Od 15 do 17 lutego w sztokholmskim centrum kultury Kulturhuset odbędzie się kolejna edycja niezależnych, niekomercyjnych targów sztuki Supermarket, których celem jest zwrócenie uwagi na szwedzką i międzynarodową działalność wystawienniczą artystów, dzielenie się doświadczeniami, inicjowanie przyszłej współpracy oraz doprowadzenie do dynamicznego spotkania z publicznością, częściowo poprzez wystawy, częściowo zaś przez debaty i rozmowy.
W tym roku na zaproszenie Supermarketu oraz Instytutu Polskiego w Sztokholmie, na targi przyjadą dwie galerie z Polski: Galeria Szara z Cieszyna oraz Zona Sztuki Aktualnej ze Szczecina. Instytut Polski w Sztokholmie współpracuje z Supermarketem już od sześciu lat i do tej pory zaprosił do Szwecji siedem polskich galerii: Wyspa (Gdańsk), Szu Szu (Warszawa), f.a.i.t. (Kraków), lokal_30 (Warszawa/Londyn), Galeria Wschodnia (Łódź), Galeria Biała (Lublin) oraz Fundacja Salony (Zielona Góra).
„Ogromnie cieszymy się z tego, że w tym roku udało się nam zaprosić do Sztokholmu kolejne niezwykle interesujące galerie, w dodatku z dwóch przeciwległych krańców Polski. Niestety, sytuacja niekomercyjnych, autorskich galerii nie jest najlepsza. Nierzadko, mimo bardzo ambitnego programu, muszą one walczyć o przetrwanie, szukać alternatywnych form finansowania swojej działalności. Sztokholmski Supermarket stanowi tutaj unikalne forum wymiany myśli i doświadczeń, umożliwia również nawiązanie wielu międzynarodowych kontaktów, m.in. dzięki „Supermarket Meetings” – specjalnej części programu, obejmującej indywidualne, zaaranżowane wcześniej spotkania artystów, kuratorów, menadżerów projektów, organizatorów wystaw, krytyków i teoretyków sztuki” – mówi Anna Tomaszewska, wicedyrektorka Instytutu Polskiego w Sztokholmie.
Artyści, których prace będzie można oglądać podczas tegorocznej edycji Supermarketu: Leszek Knaflewski, Agata Michowska, Aleksandra Ska, Łukasz Skąpski, Małgorzata Szymankiewicz, Waldemar Wojciechowski, Agata Zbylut, Jakub Adamiec, Karolina Breguła, Joanna Rzepka-Dziedzic, Urszula Kluz-Knopek, Wojciech Kucharczyk, Lugozi (Łukasz Dziedzic), Agnieszka Swoboda, Tom Swoboda i Joanna Wowrzeczka.
Więcej:
http://supermarketartfair.com/
http://polskainstitutet.se/supermarket_2013
Porady, opinie i analizy na temat rynku sztuki najnowszej w Polsce.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Targi Sztuki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Targi Sztuki. Pokaż wszystkie posty
06 lutego, 2013
18 lutego, 2011
Targi czasu kryzysu (tym razem gospodarczego) czyli ARCO - korespondencja z Madrytu
Organizatorzy trzydziestych, jubileuszowych targów sztuki najnowszej ARCO, które rozpoczęły się w czwartek w Madrycie, nie mają łatwego zadania. W Hiszpanii wszyscy mówią o kryzysie gospodarczym, a bezrobocie, obecnie na poziomie ponad 20 %, przypomina to w najgorszych latach polskiej transformacji. Jednak kryzys w Hiszpanii trwa już od dłuższego czasu, więc Hiszpanie „oswoili się” z kryzysem.
- W ubiegłym roku na targach nie mówiło się w ogóle o sztuce, tylko o kryzysie, pieniądzach i o tym, co będzie dalej. Teraz ludzie już się przyzwyczaili do kryzysu. I kupują. Może nie od razu, ale po chwili zastanowienia i nie największe prace, tylko trochę mniejsze – powiedział mi znajomy galerzysta z Berlina, bywalec ARCO od lat.
W ubiegłym roku było tak źle, że organizatorzy zdecydowali się na „odświeżenie” image targów i powołali nowego dyrektora. Został nim Carlos Urroz Arancibia i od razu wziął się do roboty. W tym roku targi ARCO są mniejsze, ale więcej jest młodych galerii, szczególnie hiszpańskich. Jednak kryzys gospodarczy sprawił, że galerie, te z Hiszpanii, i z zagranicy przywiozły do Madrytu „bezpieczną ofertę”. Dużo jest malarstwa, fotografii, sporo instalacji (ale nie za dużych – takich, by zmieściły się w kolekcjonerskich domach), a dużo mniej wideo. Sporo pojawiło się też klasyki – i to zarówno dzieł takich twórców, jak Pablo Picasso, Fernand Leger czy Alexander Calder, jak i op-artu i klasyki lat 60. – prace Jesusa Soto, Lygii Clark, Almira Mavigniera czy Marco Maggi.

Środek targowej hali zajmują dwie hiszpańskie galerie „eksportowe” – Helga de Alvear oraz Juana de Aizipuru. Na stoisku tej drugiej galerii poczesne miejsce zajmuje olbrzymia fotografia Wolfganga Tillmansa z 2009 roku, zatytułowana „Neutral density B”. Znakomita praca, oczywiście zgodnie z zasadą wieszania prac niemieckiego fotografika, bezpośrednio przybita do ściany.

Z kolei w galerii Helgi de Alvear, króluje „idący człowiek” ze światem u nogi duńskiego prześmiewczego duetu Elmgreen&Dragset (druga rzeźba z edycji trzech sprzedana za 55 tysięcy euro). Alvear sprzedała również znakomity obraz-rzeźbę Angeli de la Cruz (za 35 tysięcy euro), artystki nominowanej do ubiegłorocznej Nagrody Turnera. Przy tej artystce widać, ile znaczy nominacja do tej prestiżowej nagrody, bo jej prace są jeszcze w kilku galeriach – na przykład wiedeńskiej Krinziger.
Dominację wielkich galerii madryckich próbują przełamać młode galerie, takie jak choćby Nougeras Blanchard z Barcelony, która pokazała między innymi prace młodego kubańskiego artysty Wilfredo Prieto. Na targach galeria pokazała instalację z gum do żucia na podłodze oraz świetną instalację „Dos clasicos” wykonaną podczas pobytu artysty w Grecji, a składającą się dwóch kostek – jednej wykonanej z marmuru (klasyk grecki, czy szerzej – europejski), a drugiej z cukru (klasyk kubański, czy szerzej – postkolonialny).

