Gallery zaprasza na wernisaż wystawy pt. If the person breathes too little, there is a danger, duetu artystycznego – Doroty Buczkowskiej i Przemka Dzienisa. Buczkowska jest artystką, która porusza się w takich obszarach, jak rzeźba, wideo czy instalacja w przestrzeni, Dzienis jest fotografem. Projekt, który pokaże Lookout Gallery to nieprezentowany dotąd cykl fotografii Dzienisa przedstawiający wykonane przez Buczkowską instalacje rzeźbiarskie. Zapraszamy i bardzo polecamy tę wystawę. Poniżej tekst kuratorski Jakuba Śwircza jaki towarzyszy temu projektowi. 
Spotkanie dwójki artystów to sytuacja szczególna. Zwłaszcza gdy pozostaje to ich decyzją, ich chęcią i potrzebą. Impulsem, a nie przychodzącą z zewnątrz propozycją. To spotkanie może zaowocować wyjątkową rozmową, w której granice postaci się zacierają, a ich wspólna praca nie daje się sprowadzić do sumy umiejętności. Nie może ona mieć jednego autora, zawsze pozostanie przynależna tej dwójce. Spotkanie Doroty Buczkowskiej i Przemka Dzienisa bez wątpienia należy do takich rzadkich zdarzeń, których efektem jest szereg działań zrealizowanych na przestrzeni ostatnich dwóch lat. If the person breathes too little, there is a danger stanowi jeden z przykładów takiego tarcia dwóch osobowości. Tarcie, w kontekście tej pracy jest pojęciem - kluczem, to w końcu w czasie tej czynności, pojawić się mogą resztki, drobiny czy odpryski. Tarcie pojawia się również jako siła zbieżna ze zniszczeniem. Z czasem, nawet najmniejsze tarcie pozostawia ślad. Odkrywa inną powierzchnię.



If the person breathes too little, there is a danger składają się z takich właśnie pozostałości - przedmiotów, których znaczenie tak jak i formę zatarł czas i niszcząca siła. Właściwie przywodzą one na myśl drobiny, próbki z jakiegoś odległego miejsca, fantastycznego krajobrazu planety, której nazwy nie znamy. Każdy z oglądanych wyimków ujęty zostaje z pomocą badawczej pęsety, podniesiony jak najbliżej oczu. W ten sposób staje się obiektem obdukcji, jak gdyby miał w tym ruchu przybliżenia, wglądu w strukturę, odzyskać swój sens, a nam pozwolić na poznanie miejsca, z którego pochodzi. Jednakże szybko zdać możemy sobie sprawę z tego, że jest to próba skazana na założoną z góry porażkę. Za dużo w niej wzniosłej energii, gestu odwracającego hierarchię władzy. Te nieznane przedmioty emanują światłem, lewitują w próżni, której nie możemy przebyć. A gest (dostrzeżony już wcześniej przez Martę Lisok), w którym artyści schodzą na czworaka, zmieniając porządek z wertykalnego na horyzontalny, by wyszukiwać w ziemi tych pozostałości, nie przynosi im oczekiwanej wiedzy. Nie mamy więc do czynienia z pracą archeologów. Buczkowska i Dzienis nie rekonstruują przeszłości, sensu tych przedmiotów, nie chcą nazwać ziemi, w którą wtula się w jednej z prac artystka. Ta wspomniana energia i światło bijące z odkrytych przedmiotów, nasuwa nowe skojarzenia z artefaktami lub skarlałymi relikwiami niewiadomego pochodzenia.
W tym właśnie oglądzie odkrywa się splot doświadczeń Buczkowskiej i Dzienisa. Widać, że zamiast nazywać przedmioty, pozostają one, jak zwykle ma to miejsce u artystki, obdarzone zaufaniem lub raczej niemą zgodą na to, by poddawały się dotykającym je siłom – erozji, rozpadowi, powolnemu przemijaniu, zacieraniu, czy obrotowi. Przedmioty są więc tym, czym mogą być. Nie stanowią zakończonej formy. Utrwalone przez Dzienisa jako fotografie nie tracą nic z niewymuszonego rzeźbiarskiego charakteru, odkrywają swoją fakturę, a nawet poczucie masy. Zyskują jednak również coś dodatkowego - reakcję na światło - w konsekwencji nazwać może je właśnie relikwiami.


Poprzez fotograficzną obecność tych niezidentyfikowanych obiektów, które stanowią większość If the person breathes too little, there is a danger udaje się je ocalić przed ostateczną destrukcją. Patrząc na jedną z tych zachowanych drobin, piramidalną strukturę, wykonaną z pobielałej tkaniny, czuć, że jest to tylko moment, kształt przejściowy, który ulegnie zmianie, a wreszcie przestanie istnieć.

