31 stycznia, 2013

"Zbankrutowałem. Koniec rycia na przodku" - mówi Honza Zamojski

W ubiegłym tygodniu na fejsbukowym profilu Morava Books pojawił się zaskakujący wpis: „Po trzech latach, 14 książkach i 3 edycjach oraz 12 odcinkach wykładu "Jak to jest zrobione", Wydawnictwo Morava kończy działalność.”. Na początku myśleliśmy, że to żart. Ale okazało się, że niestety to prawda. Dlaczego? – zapytaliśmy Honzę Zamojskiego, twórcę „Moravy”.

Jeszcze w grudniu współorganizowałeś Rookie Festivial, na którym, obok Moravy, pojawili się wydawcy "artist book'ów" z całego świata. A teraz informacja o zamknięciu Moravy. Zupełnie nas to zaskoczyło. Co się stało?



Zbankrutowałem. Przez ostatnie kilka miesięcy tyrałem tylko po to, aby zarobić $ na prowadzenie działalności, nie mówiąc o pracy nad nowymi tytułami. A ponieważ wydawnictwo było od początku nastawione na rozwój, zwiększanie nakładów i poszerzanie oferty, wolałem je zamknąć niż ograniczać działalność do wrzucania postów na fejsie. Kryzys jest dobrym czasem na nowe ruchy. W ciągu trzech lat wydałem w Moravie 14 książek i 3 limitowane edycje prac artystów, dałem też 12 reczitali opowiadając o tym „Jak to jest zrobione”. Może czas trochę zwolnić.

Na ile na Twoją decyzję miał fakt, o czym mówiłeś w tekście w "Polityce" (zobacz tutaj), że w Polsce pozycje Morava Books były naprawdę dla koneserów i sprzedawałeś książki głównie przez dystrybutorów zagranicznych?


Ja zawsze chciałem, aby te książki, mimo swojej hermetyczności, trafiły do szerszego grona odbiorców. Wystarczyłoby, aby trafiły do tych, którzy interesują się sztuką. Wydawało mi się, że ryjąc na przodku, mając dobrą dystrybucję i promocję uda się je sprzedawać też w Polsce. Nie udało się.

 
Czy tę decyzję traktujesz również jako porażkę "pioniera" na polskim rynku "artist booków"?

Nie, ponieważ w ciągu 3 lat udało się zrobić naprawdę dużo i ta robota procentuje. Decyzja jest przemyślana i nie mam zamiaru przedłużać agonii Moravy ani reanimować wydawnictwa za miesiąc lub za rok. C’est tout.

Czy tekst w "Polityce" był trochę "mową pogrzebową"? Tak na marginesie, czy po tym tekście odezwali się do Ciebie kolekcjonerzy chcący kupić książki Moravy? Bo do nas (ArtBazaar Records) napisała JEDNA Pani i kupiła książkę Radka Szlagi...

Tak, jeden Pan kupił 5 tytułów. Długo rozmawiałem z autorem tekstu – Sebastianem Frąckiewiczem. On specjalizuje się w komiksie, jest dziennikarzem i w podobny sposób diagnozujemy aktualny stan rzeczy. Pozornie, wszystko się rozwija i co jakiś czas powstają nowe inicjatywy. Tak to wygląda w mediach. Natomiast ja widzę drugą stronę medalu. Wszyscy staliśmy się producentami, więc nie mamy już ani czasu ani ochoty na konsumowanie „kultury”. Nie ukrywam też, że dysproporcja między pozycją Moravy i sprzedażą za granicą, a sytuacją w Polsce jest frustrująca. Hype w prasie i zamówienia na poziomie kiepskiego żartu. Wiecie, gdzie się najmniej sprzedawało książek? W Poznaniu.

 
No tak… Jak widzisz szansę, że pojawią się Twoi naśladowcy? Że powstaną nowe wydawnictwa?



