17 stycznia, 2010

Honza Zamojski - Rarytasy

Honza Zamojski to ciężki temat do rarytasów. Oprócz tego, że jest artystą jest też projektantem książek, plakatów i różnego typu druków ulotnych. Zebrać to wszystko to nie lada praca. Z pewnością zaprezentowane zestawienie będziemy stale uzupełniać. To dopiero początek.

Pozycja - 1
Tytuł: Praca do projektu Tribute to Wróblewski
Wydawca: ArtBazaar, Warszawa 2008
Nakład: 50
Opis: Praca do projektu Tribute to Wróblewski. Każda z prac przygotowana odręcznie -napis wypalony na pergaminie "wiemaleniepowiem".


Pozycja - 2
Tytuł: Praca do projektu Nowa Fala popierdala
Wydawca: ArtBazaar, Warszawa 2008
Nakład: 30
Opis: Praca do projektu Nowa Fala popierdala. Każda z prac przygotowana odręcznie – wypalony napis Wu-Tang Clan na kopercie.

Pozycja - 3
Tytuł: Ksiażka We Came From Beyond
Wydawca: Honza Zamojski, 2008
Nakład: 300
Opis: Jest to zapis dwóch projektów We Came From Beyond (listopad 2007, Galeria STARTER, Poznań) oraz We Go Far Beyond (czerwiec 2008, Poznań, Warszawa, Oborniki Śląskie, Kostrzyn Wielkopolski). Publikacja zawiera: rozmowy ze wszystkimi uczestnikami obydwu projektów oraz eseje, których autorami są: Michał Lasota, Magda Korcz i Marika Zamojska, Krzysztof Łukomski, Kuba Bąk i Honza Zamojski oraz dokumentację fotograficzną. redakcja, design, wydawca: Honza Zamojski. Rozmowy: Hubert Czerepok, Jakub Czyszczoń, Marek Glinkowski, Łukasz Jastrubczak, Alexey Klyuykov & Vasil Artamonov, Olivier Kosta-Théfaine, Paweł Kowzan, Luks Piekut, Konrad Smoleński, Piotr Sakowski, Przemysław Sanecki, Janek Simon, Radek Szlaga, Daniel Szwed, Matthias Wermke, Mateusz Witkowski.autorzy esejów: Michał Lasota, Magda Korcz & Marika Zamojska, Krzysztof Łukomski, Kuba Bąk i Honza Zamojski



Pozycja - 4
Tytuł: Mili i smutni
Wydawca: Medicine Crew 2007
Nakład: nieznany
Katalog do projektu „Mili i smutni”. Wiersze ilustrowane pracami min. Wojtka Bąkowskiego, Magdy Starskiej, Basi Bańdy, Jakuba Czyszczonia, Honzy Zamojskiego, Magdy Starskiej, joe83, Radka Szagi, Konrada Smoleńskiego, Kamila Studzińskiego.




Pozycja - 5
Tytuł: Leto Gallery 2007-2009
Wydawca: Galeria Leto
Nakład: nieznay
Katalog/informator Galerii Leto. Prezentuje artystów współpracujących z galerią. Projekt Honza Zamojski. W środku reprodukcje prac Honzy



Pozycja - 6
Tytuł: Notes dla Kolekcjonerów
Wydawca: Fundacja Bęc Zmiana
Nakład: 3000
Notes na 6 tygodni numer 31. W środku reprodukcje prac Honzy i tekst o artyście.

Pozycja - 7
Tytuł: Widokówki
Wydawca: Honza Zamojski
Nakład: nieznany
Widokówki. Różne wzory. Z drugiej strony napis „I didn’y write this”





Pozycja - 8
Tytuł: Folder – Honza Zamojski, Prace- Works 2006- 2008
Wydawca: Honza Zamojski
Nakład: nieznany
Folder rozkładany w plakat ze zdjęciem Honzy trzymającym szczupaka. Z drugiej strony reprodukcje wybranych prac.

Pozycja - 9
Tytuł: Przewodnik Kolekcjonera Sztuki Najnowszej
Wydawca: bęc zmiana, ha!art
Nakład: 3000
Opis: Przewodnik zawiera notkę na temat artysty i reprodukcje jego prac.


Wszystkie zdjęcia ArtBazaar

15 stycznia, 2010

„Zrost” Izabeli Tarasewicz w Zielonej Górze

Jak się stopią śniegi zapraszamy do BWA w Zielonej Górze (wystawa do 31 stycznia) na wystawę Izy Tarasewicz - „Zrost”. Jak to ujął Michał Lasota, kurator wystawy „jest to 100% Izy” czyli Tarasewicz w największym stężeniu. Trzeba zobaczyć. Poniżej tekst Michała towarzyszący wystawie i zdjęcia jakie otrzymaliśmy dzięki uprzejmości BWA w Zielonej Górze.

Inspiracją dla najnowszej wystawy Izy Tarasewicz są obserwacje świata przyrody. Wybierając za punkt odniesienia królestwo grzybów, Tarasewicz zgłębia niczym pod mikroskopem swoje ulubione tematy: anomalia przyrodnicze i psychologiczne, zdolności przystosowawcze żywego organizmu, funkcjonalność układów fizjologicznych oraz zjawiska dysfunkcyjne. Zrost to metoda rozmnażania pomijająca cechy płciowe, polegająca na bezpłciowym mieszaniu informacji genetycznej i jest ogólnie rzecz ujmując sposobem przetrwania niektórych grzybów w skrajnie niekorzystnych warunkach.

