Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania younger than jesus, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania younger than jesus, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty

23 grudnia, 2009

"How It Is" Mirosława Bałki wygrało Wasz ranking na wydarzenie roku 2009

Wystawa Mirosława Bałki w Hali Turbin w londyńskiej Tate Modern zwyciężyła w naszym głosowaniu na wydarzenie 2009 roku w polskiej sztuce współczesnej. Nie jest to zaskoczenie, sam też głosowałem na to wydarzenie, bo naprawdę nie pamiętam, kiedy indywidualna wystawa polskiego artysty wywołała tak wiele emocji. Ta świetna instalacja będzie jeszcze zobaczenia do 5 kwietnia.
Drugie miejsce zajęła wystawa, która skończyła się dosłownie kilka dni temu. Andrzej Starmach w krakowskim Muzeum Narodowym pokazał swoja kolekcję (czy też kolekcje Galerii Starmach), na której można uczyć się polskij Sztuki najnowszej. Oby więcej takich wystaw w przyszłości.
Ostatnie miejsce na podium zajęły wspólnie dwie warszawskie wystawy. Trwająca właśnie w Zachęcie retrospektywa Zbigniewa Libery oraz wystawa sprzed wakacji – „Niezgrabne przedmioty” w MSN (Alina Szapocznikow w towarzystwie Louise Bourgeois, Pauline Boty czy Marii Bartuszovej). Obie świetne i ważne wystawy.
Bardzo blisko podium było wydarzenie bardzo bliskie mojemu sercu – udział Ani Molskiej, Wojtka Bąkowskiego i Jakuba Julian Ziółkowskiego w przekrojowej wystawie młodej sztuki „Younger than Jesus” w New Museum w Nowym Jorku. Myślę, że rangę polskiego akcentu tej wystawy docenimy dopiero po czasie.
Dalsze miejsca zajęły Polska Year! W Wielkiej Brytanii oraz otwarcie Parku Rzeźby na Bródnie w Warszawie.
Dziękujemy wszystkim za udział w głosowaniu. Wzięły w nim udział aż 282 osoby. Poniżej ostateczne wyniki głosowania.

1. Instalacja „How It Is: Mirosława Bałki w Tate Modern – 99 głosów
2. Wystawa kolekcji Galerii Starmach w MN w Krakowie – 80 głosów
3. „Niezgrabne przedmioty” Aliny Szapocznikow w MSN – 41 głosów
3. Retrospektywa Zbigniewa Libery – 41 głosów
5. Trójka polskich artystów na wystawie „Younger than Jesus” – 39 głosów
6. Polska Year! w Wielkiej Brytanii – 29 głosów
7. Otwarcie Parku Rzeźby na Bródnie – 26 głosów
8. Wystawa kolekcji Dariusza Bieńkowskiego w Galerii Atlas w Łodzi – 19 głosów
9. Wystawa „Części/Chunks” Konrada Smoleńskiego w Galerii Leto – 14 głosów
10. Kongres Kultury Polskiej w Krakowie – 13 głosów
10. Powołanie Obywatelskiego Forum Sztuki Współczesnej – 13 głosów
12. Wystawa „Prace” Michała Budnego w CSW w Warszawie – 10 głosów
13. Wystawa „Siusiu w torcik” w warszawskiej Zachęcie – 8 głosów
14. „Złoci ludzie” – akcja Pawła Althamera w Brukseli 4 czerwca – 3 głosy

Zdjęcie Mirosława Bałki dzięki uprzejmości Tate

11 grudnia, 2009

Wybieramy wydarzenie roku 2009

Zbliża się koniec roku – niezwykle ciekawego i obfitującego w bardzo elektryzujące wydarzenia. Nie były to, i to jest ciekawe, wydarzenia tylko artystyczne. Spotkanie na Kongresie Kultury uświadomiło wielu osobom, jak głos środowiska może być słyszalny tylko wtedy, gdy będzie ono środowiskiem. Obywatelski ruch w obronie niezależności sztuki najnowszej, zapoczątkowany wydarzeniami przy powołaniu dyrektora tymczasowego Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie, miał swój finał w powołaniu Obywatelskiego Forum Sztuki Najnowszej. Ale wróćmy do sztuki, bo ona jest przecież najważniejsza i najciekawsza.

Głosowanie trwa do 22 grudnia do godz. 12.00. Zapraszamy do paska obok. Można głosować na więcej niz jedno wydarzenie.

Oto nasze propozycje:

Instalacja „How It Is” Mirosława Bałki w Hali Turbin w Tate Modern w Londynie.
Nie pamiętamy, kiedy Wystawa polskiego artysty wywołała tyle emocji, recenzji, komentarzy, co znakomita instalacja Mirosława Bałki w monumentalnej przestrzeni Tate.

„Polska Year!” w Wielkiej Brytanii.
Znakomicie przygotowany z wielkim rozmachem program promocji polskiej kultury w jednym z jego światowych centrów. Przykład, jak kultura może posłużyć w promocji kraju.

Wystawa kolekcji Galerii Starmach w Muzeum Narodowym w Krakowie.
Polscy kolekcjonerzy rzadko pokazują swoje zbiory. A szkoda, bo przy mizerii zbiorów muzealnych często dzięki nim poznać można historię polskiej sztuki współczesnej i najnowszej.

Wystawa kolekcji Dariusza Bieńkowskiego w Galerii Atlas w Łodzi.
Kolejny przykład wspaniałej kolekcji, której może pozazdrościć niejedno Muzeum . W tym wypadku dodatkową atrakcją był fakt, że kuratorem wystawy był Józef Robakowski.

Trójka polskich artystów na wystawie „Younger than Jesus” w New Museum w Nowym Jorku.
Anna Molska, Wojciech Bąkowski i Jakub Julian Ziółkowski, nie tylko znaleźli się w 50. młodych artystów z całego świata pokazanych w New Museum, ale w opinii wielu recenzentów, należeli do jednych z najciekawszych z tej „50”.

Kongres Kultury Polskiej w Krakowie.
Wrześniowy kongres niewątpliwie przyczynił się do integracji środowiska. Zauważalna była tez nieobecność premiera Donalda Tuska na kongresie.

Obywatelskie Forum Sztuki Najnowszej.
Pierwsza od lat inicjatywa w świecie sztuki. Na grudniowe spotkanie w Muzeum Narodowym w Warszawie przyszło ponad 100 osób. Czekamy na efekty działań zespołów roboczych.