Prieto ma teraz znakomicie przyjętą indywidualną wystawę w madryckim muzeum Centro de Arte Dos de Mayo (CA2M), która pokazuje bogactwo twórczości tego młodego (32 lata) artysty.
Targi ARCO kiedyś słynęły jako „drzwi do europejskiego rynku” dla galerii z Ameryki Łacińskiej. Dziś taką rolę przejęło Art Basel Miami Beach. Organizatorzy spróbowali uratować sytuację tworząc specjalną sekcję SOLO PROJECT, w której pokazywane są prace artystów z tego regionu, niezależnie od miejsca pochodzenia galerii. Warunkiem jest pokazywanie prac tylko jednego artysty lub jednej artystki. Ciekawy projekt argentyńskiej artystki Margerity Paksy, tworzącej politycznie zaangażowane prace okresie tworzenia się reżimu w Argentynie w latach 60. i 70 pokazała wenezuelska/amerykańska galeria Henrique Faria. Bardzo prostymi środkami, plakatowymi wręcz, artystka wyrażała swój gniew wobec łamania podstawowych praw człowieka w swoim kraju. Na pracach są napisy: sprawiedliwość, wolność oraz przemoc ze "sfocusowanym" celnikiem karabinu na środku.

Jednak oprócz SOLO PROJECT południowo- i środkowoamerykańskich galerii jest jak na lekarstwo. Dlatego organizatorzy znaleźli inny temat – Rosję. Zorganizowano specjalny program nazwany Focus Russia i ściągnięto do Madrytu galerie rosyjskie. Poziom większości z nich pozostawia wiele do życzenia, ale stoisko znanej choćby z Art Basel Galerii XL z Moskwy mogło się podobać. Odwiedził je zresztą hiszpański następca tronu, książę Felipe z żoną Letizią. Na stoisku tym królowały portrety martwych małp wykonane przez rosyjskiego enfant terrible Olega Kulika (praca z 1998 roku) oraz ściśnięte między dwoma płytami z pleksi maski Anny Jarmolaevej z 2008 roku.

Wiele osób, a w szczególności wycieczki z programu „First Collector” (dla osób, które zamierzają kolekcjonować sztukę najnowszą) odwiedzało stoisko niemieckiej galerii Steinle Contemporary, która poświęciła je w całości pracom austriackiego artysty Kaspera Kolvitza.

Wszyscy oglądali dwie rzeźby wykonane w …. hiszpańskiej szynce, które artysta wykonał na rezydencji w Bilbao w kwietniu ubiegłego roku.

Stoisko to znajdowało się w sekcji młodych galerii, nazwanej OPENING, obok stoiska jedynej polskiej galerii – lokalu_30 z Warszawy. Jest to pierwsza od wielu, wielu lat polska galeria, która bierze udział w ARCO. Galerzystki pokazały ciszące się dużą popularności obrazy Olgi Lewickiej (ceny od 2 do 5 tysięcy euro) i Karoliny Zdunek (od 8 do 15 tysięcy euro). Były też krzesła Eamesów, „przerobione” przez Jana Mioduszewskiego (3 tysiące euro od sztuki). Z fotografii lokal_30 pokazał historyczne już prace Alicji Żebrowskiej „oko” z serii „Mystery is Looking” z 1995 roku oraz bardzo ciekawą fotografię Filipa Bernedta (obie prace w cenie 2 tysiące euro).

Na podłodze leżała też rzeźba z cyklu „Solaris” Zuzanny Janin (3500 euro). Był też, jak zawsze w tej galerii, bogaty program filmów wideo – z „Majką” Zuzuanny Janin, „Z mojego okna” Józefa Robakowskiego, „Troleibuzul 92” Stefana Constantinescu, „Do utworu o Matce i Ojczyźnie” Anny Baumgart (prezentowanej w ramie wraz ze szkicami).

Polską sztukę, choć w niewielkich ilościach, pokazywały również europejskie galerie wystawiające w Madrycie. Prace Tomasza Kowalskiego, którego wystawę możemy oglądać w stołecznym CSW, pokazywały dwie galerie, w których miał ostatnio wystawy solowe – Tim van Leare z Antwerpii (średniej wielkości tegoroczny obraz sprzedawany za 8,5 tysiąca euro)
oraz Senn Galerie z Wiednia (mniejszy gwasz).
Jeśli jesteśmy już przy „zmęczonych rzeczywistością”, to będąca na ARCO po sąsiedzku mediolańska galeria Cardi Black Box sprzedawała znakomity obraz Piotra Janasa za 25 tysięcy euro.

Prace tego artysty można było obejrzeć na pokazie kolekcji turyńskiej kolekcjonerki Partizii Sandretto Re Rebaudengo, prezentowanej w Fundacji Banku Santander pod Madrytem.