Wystawa Izy jest także kolejnym dowodem, iż po inspirację wybiera się zazwyczaj do pobliskiego lasu…
Sam tytuł sygnalizuje jednak istotny nowy akcent w twórczości Tarasewicz. Oznacza on połączenie dwóch form w jedną - i ten aspekt - formalny i materialny wydaje się aktualnie ważniejszy niż w dotychczasowych pracach Izy. „Zrost” może również szerzej odnosić się do podziału na formę i treść, i wskazywać iż przedmiotem wystawy jest zatarcie tego dualizmu - najprawdopodobniej stąd też abstrakcyjne efekty najnowszych realizacji artystki. Zrostowi w nowych pracach ulegają również inne tradycyjne dychotomie - cywilizacja i natura, materiały sztuczne i organiczne.

Twórczość Izy nadal wyróżnia odwaga sięgania do sedna spraw. Tarasewicz manipuluje w rzeźbiarski sposób naturalnymi procesami wzrostu i rozkładu. Wieprzowe pęcherze i krew oraz szkło, papier i karton, pozwalają jej tworzyć formy spajające idealnie uwolnioną wyobraźnię i skupioną minimalistyczną roztropność dojrzałej artystki.




Zdjęcia dzięki uprzejmości BWA w Zielonej Górze i Galerii Stereo, (zdjęcia Karolina Spiak).

13 stycznia, 2010

Z (filmowej) półki kolekcjonera - Ukryta dekada 1985-1995



W krakowskim Bunkrze Sztuki trwa jeszcze (do 14 lutego) wystawa „Ukryta dekada 1985-1995”, a my już dziś, nie ruszając się z kanapy, możemy obejrzeć ten projekt na czterech płytach DVD, wydanych przez wrocławskie Centrum Sztuki WRO.
Lata 1985-95 to okres szczególny, okres upadku komunizmu, przemian społecznych i cywilizacyjnych, ale także okres, w którym nastąpił fenomenalny rozkwit polskiej sztuki wideo. Oczywiście nie tylko w Polsce w tym czasie nastąpił rozkwit sztuki wideo. Stało się to na całym świecie, dzięki upowszechnieniu elektronicznego zapisy. Polska sztuka wideo jednak, właśnie z powodu równoczesnych zmian technologicznych, ustrojowych i społecznych w latach 1985-1995 była jednak szczególna.
Swoiste zahibernowanie epoki po stanie wojennym, jej cywilizacyjne wycofanie, zapis wideo oddaje jeszcze ostrzej niż ówczesna fotografia. Znajduje to zaskakujący wizualny wyraz w prezentowanych na wystawie pracach z lat 80., w których awangardowe praktyki artystów mieszają się z wyraźnie zacofaną codziennością. Z tej estetyki wyłamują się realizacje powstałe bliżej połowy lat 90., zapowiadające cyfrowy charakter nowych mediów.
Najciekawsze prace wideo z lat 1985-1995 znajdziemy na monumentalnej 4-płytowej edycji Centrum Sztuki WRO. Jeszcze więcej materiałów z okresu Ukrytej Dekady 1985-1995 można obejrzeć w czytelni mediów Centrum Sztuki WRO we Wrocławiu, gdzie tworzą one obszerną, stale uzupełnianą kolekcję i bazę informacji.
W tym roku wiosną ukaże się również książka na temat „Ukrytej dekady”. Czekamy na nią z niecierpliwością.
Artyści Ukrytej Dekady: Adam Abel, Arkadiusz Bagiński, Piotr Bikont, Jan Brzuszek, Witosław Czerwonka, Marta Deskur, Andrzej Dudek-Dürer, Jacek Felcyn, Izabella Gustowska, Marek Jabłoński, Anna Janczyszyn, Marek Janiak, Robert Jurkowski, Jarosław Kapuściński, Mirosław E. Koch, Piotr Komarnicki, Barbara Konopka, Janek Koza, Katarzyna Kozyra, Igor Krenz, Witold Krymarys, Paweł Kwaśniewski, Andrzej Kwietniewski, Zbigniew Libera, Łódź Kaliska, Łyżka Czyli Chilli, Wojciech Majewski, Barbara Maroń, Antoni Mikołajczyk, Yach Paszkiewicz, Grupa Piniszczy, Józef Robakowski, Mirosław Rogala, Zygmunt Rytka, Adam Rzepecki, Krzysztof Skarbek, Eugeniusz Szczudło, Jacek Szleszyński, Maciej Toporowicz, Jerzy Truszkowski, Andrzej K. Urbański, Maciej Walczak, Marek Wasilewski, Wspólnota Leeeżeć, Artur Tajber, Paweł Więckowiak, Wojciech M. Wójcik, Piotr Wyrzykowski, Wojciech Zamiara, Grzegorz Zygier, Alicja Żebrowska.
Kurator projektu / redakcja publikacji: Piotr Krajewski

12 stycznia, 2010

Z półki kolekcjonera – „TRAUMTAGEBUCH” Piotra Bosackiego

Tuż przed świętami ukazała się zapowiadana już od kilku miesięcy książka Piotra Bosackiego z ilustracjami Wojtka Bąkowskiego. Warto było czekać gdyż efekt końcowy jest naprawdę znakomity.

Książka składa się z kilkunastu literackich miniatur. Bosacki nie tyle opisuje własne senne fantazje, co obiera je za punkt wyjścia do - z gruntu filozoficznego - namysłu nad światem rzeczywistym. Jego zapiski, oczyszczone z psychologicznej interpretacji, traktują stan sennego zawieszenia jako perspektywę oglądu rzeczywistości. Dlatego poza snami znajdują się w książce także obserwacje własnych stanów i doznań, których charakter przypomina sen - Bosacki zgłębia pogranicze jawy i snu, poszukując tego, co jest, w tym co się wydaje. Bąkowski dodaje do skrupulatnych i dowcipnych notatek Bosackiego, brawurę znakomitego rysownika i poety.