Wystawa „Prace” Michała Budnego w CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie
Znakomita, minimalistyczna wystawa w Zamku Ujazdowskim. Niezwykła siła prac z tektury, kartonu i sklejki. Niewątpliwie Michał Budny jest jednym z najważniejszych polskich rzeźbiarzy.

Retrospektywa Zbigniewa Libery w warszawskiej Zachęcie
Długo czekaliśmy, ale w końcu się doczekaliśmy. Trochę jak w bajce o „żelaznym wilku” – wielu o nim słyszało, ale niewielu widziało. W końcu możemy zobaczyć.

Otwarcie Parku Rzeźby na Bródnie w Warszawie
Projekt wyniesienia sztuki w przestrzeń publiczną, zmiany wizerunku miasta i dzielnicy. To długi i żmudny proces. Dobrze, że kolejny krok postawiono na Bródnie.

Wystawa „Niezgrabne przedmioty” Aliny Szapocznikow w warszawskim MSN
Siłą tej wystawy było nie tylko ponowne pokazanie najciekawszych, najważniejszych prac tej artystki, ale umieszczenie jej prac w szerszym kontekście kobiecej sztuki w Europie. Dlatego na „Niezgrabnych przedmiotach” można było zobaczyć również prace Lousie Bourgeois, Pauline Boty, Marii Bartuszovej czy Pauliny Ołowskiej.

„Złoci ludzie” czyli obchody 4 czerwca w Brukseli
Manifestacja, zaangażowanie i wspólne celebrowanie tak ważnego w historii Polski dnia. Wtedy jak i podczas tych obchodów wyszliśmy bo mieliśmy wspólny cel. W świecie sztuki trzeba zakładać złote kostiumy gdyż inaczej nikt nas nie zauważy.

Wystawa „Części/Chunks” Konrada Smoleńskiego w Galerii Leto
W dniu premiery, przed wejściem na wystawę wisiała kartka „wejście na własną odpowiedzialność”. Słuszna uwaga. Nikt nie chce brać odpowiedzialności za to co robi sztuka Smoleńskiego w naszych umysłach. „Wystrzałowa” wystawa.

Wystawa „Siusiu w torcik” – Karol Radziszewski przegląda zbiory warszawskiej Zachęty
Kontrowersyjny przegląd zbiorów Zachęty. Od najmniejszego do największego obrazu, poszukiwanie wątków homoerotycznych. Plus dla Zachęty za odwagę.

08 grudnia, 2009

"ideozy" - Instytut Awangardy w Warszawie

Zapraszamy na relację z Projektu „Ideozy” przygotowanego przez studentów historii sztuki UW. Autorem tekstu recenzji wystawy jest Aleksander Hudzik.

"Wielu podróży początki"

Malinowski i Witkiewicz podróżowali z Francji do tropików, profesor Turowski z tej samej Francji przyleciał do znacznie mniej tropikalnej Polski, a ja podróżowałem tylko na 11 piętro do atelier Edwarda Krasińskiego ,gdzie rozpoczyna się kolejna podróż, która scala te wszystkie podróże. Podróż studentów warszawskiej historii sztuki w kuratorski świat.

Pod okiem profesora Andrzeja Turowskiego, przy współpracy z Fundacją Galerii Foksal, Muzeum Sztuki Nowoczesnej i Instytutem Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego narodził się naukowo artystyczny kombinat. Najpierw wykład profesora w Muzeum Sztuki Nowoczesnej „początek egzotycznej podróży”, później dyskusja w Instytucie Historii Sztuki, a wszystko zwieńczyła wystawa w Instytucie Awangardy (czyli dawnym mieszkaniu Henryka Stażewskiego i Edwarda Krasińskiego). Warto dodać, że przewidzianych jest 6 takich naukowych maratonów.

Za oknami atelier jesień i zimno, a w środku tropiki. Nie tylko tematyka, ale i temperatura odpowiadała tropikom, bo pokaźny tłumek zgromadzony na wystawie mocno podgrzewał atmosferę. A na ścianach i podłodze, do wycieczki Witkacego i Malinowskiego nawiązali artyści zdecydowanie „younger than Jesus”. Najmłodsza Katarzyna Przezwańska stworzyła „Ławkę” , obiekt z wielokolorowych worków ciekawie łączy kolorystykę cytującą tropiki i współczesny design. Instalacja służyła zgodnie z tytułowym przeznaczeniem, głównie tym, którzy oglądali film nieco starszej Goshki Macugi. Praca niestety nie słyszalna w wernisażowych warunkach jest zapisem podróży za historykiem sztuki, Aby Warburgiem. Nie tylko tej transatlantyckiej podróży do USA, ale i podróży artystyczno naukowej. Gry artystki z teoriami historyka. Ciekawy jest tekst „Knowing this – Goshka Macyga w rozmowie z Moniką Szymczyk” o pracy artystki nad projektem „I am become death” i zainteresowaniach, które do tej pracy ją inspirowały.

Kolejnym młodszym od Jezusa artystą, którego kuratorzy namówili do współpracy, jest Jakub Ziółkowski. Silnym akcentem na dzień dobry jest jego gwasz „Burek i Marysia na Cejlonie”. Tytuł i forma trawestują znane dzieło Witkacego. Pastisz dość interesujący, ale wydaje mi się być obrazem (ponoć powstałym w 3 dni) mniej wymownym niż trzy pozostałe prace Ziółkowskiego. Najbardziej interesującą z nich, jak dla mnie, jest totem maska „totem malarza”. Cejlońska maska nabiera tu dość dwuznacznego wydźwięku, komentując pozę maską, którą po tropikalnej wizycie przyjął Witkacy również możliwości twórcze artysty. W masce zderzyła się też kultura z ,w której taka maska ma swój rodowód i kultura artysty ,który tematu się podejmuje.

Jeszcze młodsi od młodych artystów kuratorzy zorganizowali ciekawą wystawę. Trochę sztywno trzymającą się ram tematycznych wykładu profesora Turowskiego. Wynikało chyba z debiutanckiej roli kuratorów i krótkiego czasu na przygotowanie całego przedsięwzięcia. Warto też zauważyć, że wystawa zwróciła na siebie uwagę nie tylko studentów (dodajmy, że pracownicy IHS bez wyjątku nie pojawili się na wernisażu), przykuli uwagę szerszej grupy pasjonatów sztuki. Oby, nie były to miłe złego początki, frekwencja utrzymywała się na równie wysokim poziomie, a kolejne wystawy rozrastały się do coraz większych przedsięwzięć.