Z kolei, biorąc pod uwagę, że w madryckim muzeum Reina Sofia trwa jeszcze wystawa Mirosława Bałki, można było się spodziewać, że jego madrycka galeria Juana de Aizpuru, również pokaże jego prace. Tak się nie stało i jedyną pracę tego artysty na ARCO pokazał niewielki londyński dealer Faginatto Fine Art. Była to praca z 1994 roku i została sprzedana.
- W ubiegłym roku na targach nie mówiło się w ogóle o sztuce, tylko o kryzysie, pieniądzach i o tym, co będzie dalej. Teraz ludzie już się przyzwyczaili do kryzysu. I kupują. Może nie od razu, ale po chwili zastanowienia i nie największe prace, tylko trochę mniejsze – powiedział mi znajomy galerzysta z Berlina, bywalec ARCO od lat.
W ubiegłym roku było tak źle, że organizatorzy zdecydowali się na „odświeżenie” image targów i powołali nowego dyrektora. Został nim Carlos Urroz Arancibia i od razu wziął się do roboty. W tym roku targi ARCO są mniejsze, ale więcej jest młodych galerii, szczególnie hiszpańskich. Jednak kryzys gospodarczy sprawił, że galerie, te z Hiszpanii, i z zagranicy przywiozły do Madrytu „bezpieczną ofertę”. Dużo jest malarstwa, fotografii, sporo instalacji (ale nie za dużych – takich, by zmieściły się w kolekcjonerskich domach), a dużo mniej wideo. Sporo pojawiło się też klasyki – i to zarówno dzieł takich twórców, jak Pablo Picasso, Fernand Leger czy Alexander Calder, jak i op-artu i klasyki lat 60. – prace Jesusa Soto, Lygii Clark, Almira Mavigniera czy Marco Maggi.
Środek targowej hali zajmują dwie hiszpańskie galerie „eksportowe” – Helga de Alvear oraz Juana de Aizipuru. Na stoisku tej drugiej galerii poczesne miejsce zajmuje olbrzymia fotografia Wolfganga Tillmansa z 2009 roku, zatytułowana „Neutral density B”. Znakomita praca, oczywiście zgodnie z zasadą wieszania prac niemieckiego fotografika, bezpośrednio przybita do ściany.
Z kolei w galerii Helgi de Alvear, króluje „idący człowiek” ze światem u nogi duńskiego prześmiewczego duetu Elmgreen&Dragset (druga rzeźba z edycji trzech sprzedana za 55 tysięcy euro). Alvear sprzedała również znakomity obraz-rzeźbę Angeli de la Cruz (za 35 tysięcy euro), artystki nominowanej do ubiegłorocznej Nagrody Turnera. Przy tej artystce widać, ile znaczy nominacja do tej prestiżowej nagrody, bo jej prace są jeszcze w kilku galeriach – na przykład wiedeńskiej Krinziger.
Dominację wielkich galerii madryckich próbują przełamać młode galerie, takie jak choćby Nougeras Blanchard z Barcelony, która pokazała między innymi prace młodego kubańskiego artysty Wilfredo Prieto. Na targach galeria pokazała instalację z gum do żucia na podłodze oraz świetną instalację „Dos clasicos” wykonaną podczas pobytu artysty w Grecji, a składającą się dwóch kostek – jednej wykonanej z marmuru (klasyk grecki, czy szerzej – europejski), a drugiej z cukru (klasyk kubański, czy szerzej – postkolonialny).
Prieto ma teraz znakomicie przyjętą indywidualną wystawę w madryckim muzeum Centro de Arte Dos de Mayo (CA2M), która pokazuje bogactwo twórczości tego młodego (32 lata) artysty.
Targi ARCO kiedyś słynęły jako „drzwi do europejskiego rynku” dla galerii z Ameryki Łacińskiej. Dziś taką rolę przejęło Art Basel Miami Beach. Organizatorzy spróbowali uratować sytuację tworząc specjalną sekcję SOLO PROJECT, w której pokazywane są prace artystów z tego regionu, niezależnie od miejsca pochodzenia galerii. Warunkiem jest pokazywanie prac tylko jednego artysty lub jednej artystki. Ciekawy projekt argentyńskiej artystki Margerity Paksy, tworzącej politycznie zaangażowane prace okresie tworzenia się reżimu w Argentynie w latach 60. i 70 pokazała wenezuelska/amerykańska galeria Henrique Faria. Bardzo prostymi środkami, plakatowymi wręcz, artystka wyrażała swój gniew wobec łamania podstawowych praw człowieka w swoim kraju. Na pracach są napisy: sprawiedliwość, wolność oraz przemoc ze "sfocusowanym" celnikiem karabinu na środku.
Jednak oprócz SOLO PROJECT południowo- i środkowoamerykańskich galerii jest jak na lekarstwo. Dlatego organizatorzy znaleźli inny temat – Rosję. Zorganizowano specjalny program nazwany Focus Russia i ściągnięto do Madrytu galerie rosyjskie. Poziom większości z nich pozostawia wiele do życzenia, ale stoisko znanej choćby z Art Basel Galerii XL z Moskwy mogło się podobać. Odwiedził je zresztą hiszpański następca tronu, książę Felipe z żoną Letizią. Na stoisku tym królowały portrety martwych małp wykonane przez rosyjskiego enfant terrible Olega Kulika (praca z 1998 roku) oraz ściśnięte między dwoma płytami z pleksi maski Anny Jarmolaevej z 2008 roku.
Wiele osób, a w szczególności wycieczki z programu „First Collector” (dla osób, które zamierzają kolekcjonować sztukę najnowszą) odwiedzało stoisko niemieckiej galerii Steinle Contemporary, która poświęciła je w całości pracom austriackiego artysty Kaspera Kolvitza.
Wszyscy oglądali dwie rzeźby wykonane w …. hiszpańskiej szynce, które artysta wykonał na rezydencji w Bilbao w kwietniu ubiegłego roku.
Stoisko to znajdowało się w sekcji młodych galerii, nazwanej OPENING, obok stoiska jedynej polskiej galerii – lokalu_30 z Warszawy. Jest to pierwsza od wielu, wielu lat polska galeria, która bierze udział w ARCO. Galerzystki pokazały ciszące się dużą popularności obrazy Olgi Lewickiej (ceny od 2 do 5 tysięcy euro) i Karoliny Zdunek (od 8 do 15 tysięcy euro). Były też krzesła Eamesów, „przerobione” przez Jana Mioduszewskiego (3 tysiące euro od sztuki). Z fotografii lokal_30 pokazał historyczne już prace Alicji Żebrowskiej „oko” z serii „Mystery is Looking” z 1995 roku oraz bardzo ciekawą fotografię Filipa Bernedta (obie prace w cenie 2 tysiące euro).
Na podłodze leżała też rzeźba z cyklu „Solaris” Zuzanny Janin (3500 euro). Był też, jak zawsze w tej galerii, bogaty program filmów wideo – z „Majką” Zuzuanny Janin, „Z mojego okna” Józefa Robakowskiego, „Troleibuzul 92” Stefana Constantinescu, „Do utworu o Matce i Ojczyźnie” Anny Baumgart (prezentowanej w ramie wraz ze szkicami).
Polską sztukę, choć w niewielkich ilościach, pokazywały również europejskie galerie wystawiające w Madrycie. Prace Tomasza Kowalskiego, którego wystawę możemy oglądać w stołecznym CSW, pokazywały dwie galerie, w których miał ostatnio wystawy solowe – Tim van Leare z Antwerpii (średniej wielkości tegoroczny obraz sprzedawany za 8,5 tysiąca euro)
oraz Senn Galerie z Wiednia (mniejszy gwasz).
Prace tego artysty można było obejrzeć na pokazie kolekcji turyńskiej kolekcjonerki Partizii Sandretto Re Rebaudengo, prezentowanej w Fundacji Banku Santander pod Madrytem.
Z kolei, biorąc pod uwagę, że w madryckim muzeum Reina Sofia trwa jeszcze wystawa Mirosława Bałki, można było się spodziewać, że jego madrycka galeria Juana de Aizpuru, również pokaże jego prace. Tak się nie stało i jedyną pracę tego artysty na ARCO pokazał niewielki londyński dealer Faginatto Fine Art. Była to praca z 1994 roku i została sprzedana.
22 października, 2010
Targi Frieze ciekawsze niż rok temu - korespondencja Gregory Lenczuka