Szczerze? Nie ma szans. 3 lata temu byłem pewien, że wraz z rozwojem “rynku” zaczną się pojawiać podobne inicjatywy. Był przecież zin Piotrka Grabowskiego, była „Krecha”, wy też zaczęliście działać, było wydawnictwo 40 000 Malarzy. Po kilku latach część z tego nie istnieje, a reszta jest niewiele dalej niż na początku swojej drogi. Ale zajawkowicze zostaną. Szacunek dla nich.

Jakie były największe "przeboje" Moravy?



Największym bestsellerem był zbiór przepisow kucharskich „My Grandma’s Recipes” Davida Horvitza. David zebrał przepisy swojej babci, ja zaprojektowałem tekturowe pudełko. Przepisy te są wydrukowane w skali 1:1. Całość ma nostalgiczny charakter, jednocześnie doskonale charakteryzuje metodę pracy Horvitza i interesującą go refleksję nt. metod dystrybucji wiedzy. Niektorzy mogą nie zauważyć, ale jest to jedyna publikacja Moravy, która wyszła na licencji CC, przepisy można kopiować, rozdawać, kompletować samemu. Cały czas mam zapytania o tę pozycję, mimo, że od dawna jest ona niedostępna. No i David również ma ochotę na drugie wydanie. W Polsce spore zainteresowanie wzbudziły „Wazony” Roberta Maciejuka, a za granicą „Bus” Uri Arana i „The Climbing of Buildings, Fences and Other Opportunities” Jeroena Jongeleena.

 
Wydanie której książki sprawiło Ci największą radość?

Zdecydowanie pierwszej czyli „Jak jsem potkal d’abla”. Była ona trzykrotnie drukowana, ponieważ dwa razy w procesie druku pojawiły się technologiczne wpadki. Więc jak już w końcu dostałem gotową książkę do ręki to poczułem, że to jest znakomity początek, że dalej może być tylko lepiej. No i, że nie ma odwrotu, skoro jest pierwsza pozycja to musi być następna.

Czy to już koniec Twoich projektów wydawniczych?


Absolutnie nie, po prostu kończy się kolejny etap mojej pracy redaktorskiej. Zaczynałem 10 lat temu robiąc pierwszy pdf. zin w Polsce – „Pornoffiti”, potem był czas Galerii Starter w Poznaniu i kilka wystaw, które kuratorowałem, redagowałem. Potem Morava i intensywna praca z artystami. Papier, książki i, jak ja to nazywam, „redagowanie rzeczywistości”, są nadal istotne, ale chcę działać na większą skalę i chcę robić coraz lepsze książki. Z Robertem Maciejukiem robimy książkę na wystawę w Zachęcie, przy okazji wystawy w Galerii Foksal też powstanie publikacja. Oprócz tego kilka mniejszych druków na pewno w tym roku się pojawi. Zapraszam też na pożegnalną wystawę Moravy, jakoś w połowie marca w Raster Editions.

 
Czy teraz chcesz już być przede wszystkim artystą?

Mam skłonności do porządkowania i klarownych podziałów, kategorii, katalogowania. Ale nigdy nie dzieliłem własnej praktyki na wydawniczą i artystyczną. Zawsze jedno wynikało z drugiego i uzupełniało się nawzajem. Tak więc oprócz skreślenia Moravy z rejestru podmiotów prowadzących działalność gospodarczą – CEIDG, nic się nie zmieniło w mojej codziennej pracy. Mam w planach wystawy, własne książki, pracę nad książkami dla innych oraz projekty kuratorskie. Trzeba robić, żeby zrobić. 

Na zdjęciach Honza Zamojski ze swoimi projektami Moravy, kubkiem ze znakiem wydawnictwa, pierwszą książką, "Jak to jest robione" (zdjęcia dzięki uprzejmości artysty)

1 komentarz:

Marcin Bruszewski pisze...

Zupełnie szczerze to bardzo smutna wiadomośc. Ksiązki wydawane przez Honzę są/było nie powtarzalne - pozostaje mi liczyć, że ktos inny może Art Bazaar podejmie rękawicę i będzie w jakiejś formie kontynuować misje Moarvy propagowania piekna i ciekawego "dizajnu" w dziedzinie edycji książek. Pozdrawiam Honzę i Art bazaar. Marcin bruszewski