02 grudnia, 2009

Dziś w nocy startują targi Art Basel Miami Beach

Już dziś w nocy czasu polskiego w dalekim i słonecznym Miami rozpoczynają ostatnie tegoroczne targi sztuki najnowszej – Art Basel Miami Beach. Targi potrwają do niedzieli 6 grudnia i będą prawdziwym testem siły rynku w samej „jaskini lwa”. Organizatorzy spodziewają się około 40 tysięcy zwiedzających, w tym wiele sław pop kultury.
Ubiegłoroczne wypadły wyjątkowo słabo, większość galerii nie zarobiła nawet na koszty udziału w tych targach. Dlatego też, mimo wysiłków organizatorów, Art Basel Miami Beach są bardziej amerykańskie niż kiedykolwiek. Po prostu, część galerii europejskich zdecydowała się nie pojechać „w niepewne” do USA. Aż 60 galerii z biorących udział w ubiegłorocznych targach zostało w tym roku w domu. Nie będzie na przykład warszawskich galerii, które brały udział w tych targach rok temu – Fundacji Galerii Foksal oraz Rastra. Zarówno FGF, jak i Raster, wybrały w tym roku Londyn i targi Frieze. Organizatorzy, bo dobrych wynikach londyńskich i paryskich targów, są jednak dobrej myśli i liczą, że ubiegłoroczne, siódme już tragi Art Basel Miami Beach, były najgorsze w historii. Ósma edycja może być tylko lepsza.
Brak polskich galerii nie oznacza, że polska sztuka będzie nieobecna. W ramach prestiżowego projektu Art Kabinett galeria Hauser&Witrh z Zurychu pokaże prace Jakuba Juliana Ziółkowskiego. To nie przypadek, bo przecież na wiosnę Ziółkowski został zauważony na wystawie „Younger than Jesus” w nowojorskim New Museum. Art Kabinett jest indywidualną prezentacją jednego artysty z najlepszych galerii biorących udział w targach. Hauser&Wirth pokaże cztery obrazy i sporo prac na papierze Ziólkowskiego. Warto zauważyć, że w ramach Art Kabinett zostaną też pokazani tacy artyści jak: Richard Prince, Olafur Eliansson, George Grosz, Anish Kapoor, Amy Silman czy Tom Wesselman. To już drugi polski artysta „zmęczony rzeczywistością” pokazywany w ramach tego projektu w Miami. Rok temu berlińska galeria CarlierGebauer pokazała prace Tomasza Kowalskiego.
Podczas targów w siedzibie Rubell Family Collection zostanie otwarta wystawa
„Beg Borrow and Steal”, na której zaprezentowany zostanie cały cykl „Untitled Film Stills” Anety Grzeszykowskiej, który Mera i Don Rubellowie kupili dwa lata temu w Bazylei. Warto też dodać, że są oni jednymi z pierwszych kolekcjonerów Cindy Sherman.
Tak więc, jak widać warto śledzić wydarzenia w Miami. Dodam tylko, że gazeta targowa, wydawana przez The Art Newspaper będzie dostępna online.
Na zdjęciach: praca Jakuba Juliana Ziółkowskiego "Gladiator" prezentowana na targach ABMB oraz praca Anety Grzeszykowskiej z cyklu „Untitled Film Stills” zrobiona na klatce schodowej kamienicy, w której jest Raster

17 czerwca, 2009

Z półki kolekcjonera: "Jakub Julian Ziółkowski"

Jak już pisałem w ubiegłym tygodniu w relacji z targów Art Basel, w czerwcu ukazała się pierwsza monografia Jakuba Juliana Ziółkowskiego. Wydana ona została, przy okazji wystawy artysty w Centrum Sztuki Współczesnej w Genewie. Wydawcą jest, co jest charakterystyczne dla kariery tego artysty, znacznie lepiej znanego za granicą niż w Polsce, znane szwajcarskie wydawnictwo JRPRingier Kunstverlag AG.
W monografii Ziółkowskiego znalazły się dwa teksty – jeden Katyi Garcii-Anton (historyka sztuki i dyrektorki Centrum Sztuki Współczesnej w Genewie) oraz Joanny Mytkowskiej (dyrektorki warszawskiego MSN). W książce można zobaczyć wybrane prace artysty począwszy od 2005 roku, w tym również te, które są na wystawie w Genewie, jak również prace pokazywane obecnie na wystawie „Younger than Jesus” w Nowym Jorku.
To obowiązkowa książka dla wielbicieli i kolekcjonerów „zmęczonych rzeczywistością” – można w niej znaleźć najważniejsze dla artysty prace, w tym szczegółowo omówioną i pokazaną „Wielką bitwę pod stołem”.
Książka ma 64 strony i aż 45 reprodukcji prac. Kosztuje odpowiednio 38 franków/25 euro/17 funtów i 35 dolarów. Wydana została w dwóch wersjach językowych – angielskiej i francuskiej. Polecamy!

