30 listopada, 2006

Aukcyjny maraton na warszawskiej ASP

Takiej aukcji, jeżeli chodzi o rozmiary przede wszystkim, jeszcze nie było. Przez trzy dni, na pięciu sesjach Wielkiej Aukcji Sztuki licytowanych będzie, jak zapowiadają organizatorzy, „około tysiąca prac” (ciekawe, czy ktoś policzył, ile dokładnie?).
Aukcja organizowana jest przez warszawską Akademię Sztuk Pięknych oraz prywatną firmę Art&Design Marek Pietkiewicz. Na tych monstrualnych rozmiarami aukcjach licytować będzie można (głównie) prace profesorów i studentów warszawskiej uczelni.
Ilościowo wybijają się dwaj malarze – Roman Opałka (naliczyłem 95 prac, głównie studenckich z lat 50., które Marek Pietkiewicz regularnie wystawiał dotąd na aukcjach po kilka sztuk) oraz Bogusław Szwacz (naliczyłem prac 56). Kolejnych twórców warszawskich jest już mniej – choć ze względów ilościowych warto wspomnieć o 26 pracach Janusza Przybylskiego. Czy taka „hurtowa” sprzedaż prac może się zakończyć sukcesem? Wątpię.
Oprócz tych trzech artystów jest jeszcze duża liczba innych warszawskich profesorów i artystów, choć po cenach zdecydowanie wysokich – cena wywoławcza dobrych „Przedmiotów” Jana Tarasina wynosi 50 tysięcy PLN, „Pejzażu” Tadeusza Dominika – 16 tysięcy PLN, małego obrazu Teresy Pągowskiej – 16 tysięcy PLN. A do tego trzeba jeszcze doliczyć aż 17 % - 10 procent prowizji oraz siedem procent VAT .
Ciekawsze ceny są na prace na papierze Tadeusza Kantora i Mirosława Bałki – bo te prace kosztują po 1500 PLN i pewnie zdrożeją na aukcji. Jest również kilkanaście fajnych prac Marka Sapetty, których ceny wywoławcze jednak już są zbliżone do tych uzyskiwanych ostatnio na aukcjach przez tego artystę.
Ceny na młodych artystów, tych nieznanych, zaczynają się od kilkuset złotych, ale powiem szczerze, nic ciekawego nie znalazłem. Ceny wywoławcze młodych, ale już znanych – jak na przykład Piotra Wachowskiego, Laury Paweli czy Karoliny Zdunek z dodaniem prowizji i VAT, są zbliżone do cen galeryjnych. Chyba że będziemy na tych aukcjach, wzorem części warszawskich domów aukcyjnych, licytowali również w dół. Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na jeden aspekt, poruszony we wstępie przez rektora ASP, Ksawerego Piwockiego. Aukcja ma pokazać studentom, jak wygląda „profesjonalnie przeprowadzona aukcja”. Otóż jeżeli opisy prac unikatowych (rysunek, gwasz, akryl czy olej) są bardzo dobre, to prac seryjnych – słabo. Przede wszystkim nie wymieniają edycji – podstawowej, obok jakości i piękna pracy, kwestii przy pracach seryjnych. I dotyczy to wszystkich prac oferowanych na aukcji. Nie wiem, ile jest „Kropli krwi” Zbyszka Libery (oferowanych jest 10 prac na aukcji), w jakiej edycji są ‘video stills’ Zuzanny Janin z pracy „Walka”, w jakiej edycji zrobił swoje ciekawe fotografie Maciej Osika, czy w jakiej edycji jest sitodruk „W stronę liczenia” Romana Opałki. Mam nadzieję, że chociaż podczas licytacji uczestnicy aukcji zostaną poinformowani, co licytują. Jeśli nie ma edycji – to też jest informacja dla kolekcjonerów (przepraszam, pan rektor nazywa nas „zbieraczami”)...

1 komentarz:

K pisze...

Szczerze mówiąc wymyka mi się sens robienia takiej aukcji - ani w tym nie widzę sławy - fakt że w paradę Markowi wszedł strajk poczty, ale jakoś ten event nie rzucał sie w oczy -,ani pieniędzy - jak widziałem pierwsze licytacje.
Byłem 30 min, zlicytowano 60 pozycji przez ten czas - tempo imponujące.
Oprócz niefortunnych zacheceń prowadzącego - typu "prof. Szwacz ma 94 lata i jest to ostatnia okazja kupna płótna profesora za jego życia", warte pozytywnej uwagi były : ubiór aukcjonera (muszka !) oraz oczywiście piękne asystentki :)