Już rozpoczęły się kolejne targi w tym długim, październikowym targowym maratonie w Europie – FIAC w Paryżu. My tymczasem chcielibyśmy wrócić jeszcze do londyńskich targów Frieze. Na początku tygodnia na ArtBazaar znalazła się korespondencja Gregory Lenczuka z silnym akcentem na polską sztukę pokazywaną na targach. Dziś relacja z pozostałej części targów.
Frieze w Londynie charakteryzuja sie dość odmiennym klimatem niż większość pozostałych imprez targowych w Europie. Z uwagi na bardzo żywą scenę artystyczną, jaką Londyn może się pochwalić, same targi można postrzegać jako happening, a nie tylko imprezę o czysto komercyjnym charakterze. Jak na targi komercyjne są one bardzo popularne wśród artystów, którzy chętnie odwiedzają Frieze lub też aktywnie je „bojkotują” poprzez różne akcje dziejące się pod halą targową (które, paradoksalnie, tak naprawdę nakręcają tylko całą imprezę).
.jpg)
Oczywiście przepych jest na Frieze zauważalny na każdym kroku, jednak jednocześnie mieszanie się różnych grupy społecznych daje interesujące rezultaty. Niesamowite ceny osiągane przez najpopularniejszych artystów są polaryzowane przez różnego rodzaju akcje i performance’y dziejące się w trakcie imprezy. W zeszłym roku Jake i Dinos Chapmanowie rozdawali przed wejściem na targi banknoty 20-funtowe, na których sami coś rysowali, kiedy w samej hali galeria White Cube sprzedawała ich prace za kilkadziesiąt tysięcy funtów. W tym roku para artystów chciała dostać się na zamknięty pokaz dla VIP-ów (tzw. Preview) i nie została wpuszczona bez zaproszenia. Oczywiście taka sytuacja, to tylko część planu artystów, gdyż tak naprawdę targi dają artystom wolną rękę jeśli chodzi o organizowanie spektakli w hali targowej. Ciekawym przerywnikiem podczas oglądania poszczególnych boxów byla grupka „10 nieśmiałych mężczyzn” Anniki Strom, którzy otoczeni tłumem ludzi nieustannie odwracali wzrok od każdego (w rezultacie kręcąc się w koło).
.jpg)
Czasami wręcz ciężko jest zobaczyć wszystko, co zapowiada się interesująco i jednocześnie poświęcić wystarczającą ilość czasu na dokładne przeanlizowanie prac na targach i wyłowienie interesujących ciekawostek. Tegoroczne targi wypadły dużo lepiej pod względem jakościowym niż rok temu. Kiedy wszyscy powoli zapominają o kryzysie ekonomicznym, galerie postanowiły wystawić bardziej przemyślane prace niż takie, które bazują na tak zwanym shock value, jak to miało miejsce rok temu. Oczywiście, kiedy pytałem poszczególnych galerzystów, każdy po kolei był zawiedziony niskim poziomem prezentowanych prac. Jednak porównując z zeszłoroczną edycją Frieze, widać było zmianę w kierunku instalacji i bardziej przemyślanych prac. Jednocześnie dało się zauważyć ogólny trend na prace o większym rozmiarze, a co za tym idzie z wyższą ceną.

W tym roku zauważyć można też było większą różnorodność jeśli chodzi o samych artystów. Zauważyłem tylko jedną pracę takich „targowych klasyków” jak Gilbert & George, a w zeszłym roku było ich conajmniej kilka w całym pawilonie. Osobiście, najbardziej zaciekawiła mnie praca Marcusa Coates’a u Kate MacGarry a raczej kostium w którym czasami występuje (jedna z wielu wersji). Pomimo tego, że nie miałem okazji obejrzeć samego artysty i tego jak używa kostiumu, już samo wystawienie kostiumu i jego wygląd nadawało obiektowi charakter performance’u.

Jednocześnie wszystkie media opisujące targi wspominały o tym że w tym roku z powodu „trudnej” sytuacji ekonomicznej nie odbyły się tzw. satellite fair czyli ZOO Art Fair. W ich miejsce pojawiły się niezależne targi Sunday, które były mocno wspierane przez znaną kolekcjonerkę - Anitę Zabludowicz, a organizowane, co ciekawe przez samych galerzystów z młodych europejskich galerii (m.in. londyńska galeria Limoncello czy Tulips&Roses z Brukseli [kiedyś Wilno]).
Dodać też należy, że na koniec targów wszystkie galerie jak i domy aukcyjne byly raczej zadowolene z obrotów jakie przyniosła impreza - większość „dobrych” prac została sprzedana już podczas preview. Jednak to nie jest koniec liczenia zysków, gdyż jak co roku zaraz po Frieze kolekcjonerzy, jak i niektóre galerie przeniosły się do Paryża na targi FIAC.
Tekst: Gregory Lenczuk
17 października, 2010
Polskie akcenty na targach Frieze Art Fair w Londynie - korespondencja Gregory Lenczuka
W Londynie właśnie dobiegają końca targi Frieze Art Fair (kończą się dziś wieczorem). To jedna z największych tego typu imprez na świecie, a obok czerwcowych targów Art Basel, największa impreza targowa (jeśli chodzi oczywiście o sztukę najnowszą) w Europie. Na targach Frieze można było zauważyć bardzo wiele polskich akcentów. Co prawda nie było już to tak mocne natarcie sztuki „made in Poland”, jak rok temu, kiedy to The Art Newspaper opublikował artykuł „Here Come the Poles”. Ale na pewno można było nacieszyć oczy i umysły różnymi ciekawymi pracami znad Wisły.
Na samych targach mozna było zapoznać się z programem dwóch warszwskich galerii - Rastra i Fundacji Galerii Foksal, które uczestniczyły w głównym programie targów.
Na stoisku Rastra zobaczyć można było m.in. ciekawe prace Michała Budnego (który ma jednocześnie bardzo dobrze ocenianą wystawę w znanej South London Gallery),
Anety Grzeszykowskiej oraz Rafała Bujnowskiego (obraz z cyklu „oczodołów” prezentowanych w Rastrze kilka miesięcy temu)