14 czerwca, 2009

Lokal_30 i Czarna oraz inne srodkowoeuropejskie galerie w Bazylei

Jak już pisałem, na targach towarzyszących Art Basel znalazły się dwie polskie galerie – na targach LISTE w browarze nad Renem już po trzeci swoje stoisko miała galeria lokal_30, natomiast Czarna, która pokazywała się na targach Volta, debiutowała w Bazylei.
Lokal_30 obraz Karoliny Zdunek (wielki, czarno-biały blok w cenie 15 tysięcy euro), rzeźby Anny Baumgart (dziewczynka z obrazem, znana z Fotografii Henri Cartrier-Bressona, wykonanej podczas jego podróży do Meksyku)i Macieja Kuraka (obie rzeźby unikatowe, w cenach 13 tysięcy euro), abstrakcyjne obrazy Małgorzaty Szymankiewicz (małe prace w cenie 1200 euro, większe – 3000 euro), również abstrakcyjne fotografie pleśni Filipa Berendta (Ed.5, cena jednej Fotografii 350 euro) oraz rzeźbę inspirowaną Belmerem Zuzanny Janin (cena 3000 euro). Jak zawsze lokal_30 pokazał też program wideo, na który składały się prace Józefa Robakowskiego („Widok z mojego okna”) oraz Tomka Kozaka („Song of Sublime”). W momencie gdy odwiedziłem stoisko lokalu_30, sprzedana była rzeźba Anny Baumgart.
Z kolei galeria Czarna pokazała nowe prace Olafa Brzeskiego. Wielu zwiedzających targi intrygował znany z wystawy „Establishment” „Samozapłon” (cena 12 tysięcy euro, unikat), wystający ze ściany. Również i „Call me Breath” (8 tysięcy euro, unikat), zlicowany z boczną ścianą stoiska był często „dotykaną” pracą, mimo pokrycia jej brudzącą, czarną substancję. Na środku stoiska leżały z kolej spalone czarne kości (też unikat – 5000 euro), na bocznej ścianie wisiały szkice do wystawianych prac artysty, pokazujące jego drogę od pomysłu do realizacji. Do piątku Agnieszka Czarnecka nie sprzedała żadnej pracy, ale pokaz zaowocował wieloma propozycjami wystaw dla Olafa.
Warto jeszcze wspomnieć o innych, ciekawych galeriach z Europy Środkowo-Wschodniej, wystawiających się w Bazylei. Wspominana już przy okazji prezentacji prac Marzeny Nowak słoweńska galeria Podnar pokazała również bardzo ciekawe, unikatowe prace węgierskiego „klasyka” sztuki najnowszej (w kolekcji Zamku Ujazdowskiego w Warszawie), Attilli Csorgo. Jego „przestrzenie Moebiusa”, umieszczone na specjalnych, podświetlonych postumentach powstały dzięki specjalnemu aparatowi, który fotografuje, wykonując cząstkowe zdjęcia, panoramiczne zdjęcia 360 stopni (odbitki widoczne na ścianie). Następnie klisze były łączone w konstrukcje przypominające wstęgi Moebiusa. Cała prace, składająca się z „płaskiej” odbitki fotograficznej, kliszy i świetlistego postumentu kosztowały 13 tysięcy euro.
Z kolei na liste, solowym pokazem Gintarasa Didzapetrisa debiutowała litewska galeria Tulips&Roses, o której już pisałem przy okazji targów w Wiedniu. Wystawa tego młodego, 24-letniego artysty (już wybranego do 500 wystawy „Younger than Jesus”, z której później wybrano 50 uczestników) odbiła się dużych echem zarówno wśród kolekcjonerów, jak i kuratorów. Podstawową pracą pokazywaną na targach był projekt „Konceptas” (czyli po litewsku „Koncept”), składający się z autentycznej relacji radiowej z wypowiedziami mieszkańców wioski Konceptas (taka w rzeczywistości istnieje na Litwie) na temat Sztuki konceptualnej oraz zdjęć wioski (Ed.3, cena 4 tysiące euro). Do tego była konceptualna mapa wioski, (szkic-2000 euro), a także zdjęcie wystawy prac z lat 80. Gerarda Byrne wykonane tak, aby wyglądało na zdjęcie zrobione właśnie wtedy (ed.5, cena 1500 euro, trzy egzemplarze sprzedane).
Po raz trzeci na targach LISTE uczestniczyła też znana rumuńska galeria Plan B (Kluż/Berlin), która była pierwszą galerią pokazującą najnowszą sztukę rumuńską (galeria uczestniczyła m.in. w Willi Warszawa trzy lata temu). Do Bazylei Plan B przywiózł obrazy Serbana Savu (ceny od 4 do 14 tysięcy euro), rysunki Adriana Ghenie (ceny od 4 tysięcy euro) oraz ostatni dostępny egzemplarz znanej pracy Cipriana Muresana „Communism Never Happened”, wycięty z płyt z przemówieniami propagandowymi z czasu komunizmu (edycja 3/3, cena 10 tysięcy euro). Praca to obecnie jest pokazywana we Wrocławiu na wystawie kuratorowanej przez Anetę Szyłak na temat ostatniego 20-lecia.
Inna rumuńska galeria, Mihail z Bukaresztu wróciła na targi LISTE po ubiegłorocznym uczestnictwie w sekcji Art Statements na Art Basel. Obok szkiców Cipriana Muresana pokazała też trzy obrazy z początku lat 70. namalowane przez Iona Grigoriescu. Obrazy przedstawiają osoby, które podróżowały z Gigoriescu pociągiem w czasie gdy jeździł kilka razy w tygodniu 120 kilometrów z Bukaresztu na rumuńską prowincję uczyć rysunku, bo jaki „artysta niewłaściwy ideologicznie” nie mógł znaleźć innej pracy. Galeria Mihail zajęła się skatalogowaniem pracowni 65-letniego dziś artysty i odkryła serię rysunków i obrazów znanego przede wszystkim z performance’ów i zdjęć artysty. Tryptyk, który był wystawiony z ceną 12 tysięcy euro kupiło (oczywiście ze zniżką przysługującą instytucjom) Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, którego komisja zakupowa przyjechała do Bazylei. Wyprzedziło w ten sposób portugalskie Muzeum Sztuki najnowszej, które również chciało kupić te prace.
Z Czech już od trzech lat w targach LISTE uczestniczy galeria Hunt Kastner z Pragi, która w tym roku pokazała m.in. ciekawy projekt młodej czeskiej artystki Evy Kotakovej, która jako temat swoich prac obrała najbliższe otoczenie – dom, szkołę, rodzinę. Jej projekty – prace wideo, zdjęcia czy rysunki, zajmują się nadawaniem nowych kontekstów tym miejscom, pokazują mimowolną opresyjność tych środowisk. Na stoiskuHunt Kastner można było obejrzeć wideo z projektu Evy, która dwa miesiące zamknęła się w mieszkaniu, a następnie zamykała się w nim w jeszcze mniejszych przestrzeniach (róg pokoju, przetrzeń pod stołem). Innym projektem jest całkowite otaczanie się artystki przedmiotami – choćby książkami (ta praca jest teraz na biennale w Pradze. Jej rysunki z projektów można było kupić w cenach 400-600 euro, a zdjęcia (ed.5) – w cenie 500 euro.



11 czerwca, 2009

Polskie galerie na 40. Art Basel

Jak już pisałem, w tegorocznych, 40. Art Basel biorą udział cztery polskie galerie – liczba rekordowa, świadcząca raczej o wyjątkowo mocnej pozycji tych galerii w światowym artworldzie niż o sile polskiego rynku sztuki współczesnej i najnowszej. Z Europy Środkowo-Wschodniej na Art Basel zakwalifikowała się jeszcze tylko jedna galeria – Podnar z Ljubljany/Berlina, a idąc dalej na wschód – jeszcze moskiewska XL Gallery.

Do Bazylei przyjechało też wyjątkowo wielu kolekcjonerów, i to zarówno prywatnych (jak choćby Grażyna Kulczyk) czy też instytucjonalnych (grupa przyjaciół Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie).