Osadzone w podobnych rejestrach, teksty Piotra i rysunki Wojtka, składają się na poetycką całość, której cechy charakterystyczne to poczucie humoru i wizjonerska przenikliwość. Przypominamy, iż do końca stycznia w Galerii Foksal trwa wystawa Piotra Bosackiego "Sztaby i Zegary".


TRAUMTAGEBUCH
Bosacki/Bąkowski

format: 25 x 23 cm
stron: 144
oprawa twarda

wydawca: Fundacja Transmisja, Poznań, 2009/2010

Zainteresowanych książką prosimy o kontakt na adres:
galeriastereo@gmail.com

09 stycznia, 2010

Historia czołgu w sztuce

Bohaterem naszych dzisiejszych rozważań jest broń, która była kluczową bronią ostatniej wojny światowej. Jej posiadanie i odpowiednie użycie decydowało o wynikach wielu kampanii i bitew. Jak znalazła się w kręgu zainteresowań sztuk wizualnych? Prawdopodobnie jako symbol. Symbol technologii wojskowej, militaryzmu, pewnej przewagi i dominacji. Dla mojego pokolenia czołg funkcjonuje jako ikona pop kultury – Rudy 102 z Czterech Pancernych i jako symbol dominacji aparatu państwowego – czołgi na ulicach miast podczas stanu wojennego i na placu Tienanmen.

Nie są mi znane żadne odniesienia do Rudego 102 w sztuce współczesnej. Przyznam, że to trochę zaskakujące mając na uwadze jak silnie serial z czołgiem w roli głównej zdominował zabawy i życie pokolenia dzisiejszych czterdziestolatków. Przygody Rudego i jego załogi śledzić można było dzięki niezwykle popularnemu serialowi „Czterej Pancerni i Pies”


a także dość poszukiwanemu komiksowi rysowanemu przez Szymona Kobylińskiego - "Przygody Pancernych i Psa Szarika".


Wspaniałym rysownikiem militariów był Mieczysław Wiśniewski, autor komiksowego Kapitana Klossa. Poniżej oryginalna plansza z odcinka „Akcja Liść Dębu” z polskim T-34.

Zanim przejdziemy do symbolu czołgu jako dominacji wojskowej bądź administracyjnej, musimy cofnąć się kilkaset lat do pierwszej graficznej wizualizacji czołgu do Leonarda da Vinci. Leonardo uważany jest za pierwszego człowieka, który wymyślił machinę bojową o cechach zbliżonych do dzisiejszego czołgu. Jego wizualizacja znana jest z jego notatek (o ile się nie mylę są one w kolekcji szefa Microsoftu Billa Gatesa). Podobno artysta ten wykonał znacznie więcej projektów technicznych, aniżeli prac artystycznych. Czołg Leonarda miotał małymi kamieniami, wprawiany w ruch przez dwóch mężczyzn napędzających wał korbowy.
Czołg we współczesnej sztuce polskiej pojawia się w związku z wydarzeniami politycznymi (wojna, stan wojenny, operacje wojskowe). Jest bohaterem wielu okolicznościowych prac sławiących chwałę polskiego oręża bądź też ukazujących potyczki zbrojne. Są to zwykle realistyczne prace o charakterze narracyjnym.

Pierwszy czołg, na który chcielibyśmy zwrócić waszą uwagę pojawia się na gwaszu Andrzeja Wróblewskiego pod koniec lat 40tych. Przedstawia ona czołg niemiecki. Czołg jest namalowany skrótowo, szybko, bez zbędnych szczegółów. Dwa elementy są dość intrygujące – po pierwsze błędnie namalowana swastyka a po drugie opuszczona lufa czołgu. Oba te elementy sprawiają, iż ucieka cała groza i „dostojność” tej broni. Szczególnie opuszczona lufa symbolizuje tu klęskę, poddanie się czy wręcz pewną żartobliwość rysunku.

Porównując czołg Wróblewskiego z powstałym 60 lat później czołgiem Wojciecha Fangora widać dużą różnicę symboliczną. Czołg Fangora (przedstawiony w galerii Atlas w 2009 roku) ma lufę skierowana ku górze, siedzą na nim zwycięzcy czerwonoarmiści. Wojciech Fangor w licznych wywiadach i rozmowach wspomina o swojej fascynacji i strachem przed tym pojazdem. T-34 stał się dla niego symbolem zwycięstwa i nowoczesnej technologii wojennej. Tak na marginesie Wojciech Fangor jest niezłym znawcą sprzętu wojskowego i potrafi godzinami opowiadać o różnicach technologicznych w sprzęcie rosyjskim, niemieckim czy amerykańskim.

Wydarzenia roku 68, inwazja państw Paktu Warszawskiego jest przyczyną kolejnego czołgu w sztuce. Są to "Czołgi w puszczy" Marka Sapetty. „Do obrazu pokrytego białą i niebieską farbą przymocowana jest wypalona w drewnie kompozycja z jeleniem i żubrem - pamiątka z Białowieży. Przez prawy górny róg obrazu przejeżdżają czołgi. To obraz namalowany w sierpniu 1968 r. - Pamiętam - mówi Marek Sapetto - most powietrzny na Czechosłowację, warkocze samolotów wspomina w rozmowie z Dorotą Jarecką (1). Niestety nie posiadamy reprodukcji tej pracy. W tym samym czasie i z tej samej przyczyny powstaje praca Jana Lebensteina. Zwycięski (lufa ku górze) radziecki czołg symbolizuje bratnią interwencję. Praca ta ma tytuł „Praga 68” powstała 22.VIII.1968 roku.Projekt Leonarda pochodził z 1484 roku. Prawie 500 lat później czołg staje się „bohaterem” pracy Edwarda Dwurnika. Tuż przed stanem wojennym, Dwurnik maluje czołgi na ulicach Warszawy. Oto fragment wywiadu jaki artysta udzielił miesięcznikowi City:

"City": W 1981 roku, przed stanem wojennym, namalował Pan obrazy Warszawy, po której jeździły czołgi, na ulicach były zasieki. Po 13 grudnia miasto dokładnie tak wyglądało. Jak powstały te obrazy? Miał Pan proroczą wizję?Edward Dwurnik: To było latem 1981 roku. Mieszkałem w bloku, pracowałem nad pejzażami warszawskimi, wszyscy byli w euforii solidarnościowej. Malowałem plac Trzech Krzyży z Domem Partii w tle. Robiłem wtedy błękitne Warszawy, bo nie było innych farb - dostałem w Związku tylko błękit pruski i biel, i tym malowałem. W pewnym momencie zabrakło nawet błękitu pruskiego i została tylko chromowa zieleń - to jest paskudny kolor, taki jakim maluje się czołgi. Namalowałem wokół Domu Partii wieże strażnicze, a potem czołgi, zasieki. Kuzyn mnie straszył: co ty robisz, zostaw to, bo cię zamkną. To mi się spodobało i namalowałem całą serię takich obrazów. Pokazałem je w galerii ART. - przyjechało CNN i zrobiło materiał, że to jest obraz miasta pod okupacją. Myślę, że to był przypadek - wyjątkowy przypadek. (....)

U nas na reprodukcji inna praca artysty „Różowe czołgi na Powiślu” z 1995 roku.


Z tego samego okresu, z początku lat 80tych pochodzi praca Włodzimierza Pawlaka „Świnia rządzi” z 1983 roku. To chyba najmocniejsza praca z całego cyklu świń. Oprócz świni z przyciemnianymi okularami (chyba jednoznaczne nawiązanie do osoby generała Jaruzelskiego), w prawym górnym rogu jest umiejscowiony czołg, i tu ciekawostka – ze spuszczoną lufą. Czyżby symbol lekceważenia reżimu?

Duże wrażenie robi praca Azzarella. Znaleźliśmy ja na stronach artbloxa. Artysta usunął pewne elementy ze znanej medialnie fotografii. Usunął właśnie czołgi. Jak analizuje autor artbloxa „Anonimowy "Tankman", który zatrzymał chińskie czołgi staje się nagle zwykłym somotnym przechodniem z siatkami. Wraca z niedzielnych zakupów? Zabłądził?”.


Czołg pomnik to praca Rafała Bujnowskiego. Przypomina dość często niegdyś spotykany element pomników upamiętniających II wojnę światową. Poniżej na pocztówkach z Gdańska i Dębicy.



W pracy Bujnowskiego jest symbolem zwycięstwa i torem przeszkód w zabawach najmłodszego pokolenia.

Czołg bardzo często występuje w twórczości Mariusza Warasa (m-city). W ubiegłym roku (2009) w ramach projektu „Amen” Mariusz stworzył drewnianą makietę czołgu. Wystawa miała miejsce w byłym przyklasztornym dominikańskim kościele i miała nawiązywać do formuły uroczystego potwierdzenia (Amen z hebrajskiego - zaiste, na pewno). Czołg staje się tu gwarantem słuszności, prawości i możliwości egzekucji głoszonego słowa. Nasze słowo gwarantowane jest przez instrument przymusu, jakim może być/jest czołg.

Na koniec praca, jaka jeszcze nie powstała. Czołg Krzysztofa Bednarskiego. W ramach projektu "Art on Lake - Budapest 2011" organizatorzy zaprosili artystów do stworzenia obiektu na sztucznym jeziorze, jakie znajduje się w pobliżu Muzeum Sztuki. Projekt ten ma uświetnić przejęcie przez Budapeszt przewodnictwa w Unii Europejskiej. Krzysztof Bednarski zaprojektował fontannę w postaci kolumny-fallusa z siedmiu wielkich głów Marksa, na której stoi czołg i strzela strumieniami wody. Kolumna ma mieć sześć metrów wysokości i będzie odlana z różowej żywicy. Poniżej jeden ze szkiców projektu fontanny.
PS. Historia czołgu toczy się dalej. Stała się elementem towarzyszącym dedykacjom Wojciecha Fangora. (na zdjęciu dedykacja dla Krzysztofa Bednarskiego z 12 stycznia 2009).


To tyle. Jeśli macie inne propozycje czołgu w sztuce, prosimy o komentarze.

W następnym odcinku – Nóż w wodzie.

(1) Dorota Jarecka – Gazeta Wyborcza 2004-06-13

07 stycznia, 2010

10 okładek rockowych na znaczkach Royal Mail



Dziś coś, co znaleźliśmy na stronie BBC. Brytyjska poczta Royal Mail wydała specjalną serię znaczków pocztowych z … okładkami najlepszych płyt w historii rocka. Na znaczki trafiły trafiły takie historyczne płyty jak: "Let it Bleed" The Rolling Stones, „London Calling” The Clash, „Dzwony Rurowe” Mike’a Oldfielda, “IV” Zeppelinów, ale także nowe, jak “Parklife” Blur.
Wybrano 10 okładek z tysięcy zaproponowanych. Na każdym znaczku z okładki płytowej „wysuwa się” fragment „znaczkowego winylu”.
Zachęcamy do poszukania tych filatelistycznych, ale także i muzycznych „rarytasów”.
Kupić je można tutaj.

06 stycznia, 2010

Lata walki mamy już za sobą - rozmowa z Kubą Woynarowskim

W piątek otwarcie wystawy „Stilleben”, zamykającej obecną edycję projektu Orbis Pictus. O tym wyjątkowym projekcie pisaliśmy już wcześniej). Zapraszamy na rozmowę z Kubą Woynarowskim osobą odpowiedzialną za cały projekt a także artystą i animatorem kultury komiksu.


