06 czerwca, 2008

Bardzo udane targi w Bazylei dla polskich galerii

W Bazylei prezentują się cztery polskie galerie – Fundacja Galerii Foksal i Galeria Starmach na targach Art Basel oraz Raster i lokal_30 na targach LISTE.

Fundacja Galerii Foksal, jak co roku większość prac sprzedała w dwóch pierwszych godzinach targów. W tym obraz Wilhelma Sasnala (cena – 60 tysięcy euro), w pierwszych dziesięciu minutach Art Basel we wtorek.
Na stoisku w centralnym punkcie stała praca Pawła Althamera, która składała się z filmu wideo oraz rzeźb wykonanych przez Grupę Nowolipie, z którą regularnie terapeutyczne zajęcia ma artysta. Film był rejestracją lotu samolotem przez członków Grupy. W „zestawie” były też rzeźby wykonane w trakcie zajęć przez Grupę Nowolipie, inspirowane właśnie tym wydarzeniem.
Althamer jest w tym roku w Bazyeli postacią – jest jednym z artystów, któremu numer poświęcił kwartalnik Parkett (numer 82). Do kupienia na stoisku wydawnictwa jest też „walizkowa” edycja pracy Althamera, o której napiszę jutro. A praca na stoisku FGF oczywiście została sprzedana za 45 tysięcy euro. Galeria sprzedała również obrazy Jakuba Juliana Ziółkowskiego (w cenach 7 i 9 tysięcy euro).
Większy obraz jest kolejnym wątkiem bitewnym rozpoczętym „Wielką bitwą pod stołem”. Wzbudza duże zainteresowanie Indusów, gdyż pokazuje Kali, boginię wojny. Zarezerwowana została praca Piotra Janasa (15 tysięcy euro).
Oprócz tego na stoisku FGF był film na taśmie 16 mm Wilhelma Sasnala, który jest rejestracją pracy kamery w lustrze, instalacja Cezarego Bodzianowskiego (torby, którymi artysta odmierzał czas podczas performance’u w Brześciu), fotografia artysty siedzącego na dachu FGF (performance z „Końca egzotycznej podróży”), a także rzeźba Moniki Sosnowskiej, której pracami interesuje się Centre Pompidou. Monika Sosnowska ma z kolei w czasie targów wystawę w prestiżowej przestrzeni Schaulager (wraz z Andreą Zittel).
Z kolei na stoisku Galerii Starmach na centralnym miejscu stał odlew z brązu rzeźby Katarzyny Kobro (rzeźba z 1948 roku, odlew wykonany w 1989 roku),
a także rzeźba Aliny Szapocznikow „Dessert V”, pochodząca z kolekcji Rolanda Topora. „Sprzedana o godzinie 11.02” – podkreśla Andrzej Starmach. Na stoisku krakowskiej galerii są też prace Teresy Rudowicz i Mariana Warzechy, obraz liczony Romana Opałki, instalacja Tadeusza Kantora, reliefy Henryka Stażewskiego, fotografie Mikołaja Smoczyńskiego czy rzeźba Magdaleny Abakanowicz.
Są też oczywiście prace Edwarda Krasińskiego (większość sprzedana w cenach od 35 do 50 tysięcy euro), a dodatkowo w sekcji Art Unlimited jest labirynt wykonany przez tego artystę, który był ostatnio pokazywany na wystawie Krakowie (o labiryncie wraz z fotografią jeszcze też napiszę).Andrzej Starmach pokazywał również zdjęcia Jadwigi Sawickiej (edycja do 3 sztuk) w cenia 2000 euro oraz zdjęcia z najnowszego projektu Krzysztofa Zielińskiego „Millenium School”, pokazywanego ostatnio w berlińskiej galerii Żak Branicka (w cenie 3000 euro, edycja również do 3 sztuk).

