30 września, 2009

Fangor rządzi tą Jesienią

Wystawa Wojciecha Fangora w Galerii Atlas w Łodzi bez wątpienia pretenduje do jednego z najważniejszych wydarzeń artystycznych tego sezonu w Polsce. Powodów jest wiele, dla mnie te najważniejsze to, że jest zaskakująca - co w przypadku 87 letniego artysty, który osiągnął już masę szczytów i sukcesów nie jest takie proste i oczywiste, jest bardzo dobrze zestawiona i pokazana co w sumie sprawia, iż sprawia ona miłośnikowi sztuki niebywałą przyjemność (co jak może się zgodzicie ze mną nie jest łatwe do osiągnięcia i częste w naszych galeriach).

Nie chciałbym psuć zaskoczenia zbyt dużo o niej opowiadając – zapraszam do galerii lub do obejrzenia poniżej krótkiej relacji z otwarcia. Wystawie tej, co też jest wyjątkowe w Atlasie towarzyszy katalog.

video

28 września, 2009

Szukamy talentów chcących pisać o sztuce!

Pomimo rozwoju technologii, przyczyniającej się do możliwości komunikacji przy pomocy różnego typu mediów, trudno jest zauważyć znaczący przyrost tekstów i opracowań opisujących sztukę najnowszą. Po pierwszej fali powstawania blogów i portali o sztuce, jaka miała miejsce dwa, trzy lata temu nie widać nowych inicjatyw, które tworzyłyby jakościowe propozycje dla osób szukających informacji o tym co się dzieje w polskiej czy światowej sztuce najnowszej.

Wstępy do katalogów, nieliczne publikacje w gazetach czy magazynach pisane są przez wąską grupę ciągle tych samych osób. Często teksty te są zbyt hermetyczne, aby mogły zainteresować osoby spoza „branży”. Jaka jest przyczyna tej sytuacji? Dlaczego nie widać nowych twarzy w krytyce sztuki? Czy wynika ona z braku dostępu do mediów, nieatrakcyjnych wynagrodzeń, trudności w przebiciu się do szerszego grona odbiorców?

Chcemy dać szansę wszystkim tym, którzy mają potrzebę pisania o sztuce, którzy czują, że mają coś ciekawego do przekazania innym, a do tej pory nie odważyli się na publikację swoich tekstów.

Ogłaszamy Konkurs. Szukamy talentów. Osób, które chciałyby pisać o sztuce.

Co proponujemy?
Dla zwycięzcy konkursu możliwość publikacji tekstów krytycznych na stronach ArtBazaar, a dzięki temu dostęp do kilkuset czytelników dziennie naszego bloga, publikację w katalogu kolejnej przygotowywanej przez nas publikacji oraz pracę młodego artysty polskiego (być może na początek własnej kolekcji).

Co należy zrobić?
Do dnia 10 listopada należy nadesłać na nasz adres blogartbazaar@gmail.com tekst dotyczący grupy artystycznej Penerstwo z Poznania. Objętość tekstu jest dowolna. Może on dotyczyć grupy jako całości lub poszczególnych jej członków. Okazja jest dobra – 5 października w Galerii Stereo swoją wystawę solową, zatytułowaną „Piękno”, otwiera Wojtek Bąkowski. Może to będzie inspiracją do napisania tekstu na konkurs?

Nie będziemy rozpatrywać tekstów anonimowych.

Ogłoszenie wyników - 23 listopada na ArtBazaar.

27 września, 2009

Park Rzeźby na Bródnie – relacja III „żałosna”

Dzisiejszy piękny i słoneczny dzień zachęca do spaceru. Na przykład do Parku Rzeźby na Bródnie. Niestety dwie z czterech znajdujących się tam rzeźb zostało zniszczonych, jedna z nich dość skutecznie. Jak zobaczycie na filmie kompletnie zniszczona została praca Eliassona. Jak można się domyślić z pozostałości - płytą chodnikową zniszczono szybę za którą krył się „Kalejdoskop lodowy” czy jak mówili niektórzy „upadła gwiazda”. Zamiast refleksów i odbić światła widać tylko pęknięte kawałki szyby. W dodatku na płycie z nazwiskiem autora dopisano nieciekawe rzeczy.
video

Kawałek dalej na domku Tiranvaija pojawiły się tagi i napisy. Obok poprzewracane kosze i wysypane śmieci…

W dobrym stanie pozostał tylko Raj Althamera i Krata Sonsowskiej.

Szkoda…

26 września, 2009

Samsung Art Masters 2009 - relacja ArtBazaarTV

Tuż przed otwarciem tegorocznej wystawy Samsung Art Masters w Zamku Ujazdowski udało nam się zarejestrować prezentacje kilku z laureatów tegorocznej edycji.

video

Zapraszamy.

PS. Niestety ze wzgledu na fakt, iż relacja była nagrana jeszcze w trakcie wieszania wystawy - po pierwsze nie wszystkie prace były zawieszone (dlatego też nie ma ich w relacji) a po drugie zamieniono podpis - tam gdzie wskazano Jakub Słomkowski powinien być Piotr Żyliński.

25 września, 2009

Artysta czy menadżer? Dzieło czy produkt? - o polskim rynku sztuki na Kongresie Kultury Polskiej w Krakowie


