08 lutego, 2008

Słabsze wyniki aukcji w Christie's; obraz Sasnala nie sprzedał się

Bardzo przeciętnie wypadły w tym tygodniu aukcje sztuki najnowszej w londyńskim domu aukcyjnym Christie’s. Oczywiście pisząc „przeciętnie” mam na myśli „rozpędzony” rynek aukcyjny w ubiegłym roku, gdy kolekcjonerzy kupowali wszystko jak leci. Dziś widać, że ten rok będzie się charakteryzował dużo bardziej selektywnymi zakupami, choć nadal nie można jednoznacznie powiedzieć, że okres hossy na sztukę najnowszą się skończył.
W końcu aukcja w Christie’s przyniosła łącznie prawie 73 miliony funtów (czyli ponad 143 miliony dolarów) i pod względem wartości była to druga europejska aukcja sztuki najnowszej w historii.
Gwiazdą aukcji był tryptyk Francisa Bacona z lat 1971-77, namalowany po śmierci jego partnera George’a Dyera. Osiągnął on cenę ponad 26 milionów funtów (ponad 51 milionów dolarów) i został kupiony przez znanego kolekcjonera (i właściciela funduszu hedgingowego) Steve Cohena.

Znakomicie sprzedawały się też prace Gerharda Richtera, a jeden z obrazów (znakomity!) „Zwei Lieberspaare” osiągnął rekordową dla tego artysty cenę 7,3 miliona funtów (ponad 14 milionów dolarów. Swój rekord cenowy osiągnął też Lucio Fontana – jego „Concetto Spaziale Attese” wywindowano do poziomu 6,7 miliona funtów przy estymacji 3,5-5,5 miliona funtów.
Natomiast dużo gorzej sprzedawały się pozostałe prace – nie sprzedały się trzy prace ustanawiającego ostatnio rekordy cenowe Rudolpha Stingela, „Mao” Andy Warhola sprzedał się poniżej dolnej granicy estymacji, a „siostrę” Richarda Prince’a musiał kupić jego galerzysta Larry Gagosian. Nie sprzedał się również obraz Wilhelma Sasnala (ten obraz już po raz drugi) – „Untitled” – przy estymacji 50-70 tysięcy funtów. Dodajmy, że obraz bardzo ważny – bo wziął udział w wystawie „Urgent Painting” w 2002 roku w Paryżu.
Jeśli więc popatrzymy na te wyniki, to przyszłość nie rysuje się w zbyt różowych barwach, ale muszą to jeszcze potwierdzić najbliższe londyńskie aukcje pod koniec lutego w Sotheby’s i Phillips de Pury, a przede wszystkim ważne wiosenne nowojorskie aukcje w maju.
Czy to już koniec galopujących cen? Czy czeka nas korekta? Tak mówi coraz więcej osób. Ale optymiści odpowiadają pesymistom w ten sposób – popatrzcie na sprzedaż Tryptyku Bacona. Sprzedano go za prawie 52 miliony dolarów, a poprzedni właściciel kupił go ledwie w 1993 roku za 3,5 miliona dolarów…
Na zdjęciach: Francis Bacon, Tryptych, 1974-1977; Gerhard Richter, Zwei Liebespaare, 1966.

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

A dlaczego do cholery miałby się sprzedać?! Jest moc takich malarzy i tysiące takich obrazów. Czy on ma nadzieję, że interesujący sie sztuką współczesną niczego nie oglądają i uwierzą bez dyskusji w rewelacje polskich koterii?

Anonimowy pisze...

jest moc!

Anonimowy pisze...

Dziś był panel dyskusyjny przy okazji wystawy Krzysztofa Musiała w Zachęcie poświęcony kolekcjonerstwu, w dyskusji z publicznością poruszano m.in.takie tematy, jak kryteria doboru dzieła sztuki do kolekcji, jak dlaczego obrazy w pracowniach artystów są droższe niż na rynku, stosunki pomiędzy instytucjami publicznymi a kolekcjonerami (czy to instytucje nie chcą brać prac z kolekcji prywatnych na wystawy czy kolekcjonerzy nie chcą ich dawać)czy kolekcja sama w sobie może być dziełem sztuki lub może jest rodzajem działalności kuratorskiej, interpretacją; dalsze losy polskich kolekcji (przekazanie muzeum państwowemu czy budowa własnego muzeum) itp.

Marcin B pisze...

Może to się dzieje na aukcji to znak niepewności inwestorów także tych którzy inwestuje w sztukę w związku z sytuacją na światowych giełdach. Z drugiej strony cena kilkudziesięciu milionów za jedno płótno to szaleństwo nawet jeżeli to Bacon lub Warhol...

Anonimowy pisze...

coż parafrazując końcowy fragment jedego z moich ulubionych filmów "nikt nie jest doskonały"...