Przenieśmy się teraz do dawnego browaru nad Renem, gdzie co roku są targi LISTE. Po rocznym pobycie na Art Basel wróciła na nie warszawska galeria Raster, która w tym roku zorganizowała solowy pokaz prac Przemka Mateckiego.
Został on znakomicie przyjęty, galeria sprzedała praktycznie wszystkie prace (w cenie od 1200 do 7 tysięcy euro) do bardzo dobrych kolekcji, posypały się też propozycje wystaw dla artysty ze strony galerii biorących udział w targach.
Jego prace pokazała też w czwartek na Art Basel niemiecka galeria carlierGebauer, z którą Przemek Matecki nawiązał również współpracę i w której jesienią będzie miał wystawę solową.
Bardzo zadowolone z targów są też galerzystki lokalu_30.
Przede wszystkim ze sprzedaży rzeźby Anny Baumgart, inspirowanej Abu Gharib oraz tancerkami Degasa (cena 12.000 euro, unikat). Praca trafiła do bardzo dobrej belgijskiej kolekcji, a drugą rzeźbę (w edycji 2) kupiła do swojej kolekcji słynna galeria Hauser&Wirth. Oprócz tego lokal_30 pokazywał obrazy Karoliny Zdunek (w cenach od 5 do 7 tysięcy euro), instalację oraz wideo „My Lady Forever” Anny Konik (cena 12 tysięcy euro),
zarezerwowaną już instalację Macieja Kuraka, znów inspirowaną rynkiem i kolekcjonowaniem sztuki (11 tysięcy euro) oraz rzeźbę Zuzanny Janin, inspirowaną „Solaris” Stanisława Lema oraz obiektami Hansa Bellmera (cena 4 tysięce euro).

Jak więc widać, były to bardzo udane targi dla polskich galerii. Jutro o polskich artystach pokazywanych przez inne galerie biorące udział w targach w Bazylei.

05 czerwca, 2008

Art Basel jak zwykle wygrywa

Kibice piłkarscy mówią, że wszyscy grają w piłkę, a potem i tak wygrywają Niemcy. Z Art. Basel jest podobnie – targów jest wiele, coraz więcej, ale niepowtarzalność tych w Bazylei jest nadal taka sama. Przed Art Basel wszyscy zastanawiali się, czy w tym roku przyjadą kolekcjonerzy. Wyjątkowo słaby dolar, kryzys na rynku finansowym, EURO 2008, które rozpoczyna się właśnie w Bazylei, właśnie podczas targów – wszystko to przemawiało przeciwko targom.


Jednak jeszcze raz okazało się, że mylili się zwolennicy teorii na temat krachu na rynku sztuki najnowszej. Rzeczywiście Amerykanów jest w Bazylei mniej, choć wszyscy główni kolekcjonerzy przyjechali (Ron Pizutti, Mera i Dan Rubellowie, Susan i Michael Hort, Dany Marguiles, ale także na przykład aktor Brad Pitt). Jednak w lukę pozostawioną przez Amerykanów wskoczyli inni – Europejczycy, Chińczycy, Indusi czy też Rosjanie. Sensację wywołał w Bazylei oczywiście Roman Abramowicz,który wraz z partnerką Darią Żukową chodził między stoiskami.
Wszyscy podkreślają, że tegoroczna sprzedaż w większości galerii jest lepsza niż rok wcześniej, choć nie w pierwszych godzinach targów nie było „wyścigów”, kto pierwszy dobiegnie do stoiska. – „Kolekcjonerzy spokojniej podejmują decyzje, dłużej się zastanawiają, ale w sumie kupują więcej” – usłyszałem w kilku galeriach.
Niewątpliwie jedną z przyczyn zakupów jest powstająca fala prywatnych muzeów sztuki nowoczesnej (czy też przestrzeni finansowanej przez prywatnych kolekcjonerów). Ten temat trafił nawet dziś na czołówkę gazety targowej „The Art Newspaper”, bo rzeczywiście idzie, zarówno w Europie, jak i za oceanem, taka fala. I na pewno pomaga to rynkowi, bo te przestrzenie trzeba zapełnić i stale uzupełniać.
Co do gwiazd targów – mody szczególnie widać na stoiskach dealerów (czyli handlujących sztuką „z drugiej ręki”). Rok temu, po aukcyjnych rekordach Andy Warhola dealerzy budowali swoją pozycję ścianami „wytapetowanymi” pracami tego artysty. W tym roku Warhol odstawiony został gdzieś na bok, a pozycję na rynku budują Brytyjczycy – Francis Bacon i Lucien Freud.
Oto stoisko galerii Marlborough, gdzie króluje tryptyk Bacona „Three Studies of the Human Body” z 1970 roku.



A to nowojorska Acquavella, gdzie na naczelnym miejscu wisi portret na brązowym kocu Lucienia Freuda, sprzedany za 12 milionów euro.



A tu jeszcze dumny Tony Shafrazi, też z Nowego Jorku pod Baconem (rok temu Shafrazi miał właśnie „ścianę” Warholi.


Ale byli też inni dealerzy lub galerzyści, którzy przygotowali fantastyczne monograficzne stoiska poświęcone jednemu artyście – Matthew Marks przygotował świetny przegląd prac Ellswortha Kelly, monachijska galeria Lehr – Gerharda Richtera.