Najdłużej na Art Basel z polskich galerii jest Galeria Starmach z Krakowa. Andrzej Starmach przywiózł do Bazylei prace polskich klasyków współczesności. W środku stoiska stoi niewielka, wykonana z różowego marmuru rzeźba Aliny Szapocznikow, która jednak jest bardzo droga (150 tysięcy euro). Jak zawsze na stoisku galerii są też prace Edwarda Krasińskiego (w tym roku wyjątkowy sznur, jeszcze z metką cenową Desy) czy reliefy Henryka Stażewskiego (ceny 20-30 tysięcy euro za unikaty oraz 10 tysięcy euro za rzeźbę (edycja 100).

Na Art Basel znalazły się też prace tekstowe Stanislawa Dróżdża z lat 60., unikaty w cenie 25 tysięcy euro za sztukę. Sprzedały się też dwie abstrakcje malowane na drewnie Jerzego Nowosielskiego, obie trafiły do kolekcji w Szwajcarii. Z nowszej sztuki na stoisku galerii Starmach znaleźć można było obrazy Wilhelma Sasnala z lat 90. (ceny w okolicach 70 tysięcy euro) oraz fotografie Jadwigi Sawickiej.

- Prace zdecydowanie wolniej sprzedają się w tym roku, klienci dłużej się zastanawiają, przychodzą kilka razy – mówi Andrzej Starmach. – To już nie te czasy, kiedy w pierwszych minutach klienci szturmowali stoiska.

Potwierdzają to też inni polscy galerzyści. Klienci są zdecydowanie ostrożniejsi. Fundacja Galerii Foksal przywiozła do Bazylei prace większości swoich artystów – ogromna rzeźba Moniki Sosnowskiej, inspirowana konstrukcjami stoisk na stadionie X-lecia w Warszawie, a stojąca w centrum standu FGF, sprzedała się za 45 tysięcy euro. Podobnie jak dwa obrazy Wilhelma Sasnala, w cenie 40 i 80 tysięcy.Autoportret Pawła Althamera, kosztujący 120 tysięcy euro, być może trafi do kolekcji instytucjonalnej. Wielu kolekcjonerów jest zainteresowanych obrazami i pracami na papierze Jakuba Juliana Ziółkowskiego, uczestnika wystawy Younger Than Jesus w Nowym Jorku, który też właśnie otworzył pierwszą w solową wystawę w instytucji publicznej (Centrum Sztuki Współczesnej w Genewie). Tej drugiej wystawie towarzyszy katalog, który już wyprzedał się w targowej księgarni już pierwszego dnia. Na stoisku FGF można było kupić serie szkiców do rzeź Ziółkowskiego w większych grupach. Mniejsze kosztowały 20 tysięcy euro, większa – 40 tysięcy. Były też obrazy w cenach od 10 tysięcy euro. W końcu, niepozorne, trochę schowane za konstrukcją Moniki Sosnowskiej, świetne wideo Cezarego Bodzianowskiego (unikat), w cenie 10 tysięcy euro.

Po raz drugi na Art Basel jest galeria Raster, która w ramach części Art Statements pokazała solową wystawę Michała Budnego. Ciągnąca się przez całe stoisko czarna konstrukcja, nawiązująca do zapomnianego archiwum, była do kupienia za 20 tysięcy euro. Na razie się nie sprzedała, ale sprzedały się mniejsze prace artysty, w cenach od 3 tysięcy euro. Nie do kupienia są natomiast znane z wystawy w Rastrze okruszki, które Michał postanowił zachować dla siebie. Podczas targów miała miejsce premiera katalogu Michała Budnego, jednej z najładniej wydanych w tym roku ksiązek o sztuce. Napiszemy o niej wkrótce, bo pod kazdym względem, zarówno wizualnym, merytorycznym, jak i organoleptycznym.

Debiutująca na Art Basel galeria Żak/Branicka przygotowała projekt Pawła Książka pokazujący związki między architekturą modernizmu a filmami SF niemieckiego ekspresjonizmu. Na stoisku cały czas gra muzyka filmu „Metropolis”, będąca podkładem muzycznym do wideo krakowskiego artysty. Można też zobaczyć neon z czołówki filmy, a także obrazy (w ofercie są również wideo obrazy, ale ze względów technicznych nie zostały pokazane na stoisku) oraz zdjęcia. Obrazy, w cenach od 15 do 17 tysięcy euro, już prawie się sprzedały, podobnie jak jeden z wideo obrazów. Również wideo (Ed. 3) w cenie 4,5 tysiąca euro. Z kolei fotografie (Ed. 3) kosztują 2200 euro. Na pewno galerii pomógł artykuł w dystrybuowanym na targach dodatku na temat targów gazety Neue Zuericher Zeitung, w którym bardzo szczegółowo opisano historię powstania galerii i jej artystów. Żak/Branicka pokaże też, w ramach Art Video, prace Katarzyny Kozyry.

Jutro kolejna relacja z targów Art Basel. Zapraszamy!

04 czerwca, 2009

Dziś rozpoczyna się 53. Biennale w Wenecji

Dziś zamkniętym pokazem dla dziennikarzy, kuratorów i kolekcjonerów rozpoczyna się 53 Biennale w Wenecji. Jak zawsze co dwa lata Wenecja na początku czerwca przez następne trzy dni będzie pełna zaproszonych kolekcjonerów, przedstawicieli mediów i kuratorów z całego świata z badżami na piersi pędzących z jednej wystawy na drugą, od jednego narodowego pawilonu do drugiego. Tak będzie do siódmego czerwca, kiedy to Biennale Weneckie otworzy się dla szerokiej publiczności. A później, aż do 22 listopada, czyli do zamknięcia biennale, włoskie miasto po raz kolejny gościć będzie tysiące wielbicieli sztuki najnowszej, którzy wymieszają się z tysiącami innych, zwykłych turystów.
Oczywiście zawsze najważniejsza jest główna wystawa weneckiego biennale, przygotowana przez wybranego kuratora. W tym roku będzie to urodzony w 1963 roku Szwed, Daniel Birnbaum, który jest najmłodszym kuratorem w ponad 90-letniej historii biennale. Jego wystawa, zatytułowana jest „Making Worlds” i jak zawsze wzbudza wiele emocji, zanim jeszcze zostanie pokazana. Na liście artystów wybranych przez Birnbauma jest Polka mieszkająca od lat w USA – Aleksandra Mir. A sama lista jak zawsze jest ona mieszanką nowych nazwisk oraz wielkich (i często zapomnianych) mistrzów sztuki najnowszej.