W ramach Kongresu Kultury Polskiej, który dziś kończy się w Krakowie, trochę w cieniu „przepychanek” świata kultury z rządem, miała miejsce bardzo ciekawa debata o rynku sztuki. Nie chcę pisać, historyczna debata, bo wcześniej już odbywały się dyskusje na ten temat. Jednak po raz pierwszy udało się przedstawić, moim zdaniem, rzeczywisty obraz rynku, jego relacji do instytucji publicznych i, last but not east, postulatów zmian.
Mowa oczywiście o panelu „Rynek dzieł sztuki. Komercjalizacja w obszarze kultury. Artysta czy menadżer? Dzieło czy produkt”, przygotowanym i prowadzonym przez Andrzeja Przywarę z Fundacji Galerii Foksal. W panelu wzięli udział także: Dorota Monkiewicz, która jest odpowiedzialna za przygotowanie Muzeum Sztuki Nowoczesnej we Wrocławiu, Adam Szymczyk z Kunsthalle Basel, Maciej Gdula z „Krytyki Politycznej” oraz artysta Oskar Dawicki. Łukasz Gorczyca z Rastra został poproszony o przygotowanie mini-raportu na temat stanu polskiego rynku sztuki (początek tego raportu można przeczytać tutaj, a mam nadzieję, że Łukasz umieści na blogu całość swoich przemyśleń).
Już na początku dość wyraźnie odnotowano pewien symboliczny i rzeczywisty podział ostatnich 20 lat funkcjonowania rynku sztuki w Polsce od odzyskania wolności w 1989 roku. Datą graniczną stał się 2000 rok, kiedy to powoli zaczęła się zmieniać percepcja artysty w Polsce związana z sukcesem rynkowym i artystycznym. Wcześniejsze lata 90. XX wieku były czasem zderzenia sztuki krytycznej ze społeczeństwem i skandale z tym związane. Choć, jak wyraźnie zauważył Andrzej Przywara, podwaliny pod rynkowy sukces położyła obecność artystów sztuki krytycznej w międzynarodowym obiegu publicznym.
Tak jak pisałem, mam nadzieję, że Łukasz Gorczyca opublikuje całość swojego wystąpienia. Ja przytoczę tylko najważniejsze myśli wraz z podstawowym stwierdzeniem (generalnie mocno obecnym w dyskusji), że od 1989 roku rynek rozwija się samodzielnie bez wsparcia państwa. Łukasz podkreślił też, że to globalny rynek sztuki, a nie polityka kulturalna państwa (jak to mam miejsce w wielu krajach) wypromowały polskich artystów na świecie. Zauważył też niewspółmiernie dużą obecność polskich galerii w światowym obiegu w porównaniu do skali polskiego rynku lokalnego. Jeżeli chodzi o kolekcjonerów – to wyraźnie widać, że skupiają swoją uwagę na polskich artystach, brak jest właściwie (poza fundacją ING) kolekcjonerstwa korporacyjnego. Krytycznie zostały ocenione polskie domy aukcyjne, które de facto mają niewielki wpływ na rynek Sztuki. Sporo miejsca zajął opis rynku instytucji publicznych, od marazmu lat 90. do programów Znaki Czasu (w ramach którego kupiono od 2004 roku ponad tysiąc prac za około 20 milionów złotych (w tym 13 milionów z programu centralnego i pozostałych pieniędzy od samorządów i sponsorów). Jednak, jak ze smutkiem zauważył Łukasz, tylko 12 z tego tysiąca prac to prace artystów zagranicznych.
Ważnym elementem wystąpienia galerzysty Rastra były cztery zadania (postulaty) dla państwa: odnowienie programu publicznego kolekcjonowania, prawne usankcjonowanie uczestnictwa prywatnych galerii (dotacje teraz mogą dostać tylko stowarzyszenia i fundacje, co często prowadzi do fikcji), zmiany w prawie podatkowym (przede wszystkim wprowadzenie ujednoliconej 7-procentowej stawki VAT na dzieła sztuki) oraz zniesienie absurdalnego obowiązku uzyskiwania zezwoleń przy wywozie za granice prac żyjących artystów.
W wystąpieniu socjologa Macieja Gduli zaciekawiła mnie szczególnie jedna myśl, która niestety od niedawna dopiero przyświeca politykom – jeżeli nie będzie publicznych kolekcji sztuki współczesnej, przy jednoczesnym istnieniu przecież kolekcji sztuki dawnej, skazujemy się na archaiczną formę życia naszej wspólnoty. Warto to zapamiętać, szczególnie w kraju, gdzie na stałe nie można właściwie obejrzeć żadnej kolekcji sztuki najnowszej.
Ten wątek przewijał się również w wypowiedzi Doroty Monkiewicz, która pytała (trochę retorycznie?) dlaczego tak mało można oglądać kolekcji sztuki najnowszej z kolekcji Znaków Czasu? Dlaczego tak słabo funkcjonują one w sferze publicznej.
Dorota Monkiewicz podniosła też, ważny, acz zupełnie niedostrzegany dotąd problem – nowo powstające muzea (m.in. w Krakowie i Wrocławiu) nie będą właścicielami kolekcji Znaków Czasu, a jedynie będą mogły przejąć prace w depozyt. Jak poważny jest to problem, można się było przekonać w Niemczech, gdy z wielu muzeów zostały wycofane depozyty, które następnie pojawiły się do kupienia na rynku. Taki sam ruch będą mogły kiedyś wykonać Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, które są formalnie właścicielami kolekcji Znaków Czasu.
Adam Szymczyk, który obok pracy w Kunsthalle Basel, jest doradcą kolekcji austriackiego ESRTE Banku, pokazał na przykładzie budowy tej kolekcji sztuki awangardowej drugiej połowy XX wieku z Europy Środkowej i Wschodniej, jak odważne kroki dotyczące zakupów, właśnie nie kierowanie się czynnikami narodowościowymi (tylko 10% z rocznego budżetu 400 tysięcy euro może zostać wydane na sztukę austriacką), spowodowały, że powstała znakomita kolekcja, złożona również z prac historycznych, która jest najlepszą kolekcją tej sztuki z naszego regionu. Przykład ten, jak również przykład, z polskiego poletka, Podlaskiej Kolekcji Zachęty z Białegostoku, pokazują, jak ważne jest odważne i systematyczne budowanie kolekcji i jak wiele można wygrać nie bojąc się podejmować trudnych decyzji.
Nie starczyło już niestety czasu na dyskusję o reformie polskich instytucji publicznych ani o roli krytyka w czasach dominacji rynku sztuki. A szkoda. Niech więc za podsumowanie tego panelu, ale i tego tekstu, posłużą słowa zamykające dyskusję, wygłoszone przez Andrzeja Przywarę (mam nadzieję, że właściwie cytuję): „Nie powinniśmy ani ulegać euforii rynku sztuki, ani go zbyt mocno krytykować. Po prostu musimy z nim żyć, wszyscy (czyli galerie, instytucje publiczne czy artyści) jesteśmy w ten rynek zanurzeni”.

23 września, 2009

Wojciech Fangor w Atlasie Sztuki

Kolejny raz Atlas Sztuki sprawia, iż musimy porzucić wszystkie wcześniejsze plany i stawić się na otwarciu wystawy w najbliższy piątek w Łodzi. Skąd te emocje? Może dlatego, iż sam maestro będzie na otwarciu, może dlatego, iż kilka z prezentowanych obrazów było prezentowanych na stającej się już legendą indywidualnej wystawie Wojciecha Fangora w The Solomon R. Guggenheim Museum w Nowym Jorku w 1970 roku (kilka z nich nie było dotychczas prezentowanych w Polsce) a może dlatego że nieliczni którzy już ją widzieli zdołali wydobyć tylko jedno słowo – „niesamowita”.

W Atlasie Sztuki, pokazane zostaną prace powstałe w latach 1969-1975 oraz instalacja jaką artysta przygotował specjalnie na tą okazję. W rozmowie ze Stefanem Szydłowskim powiedział: „Rok 1945 był wyzwoleniem od szaleńczej ideologii hitlerowskich Niemiec, od terroru wojny, obietnicy niewolnictwa i zagłady. Ale wyzwolenie okazało się na miarę historii, pełnym sprzeczności i zagrożeń. Przyniosło nadzieję, ale i strach przed nowym systemem, nadchodzącym za czołgami. Tej złożoności swoich osobistych doświadczeń, w cieniu których ciągle jeszcze pozostajemy, poświęciłem instalację prezentowaną w jednej z sal Atlasa Sztuki”.

Na zdjęciu:
Studium przestrzeni, W.Fangor, S.Zamecznik, environment 1958 r., Galeria Nowej Kultury,Warszawa, fot. z katalogu B.Kowalska Fangor. Malarz przestrzeni., Warszawa 2001 r.

22 września, 2009

Prace Elsnera, Bujnowskiego, Fussa i Janasa na aukcji NOW!

Już w najbliższą sobotę 26 września odbędzie się w Londynie zapowiadana przez nas aukcja sztuki XXI wieku (nazwana po prostu NOW!), organizowana przez dom aukcyjny Phillips de Pury. Na aukcji licytowane będą tylko prace powstałe w tym stuleciu. Nowością jest to, że na jednej aukcji licytowane będzie: ( ale w osobnych blokach) fotografia, design i malarstwo oraz rzeźba.
Pierwsza aukcja, której katalog można zobaczyć tutaj, nie powala na kolana swoją ofertą. Trochę mamy wrażenie, że na siłę zgromadzono na niej wszystko, co „zalegało” w magazynach domu aukcyjnego oraz kolekcjonerów. Brakuje naprawdę dobrych, wybitnych prac, natomiast dużo jest prac w edycjach, prac na papierze. Ciekawostką jest fakt zgromadzenia przez Phillips de Pury już nie tylko prac artystów z Polski czy Rosji, ale także z Ukrainy. Niestety większość z nich pachnie jeszcze świeżą farbą.
A jak wygląda oferta prac artystów z Polski? Jest bardzo ciekawa. Na „Now” znalazły się prace Rafała Bujnowskiego, Sławomira Elsnera oraz Petera Fussa, a także – po raz pierwszy na aukcjach – praca Piotra Janasa.
Będzie można kupić dwie prace z najsłynniejszego cyklu „Panorama” Sławomira Elsnera, w którym artysta przemalowywał zdjęcia z rocznika 1976 (data urodzenia urodzonego w Wodzisławiu Śląskim, a mieszkającego w Berlinie artysty) słynnego w czasie PRL tygodnika śląskiego „Panorama”. Dwie prace z tego cyklu, zatytułowane numerycznie 87 i 94, obie o wymiarach 100x80 cm, mają estymację 3-4 tysiące funtów (14-19 tysięcy złotych).
Z kolei w przypadku Rafała Bujnowskiego będzie licytowane będą „Narzędzia prehistoryczne” z mojego ulubionego cyklu „Muzeum”. To duża rzadkość, gdyż cykl ten podzielony jest tylko na cztery zespoły prac. Dwie są w kolekcjach prywatnych – jedna w Czechach, jedna w Polsce. Jedna część cyklu jest jeszcze w posiadaniu Rastra i ostatnio była wystawiana w Orońsku na wystawie „Like a rolling stone”. Czwarta część, będzie do kupienia z estymacją 2-3 tysiące funtów (9-14 tysięcy złotych).
Na aukcji w Phillips de Pury w październiku ubiegłego roku sprzedano już jedną czaszkę Petera Fussa z serii „For the Laugh of God”. Wtedy to czaszka wystawiona z estymacją 203 tysiące funtów, sprzedała się za 19 375 funtów. A przypomnijmy, że rok wcześniej, w czerwcu 2007 roku na targach ART CAR BOOT FAIR ta praca, nawiązująca do słynnej pracy Damiena Hirsta, sprzedawana była za tysiąc funtów (edycja tej pracy wynosi pięć sztuk). Teraz praca Fussa ma estymację 6-8 tysięcy funtów (28-37 tysięcy złotych). Czy się sprzeda? Zobaczymy.
I na koniec debiut prac Piotra Janasa na aukcjach. I to nie byle jaki debiut. Bo oto będzie można kupić pracę pokazywaną dwa lata temu na wystawie „Malarstwo polskie XXI wieku” w Zachęcie. Obraz o wymiarach 160x100 cm ma estymację 6-8 tysięcy funtów (28-37 tysięcy złotych).