Mógłbyś nam przybliżyć sam projekt i jego dotychczasowy przebieg?

„Orbis Pictus” stanowi (realizowany przeze mnie przy wsparciu grupy znajomych – Darka Vasiny, Ani Borejczuk, Kuby Skoczka i Stefana Adamskiego) projekt badawczy o eksperymentalnym profilu, którego celem jest próba połączenia aktualnych zjawisk „głównonurtowego” obiegu artystycznego z dokonaniami i bogatą tradycją sztuki komiksu. Jednak w przeciwieństwie do podejmowanych wcześniej inicjatyw tego rodzaju (polegających na przeniesieniu wydawnictw komiksowych w przestrzeń galerii), nasze działania w pierwszej fazie skoncentrowane są wokół prezentacji obrazkowych historii autorów spoza komiksowego mainstreamu (m. in. Maciej Sieńczyk, Sławomir Shuty, Julian Antonisz, Małgorzata Jabłońska) oraz prac stworzonych przez artystów dotychczas nie posługujących się tym medium.

Realizację powyższego postulatu stanowiła zbiorowa wystawa „Literatura”, w ramach której – jako kurator – dążyłem do przerzucenia symbolicznego pomostu pomiędzy komiksem a obszarem intermediów. W centrum mojego zainteresowania znalazły się głównie krótkie, eksperymentalne komiksy oraz prace mieszczące się w definicji story-artu, wypracowanej przez konceptualistów w latach 70-tych XX wieku. Jako ciekawe zjawisko, które mimowolnie wyklarowało się na marginesie naszych działań, można potraktować nurt „komiksowej abstrakcji” (widoczny m.in. w pracach Agnieszki Piksy i Justyny Gryglewicz), wykazujący pewne związki z aktualnymi tendencjami w „młodym” polskim malarstwie.

Teoretyczne uzupełnienie wystawy stanowił wykład (w ramach którego analizowałem potencjalne możliwości komiksu jako medium współczesnej sztuki) oraz poświęcona podobnej tematyce dyskusja z udziałem Gosi Jabłońskiej, Michała Słomki i Darka Vasiny.
Wątki zapoczątkowane przez „Literaturę” znalazły kontynuację w ramach dwóch prezentacji indywidualnych. Pierwsza z wystaw – „Nowe legendy miasta Karlshamn” Gosi Jabłońskiej – stanowiła polską odsłonę zrealizowanego w Szwecji komiksu site-specific. Drugi projekt – „Dylatacje” Agnieszki Piksy – to debiutancka retrospektywa pokaźnego dorobku autorki, obejmująca komiksy, rysunki i obiekty wykonane przez nią na przestrzeni ostatnich 20 lat. Nadchodząca wystawa stanowi intermedialną wariację na temat mojego komiksu „Hikikomori”, a zarazem kontynuację projektu prezentowanego niedawno w lubelskich Warsztatach Kultury.
Wspominasz w swoim manifeście o rehabilitacji komiksu. Jakie są Twoje odczucia na temat odbioru komiksu w Polsce?

Pobieżny ogląd sytuacji skłania do optymizmu: mamy do czynienia ze swoistą „modą” na komiks, promujące go imprezy finansowane są z państwowych funduszy a „poważne” instytucje sięgają po niego jako środek promocji. Jednak pomimo pewnej popularności medium to często traktowane jest w sposób instrumentalny – najlepszym przykładem niech będą balansujące na granicy kiczu komiksy historyczne. Do chlubnych wyjątków w tym zakresie zaliczyłbym cykl murali zdobiących mur Muzeum Powstania Warszawskiego – miejsce bezkonfliktowego spotkania autorów komiksów i artystów reprezentujących główny nurt aktualnej polskiej sztuki.
Jednak na relacje pomiędzy rodzimym środowiskiem komiksowym a „światem sztuki” nieodmiennie rzutuje fakt, iż tożsamość pierwszej z wymienionych grup budowana jest najczęściej kosztem jej hermetyzacji; z kolei wiedza o komiksie w środowisku artystycznym sprowadza się najczęściej do obiegowych stereotypów. Prowadzi to do paradoksalnej sytuacji, gdy „artyści” zdają się nie dowierzać w „artystyczne” możliwości komiksu, zaś zdeklarowani „komiksiarze” odżegnują się od wszelkich eksperymentów – jako objawów „szkodliwego snobizmu”. W efekcie komiks – potencjalnie pełnoprawne medium artystyczne – marginalizowany jest nie tylko przez środowiska konserwatywne, ale i przez animatorów progresywnego „obiegu” sztuki. Co charakterystyczne, spory tego rodzaju toczone są z pominięciem prostej zasady, iż żadna ewolucja (nie mówiąc już o „rewolucji”) nie jest możliwa bez stałego dążenia do zachowania – szeroko rozumianej – różnorodności idei i środków wypowiedzi.

Osobiście jestem zwolennikiem „otwartej” definicji komiksu, którą zaproponował Will Eisner, opisując to medium jako „sztukę sekwencyjną” – układ obrazów lub obrazów i słów, umożliwiający opowiedzenie historii lub „udramatyzowanie idei”.