a także fotografie z lat 80. Zbigniewa Libery.
Fundacja Galerii Foksal pokazała obrazy Wilhelma Sasnala i Piotra Janasa.
Na największą uwagę zasługuje jednak instalacja Moniki Sosnowskiej oraz rysunki Pauliny Ołowskiej. 
Artystka brała też udział w panelu dyskusyjnym zorganizowanym w sobotę i prowadzonym przez Iwonę Blazwick – dyrektorkę prestiżowej londyńskiej Whitechapel Gallery.
Galeria Wilkinson zaprezentowała też interesujące prace Marcina Maciejowskiego, które możecie obejrzeć na zdjęciach.
Jak widać prace artystów Grupy Ładnie cieszą się nadal dużym zainteresowaniem.
Z kolei na stoisku słynnej galerii Gagosian zaleźliśmy pracę Piotra Uklańskiego, o którym było w Londynie głośno z racji licytacji jego pracy „Naziści” w piątkowy wieczór w Sotheby’s ( o wyniku aukcyjnym pracy Uklańskiego czytaj tutaj)
Wiele londyńskich galerii wykorzystuje zawsze targi Frieze do otwarcia nowych wystaw.
Podobnie zrobiła galeria lokal_30, która zaprezentowała swoją ostatnią wystawę w obecnej przestrzeni wystawienniczej w londyńskim East-Endzie. Główną atrakcją wystawy Easy Riders był performance artystki Romany Schmalisch, który możemy zobaczyć na zdjęciach. Dodatkowo na wystawie zobaczyć można świetne zdjęcia Filipa Berendta oraz prace Olgi Lewickiej, Stefana Constantinescu i Alicji Żebrowskiej. Wystawa czynna jest do 30 października i będzie to ostatnia wystawa w Londynie.
Galeria po krótkiej przerwie planuje przenosiny do innego europejskiego miasta i urządzenie tam ponownie czasowej przestrzeni podobnej do tej w Londynie.

Na uwagę zasługuję też światowa premiera najnowszego filmu Wilhelma Sasnala – Fallout. Film pokazywany był przez trzy dni w Prince Charles Ciemna, a podczas premiery o filmie opowiadał sam artysta. Wyprodukowany przez Sadie Coles HQ i nakręcony w Polsce film opowiada historię ludzi po katastrofie nuklearnej.
Na samych targach mozna było zapoznać się z programem dwóch warszwskich galerii - Rastra i Fundacji Galerii Foksal, które uczestniczyły w głównym programie targów.
a także fotografie z lat 80. Zbigniewa Libery.
Fundacja Galerii Foksal pokazała obrazy Wilhelma Sasnala i Piotra Janasa.
Galeria Wilkinson zaprezentowała też interesujące prace Marcina Maciejowskiego, które możecie obejrzeć na zdjęciach.
Jak widać prace artystów Grupy Ładnie cieszą się nadal dużym zainteresowaniem.
Z kolei na stoisku słynnej galerii Gagosian zaleźliśmy pracę Piotra Uklańskiego, o którym było w Londynie głośno z racji licytacji jego pracy „Naziści” w piątkowy wieczór w Sotheby’s ( o wyniku aukcyjnym pracy Uklańskiego czytaj tutaj)
Wiele londyńskich galerii wykorzystuje zawsze targi Frieze do otwarcia nowych wystaw.
Podobnie zrobiła galeria lokal_30, która zaprezentowała swoją ostatnią wystawę w obecnej przestrzeni wystawienniczej w londyńskim East-Endzie. Główną atrakcją wystawy Easy Riders był performance artystki Romany Schmalisch, który możemy zobaczyć na zdjęciach. Dodatkowo na wystawie zobaczyć można świetne zdjęcia Filipa Berendta oraz prace Olgi Lewickiej, Stefana Constantinescu i Alicji Żebrowskiej. Wystawa czynna jest do 30 października i będzie to ostatnia wystawa w Londynie.
Galeria po krótkiej przerwie planuje przenosiny do innego europejskiego miasta i urządzenie tam ponownie czasowej przestrzeni podobnej do tej w Londynie.
Na uwagę zasługuję też światowa premiera najnowszego filmu Wilhelma Sasnala – Fallout. Film pokazywany był przez trzy dni w Prince Charles Ciemna, a podczas premiery o filmie opowiadał sam artysta. Wyprodukowany przez Sadie Coles HQ i nakręcony w Polsce film opowiada historię ludzi po katastrofie nuklearnej.
Tekst i zdjęcia: Gregory Lenczuk
15 czerwca, 2010
41. targi Art Basel rozpoczęte - pierwsza relacja
A więc rozpoczęły się targi Art Basel. Już po raz 41 do szwajcarskiego miasta zlecieli i zjechali się (zlecieli się dosłownie – lądując na lotnisku widziałem cały rząd „parkujących” prywatnych odrzutowców) kolekcjonerzy z całego świata.
Na początek trochę statystyk, później będzie trochę zdjęć z bardzo krótkimi opisami, bo na ogarnięcie tego co zobaczyłem (i zobaczę) potrzeba trochę więcej czasu i energii. A więc – ponad 300 galerii dosłownie z całego świata (37 krajów) przywiozło do Bazylei prace ponad 2,5 tysiąca artystów. Targi rozpoczęły się dziś i potrwają do niedzieli włącznie. Tym razem w Art Basel biorą udział dwie polskie Galerie: Fundacja Galerii Foksal z Warszawy i Galeria Starmach z Krakowa. Na równoległych targach LISTE są jeszcze Raster i lokal_30 z Warszawy, a na targach VOLTA Galeria Czarna, również ze stolicy. Ale o tym w kolejnych dniach.


Oczywiście, jak już co roku jest sekcja galerii młodych pokazujących jeden projekt jednego artysty/ki, czyli Art Statements (z Europy Środkowej niezwykle ciekawy projekt dotyczący przestrzeni domowej znanej już polskim widzom Evy Kotatkovej pokazuje praska galeria Hunt Kastner, który mozna zobaczyć na zdjęciu).

Jest Art Unlimited, czyli, jak sama nazwa wskazuje część, w której pokazywane są wielkie (i często bardzo kosztowne projekty). Są też projekty w przestrzeniu publicznej na placu przed Messe, gdzie odbywają się targi (tu „samochody-bliźniaki” Polskiej artystki mieszkającej w Niemczech Alicji Kwade). Jest też – i to mnie bardzo interesowało z racji naszych ostatnich zajęć z ArtBazaar Records – sekcja Artist Records, gdzie można kupić, często za kilkaset euro, płyty artystyczne z całego świata.

A na półkach targowej księgarni z kolei znalazłem wydawnictwo z Polski – „Awangardę w bloku”.

Pierwsze zdjęcia już się pojawiły, a więc teraz już tylko krótkie opisy do nich. Zaczynamy od wizyty byłego wielkiego galerzysty, a obecnie dyrektora wielkiego muzeum MOCA (Museum of Contemporary Art) z Los Angeles na stoisku Fundacji Galerii Foksal.

W tle „wiszący” autoportret Pawła Althamera, którym interesował się bardzo Deitch. A na stoisku FGF prace Piotra Janasa, Wilhelma Sasnala, Artura Żmijewskiego i Moniki Sosnowskiej.
W drugim rogu gwasze Jakuba Juliana Ziółkowskiego, obraz Sasnala i (niewidoczny tu, ale jeszcze go pokażemy) duży rysunek Roberta Kuśmirowskiego.

Duże obrazy Sasnala wisiały również na stoisku Sadie Coles z Londynu.
A na standzie Zero z Mediolanu uwagę zwracał wąż Cezarego Bodzianowskiego.