Na zdjęciach prace Sławomira Elsnera, Rafała Bujnowskiego, Petera Fussa i Piotra Janasa.

21 września, 2009

Zapowiedzi wydawnicze Wydawnictwa 40 000 Malarzy

Bardzo ciekawie zapowiada się plan wydawniczy Wydawnictwa 40 000 Malarzy Kuby Banasiaka. Sam szef zacznie sezon długo oczekiwaną publikacją „Zmęczeni rzeczywistością. Rozmowy z artystami”. Książka swoją premierę będzie miała już w tym tygodniu. Proszę wypatrywać w dobrych księgarniach. Ale to dopiero preludium do tego co nas czeka jeszcze w tym roku. Bardzo ciekawie zapowiada się wybór tekstów Gorczycy i Kaczyńskiego oraz wywiad rzeka z Andrzejem Osęką. Zapowiedzi Wydawnictwa poniżej. Proszę zwrócić uwagę na bardzo ciekawą szatę graficzną zapoczątkowana przez książkę Adama Mazura.

JAKUB BANASIAK, Zmęczeni rzeczywistością. Rozmowy z artystami
Autor rozmawia z najważniejszymi nowymi nadrealistami (Tymek Borowski, Piotr Janas, Tomasz Kowalski, Przemysław Matecki, Paweł Śliwiński, Jakub Julian Ziółkowski). Materiał uzupełnia rozmowa z Hanną Rechowicz o surrealistycznym wątku w twórczości Edwarda Krasińskiego.
Wstęp: Agnieszka Taborska
Format: 11,7 x 16,5 cm
Ilustracje: 77, kolor
Liczba stron: 256

FILIP SADOWSKI, Surogat
Eksperymentalna książka-wystawa i artystyczny debiut Filipa Sadowskiego (ur. 1983).

RASTER, Wybór tekstów
Wybór tekstów Łukasza Gorczycy i Michała Kaczyńskiego, założycieli najważniejszego periodyku o krytyce artystycznej lat 90., a następnie jednej z najbardziej uznanych galerii sztuki współczesnej Raster. Książka ilustrowana, zawiera indeks oraz kalendarium. Publikacja pod patronatem Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy.

POLSKI DESIGN PO 1989, opracowanie zbiorowe
Pierwsza kompleksowa publikacja poświęcona polskiemu designowi po 89 roku. Przystępna forma, opracowanie najważniejszych haseł, obszerny materiał ilustracyjny. Wśród autorów najwybitniejsi specjaliści z zakresu designu. Książka przygotowana przy współpracy z wrocławskim BWA Design.

ANDRZEJ OSĘKA, wywiad-rzeka
Wywiad-rzeka z Andrzejem Osęką (ur. 1932), nestorem polskiej krytyki artystycznej, wieloletnim krytykiem Gazety Wyborczej, Dziennika i Wprost, aktywnym członkiem opozycji demokratycznej, wydawcą podziemnych magazynów o sztuce (Kultura Niezależna), autorem licznych książek i publikacji.

19 września, 2009

Spojrzenia 2009 - w obiektywie ArtBazaarTV

To już 4 edycja Spojrzeń. Obecne wzbudzają chyba najwięcej emocji z dotychczasowych odsłon tego konkursu. To chyba dzięki zaproponowanym kandydatom. Bardzo trudno jest wskazać faworyta czy też faworytkę tej edycji. Czekamy na roztrzygnięcię jury i zapraszamy do Zachęty.

video

P.S. Niestety z przyczyn technicznych i złośliwości sprzętu nie udało nam się zarejestrować prezentacji Bogny Burskiej.

18 września, 2009

Nie wyobrażam sobie, by "Delikatesy" mogły być tylko galerią, albo tylko wydawnictwem - rozmowa z Martyną Sztabą

„Delikatesy”… To galeria? Księgarnia? Designerski concept store? Wydawnictwo?

„Delikatesy” to prywatna instytucja kultury i sztuki, gdzie działalność jest definiowana poprzez cztery wartości – ludzi, sztukę, literaturę i media. Mam całościowy koncept na rzeczy, które robię – wszystko z czegoś wynika i wszystko ma swoje uzasadnienie. Księgarnia jest sprofilowana na książki i albumy o sztuce, sezony w miejscu z designem są podporządkowane tematom, którymi się zajmujemy (np. pierwszy sezon to „książka”, gdzie kolekcjonujemy przedmioty związane z przechowywaniem książek). Wydawnictwo zajmuje się wydawaniem książek młodych, ale również młodo myślących autorów i książek o sztuce. A galeria realizuje wystawy i projekty polskich artystów, którzy mnie ciekawią i rozwijają w swojej pracy interesujące dla „Delikatesów” treści. W przyszłości rozszerzę program o działalność artystów zagranicznych – pierwsza wystawa zagraniczna będzie indywidualną wystawą francuskiego artysty Benjamina Sabatier. Wywodzę się ze środowiska, które odkrywa i eksploruje polityczność sztuki i jej społeczny wymiar – myślę, że to będzie również kluczowe dla programu galerii.

Czy uważasz, że da się pogodzić te wszystkie elementy?

Ja nie wyobrażam sobie sytuacji, w której mogłabym realizować tylko jedną z tych rzeczy. Całościowe podejście polega na tym, że te działalności są jak naczynia połączone, ale musiałam nadać im też priorytety – obecnie najważniejsze są dla mnie galeria i wydawnictwo. To jest oczywiste, że jeżeli masz galerię to wiedza twoja, twoich współpracowników, twoich partnerów, kolekcjonerów, artystów, odbiorców twojej działalności skądś wynika – wiec gromadzisz książki sprofilowane pod działalność, którą się zajmujesz, żeby budować spójny język, którym się komunikujemy. Ale w pewnym momencie nie wystarcza Ci już samo gromadzenie książek, zaczynasz mieć potrzebę ich wydawania – zaczynasz od katalogów do wystaw, a dochodzisz do samodzielnych tytułów. I wydawnictwo właściwie zakłada się wtedy samo. Kolejnym krokiem są spotkania, wykłady, warsztaty, portal internetowy generujący ruch w sieci i informujący o ciekawych dla ciebie aktywnościach – czyli wkład innych osób w wymianę wiedzy i budowanie wspólnego języka już nie tylko na bazie książek, ale i Internetu.

Pierwsza wystawa (ironiczny tytuł „Książka w sztuce i kulturze polskiej”) w „Delikatesach” była zbudowana wokół tematu książkowego? Chcesz robić wystawy tematyczne czy to przypadek?
Wystawa „Książka w sztuce i kulturze polskiej” to była wystawa inauguracyjna – gdzie delikatnie zaznaczyliśmy obszar, który jest wspólny dla całego przedsięwzięcia. Tę wystawę zrobiliśmy z Dawidem Radziszewskim z poznańskiej galerii Pies, wpadliśmy na ten pomysł jak trwał remont galerii. Oczywiście chcę robić zbiorowe wystawy tematyczne – od czasu do czasu, ale nie chcę żeby to była reguła – będą też oczywiście wystawy indywidualne, ale przez dobór artystów będą jednocześnie tematyczne. Chciałabym utrzymać rytm wystaw realizowanych co miesiąc.
Jaka sztuka Ciebie interesuje?