Pomimo iż komiks w swej tradycyjnej, „popularnej” postaci zrodził się w obrębie zdominowanej przez literaturę kultury druku, z pewnością nie wyklucza to możliwości jego funkcjonowania za pośrednictwem innych kanałów rozpowszechniania. Mimo to, w naszym kraju niejednokrotnie zapomina się, iż „popkulturowość” komiksu nie jest jego cechą immanentną, lecz wynika przede wszystkim z realiów rynkowego „systemu producenckiego”, opartego na mechanizmach masowej reprodukcji i dystrybucji. Dla niektórych twórców eksperymentalnych opowieści obrazkowych słowo „komiks” jest tak bardzo obciążone negatywnymi konotacjami, że świadomie odżegnują się od tego określenia. Za sprawą przyjęcia „popularnej” wykładni interpretacyjnej wiele komiksowych zjawisk w obrębie rodzimej historii sztuki (jak np. komiksy Franciszki Themerson i autorów z kręgu magazynu „Szpilki”) zostało pominiętych, zignorowanych lub też rozpatrzonych w zbyt wąskim kontekście.
Niewiedza na temat „awangardowej” tradycji polskiego komiksu rzutuje na aktualne realia funkcjonowania komiksowej sceny, w obrębie której nie wykształciła się wyrazista (i podejmująca świadomą walkę o miejsce w artystycznym obiegu) formacja alternatywna, zorientowana na realizacje o bardziej eksperymentalnym charakterze.

Czy podobnie jest w innych krajach?

Bodajże w 2003 roku w wywiadzie dla „Wysokich Obcasów” w odpowiedzi na pytanie „Czy aby komiks jest sztuką?” Przemek Truściński stwierdził: „W Polsce zadaje się jeszcze to pytanie... Ale już tylko w Polsce”. Od tego momentu minęło dobrych kilka lat, a sytuacja uległa zmianie w niewielkim tylko stopniu – jak niewielkim, można przekonać się analizując komiksowe realia za granicą (i to nie tylko na mitycznym „Zachodzie”). Głównym problemem naszego kraju jest gettoizacja komiksowego środowiska, a co za tym idzie – fakt, iż komiksy rzadko funkcjonują poza ściśle określonym kontekstem i specyficznie ukierunkowaną grupą odbiorców. Jak dotąd nie rozwinęła skrzydeł również komiksowa alternatywa (i nie mam tu na myśli „klasycznego” undergroundu), bujnie rozwijająca się poza granicami Polski.

Na świecie funkcjonuje znaczna ilość wydawnictw poświęconych komiksowi artystycznemu, m. in. kanadyjskie Drawn&Quarterly, działające w USA Fantagraphics Books i Buenaventura Press oraz francuska L'Association, powiązana z eksperymentalnym ruchem OuBaPo.

Nie brakuje też promujących tego rodzaju twórczość magazynów, by wspomnieć tak znane jak słoweński „Stripburger” czy francuski „Cheval Sans Tête”, wydawany w latach 90-tych.
Istnieją galerie – wydawnictwa, zajmujące się sprzedażą oryginalnych plansz, niskonakładowych wydawnictw, grafik, obiektów i designerskich gadżetów stworzonych przez komiksowych autorów (np. nowojorskie studio PictureBox lub B.ü.L.b Factory w Genewie).
Odnajdziemy też galerie wyspecjalizowane w szeroko definiowanej „sztuce sekwencyjnej” (sequential art), wykraczającej poza komiksowe stereotypy – konsekwentnie realizuje ten program np. nowojorska Adam Baumgold Gallery, reprezentująca takich twórców jak Chris Ware, Charles Burns, ale również Saul Steinberg, zwyczajowo z komiksem nie kojarzony.

Na Zachodzie komiksy funkcjonują w szerokim kontekście kulturowym, jako dziedzina o statusie równorzędnym z innymi sztukami wizualnymi i literaturą; ciekawym przykładem może być tu np. wydawany co roku (nakładem PicturBox i Gingko Press) periodyk „Ganzfeld”, w którym eseje, ilustracje i historie obrazkowe tworzą spójną całość.

Z powodzeniem funkcjonują na świecie artyści publikujący komiksy na rynku wydawniczym, a zarazem tworzący unikatowe artist's books, (np. Hariton Pushwagner, którego prace mogliśmy oglądać podczas ostatniego biennale w Berlinie), ale i twórcy, łączący komiks z innymi mediami, m. in. Dan Perjovschi, Raymond Pettibon, David Shrigley, Niklaus Rüegg.

Dużo lepiej niż my zdają się radzić sobie w tej kwestii również nasi sąsiedzi – by wspomnieć choćby realizowany na Łotwie projekt komiksowy „Kuš!”.

Istnieją zatem międzynarodowe struktury, w obrębie których mogliby z powodzeniem funkcjonować polscy artyści zainteresowani bardziej eksperymentalną (bliższą „artystycznym” realiom) formułą komiksu; nie brakuje gotowych wzorców, z których moglibyśmy korzystać, nie pomijając zarazem rodzimej tradycji (o której wspomniałem wcześniej).

Z różnych rozmów jakie prowadziłem z artystami tworzącymi komiksy wynikało, iż wielu z nich nie chce by ich wciskano w świat sztuki, że dobrze jest im na ich własnym podwórku. Czy warto podejmować wysiłki na ich łączenie?

Jako osoba funkcjonująca na pograniczu obu tych „światów” mam podobne spostrzeżenia.
Jednak zanim arbitralnie zadecydujemy, że medium komiksu nie mieści się w ramach dominującej artystycznej narracji (podlegającej jednak przecież ciągłym przemianom) i kategorycznie porzucimy „utopijne” działania na rzecz międzyśrodowiskowej integracji, warto zdać sobie sprawę jak szerokim pojęciem jest komiks i jak wielki rozziew istnieje między poszczególnymi realizacjami oraz intencjami ich twórców.

Nawet laik dostrzeże natychmiast dysonans – by posłużyć się konkretnym przykładem – między pracami Janusza Christy i Maćka Sieńczyka. Będzie to różnica – nie przymierzając – co najmniej tak wielka jak ta pomiędzy kinem hollywoodzkim a sztuką video. Nie czynię tego porównania by kogokolwiek deprecjonować – komiksy obu autorów stanowią przykłady udanej realizacji określonych konwencji opowiadania, każdy z nich jest znakomity „w swojej klasie”, ale uporczywe wrzucanie ich do jednej szuflady może prowadzić wyłącznie do nieporozumień.