Ale wszystkich przebiła nowojorska galeria Helly Nahmad, która pokazała w świetnie zaaranżowanym wnętrzu serię 27 obrazów Joana Miro z „Masonlite Series”. To seria, która powstała w 1936 roku pod wpływem wojny domowej w Hiszpanii nawiązująca w oczywisty sposób do Goyi.
Na rynku sztuki najnowszej też są oczywiście modne gwiazdy. Niewątpliwie należy do nich japoński artysta Takashi Murakami, którego wielki Budda góruje nad częścią Art Unlimited (o tym tradycyjnie w osobnej historii). Praca ta, wyceniona na 8 milionów dolarów, została oczywiście sprzedana, podobnie jak „srebrny Budda” za dwa miliony, stojący na stoisku Blum&Poe (w tle praca Marka Grotjahna).



Świetnie sprzedawały się również prace Johna Currina, zarówno na stoisku Gagosiana, jak i Sadie Coles, gdzie królował obraz „Nude after Coubert”. Currin miał ostatnio wystawę w Londynie.



Również wielki Hauser&Wirth, który przygotował wyjątkowo staranne stoisko z drewnianą podłogą i pięknym sufitem mógł się pochwalić swoimi gwiazdami. „Sprzedaliśmy wszystkie trzy edycje „Kapitana Ballsacka” Paula McCarthy za 1,8 miliona euro,


prace Isy Geznken z serii „Ground Zero”, jak również stojącą przed budynkiem targów różę za 750 tysięcy euro” – z dumą podkreślał galerzysta.



Praca Isy Genzken z tegorocznego Biennale w Wenecji dominowała także stoisko znakomitej berlińskiej galerii neuegerriemschneider.




Oczywiście były też prace wielkiego Damiena Hirsta, choć raczej historyczne, jak choćby „Holidays” z 1989 roku na stoisku nowojorskiego dealera L&M.



Bardzo dobrze prezentowały się galerie z Ameryki Łacińskiej. Galeria Fortes Vilaca z Sao Paulo miała wyjątkowo zakręcone stoisko, na którym w centralnym miejscu stała rzeźba Ernesto Neto zatytułowana „Antes que te Engela carrocelliflower” (Zanim cię przełknę kalafiorze).

Z kolei argentyńska galeria Bancazar pokazała fantastyczną instalację ścienną Jorze Macchi zatytułowaną „Hotel” (ostatnia praca w edycji do 3 sztuki). W rzeczywstoście wyglądała jeszcze o niebo lepiej niż na zdjęciu.



Na stoisku meksykańskiej kurumanzutto można było znaleźć obraz Gabriela Orozco z serii „Samurai Tree” pokazywanej obecnie na wystawie „It from Bit”w Art Stations Grażyny Kulczyk w Poznaniu.
Bardzo ciekawa też była instalacja Ellen Harley „Museum of Failure” na stoisku niemieckiej galerii Gebr. Lehmann. To co widzicie, to są obrazy, ale ustawione pod odpowiednim kątem lustra odbijające kiczowaty górski widok z trzech pozostałych ścian stworzonego pokoju.



Widać było również sztukę z Europy Środkowo-Wschodniej, choć jedynymi galeriami z tej części Europy są warszawska Fundacja Galerii Foksal, krakowski Starmach, Gregor Podnar ze Słowenii (i Berlina) oraz rumuńska galeria Andreiana Michail, pokazująca na Art Statement prace Cipriana Muresana.
Ale na stoisku Blum&Poe można było znaleźć uroczą instalację rumuńskiego artysty Victora Mana „Bird Lover” z 2007 roku.



Włoska galeria Magazin d’art. Moderna pokazała prace Albańczyka Sisleya Xhafy „Kahlem” – ręcznie tkany dywan w edycji do 2 sztuk, oraz pracę Nido rumuńskiego artysty Mircei Cantora, którą opisywała swego czasu Magdalena Ujma.



Hiszpańska galeria Helga de Alvear zaprezentowała bardzo aktualne rysunki rumuńskiego artysty Dana Perjovschi (obecnie na wystawie w Zachęcie), nawiązujące do sztafety olimpijskiej, zatytułowane „Fair Play” (cztery rysunki za 8 tysięcy euro plus VAT).

Z kolei Gregor Podnar Gallery pokazał m.in. pracę izraelskiego artysty Ariela Schlesingera, który wypalił stary turkmeński dywan (praca unikatowa, w cenie 15 tysięcy euro). Bardzo ciekawa, dwuznaczna praca, podobnie jak rozbite przypadkowo i sklejone, jednak z 5-centymetrowym „roszerzeniem” prace Gorana Petercola.