Prawdę mówiąc, bardziej interesuje mnie praca ludzi, artystów niż sama sztuka. Nie zrozumcie mnie źle – mogłabym teraz prosto odpowiedzieć na pytanie, że interesują mnie związki sztuki i literatury, sztuka feministyczna, sztuka krytyczna i poezja konkretna. Ale to nie jest takie proste – to co naprawdę interesuje mnie w sztuce, to proces jej powstawania. Od pierwszego impulsu, przez research, przez poszukiwanie źródeł, materiałów, przez znajdowanie kontekstu dla pracy. To jest dla mnie największa przyjemność. Pamiętam jak przygotowywałyśmy z Anką Sasnal wystawę „Moja matka nie jest boska” w Bunkrze Sztuki i prawdę mówiąc, najciekawsze były dla mnie rozmowy z artystkami o tym, co zostanie zrobione, w jaki sposób, jak odczytywać książkę Bożeny Umińskiej-Keff „Utwór o matce i ojczyźnie”, która była inspiracją do całego projektu.


Teraz, jak przygotowujemy wystawę Rafała Jakubowicza, to też ciekawi mnie jego sposób pracy, to w jaki sposób podchodzi do źródeł, jak intensywnie działa ten cały proces myślowy. Podobnie jest w mojej działalności wydawniczej. To może być niepopularne, to co teraz powiem – ale dla mnie sukces każdej książki jest dziełem i autora i redaktorów, również dziełem wydawcy, który dokłada wszelkich możliwych starań o to, żeby była to praca spójna – realizuje się to poprzez dobranie redaktorów do autora, poprzez dobrze zaplanowaną kampanię promocyjną czy wybór artysty do zrobienia okładki książki. Rozmowy o tym, jak książka powstaje, czyli cały proces redakcji, rozmowy o strukturze dzieła, o tym w jaki sposób autor czy autorka poprowadzą narrację, to jest oglądanie operacji na żywym organizmie.
Oczywiście cieszy mnie dobrze zrobiona wystawa, dobrze napisana książka, dobre dzieło sztuki – ale to co widzę w nim najciekawsze, to właśnie cały proces powstawania. Od nocnych telefonów, po wizyty u stolarza, przez poszukiwanie idealnej linki, po szukanie sześćset sześćdziesiątych szóstych stron książek, jak w pracy „666” Łukasza Jastrubczaka, książki składającej się właśnie z sześćset sześćdziesiątych szóstych stron wyrwanych z różnych publikacji. Szukam w sztuce odpowiedzi na pytania, których sama nie umiem udzielić i stawiania pytań, których sama nigdy nie umiałabym postawić. Wychodzę z założenia, że artyści dysponują tak niewiarygodną intuicją, wiedzą, wyobraźnią – że moim zadaniem, jako tej z mniejszą intuicją, wiedzą i wyobraźnią jest budowanie możliwości do realizowania ich pomysłów, mam do tego logistyczny talent.
Zawsze zadajemy to pytanie galerzystom. Na ile chcesz być komercyjną galerią – czyli w perspektywie brać udział w targach, promować swoich artystów?
Galeria „Delikatesy” jest komercyjną galerią, sprzedajemy prace artystów biorących udział w naszych wystawach. W dalszej perspektywie chciałabym brać udział w targach i promować swoich artystów – oczywiście, że tak. Ale najpierw muszę zbudować możliwości do tego. To nie jest łatwy proces, to jest bardzo wymagająca praca, która wymaga od ciebie ciągłej uwagi i zaangażowania. A z wieloma pisarzami mi się udało, teraz chciałabym móc to samo robić z artystami.

Nie chcę pytać o nazwiska artystów, z którymi chcesz współpracować, ale bardziej o typ artystów, którzy Ciebie interesują?

Interesują mnie artyści konsekwentni, pracowici, którzy nie przegadują swoich prac. Takich u których faktycznie tę pracę research’ową widać w samym dziele, a nie w tym, co sami artyści nam o tej pracy powiedzą.
Jak konserwatywny Kraków zareagował na powstanie takiego miejsca jak „Delikatesy”?
Bardzo życzliwie. Wprawdzie mój zaprzyjaźniony galerzysta, mówił mi o tym, że muszę się przyzwyczaić, że prowadzenie galerii jest jak spirala nienawiści – kolekcjonerzy cię nienawidzą, bo zawsze jest za drogo, artyści cię nienawidzą, bo zawsze coś mogłoby być lepiej, krytycy cię nienawidzą, bo zawsze kogoś nienawidzą, inni galerzyści cię nienawidzą, bo jesteś. Oczywiście galerzysta trochę żartował, żeby mnie przestraszyć – w rzeczywistości mam wrażenie takiego ogólnego wsparcia od strony osób, które zajmują się sztuką. Jestem skupiona na swojej pracy, na tym żeby robić świetne wystawy, żeby artyści byli zadowoleni z warunków jakie im stwarzamy, żeby kolekcjonerzy mogli z Tobą rozmawiać o swoich wyborach, przekonywać się nawzajem, prowadzić dialog. Otwarcie było bardzo huczne, przyszło bardzo dużo ludzi – prawdę mówiąc nie spodziewałam się, że w środku wakacji tyle osób przyjdzie poznać nowe miejsce. To mnie mile zaskoczyło. Kraków ma swoje dobre i złe cechy – zła jest taka, że niewiele jest inicjatyw skierowanych na sztukę aktualną, przez co jest mała wymiana, mały ruch, a dobra jest taka, że niewiele jest inicjatyw skierowanych na sztukę aktualną – dlatego każda nowa aktywność jest wyraźniej zarysowana, lepiej widoczna.

Nawiązując do Twoich korzeni ha!artowskich, czy planujesz wydawanie książek związanych ze sztuką?

Nie umiałabym odciąć się od korzeni w definitywny sposób – z Korporacją Ha!art byłam związana od 2004 roku, a od 2007 kierowałam jej działaniami. Zaprosiłam wtedy do współpracy osoby, które wspólnie zrealizowały pewien plan – instytucja zaczęła być rozpoznawalna nie tylko w kręgu krakowskich znajomych, ale stała się liczącą instytucją, która została zbudowana wspólną pracą wielu ludzi. Zostawiłam dojrzałą fundację, z mocnymi fundamentami osobowymi i treściowymi. Na olbrzymi sukces Sylwii Chutnik czy Bożeny Umińskiej-Keff, Marty Dzido czy Asi Pawluśkiewicz, pracowaliśmy bardzo długo. W sukces publikacji o profilu historyczno-sztucznym takich jak „Olbrzymki” Ewy Toniak czy „Krótka historia Grupy Ładnie” pod red. między innymi Ewy Tatar zostały zaangażowane olbrzymie nakłady wiedzy i pracy. Nie umiałabym dzisiaj powiedzieć, że nie identyfikuję się z tym wszystkim dzisiaj. Dlatego oczywiste jest, że chcę nadal realizować otwarte wtedy ścieżki z ludźmi, z którymi byłam tak mocno związana, z ludźmi, którzy mi zaufali i ich zaufanie zostało poparte konkretnymi działaniami.

Najbliższe wydarzenia w Delikatesach?

24 września o godzinie 19:00 otwieramy wystawę Rafała Jakubowicza „Ein Lied”, skromna wystawa inspirowana słowami z piosenki obozowej znalezionej w śpiewniku z Auschwitz.


Zaraz po tej wystawie, na początku listopada swój indywidualny pokaz będzie miał w „Delikatesach” Krzysztof Kaczmarek, artysta młodego pokolenia kończący właśnie studia na krakowskiej ASP, przebywający obecnie we Wiedniu. Krzysiek wziął także udział w wystawie „Książka w sztuce i kulturze polskiej” – pokazujemy jego pracę „Pointyliści”, czyli przestrzeloną z wiatrówki książkę Joanny Guze „Impresjoniści”, która dzięki dziurom po śrucie uzyskała pointylistyczny element.

