12 kwietnia, 2013

Cykl życia polskiego kolekcjonera

Czy tworzeniu kolekcji towarzyszą takie same emocje jak zaczynamy i jak kontynuujemy naszą przygodę? Jak zdobyte doświadczenia wpływają na nasze wybory? Kiedy stajemy się kolekcjonerami?


Chcielibyśmy rozpocząć nowy cykl artykułów zbierających nasze i wasze dotychczasowe doświadczenia. Ciekawi jesteśmy, czy są one uniwersalne, czy ci z was którzy czytają naszego bloga, kolekcjonując, zbierając, kupując sztukę, mają takie same doświadczenia? Nazwaliśmy to cyklem życia polskiego kolekcjonera, gdyż na podstawie naszych doświadczeń bycie kolekcjonerem to nie to samo, kiedy kupuje się pierwszą i setną pracę, to nie to samo w pierwszym i dziesiątym roku kolekcjonowania sztuki najnowszej. Zauważalne są pewne dość wspólne u wielu kolekcjonerów okresy (nazwaliśmy je fazami), której tutaj chcielibyśmy opisać i nazwać. Dzisiaj pierwszy z odcinków. Kolejne w nadchodzących tygodniach.

Faza pierwsza, czyli wiele dróg prowadzi do pierwszego zakupu dzieła sztuki

Pierwszy zakup dzieła sztuki jest jednym z najważniejszych aktów w życiu kolekcjonera. Jakiekolwiek drogi by nas nie doprowadziły do tego miejsca, jest ono bardzo ważne. Pozwala bowiem na pewne psychiczne uwolnienie się od wartości materialnej (jaką są pieniądze i ich siła nabywcza) i zamienienie ich na wartość symboliczną (jaką jest dzieło sztuki). Łatwo kupuje się drogie ubrania, sprzęt sportowy czy lepszy samochód. Nawet przy wysokich cenach, łatwo jest nam uzasadnić potrzebę posiadania czy też wymiany starszego na nowszy egzemplarz (na przykład telewizora). Są to zakupy akceptowalne przez rodzinę czy znajomych. Lub też dopuszczające nas do pożądanych kręgów towarzyskich. Czy też kreujące nasz image (iPad, najnowszy model kultowego samochodu).

A kupno obrazu, fotografii czy rzeźby? W Polsce generalnie jest absolutnie niezauważalne, przezroczyste. W najlepszym wypadku usłyszycie komentarz, że dziecko waszych znajomych podobnie rysuje… Lub też ktoś zacznie sobie przypominać nazwisko malarza, który właśnie umarł… Albo ktoś powie o obrazach zrabowanych podczas kradzieży stulecia. Przełamanie się i zrobienie pierwszego zakupu jest dużym wyzwanie mentalnym. Kupując dzieło sztuki odkładamy bowiem na bok wszystkie inne prestiżowe czy życiowe zakupy. Warto dodać w tym miejscu, że ten pierwszy zakup jest zwykle bardzo emocjonalny. Wyłożyliśmy dużo pieniędzy na ukochane dzieło sztuki i jeszcze nie wiemy, czy naprawdę nam się podoba i czy aby nie jest podrobiony (w domu przypominamy sobie, że mieliśmy zapytać o certyfikat). I z reguły, choć nie zawsze, ten pierwszy krok jest nieudanym zakupem. Na szczęście o tym przekonamy się dopiero za kilka lat.

Z naszych doświadczeń, rozmów z innymi kolekcjonerami wynika, że pierwsze zakupy są z reguły „nietrafione” i zazwyczaj trafiają do domu (na ściany) naszych rodziców. Sentyment do pierwszych zakupów pozostaje, wstyd się do nich przyznać, sprzedać to ciężko, tak więc trafiają albo za przysłowiową szafę albo do rodziców (polska specyfika?). Ci którym udało się trafić z pierwszym zakupem, to prawdziwi szczęśliwcy. Dlaczego te pierwsze zakupy są nietrafione? Gdyż zazwyczaj są albo emocjonalne (marzymy o jakimś „nazwisku” – ja marzyłem o Beksińskim) albo funkcjonalne (zapełniające miejsce na ścianie), albo nie do końca przemyślane. Oczywiście bardzo rzadko ktoś już na tym etapie wie, czego chce, planuje całą kolekcję i ma tak ukształtowany gust, że jest w stanie świadomie dokonać zakupu. Oczywiście strach przed popełnieniem błędu nie powinien powstrzymywać nas przed tym pierwszym zakupem, gdyż jest to inicjacja, przez którą przechodzą wszyscy. Przyniesienie, powieszenie pracy w domu, emocje związane z kontaktem z dziełem sztuki, to pierwsze kolekcjonerskie szlify.

Czy kupując pierwszą prace stajemy się kolekcjonerami? Oczywiście tego jeszcze nie wiemy. Zrobiliśmy pierwszy, najważniejszy krok, zakończyła się pierwsza faza. Kolejne zakupy będą łatwiejsze, będą już czym innym motywowane. Ale o tym w następnym odcinku. Tymczasem czekamy na wasze komentarze na blogu i na Facebooku.

2 komentarze:

Agata Ubysz pisze...

Wyborne!
...W najlepszym wypadku usłyszycie komentarz, że dziecko waszych znajomych podobnie rysuje… Lub też ktoś zacznie sobie przypominać nazwisko malarza, który właśnie umarł…

Wodzu pisze...

Hmm, pierwszy krok nie był taki trudny, zwłaszcza że podciągnąłem go do kategorii "inwestycja". I były to od razu trzy obrazy. Pierwsza kupiona później rzeźba doskonale sprawdza się jako ciężarek.. Dla mnie dużo trudniejszy był krok kolejny, gdy po -nastym obrazie okazało się, że i u rodziców, i we własnym mieszkaniu nie powieszę ich więcej. Więc.. kupować kolejne, aby stały za kanapą? Kolejnym krok było parędziesiąt, gdy coraz bardziej palącym stało się zadbanie o właściwe ich przechowywanie. Na tym etapie obrazy wisiały już u padu znajomych i tym samym zaczyna pojawiać się pytanie - jak zabezpieczyć się np przed kradzieżą. I czasami pytanie - co dalej? Bo pomimo braku założeń (poza jednym - dzieło musi się mi podobać), kolekcja zaczęła mieć dwa główne nurty i parę przypadkowych prac. Kolejny.. ale tutaj poczytam najpierw opinie innych