To tyle naszej części Europy. Jak co roku nowojorska 303 Gallery pokazuje na olbrzymim ekranie fantastyczne wideo (raczej już filmy) brytyjskiego artysty Douga Aitkena.


Zawsze jest tam tłumek oglądających zapatrzonych w olbrzymią plazmę. Filmy są długie – zwykle kilkanaście minut, ale nie można się od nich oderwać. W tym roku 303 pokazuje dwie prace „Migration” 2008 roku, gdzie dzikie zwierzęta wchodzą do pokoju tajemniczego pokoju w jeszcze bardziej tajemniczym motelu oraz linearną wersję „I Am in You”. A za plecami mamy wtedy inną świetną pracę Aitkena – ligtbox układający się w napis WEST z pejzażem amerykańskiego suburbia.


W następnych relacjach napiszę o polskich galeriach, o polskich artystach, o części Art, Unlimted, gdzie wystawiana jest praca Edwarda Krasińskiego (Galeria Starmach), a również o części poświeconej edycjom, co przy rosnących cenach dla wielu odwiedzających targi jest jedyną szansą zakupu sztuki. Zapraszam jutro i pojutrze i pewnie też w niedzielę.

03 czerwca, 2008

Rozpoczynają się 39 targi Art Basel

Dziś najważniejsze wydarzenie na rynku sztuki współczesnej – początek 39 targów Art Basel w szwajcarskiej Bazylei. W tym roku są one szczególne z kilku powodów – po pierwsze nadal nie wiemy, czy kryzys na rynku finansowym nie wpłynie (i jak wpłynie?) na rynek sztuki. Po drugie – obserwujemy coraz większą aktywność rosyjskich, ukraińskich i chińskich kolekcjonerów, którzy zapewnie tłumnie pojawią się w Bazylei. Po trzecie, będą to pierwsze targi ery „postkellerowskiej”, kiedy to szefem targów nie jest już Samuel Keller, który doprowadził Art Basel do świetności, tylko duet Anette Schoenholzer i Marc Spiegler. I po czwarte warto wspomnieć wydarzenie nie związane zupełnie z rynkiem sztuki – pod koniec targów, w sobotę 7 czerwca właśnie w Bazylei meczem Szwajcarii z Czechami rozpoczyna się EURO 2008. Ta mieszanka kibiców z kolekcjonerami może być wybuchowa….
Na targach w kilku kategoriach weźmie udział 300 starannie wyselekcjonowanych galerii z całego świata (aplikowało ponad tysiąc galerii z całego świata). Zasada wprowadzona przez Kellera wymieszania galerii z rynku pierwotnego oraz dealerów sztuki (czyli prac „z drugiej ręki”) będzie utrzymana. Oczywiście oprócz „głównego parkietu”, gdzie znajdą się wszyscy wielcy na rynku sztuki będą też inne części Art Basel – Art Premiere (16 stoisk młodych galerii, na każdym po dwóch artystów), Art. Statements (30 stoisk dla młodych galerii, na każdym jeden artysta lub artystka) czy Art Unlimited (bardziej przypominający wystawę wielkoformatowych prac niż targi sztuki. W tym roku na Art Unlimited krakowska Galeria Starmach pokaże instalację Edwarda Krasińskiego, pokazywaną na ostatniej krakowskiej wystawie tego artysty).
Rywalizacja, by dostać się na targi z roku na rok robi się coraz ostrzejsza, tak że wypada z niej wiele bardzo dobrych galerii. Warto zaznaczyć, że liczba uczestników targów praktycznie zostaje na tym samym poziomie, a w tylko w nowojorskiej Chelsea liczba galerii w ostatnich sześciu latach zwiększyła się dwukrotnie. A co z Berlinem, Londynem, Paryżem, Hongkongiem czy Pekinem? W tym roku na przykład nie będzie na Art Basel warszawskiego Rastra, który w ubiegłym roku naprawdę zrobił furorę projektem Anety Grzeszykowskiej. To nie jedyna galeria „odrzucona” przez Art Basel – na LISTE wylądowały też takie modne młode galerie jak paryski Jocelyn Wolff, David Kordansky z Los Angeles czy Herald St. z Londynu.
A kto będzie z Polski? Starzy bywalcy Art Basel – krakowski Starmach i warszawska Fundacja Galerii Foksal.