Delikatesy
Ul. Sarego 20/1, Kraków
http://www.delikatesy.org.pl/

Na zdjęciach: wnętrza galerii i księgarni oraz prace Ani Okrasko, Marcina Maciejowskiego i Krzysztofa Kaczmarka z wystawy "Książka w sztuce i kulturze polskiej"

17 września, 2009

25 września - "Alfabet polski_1" w Tarnowie

Wiosną w BWA w Tarnowie, z inicjatywy Ewy Łączyńskiej-Widz, miała miejsce seria spotkań z młodymi artystkami i artystami połączona z krótkimi, tygodniowymi wystawami. Już w kwietniowym wywiadzie z nami (czytaj tutaj) Ewa zapowiadała jesienną zbiorową wystawę kończącą projekt „Alfabet polski_1”.
Już za tydzień w piątek, 25 września odbędzie się wernisaż zapowiadanej wystawy. Nie będzie to jednak zwykły wernisaż – do Tarnowa przyjadą Magda Starska i Natalia Mleczak z performance POM POM BUM BAM, a także wystąpi zespół ANNA DYMNA (pod tą nazwą „ukrywają” się Tomek Kowalski, Agnieszka Polska i Jan Plater-Zyberk).
Z kolei na finisażu wystawy, 28 października odbędzie się promocja katalogu „Alfabet polski_1” oraz koncert zespołu MASTERS OF THE UNIVERSE (to z kolei Łukasz Jastrubczak).
Wystawa będzie w BWA Galerii Miejskiej w Tarnowie (Pasaż Tertila, Rynek 4, http://www.gm.tarnow.pl/), a wezmą w niej udział: Basia Bańda, Pola Dwurnik, Mikołaj Grospierre, Łukasz Jastrubczak, Tomasz Kowalski, Małgorzata Markiewicz, Bartosz Mucha, Ośmiornica, Agnieszka Polska, Joanna Rajkowska, Magdalena Starska, Truth, Zorka Wollny, Julita Wójcik i Erwina Ziomkowska.
ArtBazaar jest patronem medialnym tej wystawy.
Na zdjęciu: plakat wystawy zaprojektowany przez Łukasza Jastrubczaka

16 września, 2009

Kunstkamera Nicolasa Grospierre'a

W Zamku Ujazdowskim trwa wystawa "Kunstkamera" Nicolasa Grospierra. Wystawie towarzyszy bardzo efektownie wydany katalog. Zapraszamy na relację w ArtBazaarTV.

video

15 września, 2009

3 Biennale w Moskwie - Wystawa NEW OLD COLD WAR

Organizowana w ramach 3 Biennale Sztuki Współczesnej w Moskwie wystawa New Old Cold War. Post Socialist Countries Experience jest poświęcona fenomenowi Zimnej Wojny. Na przełomie lat 90. wydarzenia polityczne doprowadziły do anulowania podziału świata na dwa wrogie obozy. Miejsce starego ładu zajęły nowe tendencje, w ślad za którymi pojawiły się nieznane wczesnej układy sił i modele rywalizacji globalnej. Nowa przestrzeń geopolityczna okazała się przestrzenią silnie zantagonizowaną. I chociaż charakter współczesnych podziałów nie jest tak dramatyczny jak ten z czasów historycznej Zimnej Wojny, ich rosnąca liczba oraz silne zakorzenienie ideologiczne skłoniły cześć historyków i publicystów do powrotu do zimnowojennej terminologii.

Do dyskusji na temat Zimnej Wojny zaproszeni zostali artyści z krajów Europy Wschodniej oraz Rosji – państw byłego paktu warszawskiego. Przez lata ich tożsamość budowana była w oparciu o system ideologiczny, który stanowił istotę zimnowojennego antagonizmu. Wiązało to się z funkcjonowaniem w określonym porządku symbolicznym - systemie obrazów, znaków, figur retorycznych, których zadaniem była produkcja spójnego i jasnego przekazu. Za ich pomocą głoszono te treści, które miały być jawne, a ukrywano te, które nie pasowały do ustalonego porządku. podstaw estetycznych i retorycznych.

Wystawa New Old Cold War jest przestrzenią dekonstrukcji wielu mechanizmów, którymi posługuje się ideologia. Artyści ujawniają rolę obrazu, symbolu, języka, stosowanych technik psychologicznych oraz manipulacji historią, faktami czy zbiorową pamięcią, w produkowaniu okrślonych politycznych wizji. Większość prezentowanych prac odnosi się do problemów współczesnych, poddając w pewną wątpliwość przekonanie o post-ideologicznym charakterze naszych czasów.


KURATORZY: Karolina Nowak, Yulia Aksenova
Zaproszeni artyści - VADIM FISHKIN / IRWIN / PAVEL KOPRIVA / IRINA KORINA / ALEXEI KOSTROMA / DIANA MACHULINA / IGOR MUCHIN / MARINA NAPRUSHKINA / DEIMANTAS NARKEVIČIUS / BORIS ORLOV / PAVEL PEPPERSTAIN / DAN PERJOVSCHI / REP GROUP / JOANNE RICHARDSON / MLADEN STILINOVIĆ / PIOTR WYRZYKOWSKI
Na zdjęciach prace:
Deimantasa Narkeviciusa, Joanne Richardson oraz Mariny Naprushkina

14 września, 2009

"W Berlinie jestem w domu" - relacja Poli Dwurnik

Dzisiaj otwieramy nowy cykl artykułów na naszym blogu. Będą to relacje, felietony i reportaże z podróży, rezydencji i wyjazdów (nie tylko zagranicznych) artystów i osób związanych z polskim światem sztuki. Dzięki tym artykułom mamy nadzieje lepiej poznać współczesny artworld i jego peryferia.

Dziś pierwsza z takich relacji, autorstwa Poli Dwurnik. W lipcu, dzięki ArtBazaarTV pokazaliśmy pożegnalną wizytę w pracowni artystki. Pola zgodziła się pisać do nas z Berlina i przybliżać nam swoje nowe emigracyjne życie. Zapraszamy. Już niedługo kolejne relacje…
----------------------------------------------------------------------------------

Do Berlina chciałam przeprowadzić się już na początku 2006 roku, zaraz po powrocie z dwuletniego pobytu w Szwajcarii. Wyjazd przesunęłam o trzy lata chcąc zakotwiczyć się jeszcze w Warszawie, która jest moim rodzinnym miastem i której mentanie i emocjonalnie nie chcę opuszczać. Gdy kotwica spoczęła w mazowieckiej ziemi - w lipcu tego roku przeniosłam się do Berlina. To tylko sześć godzin jazdy pociągiem, ta sama szerokość geograficzna, pogoda i krajobraz. Ale miasto, ludzie, światło - to wszystko jest inne.

Berlin, jak wiadomo, jest obecnie artystyczną stolicą Europy - domem dla kilkuset tysięcy artystów (więcej mieszka tylko w Nowym Jorku - podobno ponad milion). Tutaj uprawianie sztuki nie jest niczym osobliwym, stanowi raczej przecietną normę. Wielu moim kolegom po fachu bardzo to przeszkadza - niektórzy z tego właśnie powodu zamierzają Berlin opuścić, albo wybierają inne miasta. Przyznaję, że trochę ich nie rozumiem. Aż tak bardzo chcą być wyjątkowi? Ja pojmuję moją pracę jako jedną z bardzo wielu profesji, jakie można wybrać we współczesnym świecie. To jest normalna, codzienna, regularna praca. Bycie egzotycznym ptakiem jest ciekawe tylko czasami i denerwują mnie sytuacje, w których wytyka się mnie palcami "o, artystka!" A to w Berlinie raczej się nie zdarza. To miasto rozumie moje potrzeby i je respektuje, oferuje mi (bez głupich pytań)‚ całą infrastrukturę - przestrzenne, dobrze wyposażone pracownie i magazyny, firmy transportowe, sieci sklepów dla artystów (min. specjalistyczny supermarket Boesner) oraz - co najważniejsze - w miarę tanie życie, otwartość i swobodę obyczajów.


Bo życie artystyczne to najcześciej nietypowe godziny pracy i snu, nietypowe pomysły i wymagania, nietypowe zachowania, styl i upodobania, oraz wieczny brak pieniędzy. Berlin to wie i wyciąga pomocną dłoń. Zjeść można tu naprawdę tanio i pysznie każdy rodzaj kuchni i prawie o każdej porze dnia i nocy. W wielu knajpach na Kreuzbergu (gdzie mieszka najwięcej artystów) śniadania podawane są do godziny 17 lub 18ej i bardzo popularne są "happy hours" - czas tańszych cen. Wspólne objadanie się w rastauracyjkach, knajpkach i klubach jest obowiązkowym elementem społecznego istnienia, czego bardzo brakuje mi w Warszawie. Wino, piwo (i inne alkohole) można spozywać na ulicach i w miejskiej komunikacji, co doskonale współgra z bujnym życiem wernisażowo-towarzyskim, podobnie jak ekspresowe przenoszenie się z miejsca na miejsce na rowerze.