Oprócz wystawy tytułowej w Wenecji obejrzeć będzie można 77 narodowych pawilonów (pełna lista tutaj ), w tym również pawilon polski, którego kuratorem jest Bożena Czubak, a w którym pokazana zostanie praca „Opti/Visitors/Goście” Krzysztofa Wodiczki. Tak więc po dwóch wystawach młodszych artystów (Artur Żmijewski i Monika Sosnowska) w pawilonie polskim znów pojawi się praca klasyka polskiej sztuki najnowszej. Więcej o niej można przeczytać na stronie warszawskiej Zachęty, która jak zawsze jest gospodarzem polskiego pawilonu. Ciekawe są inne pawilony narodowe – w kilku przypadkach wystawiać w nich będą artyści z innych krajów. I tak na przykład, co wywołało wiele kontrowersji nad Renem, w pawilonie niemieckim swoją pracę pokaże angielski artysta Liam Gillick. W pawilonie innego naszego sąsiada – Litwy zobaczymy prace mieszkającego w Nowym Jorku Litwina Zilvinasa Kempinasa, w pawilonie czesko-słowackim oglądać będzie można prace Romana Ondaka. W pawilonie rumuńskim wśród trójki artystów zagospodarowujących wystawę będzie Ciprian Muresan, uczestnik nowojorskiej wystawy „Younger Than Jesus” w New Museum.

Wiadomo też już, kto otrzyma honorowe Lwy Biennale w Wenecji w tym roku. Będą to uznani artyści amerykańscy: Yoko Ono i John Baldessari.
Na zdjęciach: pierwsze prace z wystawy kuratorowanej przez Daniela Birnbauma „Making Worlds” – praca Aleksandry Mir, obraz Pietro Roccasalvy oraz praca szwedzkiego artysty starszego pokolenia Oyvinda Fahlsroma

06 maja, 2009

VIENNAFAIR 2009 - prawdziwie "środkowoeuropejskie" targi

Dziś specjalnym pokazem dla VIP-ów rozpoczynają się wiedeńskie targi VIENNAFAIR. Potrwają do niedzieli 10 maja. Kryzys na rynku sztuki najnowszej, a tym samym mniejsza obecność galerii z Europy Zachodniej (w tym również samych galerii wiedeńskich), spowodowały, że pojawiło się więcej „miejsca” dla galerii z Europy Środkowej i Wschodniej. Tę sytuację galerie z naszego regionu wykorzystały znakomicie. Z Polski swój przyjazd zapowiedziało osiem galerii, a w spisie roi się też od galerii czeskich, słowackich, słoweńskich, węgierskich, rumuńskich czy bułgarskich.
Tymczasem część galerii wiedeńskich, zarówno te biorące udział w targach (jak Janda Galerie czy Krinziger), jak i te, które z targów zrezygnowały (jak na przykład Mayer Kainer) stworzyły specjalny projekt przygotowany przez czterech kuratorów i na dziś ogłosiły wernisaże tych projektów.
Ale wracając do targów. Weźmie w nich udział osiem polskich galerii – pięć galerii z Warszawy, jedna z Poznania, jedna z Berlina/Krakowa oraz jedna „bezdomna” (galeria Program obecnie nie ma siedziby wystawowej).

Zaczynając od Warszawy – do Wiednia przyjechały: Czarna, Heppen Transfer, Leto, lokal_30 i Simonis Gallery. Z Poznania – Galeria Pies, z Berlina – Żak/Branicka i jako ostatnią trzeba wymienić Galerię Program.
Galeria Czarna pokaże prace Teresy Gierzyńskiej, Olafa Brzeskiego czy Joanny Pawlik. Heppen Transfer (to debiut tej galerii na targach) – Bartosza Muchy czy Zofii Gramz.
Ponadto artyści z galerii zostali zaproszeni przez Pawła Althamera do „zagospodarowania” ogrodu przy Museum Secession, gdzie trwa właśnie wystawa tego artysty. Leto pokaże przede wszystkim prace uczestnika nowojorskiego pokazu „Younger than Jesus”, czyli Wojtka Bąkowskiego ( m.in. „slajdowisko” pokazywane na wystawie „Idziesz? Gdzie? W dupę ciemną”), a także Maurycego Gomulickiego, Konrada Smoleńskiego i Radka Szlagę.
Lokal_30, który ma w Wiedniu dużą renomę przywiózł prace Anny Baumgart, Zuzanny Janin, Małgorzaty Szymankiewicz oraz Karoliny Zdunek. Pokaże też prace wideo artystów galerii. Również debiutująca na targach Simonis Gallery – malarstwo Cyrila Barranda i Haliny Kliem.

Debiutantem na europejskim rynku targowym jest również Galeria Pies z Poznania, która pokaże prace Pirmina Bluma (artysta ze Szwajcarii mieszkający w Austrii), Tomasza Mroza i Łukasza Jastrubczaka.
Galeria Żak/Branicka na targach debiutowała rok temu właśnie w Wiedniu, a teraz jest już doskonale znana – w czerwcu pokazywać będzie prace Pawła Książka na Art Basel. Do Wiednia natomiast galeria z Berlina zabrała prace Yane Calovskiego, Kasi Fudakowski, Michała Jankowskiego, Agnieszki Polskiej i Józefa Robakowskiego. Natomiast Galeria Program pokaże m.in. prace Ani Orlikowskiej.

Tak więc polska „reprezentacja” na wiedeńskie targi jest silna jak nigdy dotąd. Zobaczymy tylko, jak spisze się w trudnych, kryzysowych czasach…
Na zdjęciach prace: Teresy Gierzyńskiej (Galeria Czarna), Zofii Gramz (Heppen Transfer), Radka Szlagi (Leto), Cyrila Barranda (Simonis), Pirmina Bluma (Galeria Pies) i Ani Orlikowskiej (Galeria Program).