Wydaje mi się, że minęły już w naszym kraju „lata walki”, gdy komiks jako swoisty monolit spotykał się z aktami bezwarunkowej negacji – i do tej formuły ataków dostosowywano również linię obrony, gloryfikując całokształt komiksowych dokonań en bloc. Dziś dojrzeliśmy już chyba do stwierdzenia, że cechą komiksowego rynku powinna być różnorodność – w odpowiedzi na zróżnicowane oczekiwania czytelników, ale również i samych twórców (których nieustannie przybywa).

Niezbędna jest dywersyfikacja komiksowej „produkcji” oraz potencjalnych kanałów jej dystrybucji (właśnie różnica w sposobie rozpowszechniania powstałych dzieł leży u podstaw izolacji środowiska artystycznego i komiksowego).

Działania, podjęte przeze mnie w ramach projektu „Orbis Pictus” dotyczą pewnego konkretnego obszaru komiksowej twórczości (mój „target” to autorzy realizacji nie mieszczących się w „masowym” systemie komercyjnej dystrybucji), w związku z czym nie zależy mi na mechanicznym akcie „integracji”, ale na stymulacji obustronnego dialogu, a co za tym idzie – stworzeniem międzyśrodowiskowego, intermedialnego pomostu. Co więcej, chciałbym zwrócić uwagę, iż „przestrzeń spotkania” o jakiej mówimy, już zaistniała – co prawda w szczątkowej postaci, ale możemy mówić w tym przypadku o konkretnym puncie zaczepienia. Mam tu na myśli komiksowe dokonania artystów wpisujących się w „rewolucję” zapoczątkowaną ponad dekadę temu przez galerię Raster (która, przypomnijmy, również kilkakrotnie podejmowała działania na rzecz promocji komiksu) – Wilhelma Sasnala, Marcina Maciejowskiego, Janka Kozę, Endo, Małgorzatę Jabłońską, Polę Dwurnik, Sławka Shuty i Macieja Sieńczyka. Można nawet zaryzykować tezę, że komiks – do pewnego stopnia – stał się sztandarowym medium twórców wpisywanych (czasem nazbyt machinalnie) w nurt „pop-banalizmu”. Tym samym – paradoksalnie – artyści, zwyczajowo oskarżani przez komiksiarzy o eskapizm, zapoczątkowali boom w dziedzinie rodzimego komiksu obyczajowego.

Opisane zjawisko (niestety marginalizowane przez historyków sztuki) zdaje się potwierdzać możliwość ekspansji komiksu w obrębie naszego (pozornie hermetycznego) artworldu. Nawiasem mówiąc, zauważalna w ostatnich latach kariera – dotychczas funkcjonujących „poza obiegiem” – polskich artystów street-artowych (czego oznaką może być choćby przyznanie Sławomirowi Czajkowskiemu „Zbiokowi” głównej nagrody 9. konkursu im. Gepperta) stanowi wymowny przykład, że zaistnienie analogicznego procesu międzyśrodowiskowego „przepływu” jest możliwe i może zakończyć się sukcesem.
Jak oceniasz, kiedy plansze z historiami obrazkowymi mają szansę pojawić się w polskich galeriach sztuki?

W pewnym sensie ten proces został już rozpoczęty, choć dotychczas nie przybrał rozmiarów zauważalnego zjawiska. Nie mam w tej chwili na myśli ekspozycji o charakterze „popularyzatorskim”, prezentujących środowisko komiksowe jako swoistą subkulturę i polegających na machinalnym przeniesieniu w realia wystawiennicze prac powstałych z myślą o innym kanale dystrybucji (a często również odmiennej grupie odbiorców).

Z zupełnie innym (i bardziej kreatywnym) podejściem mieliśmy do czynienia w przypadku wystaw takich jak np. „Manual CC” w bytomskiej Kronice, czy „Zawody malarskie” w bielskim BWA, w ramach których komiksy (autorstwa m. in.. Macieja Sieńczyka i Wilhelma Sasnala) zostały wyeksponowane jako artefakty równorzędne z innymi dziełami. Niestety – pomimo pewnych wyjątków – wciąż do rzadkości należą sytuacje, gdy prace komiksowe są włączane w obręb projektów kuratorskich prezentujących aktualne dokonania polskiej sztuki „głównego nurtu”


Co więcej, nadal nie zaistniał jeszcze w naszym kraju właściwy „klimat intelektualny” by możliwy stał się precedens na miarę zakupu w 2008 roku pracy Herge'a przez paryskie Centrum Pompidou – pierwszą instytucję artystyczną, która włączyła na stałe do swojej kolekcji planszę komiksową. By podobny „zaszczyt” stał się udziałem polskiego twórcy komiksowego o porównywalnym znaczeniu (jak np. Tadeusz Baranowski), minie zapewne jeszcze wiele czasu.
Nadal brakuje odpowiedniej infrastruktury, umożliwiającej funkcjonowanie komiksowym artystom w intermedialnej przestrzeni współczesnej sztuki. Zastanawia fakt, iż dotychczas nie doszło do uformowania wyspecjalizowanej w ramach tego medium (i uwzględniającej szerokie możliwości jego eksploatacji) galerii komercyjnej (np. na podobieństwo street-artowej galerii „Zero Zer”), łączącej działalność ekspozycyjną z wydawniczą. Za pionierskie przykłady realizacji tej formuły można uznać publikacje komiksów przez krakowski Zderzak "Sport i pielęgnacja" Marcina Maciejowskiego) i – oczywiście – Raster („Życie codzienne...” Wilhelma Sasnala).