Ale w tym wszystkim najbardziej podoba mi się otwartość ludzi - zwłaszcza w środowisku artystyczno-intelektualnym, które jest międzynarodowe i różnorodne - naprawdę nikt nie ma do nikogo uprzedzeń. Charakterystyczne jest także mieszanie się różnych kręgów. W Polsce obserwuję wyraźną atomizację poszczególnych środowisk - muzycy obracają się w kręgach muzycznych, literaci w kręgach literackich, graficy użytkowi w kręgach grafików użytkowych, Poznaniacy w kręgach poznańskich, Warszawiacy w... itd. (choć, oczywiście, jest coraz więcej wyjatków). W Berlinie tego typu grupy charakteryzuje większa przepustowość i tolerancja. Przyjechałam miesiąc czy dziesięć lat temu - z Warszawy, Kaliningradu czy z Nowego Jorku, jestem malarką czy perkusistką - gadamy o wystawie, pijemy piwo, spadamy na koncert. Kiedy idę ulicą - nie czuję się ani nowa, ani obca, ani samotna.


"Berlin jest teraz tym, czym Nowy Jork był w latach osiemdziesiątych" - mówi Nadja Vancauwenberghe z angielskojęzycznego magazynu "Exberliner" (cyt. za: The International Herald Tribune, 25.04.2008). Tak jest od około dziesięciu lat, a światowy kryzys finansowy tylko tę sytuację utrzymuje - ceny wynajmu mieszkań i przestrzeni użytkowych nadal są niskie i ciągle powstają nowe, alternatywne miejsca artystyczne, knajpki, bary i galerie sztuki (liczba galerii waha sie między 400 a 600).


Pracownię i magazyn na obrazy dzielę ze Sławkiem Elsnerem. Jest nas dwoje, ale wspólnie wynajmowanych pracowni (przez 4 do 8 osób) jest bardzo wiele. Czynsze są niższe niz gdziekolwiek indziej i do Berlina przyjeżdża nie tylko coraz więcej artystów ze Stanów Zjednoczonych i Londynu, ale także gwiazdy, (np. Tacida Dean). Podobnie jest z mieszkaniami. Wiekszość moich znajomych wynajmuje tzw. "Altbau" - wysokie, przedwojenne kamienice z drewnianą podłogą i kaflowymi piecami. Ja postanowiłam złamać schemat i wybrałam prawdziwy DDRowski blok z wielkiej plyty. Stoi w centrum miasta przy historycznym Petriplatz, gdzie 28 października 1237 roku podpisano akt założenia średniowiecznej osady Cölln, z której wyrósł Berlin.

Jestem w sercu metropolii - piętnaście minut spaceru dzieli mnie zarówno od Alexanderplatz, jak i od reprezentacyjnej alei Unter den Linden, historyczno-sztucznej oazy Museeninsel, galeryjnego destryktu wokół Rudi Dutschke Strasse oraz północnej granicy Kreuzbergu. Moimi sąsiadami z klatki są w większości emerytowani DDR-owscy Berlinczycy, a wystrój ich mieszkań - od wykładzin po widelce i noże - dobrze pamięta czasy Honeckera. Atmosfera jest cicha i anonimowa, ale w przeciwieństwie do polskich reguł wszyscy serdecznie witamy się na schodach. Pomieszanie dziedzictwa DDR z zachodnim stylem życia i swobodą obyczajową bohemy jest fenomenem istniejącym tylko w Berlinie i tylko teraz. Czuję się jakbym żyła na styku trzech różnych epok i stawiała czoła trzem kompletnie innym mentalnościom. I jestem w domu - bo to przecież kwintesencja mnie samej - urodzonej w PRL-u, wychowanej w artystycznym domu i w zachodnioeuropejski sposób. Zrozumiałam to dopiero pisząc ten tekst...




Zdjęcia dzięki uprzejmości Poli Dwurnik.
01 - Prenzlauer Berg, niedziela, fot. P.D.
02 - Ogromny plakat upamiętniający rocznicę wyborów w 1989 roku na Unter den Linden, fot. P.D.
03 - Młodzi artyści po nocnej kąpieli w Szprewie, fot. P.D.
04 - Najgorętszy bar w mieście - Lucia na Oranienstrasse, Kreuzberg, fot. P.D.
05 - Demonstracja Lewicy na Unter den Linden, 12.09.2009, fot. P.D.
06 - Demonstracja Partii Zielonych niedaleko mojego bloku, 12.09.2009, fot. P.D.
07 - Otwarcie butiku z modą na Kottbusser Tor, Kreuzberg, fot. P.D.
08 - Sztuczna plaża nad Szprewą, fot. T.Gierzyńska
09 - Ja w pracowni, fot. T.Gierzyńska
10 - Alexanderplatz o zachodzie słońca, fot. T. Gierzyńska
11 - Petriplatz, w tle mój blok, fot. P.D.
12 - Moja klatka schodowa, fot. T.Gierzyńska

12 września, 2009

Anna Myca w Leto

To już ostatnie dni wystawy Ani Mycy w Leto. Dla tych co nie dadzą rady. Dziś u nas relacja ArtBazaarTV.

video

"Artyści mówią NIE rakowi" - aukcja na leczenie Pauliny Pruskiej

Takich aukcji charytatywnych jest dosłownie kilka w roku. Prawie 120 prac, w tym: Pawła Althamera, Maurycego Gomulickiego, Anety Grzeszykowskiej, Anny Molskiej, Pauliny Ołowskiej, Karola Radziszewskiego, Wilhelma Sasnala, Janka Simona czy Trutha, będzie można licytować 24 września w Muzeum Sztuki Nowoczesnej.
Aukcję „Artyści mówią NIE rakowi”, z której pieniądze są przeznaczone na leczenie choroby nowotworowej Pauliny Pruskiej, zorganizowały jej siostra Marta i Katarzyna Maciąg z grupą Przyjaciół. Dzięki hojności artystów i galerzystów, wsparciu MSN oraz artinfo.pl udało się przygotować naprawdę bardzo ciekawy zestaw prac (pełna lista dostępna jest tutaj). Oczywiście, jak zawsze w takich sytuacjach, aukcję poprowadzi Andrzej Starmach.
Takie aukcje charytatywne to rzadka w naszym kraju możliwość licytowania prac czołówki polskiej młodej sztuki, których prace częściej pojawiają się na aukcjach w Europie Zachodniej i USA niż w Polsce. Równocześnie wydając pieniądze na tej aukcji będziemy mieli poczucie pomocy konkretnej osobie – Paulinie. Więcej informacji na temat Pauliny i jej walki z chorobą można przeczytać na stronie jej bloga http://paulapruska.blogspot.com/
Wszystkich zapraszamy na aukcję 24 września o godzinie 18 w MSN przy ulicy Pańskiej 3. Wcześniej tego dnia, od 10 do 17, będzie można obejrzeć prace. Oczywiście Ci, którzy nie będą mogli licytować osobiście, mogą to zrobić za pośrednictwem artinfo.pl.
Na zdjęciach prace Wilhelma Sasnala, Anny Molskiej i Trutha (Krystiana Czaplickiego)

09 września, 2009

Jak galerie radzą sobie w kryzysie? - pisze "New York Times"

Wskaźnikiem koniunktury w modzie jest grubość wrześniowego wydania amerykańskiej wersji magazynu „Vogue”. Oczywiście chodzi o ilość reklam w tym magazynie (najważniejszym w roku), które pokazują ile pieniędzy na reklamę są w stanie wielkie domy modowe.
W sztuce najnowszej podobny wskaźnikiem może być grubość wrześniowego wydania ArtForum, wydawanego w Nowym Jorku najpoważniejszego magazynu o sztuce (nie przez przypadek złośliwie nazywa się ten magazyn Ad Forum ze względu na ilość reklam w nim zawartą).
W tym roku ilość stron reklamowych w ArtForum spadła do 206 z 363 stron rok wcześniej. Ubiegłoroczny numer wrześniowy był ostatnim przygotowanym przed kryzysem spowodowanym upadkiem banku inwestycyjnego Lehman Brothers i zamieszaniem na światowych rynkach finansowych.
Że jest słabiej w świecie sztuki najnowszej niż rok temu, widać gołym okiem. „New York Times”, a właściwie słynna Roberta Smith, przeszła się po nowojorskich galeriach, by zobaczyć, jak sobie one radzą w tych trudnych czasach. Roberta Smith pisze o sztuce w NYT już od 1986 roku, więc wiele już widziała. Co zobaczyła teraz? Przeczytajcie. Postaramy się przygotować podobny obraz warszawskich galerii...