Prace Mirosława Bałki można zobaczyć na stoiskach galerii Dvir z Tel-Awiwu i berlińskiej Nordenhake (to właśnie praca z tej galerii).

Rysunki „Stills” Sławomira Elsnera pokazywać mają w Bazylei trzy galerie. Tutaj „Stills” na stoisku Gebr.Lehmann Galerie.

Bardzo ciekawy projekt, nawiązujący do malarstwa Van Gogha pokazała berlińska galeria neuegerriemschneider. Były to obrazy autorstwa malarza, poety i muzyka, współtwórcy ruchu stuckictowskiego, Billiego Childisha. Całą przestrzeń galerii wypełniły kolorowe obrazy tego pozostającego trochę na uboczu głównego nurtu sztuki i wszystkie się sprzedały.


W znanej z „błyszczącej” sztuki galerii Perotin pokazywany był „Yume Lion” z 2009 roku, nowa rzeźba japońskiego artysty Takashiego Murakamiego.

Na przeciwnym biegunie umieścić można piękną, ale mało efektowną i niewielką pracę z 1966 roku Juliusa Kollera „Krajina-Mesto (Trencin)”, wykonaną na starym pudełku od czekoladek. Pokazała ją wiedeńska galeria Janda.

W berlińskiej galerii Choukari można było obejrzeć magiczne instalacje rzeźbiarsko-dźwiękowe (wam zostaje tylko wizualna strona, niestety) francuskiego artysty Saadane Afifa.

Na stoiskach dealerów zawsze można się zorientować, kto z wielkich artystów XX wieku jest w tym roku modny. Ze stoiska Bruno Bischofbergera, obwieszonego portetami sław (zaczynając od nawiązującego do mistrzostwa świata portretu Franza Beckenbauera), wnioskować można, że tym modnym w tym roku jest Andy Warhol. Ale jak obejdę wszystkie stoiska wielkich dealerów, to dam znać ktoś jeszcze w tym roku jest wybitnie popularny.
Na początek trochę statystyk, później będzie trochę zdjęć z bardzo krótkimi opisami, bo na ogarnięcie tego co zobaczyłem (i zobaczę) potrzeba trochę więcej czasu i energii. A więc – ponad 300 galerii dosłownie z całego świata (37 krajów) przywiozło do Bazylei prace ponad 2,5 tysiąca artystów. Targi rozpoczęły się dziś i potrwają do niedzieli włącznie. Tym razem w Art Basel biorą udział dwie polskie Galerie: Fundacja Galerii Foksal z Warszawy i Galeria Starmach z Krakowa. Na równoległych targach LISTE są jeszcze Raster i lokal_30 z Warszawy, a na targach VOLTA Galeria Czarna, również ze stolicy. Ale o tym w kolejnych dniach.
Oczywiście, jak już co roku jest sekcja galerii młodych pokazujących jeden projekt jednego artysty/ki, czyli Art Statements (z Europy Środkowej niezwykle ciekawy projekt dotyczący przestrzeni domowej znanej już polskim widzom Evy Kotatkovej pokazuje praska galeria Hunt Kastner, który mozna zobaczyć na zdjęciu).
Jest Art Unlimited, czyli, jak sama nazwa wskazuje część, w której pokazywane są wielkie (i często bardzo kosztowne projekty). Są też projekty w przestrzeniu publicznej na placu przed Messe, gdzie odbywają się targi (tu „samochody-bliźniaki” Polskiej artystki mieszkającej w Niemczech Alicji Kwade). Jest też – i to mnie bardzo interesowało z racji naszych ostatnich zajęć z ArtBazaar Records – sekcja Artist Records, gdzie można kupić, często za kilkaset euro, płyty artystyczne z całego świata.
A na półkach targowej księgarni z kolei znalazłem wydawnictwo z Polski – „Awangardę w bloku”.
Pierwsze zdjęcia już się pojawiły, a więc teraz już tylko krótkie opisy do nich. Zaczynamy od wizyty byłego wielkiego galerzysty, a obecnie dyrektora wielkiego muzeum MOCA (Museum of Contemporary Art) z Los Angeles na stoisku Fundacji Galerii Foksal.
W tle „wiszący” autoportret Pawła Althamera, którym interesował się bardzo Deitch. A na stoisku FGF prace Piotra Janasa, Wilhelma Sasnala, Artura Żmijewskiego i Moniki Sosnowskiej.
Duże obrazy Sasnala wisiały również na stoisku Sadie Coles z Londynu.
A na standzie Zero z Mediolanu uwagę zwracał wąż Cezarego Bodzianowskiego.
Prace Mirosława Bałki można zobaczyć na stoiskach galerii Dvir z Tel-Awiwu i berlińskiej Nordenhake (to właśnie praca z tej galerii).
Rysunki „Stills” Sławomira Elsnera pokazywać mają w Bazylei trzy galerie. Tutaj „Stills” na stoisku Gebr.Lehmann Galerie.
Bardzo ciekawy projekt, nawiązujący do malarstwa Van Gogha pokazała berlińska galeria neuegerriemschneider. Były to obrazy autorstwa malarza, poety i muzyka, współtwórcy ruchu stuckictowskiego, Billiego Childisha. Całą przestrzeń galerii wypełniły kolorowe obrazy tego pozostającego trochę na uboczu głównego nurtu sztuki i wszystkie się sprzedały.
W znanej z „błyszczącej” sztuki galerii Perotin pokazywany był „Yume Lion” z 2009 roku, nowa rzeźba japońskiego artysty Takashiego Murakamiego.
Na przeciwnym biegunie umieścić można piękną, ale mało efektowną i niewielką pracę z 1966 roku Juliusa Kollera „Krajina-Mesto (Trencin)”, wykonaną na starym pudełku od czekoladek. Pokazała ją wiedeńska galeria Janda.
W berlińskiej galerii Choukari można było obejrzeć magiczne instalacje rzeźbiarsko-dźwiękowe (wam zostaje tylko wizualna strona, niestety) francuskiego artysty Saadane Afifa.
Na stoiskach dealerów zawsze można się zorientować, kto z wielkich artystów XX wieku jest w tym roku modny. Ze stoiska Bruno Bischofbergera, obwieszonego portetami sław (zaczynając od nawiązującego do mistrzostwa świata portretu Franza Beckenbauera), wnioskować można, że tym modnym w tym roku jest Andy Warhol. Ale jak obejdę wszystkie stoiska wielkich dealerów, to dam znać ktoś jeszcze w tym roku jest wybitnie popularny.
08 marca, 2010
Armory 2010 – czyli Better Safe than Sorry
Zapraszamy na już tradycyjną relację Wojtka Wilczaka z targów Armory w Nowym Jorku.
Pomimo niedawnych śnieżyc, które zasypały Nowy Jork trzydziestoma centymetrami śniegu, targi Armory 2010 odbyły się przy wiosennej pogodzie. Większość śniegu już stopniała, ludzie ubrani do figury, wiosna w powietrzu, a przy Pierze 94, gdzie pokazywana jest sztuka najnowsza, stoi półgodzinna kolejka po bilety. Jest sobota, przedostatni dzień targów.
Porządkowi nawołują ze przy Pierze 92 nie ma kolejki, ale nikt się nie rusza. Ale my idziemy, a z Pieru 92 po stalowych schodach przechodzimy do Pieru 94, zadowoleni ze zyskaliśmy pół godziny. Od razu widać, ze targi nie będą złe. Twarze wyrzeźbione w książkach Wima Bothy są całkiem ciekawe.
Robimy listę galerii, które nas interesują, i idziemy do galerii Planu B z Kluju. Są tam już kolekcjonerzy Michael i Susan Hort. Michael mówi ze jego zdaniem targi w tym roku są bardzo dobre. Galerzyści starają się znaleźć zloty środek na wybrniecie z kryzysu, i postawili na malarstwo. Dobre, solidne malarstwo. Organizatorzy targów obniżyli nieco ceny stanowisk, a galerzyści przywieźli dobra ofertę. Ceny trochę niższe niż na szczycie bańki, ale nie dramatycznie. Raczej są możliwości targowania. Mało jest wideo i rzeźby awangardowej, ale w niepewnych czasach stawia się na rzeczy pewne.
Michael Hort mówi mi ze w dniu otwarcia pierwsze kroki skierował do galerii Hauser&Wirth, gdzie wiszą cztery obrazy Jakuba Juliana Ziółkowskiego.