30 kwietnia, 2009

Chcę, aby wystawa była pokazem dobrych prac - rozmowa Ewą Łączyńską-Widz, kuratorką projektu Alfabet Polski w BWA w Galerii Miejskiej w Tarnowie





Swój projekt pokazujący młodą polską sztukę nazwałaś Alfabet polski. Czy to oznacza, że masz ambicje pokazania, jak dziś wygląda młoda polska sztuka?
Mam ambicje zainteresowania sztuką współczesną mieszkańców Tarnowa. Denerwuje mnie centralizacja świata sztuki, nie prowadzi do niczego dobrego. W Małopolsce poza Krakowem, nie znam miasta, w którym funkcjonuje galeria konsekwentnie prezentująca sztukę współczesną, to kuriozalne. Z drugiej strony odczuwam dotkliwy brak w dziedzinie edukacji wizualnej. Powszechna jest niechęć do sztuki najnowszej. Od kilku lat spotykam się ciągle z tymi samymi hasłami, że albo niezrozumiała albo banalna i „ja też tak potrafię”. To brzmi żałośnie. Chcąc wprowadzić do programu BWA w Tarnowie stały program pokazujący sztukę najnowszą, nie chciałam, żeby było to ciało obce, które nagle pojawia się niewiadomo skąd, nie przypominając nic, do czego widzowie byli przyzwyczajeni. Stąd wziął się pomysł na serię wykładów „Alfabet polski” , którą rozpoczęłam w październiku zeszłego roku, cały cykl miał mieć rytm akademicki i trwać do wakacji. Wtedy rzeczywiście chciałam pokazać jak dziś wygląda młoda polska sztuka. Miało to być kompendium prezentujące najciekawszych polskich artystów ostatnich lat, z nastawieniem na tych debiutujących po roku 2000. Potem dostaliśmy dofinansowanie ministerstwa kultury i Marszałka Województwa Małopolskiego i bazą projektu stały się spotkania z artystami.

Jaki jest klucz doboru artystów?
Z długiej listy artystów, o których chciałam opowiedzieć na wykładach, musiałam wybrać piętnastkę, bo tyle spotkań odbędzie się do końca czerwca. Wybrałam tych, którzy fascynowali mnie najbardziej, tak że nie chciałam zwlekać z prezentacją ich prac. Większość to artyści już dobrze znani, choć ciągle bardzo młodzi, urodzeni w latach 80., tacy jak Szymon Kobylarz, Tomasz Kowalski, Łukasz Jastrubczak czy Agnieszka Polska.

Czy ciężko jest ściągnąć artystkę lub artystę do Tarnowa?
Chyba nie, skoro nikt poza Wojciechem Bąkowskim i Radkiem Szlagą mi nie odmówił. Artyści z Poznania bardzo przychylnie odnieśli się do projektu, jednak wcześniejsze zobowiązania nie pozwoliły im na udział, obaj jednak wyrazili chęć przyjazdu przy okazji kolejnych działań (Wojciechowi Bąkowskiemu z racji wystawy „Younger Than Jesus”, którą był wtedy zajęty, chyba mogę wybaczyć). Wszyscy dotychczasowi goście Alfabetu, poza Łukaszem Jastrubczakiem (którego z resztą przywiózł tutaj rok wcześniej Dawid Radziszewski), nigdy wcześniej nie byli w Tarnowie. Cieszę się, że przyjechali, bo to ładne i warte odwiedzenia miasto.

Jak wygląda prezentacja artystki lub artysty?
Każde spotkanie składa się z trzech części: pokazu prac artystki/ ty, pytań publiczności i otwarcia małej wystawy. Na każde spotkanie przygotowujemy druk z opisem działań artystki/ ty i reprodukcjami. Zależało mi na szerokiej prezentacji prac. Pomysł dyskusji albo debaty odpadał z racji tego, że jest to pierwszy w Tarnowie projekt prezentujący sztukę współczesną. Sięgnęliśmy po taką formę, że to artyści opowiadają o swoich pracach w oparciu o pokaz slajdów. Trzy lata temu Ewa Tatar i Dominik Kuryłek zrealizowali świetny projekt „Przewodnik” w Muzeum Narodowym w Krakowie, przy okazji otwarcia Galerii Sztuki Polskiej XX w. Jedną z jego części były spotkania z artystami, którzy sami opowiadali o swoich projektach. W przypadku, kiedy historycy sztuki opowiadają o działaniach artystów zaraz wkładają je w odpowiednie dyskursy i szufladkują. Jesteśmy skażonym środowiskiem Brakuje dokładnych opisów prac, po realizacji funkcjonują najczęściej na zasadzie odniesień. Dużym plusem takich spotkań jest to, że artyści, emocjonalnie związani ze swoimi dziełami, dokładnie je opisują, często wplatając różne historyjki, co tworzy bardzo przystępną i atrakcyjną całość. Słuchając takiej opowieści ciekawe jest śledzenie toku myśli artysty. Jeżeli poznajemy, o co chodziło w danym projekcie, to jest go łatwiej zinterpretować, artysta nie funkcjonuje już na zasadzie powtarzania pustych skojarzeń: Rajkowska – palma, Kobylarz – makiety. Sprawa się intensyfikuje, nabiera gęstości.

Kto przychodzi na takie spotkania? Ile osób?
Celem tego projektu, było również zaproszenie do Galerii nowych osób, które do tej pory tutaj nie przychodziły, głównie ludzi młodych, ale nie tylko. I to się udało, już na pierwsze spotkanie z Basią Bańdą przyszło bardzo dużo ludzi, których widziałam w Galerii pierwszy raz. Uformował się już pewien trzon stałych bywalców, ale zawsze pojawiają się jakieś nowe twarze. Nie wiem na ile jest to sprawa przypadku, na ile wybierają spotkanie, które ich interesuje. Zdarzają się też pojedyncze osoby, które przyjeżdżają z okolic: z Dębicy, Nowego Wiśnicza, Krakowa, Rzeszowa, a nawet Katowic. Średnio przychodzi około 60 osób. Głównymi odbiorcami są tutejsi uczniowie liceum plastycznego i innych szkół średnich oraz studenci uniwersytetu trzeciego wieku, którzy są bardzo aktywnym środowiskiem w Tarnowie. Najtrudniej jest z udziałem 30-latków. Wiadomo… praca, dzieci, dom.

Jakie ludzie mają pytania?
Zdarza się, że spotkanie przybiera formę otwartą, pytania występują w trakcie, jako bezpośredni komentarz. Bardzo żywe było spotkanie z Mikołajem Grospierrem, na wyraźne życzenie publiczności przedłużył swój pokaz, prezentując projekt o bankach. nad którym wtedy pracował (pamiętam, że potem przyszedł do nas Notes na 6 tygodni, który kolportujemy w Galerii, w którym znalazł się obszerny wywiad z Mikołajem właśnie o tych bankach, które uczestnicy Alfabetu już dawno znaliJ. To było bardzo miłe). Ogólnie jest duże zainteresowanie, nawet jeżeli młodsza część widowni nie zawsze ma śmiałość zapytać. Niektórzy notują, np. nazwiska innych artystów, którzy pojawiają się w prezentacji. Zdarzają się pytania natury technicznej, jak coś jest zrobione etc. (wtedy przypomina mi się wywiad z Dominikiem Lejmanem, który miał taką refleksję, że Polacy najczęściej zastanawiają się jak artysta coś zrobił, zamiast dlaczego i po co, przywołał wystawę Turrella w Zamku Ujazdowskim, że wszyscy zaglądali jak to działa, zamiast dać się porwać zjawisku). Najbardziej abstrakcyjne pytanie jakie pamiętam, to na spotkaniu z Basią Bańdą, jeden pan zapytał, jakie włóczki wybiera do wyszywania na obrazach i czy sama je farbuje.

