19 września, 2006

Skutki bycia artystą w średnim wieku (w nawiązaniu do tekstu Trendy 2006/2007)

Jak rynek odbiera artystów w średnim wieku? Hm, chyba nie najlepiej. Jeśli początek naszej kariery nie przypadał na przełom wieku i nie zostaliśmy wtedy odkryci przez kluczowe w rozwoju rynku galerie komercyjne (Starmach, Zderzak, Raster, Fundacja Galerii Foksal), sytuacja nie wygląda najlepiej. Utraciliśmy wiele atutów, które przy właściwej strategii marketingowej prowadząca nas galeria mogłaby przekuć na sukces rynkowy. Ale czy tak jest do końca? Chyba nie – przyjrzyjmy się zaletą i wadą bycia artystą w średnim wieku.

Podstawowym problemem jest to, że oczy „łowców talentów” (właścicieli galerii, kolekcjonerów, kuratorów) skierowane są na poszukiwanie „następnej wielkiej gwiazdy” – osoby młodej, utalentowanej, tworzącej w sposób, który zmienia nasze postrzeganie pewnych rzeczy. Galerie, biorąc taką osobę w opiekę, przyjmują kontrolę nad sprzedażą prac, decydują komu, gdzie, kiedy i za ile sprzedawać będą prace. Wymarzona sytuacja dla galerzystów, gdyż to oni siedzą tu za kierownicą. Z punktu widzenia kuratorów, młody artysta to szansa na bycie pierwszym (który odkrył i zrobił wystawę danemu artyście – pewne miejsce w historii sztuki), w najgorszym wypadku potrzebne uzupełnienie (młode spojrzenie) na wystawę tematyczną lub problematyczną.

Umiejętne budowanie kariery (młodego) artysty przez galerię, pozwala na budowanie prestiżu galerii wraz z rozwojem kariery artysty oraz kontrolę sprzedaży jego prac.

W przypadku artysty w wieku średnim, już takiej kontroli nie mamy. Jest za to masa "problemów":
a) nie mamy kontroli nad już sprzedanymi pracami – nie wiemy, ile i gdzie zostały sprzedane – w przypadku zwyżki cen prac artysty, nie wiadomo jak zachowają się ich dotychczasowi właściciele – czy nie zaczną nagle wyprzedawać prac, rujnując naszą politykę cenową czy też marketingową?
b) dotychczasowe prace (te nie sprzedane) często są rozproszone po innych galeriach (gdzie wcześniej artysta miał wystawę), znajomych, magazynach, piwnicach etc. Często trudno je odzyskać, gdyż artysta ma zobowiązania wobec innych galerii, lub nawet nie pamięta, że kiedyś po wystawie nie odebrał swoich prac z danej galerii. Bardzo trudno jest tu zacząć budować spójną politykę cenową czy promocyjną, gdyż jeśli np. artysta zostanie wypromowany „na Zachodzie” i ceny jego wzrosną, popyt na prace artysty może zostać zaspokojony w innych galeriach…
c) wchodzimy w pewne „buty” cenowe. Nie mamy dużej swobody w określeniu polityki cenowej. Musimy się tu dostosować do oczekiwań artysty, cen w innych galeriach czy też wtórnego rynku (jeśli taki istnieje).

Czy jest w takim razie nadzieja? Oczywiście, że tak. Artyści w wieku średnim mają podstawową zaletę – są przewidywalni (nie ma tak dużego ryzyka, iż „zminimalizują” swoją sztukę do postaci np. pięciosekundowych filmów video, których nikt, poza pewnymi kręgami krytyki, nie zrozumie), są dedykowani swojej pracy (mają na tyle ustabilizowaną sytuację życiową, która nie zmusi ich do emigracji lub zmiany profesji) i mają już swoje miejsce w historii sztuki (czas zweryfikował./ weryfikuje ich dorobek artystyczny – gdzie w przypadku młodych artystów, dzisiejsze zachwyty za pięć, dziesięć lat mogą być pieśnią przeszłości).

Co ciekawe, wielu marszandów podkreśla, iż przy dzisiejszym szaleństwie „młodości” ceny prac artystów uznanych, średniego pokolenia są stosunkowo niższe niż ich młodszych kolegów. Nie musimy przy tym czekać na listach oczekujących na kupno pracy artysty.

Jaki to wszystko ma związek z naszym blogiem i kolekcjonerstwem sztuki? W wyborach obiektów do naszych kolekcji nie powinniśmy kierować się poszukiwaniem nowych gwiazd, modą czy obecnymi trendami. Powinniśmy szukać prac, nie artystów.
Szukajmy prac intrygujących, zaskakujących i przede wszystkim takich, jakie nam się podobają.

3 komentarze:

tomek pisze...

ciekawa rynkowo-psychologiczna analiza, na szczescie nie samymi pieniedzmi zyja galerie. wbrew pozorom galerie wystawiaja nie tylko artystow, ktorzy sie dobrze sprzedaja, ale rowniez - a nawet w pierwszej kolejnosci - tych, ktorych uwazaja za DOBRYCH.

Anonimowy pisze...

A ja się zgadzam z tym tekstem. Polskie galerie przypominają raczej sklepy z obrazami - wszędzie te same chwilowo modne nazwiska. Problemem artystow sredniego pokolenia jest mentalnośc. Umowy na wylaczność traktuja jako zamach na swoja wolnosc. A galerii nie będzie stac na to, zeby pokazywac na targach zagranicznych artystę, z ktorym nie ma podpisanej współpracy, bo jeśli artysta dobry - przejmie go zaraz zachodnia galeria. Taka galeria nie będzie też zastanawiać, komu sprzedać obraz (prestiż) - bedzie starała sie sprzedac jak najszybciej. Młodzi twórcy obserwują jak działa rynek za granicą, zauważyli, że kariey robia ci, którzy zwiazali sie z konkretnymi galeriami i dlatego marszandzi wolą z nimi współpracować.

jan pisze...

ja czekam na nowe galerie
tu jest zapotrzebowanie ogromne