Niestety, były już sprzedane. Michael mówi ze szkoda, bo chętnie by je kupił mimo cen USD 17.000-45.000 za obrazy od 40x32 cm do 170x114 cm. Ma już ok 20 obrazów Ziółkowskiego kupionych po dużo niższych cenach, wiec obecne ceny go nie odstraszają, mimo ze według niego są „zwariowane”.
Hauser&Wirth sprzedał tez duży obraz Sasnala „Tokyo” za USD 100,000. Niestety, już go zdjęli, wiec zdjęcia nie ma. Ale do nabycia jest jeszcze jeden obraz Sasnala „Spanner X” (70x55 cm) za USD 55.000.

Galeria Perrotin z Paryża ma dużą prace bez tytułu Piotra Uklanskiego (185x135x50cm, tworzywo sztuczne, pigment, aluminium). Kosztuje USD 140.000, i nadal wisi.

Idziemy do osobnej sekcji Targów nazwanych Focus Berlin. Galeria Johnen powiesiła na dwóch ścianach etykiety zapałczane Roberta Kusmirowskiego w cenach od 2.500-3.000 Euro za 3 lub 4 etykiety.
W przedostatnim dniu targów sporo było jeszcze etykiet Kusmirowskiego do nabycia dla kolekcjonerów sztuki (lub filumenistów).
Parę metrowy dalej galeria carlier/gebauer postawiła na Tomka Kowalskiego. Postawiła, bo wynajęła na Armory 2010 dwa stoiska – jedno zwyczajne, a w drugim (Focus Berlin) zainstalowała solowa wystawę obrazów i obiektów Tomka. Ryzyko się opłaciło – wystawa została wyprzedana na pniu. Co jest sporym powodem do radości – targi w tym roku mimo ze jakościowo dobre, pod względem sprzedaży są tylko „takie sobie” wg mojego nieformalnego sondażu czterech czy pięciu galerzystów. Trochę lepsze, niż 2009, ale tylko trochę. Wygląda na to ze Ziółkowski i Kowalski (oraz ich galerzyści) mogą się cieszyć z Armory 2010. Tym bardziej, ze odbyły się wstępne rozmowy na temat reprezentacji Tomka Kowalskiego przez poważne galerie z Nowego Jorku i z Los Angeles.
Poniżej zdjęcia wyprzedanych obrazów i obiektów Tomka Kowalskiego: (60x40, bez tytułu, akwarele na papierze, euro 4,000), (190x160cm, bez tytułu, 16.000 euro), (widok instalacji), (olej na sklejce, 3.500 euro).



Gwoździem programu Tomka w stoisku carlier/gebauer był największy obraz (bez tytułu, 170x220 cm, olej na płótnie, sprzedany za 19.000 euro).

Obydwa duże obrazy Tomek namalował specjalnie na Armory 2010.
I to prawie wszystko, jeśli chodzi o polskich artystów na Armory 2010.
Nie sprzedał się obraz Rafała Bujnowskiego w galerii Jiri Svestka (USD 8.000).
Nie widziałem prac Elsnera, Adacha,Tokarskiego czy Budnego, artystów, których prace były pokazywane przez galerie niemieckie na poprzednich targach Armory.
Wydaje się ze kryzys powoduje darwinowska selekcje na rynku sztuki – galarzysci obstawiają na „pewne konie”. Niektórzy wygrywają, a inni – nie bardzo.
Wygrała na pewno nowojorska galeria White Cube, sprzedając ogromny obraz Damiena Hirsta „Skull with Glass of Water” (230x150cm, olej na płótnie) za 3 miliony dolarów

Publiczność zachwycały fotorealistyczne obrazy Helnweina w stoisku Friedman Benda New York (detal).

Wielkie obrazy Davida Schnella sprzedawały się dobrze za 200-300.000 USD.

Odbitki kolaży Daniela Gordona z Brooklynu tez znajdowały nabywców w galerii Claudii Graeffin za USD 5.000-7.500. Były to serie trzech odbitek (plus 1 autorska) i na każda było 20-30 chętnych...


A w stoisku Lissen Gallery Anish Kapoor pozwolił wszystkim oglądającym targi Armory zobaczyć swoje wydłużone nieco odbicie w szczerym zlocie (ale do góry nogami, co moim zdaniem doskonale odzwierciedla obecna sytuacje gospodarcza i polityczna świata...).
Anish Kapoor, złocona stal nierdzewna, 140x120x30 cm.