08 września, 2009

Szymon Kobylarz w Kordegardzie

video

SZYMON KOBYLARZ "ECHELON 70".

Warszawa, Kordegarda,

Wystawa otwarta w terminie: 4 września - 18 października 2009

04 września, 2009

Dziś otwarcie „Siusiu w torcik” w Zachęcie a u nas rozmowa z Karolem Radziszewskim (kuratorem)

Dziś wieczorem odbędzie się wernisaż wystawy „Siusiu w torcik”, prezentującej prace ze zbiorów warszawskiej Zachęty, której kuratorem jest artysta Karol Radziszewski. Wystawa nie jest prezentacją „the best of” Zachęta. Prezentowane są w większości prace mało znanych lub w ogóle nie znanych artystów z lat 60.,70. i 80., które są w kolekcji Zachęty. Karol Radziszewski dokonał subiektywnego wyboru tych prac używając ich jako wielkiej instalacji mieszając je ze swoimi pracami. Łącznie pokazano 150 prac ponad 90 artystów. Ponadto na wystawie Karol odtworzył instalację Edwarda Krasińskiego z 1997 roku z czarno-białymi kopiami obrazów należących kiedyś do Zachęty (w tym „Bitwy pod Grunwaldem”), przedzielonych słynnym niebieskich scotchem. Najwięcej emocji wywoła zapewne półtoragodzinna projekcja (raz w tygodniu w piątek o godzinie 18.30) pierwszego polskiego gejowskiego filmu pornograficznego. O „skandalu na zamówienie”, fascynacji Krasińskim i samej wystawie rozmawialiśmy z Karolem Radziszewskim na dzień przed wernisażem.

Celowo chciałeś wywołać skandal?

Chodzi Ci o wystawę czy o film?

O film.

Powtarzam to cały czas. Chciałem wywołać „skandal na publiczne zamówienie”. Parcie jest tak silne, że tam gdzie pracuję, są skandale, że nawet gdy pracowałem na takich zbiorach, jak Zachęta, wszyscy oczekiwali skandalu. Więc dodałem ten pierwszy polski pornograficzny film gejowski niejako całkowicie unikając pytania, czy to jest sztuka, czy nie. Przykładem jak to działa jest wczorajszy tekst w Gazecie Wyborczej (rozmowa przeprowadzona została w czwartek). Zarówno Pani Dyrektor Agnieszka Morawińska, jak i ja podkreślaliśmy w nim, że to „skandal na zamówienie”. Nie wiem, czy czytałeś komentarze na forum Gazety?

Tak, ale wtedy były tylko dwa komentarze, w tym jeden na temat tytułu wystawy.
To radzę Ci przeczytać teraz (zobacz) To przykład, co można wymyślić na temat wystawy, która się jeszcze nie otworzyła. Jest tu 150 obrazów, ponad 90 artystów i jeden film, który jest wszędzie.

No tak, ale to film pornograficzny…

To ma być tylko dodatek, tania prowokacja. Wszyscy się na to łapią.

Czekasz na swojego „posła Tomczaka” w Zachęcie?

Niespecjalnie widzę pole do takiej ingerencji. Pokaz jest raz w tygodniu (w piątki o 18.30), tuż przed zamknięciem galerii. Tu naprawdę trzeba zrobić dużo, by się zbulwersować. To jest użytkowe porno. Półtorej godziny. Ostrzegano mnie, że tym filmem mogę zepsuć całą wystawę. Ale ja tak nie uważam. Jestem już przyzwyczajony do skandali. Na wystawie moich Polaroidów do „Lubiewa” we Wrocławiu dwie trzecie budżetu poszło na ochronę. Zrozumiałem o co chodzi, gdy dotarłem do Wrocławia i dziennikarze i kuratorzy byli wpuszczanie pojedynczo przez ubranego na czarno ochroniarza na oglądanie wystawy, bo były wpisy Narodowego Frontu Odrodzenia Polski w Internecie. Śmiałem się z tego do czasu, kiedy tego nie zobaczyłem. Podobnie było w PGR w Gdańsku, gdzie miałem performance nawiązujący do Winiarskiego. Przyjechałem do Gdańska, otworzyłem lokalną gazetę i przeczytałem, że do Trójmiasta przyjeżdża kontrowersyjny gejowski artysta i będzie robił skandal. A ja w garniturze robiłem performance z czarno-białymi kwadratami!
Zachęta specjalnie zachęca do skandali swoją historią i tym, że to jest Narodowa Galeria. Mówiąc Zachęta nakładamy wszystkie te wartości, których bronimy, że właściwie bronimy Polski. I mamy takie „siusiu w torcik”.

Chciałeś wskrzesić ducha Edwarda Krasińskiego, rekonstruując jego instalację z 1997 roku (przy użyciu jego oryginalnego scotcha z archiwów Zachęty) i biorąc od niego tytuł do wystawy?

Chciałem wskrzesić Krasińskiego takim, jakim ja go odbierałem i odbieram nadal, jako znakomitego żartownisia. Tego ducha chciałem pokazać rekonstruując jego instalację, jak i tworząc wystawę z kolekcji Zachęty. Uważam, że to kuratorzy i krytycy uczynili z Krasińskiego poważnego, transcendentalnego artystę. I ta wystawa jest też jest trochę o kuratorach. Ja celowo przeginam strategie kuratorskie, by pokazać ich absurd. Przecież wielokrotnie tak jest, że dopiero wypowiedź krytyka czy kuratora nadaje sens temu, co robi artysta. Często to sens bez sensu. Przykładem jest wideo ze stawianiem betonowej ściany mojego autorstwa, które pokazuję w Zachęcie. Dla mnie to głupia betonowa ściana, a czytałem takie recenzje, że to wideo nawiązuje do roli robotników we współczesnej, kapitalistycznej Polsce. Większości ciekawych komentarzy na temat mojej twórczości dowiedziałem się od krytyków z zagranicy. Oni te prace interpretują. Polscy krytycy przepisują noty.

Co czułeś oglądając zbiory Zachęty w ramach przygotowania i wyboru prac do tej wystawy?

Miałem dużo frajdy, choć oczywiście warunki pracy są dosyć trudne. Magazyny Zachęty są ciasne, więc oglądanie było utrudnione. Były takie prace, że nie mogłem uwierzyć, że są w zbiorach takiej instytucji jak Zachęta, jest też wiele prac moich profesorów, których oni sami już pewnie nie pamiętają, nietypowych dla nich. Generalnie zafascynowała mnie ilość tych praca.
Przy pracy nad tą wystawą zdecydowałem się na usunięcie wszelkich możliwych kontekstów pracy, by móc spojrzeć na sam obraz. Czyli nie wiem, kto namalował ten obraz i kiedy, interesuje mnie, co jest na tej pracy. Są prace, nawet w tej Sali Narutowiczowskiej (w której rozmawialiśmy), których autorstwa dowiedziałem się dopiero wtedy, kiedy przyklejono przy nich karteczkę. Bo takie było założenie budowania tej wystawy – nie są ważni autorzy prac i daty ich powstania, bo obrazy mają przemówić same. I tu pojawił się ciekawy wątek – niektóre prace, gdyby powstały 15-20 lat wcześniej lub później, mogłyby być dobrymi pracami. Tak jest z fotorealizmem czy abstrakcją. To mogłoby być przełomowe i twórcze, ale w innym czasie i innych warunkach.

W tej wystawie jesteś bardziej artystą używającym prac innych artystów niż kuratorem?