Wspomniany już wcześniej gest wtulenia w ziemię dopełnia opisanego odwrócenia porządku. W końcu nie człowiek jest tu bohaterem, a przedmioty poddane nieznanym siłom tarcia. Sfotografowane w szerokim planie, umieszczone centralnie ciało jeszcze trochę widoczne bielą skóry, już trochę niknie czernią skał, jak gdyby przytłoczone, próbowało się z nimi zjednoczyć. Gest ten może stać się zobrazowaniem konsekwencji kryjących się w samym tytule pracy Buczkowskiej i Dzienisa. Ciało odcięte od powietrza, przestaje żyć. Upada, zmuszone ulec zewnętrznym siłom.

Ta obca planeta, na którą zabierają nas Dorota Buczkowska i Przemek Dzienis jest bez wątpienia widokiem po człowieku. Przywodzi to na myśl ostatnią pracę Jeda Martina - artysty nieistniejącego, opisanego przez Michela Houellebecqa. Jego cykl skondensowanych fotografii był obrazem triumfu roślin nad cywilizacją. W pracach Buczkowskiej i Dzienisa ten triumf przypada raczej drobinom, fragmentom, ale jednak przedmiotom.

Zdjęcia dzięki uprzejmości artysty.

20 grudnia, 2012

Polskie publikacje z dziedziny fotografii na liście The Best Books 2012

Od 1979 roku Photo-Eye Editions wydaje publikacje o współczesnej fotografii. Są one wypuszczane w limitowanych seriach i często są postrzegane jako dzieła sztuki same w sobie. Pod koniec każdego roku to prestiżowe wydawnictwo prowadzi ranking najlepszych książek o fotografii. Właśnie opublikowało na swojej stronie internetowej świeżą listę The Best Books 2012. Kto ją tworzy? W tym roku swoje typy wskazało 29 osób ściśle związanych z fotografią: kuratorów, wydawców, fotografów czy właścicieli księgarni. Wszyscy zostali poproszeni o wybranie do dziesięciu książek, które ukazały się w 2012 roku. W ten sposób Photo-Eye Editions otrzymało listę 150-200 tytułów, a każda z nich została opatrzona krótkim tekstem – uzasadnieniem wyboru.


 Wśród wybranych pozycji znalazły się cztery polskie publikacje. Melanie McWhorter, fotografka i manager sklepu Photo-Eye, wybrała "Miejsce Odległe", album kolektywu Sputnik Photos wydany przez Centrum Nauki Kopernik. Jest to kolekcjonerska teczka, która zawiera w sobie pięć mniejszych książek, gazetę, folder i list, których tematem jest rzeka Wisła. Fotografie wykonali Agnieszka Rayss, Michał Łuczak, Adam Pańczuk, Jan Brykczyński oraz Rafał Milach, a za grafikę odpowiedzialna była Anna Nałęcka.



Z kolei Andrew Phelps, amerykański fotograf i kurator mieszkający w Salzburgu, wśród najlepszych książek tego roku wymienił „Brutal” Michała Łuczaka, pozycję zawierającą fotografie dokumentujące nieistniejący już dworzec kolejowy w Katowicach. Album został wydany dzięki stypendium Narodowego Centrum Kultury oraz Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego "Młoda Polska".


Z kolei Sputnik Photos, międzynarodowy kolektyw złożony z fotoreporterów z Europy Wschodniej i Centralnej, wskazał na album pokazujący współczesną Polskę i jej pejzaże czyli „Polska. W poszukiwaniu diamentów” Tomasza Wiecha. Jest to książka wydana przez samego autora, również dzięki stypendium Narodowego Centrum Kultury Młoda Polska.

Kolejna pozycja to „Pamięć obrazu” Jerzego Lewczyńskiego. Można w niej znaleźć prace pochodzące niemal wyłącznie z kolekcji Muzeum w Gliwicach, które jest jej wydawcą. Pełną listę The Best Books 2012 i jej selekcjonerów (wraz z biografiami) możecie zobaczyć tutaj.


http://www.photoeye.com/magazine_admin/index.cfm/bestbooks.2012

Tekst Agata Ubysz

16 grudnia, 2012

Warszawa na polaroidach Janka Zamoyskiego

To już ostatnia odsłona naszego wspólnego z Galerią Czułość projektu poświęconego Warszawie. W znakomitej większości zdjęcia Janka Zamoyskiego pokazują Warszawę z dalekiej perspektywy. Dużo tu powietrza i przestrzeni, zabudowa miasta w małym kadrze instaxa zamienia się w plejadę odcieni szarości, miasto zostaje wyciszone przez wiszące nad nim powietrze. Warszawa jest tu wszystkim przed tym niebieskim światłem horyzontu.


To miał być jednorazowy projekt ale stał się pierwszym z cyklu dokumentów jakie będą pokazywać różne miejsca w Polsce. Kolejne odsłony już na początku nadchodzącego roku.





















Wszystkie zdjęcia Janek Zamoyski, Fuji Instax, 2012