Na tym trochę zwariowanym tle świata sztuki naprawdę wypada się cieszyć sukcesami Ziółkowskiego i Kowalskiego.
Wyprzedać cale wystawy na Armory 2010 nie było łatwo, bo w niepewnych czasach kupujący stawiają na jakość, i selekcja jest ostra.
Targi Armory 2010 pokazały w których artystów rynek sztuki naprawdę wierzy kiedy przychodzi płacić rachunki za stoisko.
Wojtek Wilczak
Pomimo niedawnych śnieżyc, które zasypały Nowy Jork trzydziestoma centymetrami śniegu, targi Armory 2010 odbyły się przy wiosennej pogodzie. Większość śniegu już stopniała, ludzie ubrani do figury, wiosna w powietrzu, a przy Pierze 94, gdzie pokazywana jest sztuka najnowsza, stoi półgodzinna kolejka po bilety. Jest sobota, przedostatni dzień targów.
Porządkowi nawołują ze przy Pierze 92 nie ma kolejki, ale nikt się nie rusza. Ale my idziemy, a z Pieru 92 po stalowych schodach przechodzimy do Pieru 94, zadowoleni ze zyskaliśmy pół godziny. Od razu widać, ze targi nie będą złe. Twarze wyrzeźbione w książkach Wima Bothy są całkiem ciekawe.
Robimy listę galerii, które nas interesują, i idziemy do galerii Planu B z Kluju. Są tam już kolekcjonerzy Michael i Susan Hort. Michael mówi ze jego zdaniem targi w tym roku są bardzo dobre. Galerzyści starają się znaleźć zloty środek na wybrniecie z kryzysu, i postawili na malarstwo. Dobre, solidne malarstwo. Organizatorzy targów obniżyli nieco ceny stanowisk, a galerzyści przywieźli dobra ofertę. Ceny trochę niższe niż na szczycie bańki, ale nie dramatycznie. Raczej są możliwości targowania. Mało jest wideo i rzeźby awangardowej, ale w niepewnych czasach stawia się na rzeczy pewne.Michael Hort mówi mi ze w dniu otwarcia pierwsze kroki skierował do galerii Hauser&Wirth, gdzie wiszą cztery obrazy Jakuba Juliana Ziółkowskiego.




Niestety, były już sprzedane. Michael mówi ze szkoda, bo chętnie by je kupił mimo cen USD 17.000-45.000 za obrazy od 40x32 cm do 170x114 cm. Ma już ok 20 obrazów Ziółkowskiego kupionych po dużo niższych cenach, wiec obecne ceny go nie odstraszają, mimo ze według niego są „zwariowane”.
Hauser&Wirth sprzedał tez duży obraz Sasnala „Tokyo” za USD 100,000. Niestety, już go zdjęli, wiec zdjęcia nie ma. Ale do nabycia jest jeszcze jeden obraz Sasnala „Spanner X” (70x55 cm) za USD 55.000.

Galeria Perrotin z Paryża ma dużą prace bez tytułu Piotra Uklanskiego (185x135x50cm, tworzywo sztuczne, pigment, aluminium). Kosztuje USD 140.000, i nadal wisi.

Idziemy do osobnej sekcji Targów nazwanych Focus Berlin. Galeria Johnen powiesiła na dwóch ścianach etykiety zapałczane Roberta Kusmirowskiego w cenach od 2.500-3.000 Euro za 3 lub 4 etykiety.
W przedostatnim dniu targów sporo było jeszcze etykiet Kusmirowskiego do nabycia dla kolekcjonerów sztuki (lub filumenistów).Parę metrowy dalej galeria carlier/gebauer postawiła na Tomka Kowalskiego. Postawiła, bo wynajęła na Armory 2010 dwa stoiska – jedno zwyczajne, a w drugim (Focus Berlin) zainstalowała solowa wystawę obrazów i obiektów Tomka. Ryzyko się opłaciło – wystawa została wyprzedana na pniu. Co jest sporym powodem do radości – targi w tym roku mimo ze jakościowo dobre, pod względem sprzedaży są tylko „takie sobie” wg mojego nieformalnego sondażu czterech czy pięciu galerzystów. Trochę lepsze, niż 2009, ale tylko trochę. Wygląda na to ze Ziółkowski i Kowalski (oraz ich galerzyści) mogą się cieszyć z Armory 2010. Tym bardziej, ze odbyły się wstępne rozmowy na temat reprezentacji Tomka Kowalskiego przez poważne galerie z Nowego Jorku i z Los Angeles.
Poniżej zdjęcia wyprzedanych obrazów i obiektów Tomka Kowalskiego: (60x40, bez tytułu, akwarele na papierze, euro 4,000), (190x160cm, bez tytułu, 16.000 euro), (widok instalacji), (olej na sklejce, 3.500 euro).



Gwoździem programu Tomka w stoisku carlier/gebauer był największy obraz (bez tytułu, 170x220 cm, olej na płótnie, sprzedany za 19.000 euro).
Obydwa duże obrazy Tomek namalował specjalnie na Armory 2010.
I to prawie wszystko, jeśli chodzi o polskich artystów na Armory 2010.
Nie sprzedał się obraz Rafała Bujnowskiego w galerii Jiri Svestka (USD 8.000).
Nie widziałem prac Elsnera, Adacha,Tokarskiego czy Budnego, artystów, których prace były pokazywane przez galerie niemieckie na poprzednich targach Armory.
Wydaje się ze kryzys powoduje darwinowska selekcje na rynku sztuki – galarzysci obstawiają na „pewne konie”. Niektórzy wygrywają, a inni – nie bardzo.
Wygrała na pewno nowojorska galeria White Cube, sprzedając ogromny obraz Damiena Hirsta „Skull with Glass of Water” (230x150cm, olej na płótnie) za 3 miliony dolarów

Publiczność zachwycały fotorealistyczne obrazy Helnweina w stoisku Friedman Benda New York (detal).

Wielkie obrazy Davida Schnella sprzedawały się dobrze za 200-300.000 USD.

Odbitki kolaży Daniela Gordona z Brooklynu tez znajdowały nabywców w galerii Claudii Graeffin za USD 5.000-7.500. Były to serie trzech odbitek (plus 1 autorska) i na każda było 20-30 chętnych...


A w stoisku Lissen Gallery Anish Kapoor pozwolił wszystkim oglądającym targi Armory zobaczyć swoje wydłużone nieco odbicie w szczerym zlocie (ale do góry nogami, co moim zdaniem doskonale odzwierciedla obecna sytuacje gospodarcza i polityczna świata...).
Anish Kapoor, złocona stal nierdzewna, 140x120x30 cm.

Na tym trochę zwariowanym tle świata sztuki naprawdę wypada się cieszyć sukcesami Ziółkowskiego i Kowalskiego.
Wyprzedać cale wystawy na Armory 2010 nie było łatwo, bo w niepewnych czasach kupujący stawiają na jakość, i selekcja jest ostra.
Targi Armory 2010 pokazały w których artystów rynek sztuki naprawdę wierzy kiedy przychodzi płacić rachunki za stoisko.
Wojtek Wilczak
Subskrybuj:
Posty (Atom)