Tak, ale wszędzie prosiłem, aby podawać, że jestem kuratorem. To mi dawało alibi do bycia reżyserem wystawy. Tak jest i w tym przypadku jestem reżyserem, a inni artyści są aktorami.
Większość moich wystaw w Polsce ma etykietki gender, quieer, camp. Tymczasem za granicą, gdy pokazuję już ewidentnie gejowskie prace, pojawiają się zupełnie inne pytania. Tam mało kto pyta o camp, bo większość moich prac obśmiewa kulturę gejowską. W Polsce mamy taką a nie inną sytację. Jeśli chodzi o gender studiem, to tkwimy w latach 70. i 80. i nie możemy z tego wyjść. Tak jest z moim pink scotchem (pokazywanym w Zachęcie). W niektórych galeriach ta praca nie mogłaby być pokazana, bo od razu pojawiłyby się pytania o gejostwo i dostarczyłoby politykom pretekstu do zamknięcia galerii. Miałem taką sytuację. W sumie jest to dosyć zabawne.

Przy pracy w Zachęcie bardzo spodobała mi się koncepcja budowania własnej wystawy z prac innych artystów. W swojej sztuce robiłem prace w różnych estetykach i zestawiałem je. Teraz pracuję na gotowych pracach i też je zestawiam. To dla mnie kolejny krok pozbycia się wszelkiej materialności, tego „dotknięcia ręki”. To jest to kluczowe pytanie – w którym momencie kurator staje się artystą, a w którym artysta kuratorem? Kiedy aranżacja wystawy staje się instalacją? Granice te są bardzo zaburzone…

Do wystawy przygotowałeś przewodnik na mp3, który można albo ściągnąć ze strony Zachęty, albo wypożyczyć w sklepiku. Ale równocześnie w tym przewodniku zostawiasz ludziom duży wybór „jak oglądać” tę wystawę. Jak myślisz, jak będą reagowali?

Na tej wystawie będzie pewnie kilka kategorii widzów i kilka poziomów odbioru. Chyba nawet chciałbym, żeby tak było. Mogą przyjść ludzie, którzy po prostu chcą pooglądać obrazy według żadnego klucza. Dla innych może to być podróż w przeszłość. Jest tu autor logo TVP, artyści tworzący później minimalistyczne instalacje czy performance. Chciałbym też, żeby do Zachęty przyszła grupa osób, które odbiorą moje zakodowane odnośniki, owo „siusiu w torcik”. Trochę się nad tym napracowałem i o tym jest mój tekst kuratorski, który jest wyimaginowaną rozmową między ze mną jako kuratorem ze mną jako artystą. Do tego widza chciałbym najbardziej dotrzeć, pokazać mu pewne tropy. I w końcu myślę, że przyjdą widzowie, którzy przy okazji tej wystawy zastanowią się, co jest naszym narodowym dziedzictwem, czy te prace są złe, czy dobre i postawić sobie pytanie – co kolekcjonujemy?



To też jest pytanie dla kolekcjonerów sztuki najnowszej, czy to co dziś kolekcjonujemy, zestarzeje się równie szybko, jak niektóre prace na tej wystawie…

To jest rola galerii i kuratorów, którzy właśnie nadają znaczenie i wartości pracom i artystom. Ktoś powiedział, że wielu z tych artystów już nie myślało, że zawiśnie jeszcze w Zachęcie, a dzięki tej wystawie jest to możliwe. To można traktować zarówno ironicznie, jak i bardzo dosłownie. Kto „zasłużył”, kto nie, kto „przejdzie”, kto nie. To nie jest wyciągnięcie obrazów ze Starówki w Warszawie. To są obrazy, które są w kolekcji Zachęty już po dwóch „przesiewach”. Dla mnie te pytania były też ważne jako dla młodego artysty, który mógł „pobuszować” po magazynach Zachęty.

Ostatnio w CSW byłeś designerem odzieży , teraz artystą-kuratorem. Co będzie następne?

Chciałbym przygotować komiks o FagFightersach. Ale muszę do tego znaleźć spokojne miejsce, gdzieś nad jeziorem, na wsi. A oprócz tego szykujemy obchody 5-lecia DIK FAG magazine, będziemy szykowali książkę i wystawę zinów z całego świata.

wszystkie zdjęcia:
ze zbiorów Zachęty Narodowej Galerii Sztuki fot. J. Sielski
Stanisław Dawski, Sówka, ok. 1975, linoryt barwny 69 x 51 cm, G-436
Benon Liberski, Berlin 1945, 1975, ol., pł., 140 x 220 cm, M-194
Krystyna Jachniewicz, Autoportret, 70 x 100 cm, ol., pł., 1981, M-653

03 września, 2009

Pierwsza aukcja designu w galerii ART+on

Po aukcji rzeźby i form przestrzennych w Galerii ART+on, należącej do domu aukcyjnego Rempex, przychodzi czas na aukcję designu. Coś, co na świecie jest już normą (osobne aukcje designu we wszystkich dużych domach aukcyjnych, bite rekordy cenowe mimo kryzysu), w Polsce jest zupełną nowością. Design z wielkim trudem przebijał się dotąd na aukcje sztuki. Ale trzeba też przyznać, że oferowane dotąd prace w polskich domach aukcyjnych nie były najwyższej jakości.
Teraz organizatorzy wystawy i aukcji w ART+on włożyli sporo wysiłku, by pojawiło się choć kilka ikon polskiego design, przede wszystkim spod znaku spółdzielni „Ład”. Będzie stolik i krzesła-sarenki Olgierda Szlekysa i Władysława Wincze, gazetnik Marii Chomentowskiej czy krzesło-muszla Hanny Lachert. Będzie też trochę mebli art deco ze stolikiem ikony czeskiego design od lat 30. do 50., Jindrzicha Halabaly. Będą też bardzo popularne steatyty, a także ciekawa thonetowska ściano-półka z lat 60. (nie ma sygnatury projektanta).

Rozczarowują natomiast przedmioty klasyki wzornictwa światowego prezentowane na aukcji – podobne przedmioty często można kupić w podobnych cenach bądź taniej na Ebayu czy w zachodnich antykwariatach on-line. Spadły ostatnio koszty przesyłki, a po naszym wejściu do Unii nie ma już na te produkty ceł.
Dziś w Galerii ART+on przy ulicy Senatorskiej w Warszawie wernisaż wystawy designu. Wszystkie pokazywane przedmioty będzie można licytować na aukcji 30 września. Tymczasem można je obejrzeć on-line tutaj
Na zdjęciach: stolik i krzesła-sarenki Olgierda Szlekysa i Władysława Wincze, gazetnik Marii Chomentowskiej oraz ściano-półka thonetowska. Zdjęcia dzięki uprzejmości galerii ART+on.

02 września, 2009

ArtBazaarTV - EKSPEKTATYWA – Magda Starska


video

W cyklu EKSPEKTATYWA Magda Starska, rysowniczka i autorka instalacji, realizuje projekt we współpracy z neurokognitywistą dr Dawidem Wienerem. Punktem wyjścia tej kooperacji jest diagnoza współczesności zbudowana wokół pytań o wpływ, jaki ma na ludzką percepcję komunikacja uwolniona od ograniczeń czasu i miejsca. Starska i Wiener opisują współczesne społeczeństwo jako "płaskie" i "gęste", bowiem "naturalne" warunki międzyludzkiego spotkania wydają się zawieszone. Niesie to za sobą konsekwencje wpływające na zdolności emocjonalne i możliwości poznawcze człowieka. Wsparty badaniami kognitywnymi eksperyment Starskiej zakłada, iż przywrócenie widzowi poczucia przestrzeni przywróci mu poczucie zachwianej równowagi między tym co jest, a tym co się wydaje. Będzie zatem sprowadzeniem go "na ziemię", w rzeczywistość prymarnych uczuć i reakcji.

Podczas poniedziałkowego spotkania Magda Starska zaprezentowała dokumentacje swoich wcześniejszych realizacji, zapisy wideo oraz rysunki.

Kurator: Michał Lasota (Galeria Stereo, Poznań)

Współpraca: Zuzanna Hadryś (Galeria Stereo, Poznań)

Organizator: Fundacja Bęc Zmiana

CZAS: 31.08 - 11.09

MIEJSCE: Bęc Zmiana, ul. Mokotowska 65, Warszawa