Jak wyglądają wystawy towarzyszące spotkaniom?
Głównym punktem projektu są wtorkowe spotkania z artystami, które kończą się otwarciem małych wystaw. W zamyśle chodziło nam o taką fizyczną obecność przedmiotu bardziej, niż solidną wystawę, która planowana jest na podsumowanie Alfabetu. Niemniej, zdarzają się wystawy więcej niż szkicowe. Świetna była wystawa Łukasza Jastrubczaka. Ten pomysł z małymi wystawami był bardzo trafiony, bo po spotkaniu, które jest oficjalną częścią, następuje luźniejsza, wernisażowa atmosfera i dużo osób nabiera śmiałości, żeby porozmawiać z artystką/ tą. Na cele wystaw wydzieliliśmy część galerii tzw. Galerię Sekcji i całe sklepione wnętrze pomalowaliśmy na pomarańczowo. To był fajny gest, wyszedł z tego rażący, energetyczny orange cube i muszę przyznać, że jak dotąd, wszystkie wystawy świetnie się prezentują na tym tle.
Czy ma dla mieszkańców Tarnowa znaczenie, że stąd wywodzi się Wilhelm Sasnal?
Tak, duże. Myślę, że są z tego dumni. Wszyscy wiedzą kim jest Wilhelm Sasnal, nawet jeżeli nie do końca wiedzą, jak wygląda jego sztuka.
Czyj udział, oprócz tych zapowiedzianych, planujesz w ramach Alfabetu Polskiego?
Bartosza Muchy, Małgorzaty Markiewicz, Agnieszki Polskiej, Joanny Rajkowskiej, Tomasza Kowalskiego, Normana Leto, Zorki Wollny, Julity Wójcik. 30 czerwca na zakończenie projektu odbędzie się wykład Magdy Ujmy na temat specyfiki najnowszej polskiej sztuki. Projekt zakończy się wystawą otwartą pod koniec września, którą będzie można oglądać przez cały październik. Przy okazji wystawy odbędzie się gościnny wykład Bogny Świątkowskiej i promocja publikacji na finisażu.
Jak będzie wyglądała wystawa zbiorowa oraz publikacja? Czy widzisz tematy, które interesują młodych polskich artystów i które będziesz chciała pokazać w tej publikacji?
Wystawa z racji tego, że będzie prezentować artystów, którzy niewiele mają ze sobą wspólnego, poza tym, że współtworzą pokolenie młodej polskiej sztuki, będzie pewnie wpisywała się w ciąg takich wystaw, jak „Establishment (jako źródło cierpień)” czy „Nie ma sorry”. Dokładna koncepcja się klaruje, na co duży wpływ mają spotkania z kolejnymi artystami. W związku z alfabetem w tytule kusi mnie, żeby pobawić się literami, indeksowaniem, wprowadzeniem mikrostruktur, stworzyć obraz szkatułkowy.
W Alfabecie bierze udział Pola Dwurnik, być może pokażemy na wystawie jej miniaturową galerię z kolejną wystawą wewnątrz. Chcę, żeby ta wystawa była też po prostu pokazem dobrych prac, które są jakością samą w sobie. Tak odbieram dzieła sztuki współczesnej, które wpisując się w kolejne konteksty, wynikające z wcześniejszych, są przede wszystkim przykładami świetnych, fascynujących prac.
Co do publikacji, to będzie to książka, rodzaj podręcznika z reprodukcjami i tekstami różnych autorów opisującymi i analizującymi prace artystów biorących udział w Alfabecie (projekt książki przygotowuje Łukasz Jastrubczak, który nota bene studiuje projektowanie graficzne, więc zobaczymy czego ich tam uczą w Katowicach J). Adresowana będzie przede wszystkim do środowiska lokalnego, też do szkół, nauczycieli, pobliskich ośrodków kultury.
Co do specyfiki aktualnej sztuki polskiej, to bardzo wyraźna jest postawa badacza-analityka, włączyłabym do tego zarówno typologów takich jak Grospierre, Andrzej Tobis, postawy wśród artystów debiutujących, jakieś portrety działkowiczów etc., jak i rekonstruktorów zdarzeń, świetnym przykładem jest tutaj Szymon Kobylarz ze swoją „Celą Pana Jana Kolano” czy Michał Gayer – kolega Szymona z Grupy Ośmiornica, którzy przebywają w otoczeniu Andrzeja Tobisa, co pewnie nie jest bez znaczenia.
Poza tym jest wyraźna grupa artystów nasyconych codziennością z Wojciechem Bąkowskim na czele, taki bardzo magnetyczny i ekspresyjny ciąg dalszy wczesnej Grupy Ładnie.
Grupa artystów malujących własne skomplikowane mikrokosmosy: Ziółkowski, Tomasz Kowalski, Książek.
Jest też grupa artystów wykonująca bardzo subtelne działania na rzeczywistości, których ja jestem wielką fanką – Zorka Wollny, Łukasz Jastrubczak. Obok tego pojawiają się rzeczy zupełnie niebywałe, jak Erwina Ziomkowska – dziewczyna, która przez kilka miesięcy nakłuwa płótna i zwoje papieru, a w ostatnim projekcie wyskrobuje tekst z książek, wszystko jest w efekcie tak niepokojąco białe, minimalistyczne i pozbawione śladów, trochę jak białe projekty 3D Normana Leto, które też wykonuje pracując kilkanaście godzin na dobę, odcięty od normalnego biegu wydarzeń. Nie możemy narzekać.

Zdjęcia: wystawa Basia Bańdy 10 III, fot. E.Ł; wystawa Szymona Kobylarza 17 III, fot. topol; wystawa Mikołaja Grospierre 31 III, fot. E.Ł.; wystawa Łukasza Jastrubczaka 7 IV, fot. E.Ł.; wystawa Łukasza Jastrubczaka 7 IV, fot. Topol; wystawa Poli Dwurnik 14 IV, fot. topol; wystawa Poli Dwurnik 14 IV, fot. opol; Erwiny Ziomkowskiej 21 IV, fot. E.Ł

Więcej o projekcie Alfabet Polski można przeczytać na stronie Galerii Miejskiej w Tarnowie.