Osobną ścieżkę stanowią wydawnictwa łączące na równych prawach tekst literacki i komiksy, np. zrealizowana z inicjatywy Nowego Teatru „Miejska Powieść Odcinkowa” oraz opublikowana przez krakowski „Znak” Księga innych ludzi Zadie Smith. Jednak na dobrą sprawę proces „oswajania” kultury druku przez świat sztuki został w Polsce dopiero rozpoczęty – stosunkowo niedawno pojawiły się na naszym rynku pierwsze „wystawy – książki” („Warsaw Does Not Exist”, „Surogat”). Niezależnie od tego nie należy również ignorować potencjału, jaki niesie ze sobą druk niskonakładowy (w limitowanych nakładach kolekcjonerskich), wykorzystujący w nowy sposób osiągnięcia z zakresu „tradycyjnej” grafiki warsztatowej.
Osobną kwestią jest potrzeba szeroko zakrojonej działalności edukacyjnej i promocyjnej, pozwalającej zniwelować w pewnym stopniu problemy, związane z jednostronną recepcją komiksowego medium. Wyraźną bolączką jest także deficyt wydawnictw naukowych na ten temat, wynikający z braku zainteresowania historyków sztuki tą dziedziną; równie niechętnie odnoszą się do tej kwestii krytycy artystyczni.



Prawdopodobnie to właśnie brak odpowiedniej promocji owocuje brakiem zainteresowania ze strony kolekcjonerów aktualnej sztuki (przypadek ArtBazaar jest na tym tle chlubnym wyjątkiem). Co znamienne – żaden polski autor komiksów nie osiągnął w ramach rynku sztuki pozycji porównywalnej ze statusem najbardziej celebrowanych uczestników artystycznego obiegu (pomijając przypadki gdy artysta „z górnej półki” incydentalnie sięgał po komiksowe medium).
Biorąc pod uwagę wszystkie wymienione czynniki, proces „wchłaniania” komiksowych realizacji przez rodzimy artworld potrwa zapewne jeszcze kilka lat – liczę jednak na to, iż inicjatywy w rodzaju „Orbis Pictus” pozwolą nieco przyspieszyć konieczne przemiany.


Czego możemy się spodziewać w kolejnych odsłonach projektu?

Na początku lutego jako koordynator „Orbis Pictus” uczestniczę w Międzynarodowym Festiwalu Kultury Komiksowej „Ligatura” w Poznaniu, gdzie pojawi się możliwość konfrontacji projektu z analogicznymi inicjatywami z całego świata.

Będziemy też kontynuować rozpoczętą w zeszłym roku współpracę z krakowską Akademią Sztuk Pięknych – na wiosnę planujemy kolejną odsłonę eksperymentalnych warsztatów „Niepodległość komiksów” (przy okazji nadmienię, że niedawno ukazała się antologia prac powstałych w ramach zeszłorocznej edycji).
W dalszej perspektywie czasowej planuję – w oparciu o dotychczasowy model działań – kontynuowanie aktywności wystawienniczej, a także, być może, wydawniczej.


Równolegle zamierzam rozwinąć wielopoziomową działalność bloga „Orbis Pictus”, stanowiącego prawdopodobnie pierwszą w Polsce stronę poświęconą w całości komiksom o profilu eksperymentalnym – liczę na to, że stanie się ona punktem odniesienia w dyskusji na temat artystycznej „rehabilitacji” tego gatunku. Być może prowadzona przy tej okazji działalność „badawcza” (pogłębiana przy okazji corocznych łódzkich Sympozjów Komiksologicznych) zaowocuje obszerniejszą publikacją, zawierającą nową, alternatywną wobec dotychczas wypracowanych, wizję historii polskiego komiksu.
Zapraszamy na ostatnią z cyklu wystaw:
Kuba Woynarowski - „Stilleben”
8 styczeń 2010 – 13 styczeń 2010
Floriańska 22 / Kraków
wernisaż wystawy: 8 I 2010 / godz. 19.30
wystawa czynna codzienne w godzinach 16.00 – 19.00

Na zdjęciach fragmenty prac artystów z dotychczasowych wystaw:
Agnieszka Piksa (zdjęcia 1-5), Julian Antonisz (praca wykonana w wieku 12 lat), Justyna Gryglewicz, Kuba Woynarowski (zdjęcia 8-10), widok ogólny wystawy Literatura, Maciej Chorąży, Maciej Sieńczyk, Małgorzata Jabłońska.

05 stycznia, 2010

Kamil Kuskowski - "Prace Wybrane" Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze

"Prace Wybrane" Kamila Kuskowskiego to wystawa jaka pokazana była w Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze w październiku ubiegłego roku. Matariał video dostaliśmy dzięki uprzejmości Muzeum. Na wystawie zaprezentowane zostały wybrane realizacje Kamila z kilku ostatnich lat. Zapraszamy na krótką relację.

04 stycznia, 2010

Perfekcyjny dzień w Nowym Roku

Na półkę kolekcjonera trafia dziś katalog towarzyszący wystawie Zbioka we Francji „Perfect Day”. Cały katalog to całostronicowe ilustracje, prace Zbioka pokazujące jego perfekcyjny dzień. Co się składa na perfekcyjny dzień? Między innymi poranna kawa, praca na komputerze, jazda na deskorolce oraz na rowerze.


Życzymy perfekcyjnego nowego roku.

31 grudnia, 2009

Kolekcja ING w Galerii Leto

Dzisiaj czas podsumowań i planów na przyszły rok. W Dzienniku i Gazecie Wyborczej bardzo trafne podsumowania Anny Theiss i Doroty Jareckiej. Wystawa kolekcji ING jaką można obejrzeć w Galerii Leto to też pewnego rodzaju podsumowanie tego co dzieje się w najnowszej sztuce polskiej. Zapraszamy do obejrzenia wystawy i do przeczytania recenzji Aleksa Hudzika na ArtBazaar Art Diary.