Starmach pokaże m.in. prace polskich „klasyków”: Aliny Szapocznikow, Katarzyny Kobro, Magdaleny Abakanowicz, Tadeusza Kantora, ale także artystów w średnim i młodszym wieku: Jadwigę Sawicką i Krzysztofa Zielińskiego. Co pokaże FGF nie wiemy, ale można się domyślać, że jak co roku najlepsze prace swoich artystów: Althamera, Sosnowskiej, Sasnala, Ziółkowskiego, Janasa czy Kuśmirowskiego.
O tym jak wyglądały stoiska polskich galerii i jakie prace ostatecznie pokazano przekazywać będziemy codziennie od czwartku w bezpośrednich relacjach z Bazylei.
Napiszemy też w nich o innych polskich galeriach biorących udział w targach satelickich, które rozpoczęły się już w poniedziałek, a więc o warszawskich galeriach lokal_30 i Raster, którzy mają swoje stoiska na targach LISTE, także Programie, który pokaże się na Solo Project.
Lokal_30, który już drugi raz z rzędu uczestniczy w targach LISTE, pokazuje wystawę „Double Perception”, która będzie miała instlacyjno-rzeźbiarski charakter. Jest wersja instalacyjna pracy Anny Konik „Our Lady’s Forever”, rzeźba „Wojownik” Anny Baumgart oraz nowy obiekt autorstwa Macieja Kuraka, podejmujący, tak jak w ubiegłym roku temat relacji artysta-rynek sztuki.


Raster, który po roku pobytu na Art Basel, znów wrócił na LISTE, pokaże solową wystawę Przemka Mateckiego. Z kolei Program – cykl „Looping for Art” Mariusza Tarkawiana oraz prace Agaty Michowskiej.
Na bardziej szczegółowe relacje z Bazylei zapraszamy od czwartku….Na zdjęciach: Alina Szapocznikow, Dessert V, 1971 (stoisko Starmach Gallery); Przemek Matecki, Człowiek-kurtka, 2008 (Stoisko Galerii Raster)

02 czerwca, 2008

Kowalewski za 120 tysięcy złotych w Polswissie


Kolejny polski artysta współczesny przekroczył magiczną granicę 100 tysięcy złotych na aukcji. Chodzi o Pawła Kowalewskiego, członka legendarnej Gruppy i jego słynny obraz „Mon Cheri Bolshevique” z 1986 roku. Na wczorajszej aukcji w PolswissArt został sprzedany za 120 tysięcy złotych.
Jest to o tyle zaskoczenie, że do tej pory „ulubieńcem” kolekcjonerów z tej grupy artystów był Jarosław Modzelewski. Ceny jego prac na aukcjach nigdy nie przekroczyły jednak 30 tysięcy złotych. Co też ciekawe, prace Kowalewskiego też nie biły rekordów, choć trzeba przyznać, że było ich do tej pory na aukcjach niewiele. Najdrożej sprzedany to „Tak się zabija duszę ludzką”, też z lat 80. i o podobnych wymiarach co „Bolshevique”, który został sprzedany w ubiegłym roku za 15 tysięcy złotych.
Skąd taka cena na aukcji Polswissu? Po pierwsze to była aukcja i widocznie musiało być dwóch chętnych na ten obraz, z których jeden musiał zrezygnować trochę niżej. Po drugie, jest to znany i często reprodukowany obraz. Po trzecie, i to jest chyba najważniejsze, obrazów Pawła Kowalewskiego jest na rynku niewiele, gdyż od lat on już nie maluje, tylko zajmuje się reklamą.
Na zdjęciu: Paweł Kowalewski, Mon Cheri Bolshevique, 1986, wymiary 100x81

30 maja, 2008

Od dziś Luc Tuymans w warszawskiej Zachęcie


Dziś jedno z najważniejszych wydarzeń tego sezonu w sztuce najnowszej – wernisaż wystawy Luca Tuymansa „Idź i Patrz” w warszawskiej Zachęcie. Poprzednia wystawa Tuymansa w Polsce była w 1995 roku – ale po pierwsze, było to bardzo dawno temu, a po drugie, malarz nie był wtedy tam, gdzie jest dziś. Dzisiaj jest guru malarstwa, artystą, do którego odnoszą się wszyscy zajmujący się malarstwem, malarzem o którego płótna biją się kolekcjonerzy.
Dlatego „Idź i patrz”, gdzie zgromadzono ponad 70 obrazów belgijskiego artysty urasta do rangi wydarzenia. Wczoraj mieliśmy przedsmak tego właśnie – gdyż malarz, przebywający zresztą od tygodnia w Polsce – oprowadzał po swojej wystawie dziennikarzy i krytyków.
Przed prawie dwie godziny podążał od płótna do płótna i opowiadał o swoich fascynacjach, inspiracjach, problemach, tytułach – wszystkim tym, co kryje się za tymi lekko namalowanymi obrazami. Było to duże poświęcenie dla Tuymansa, nałogowego palacza, wytrzymać dwie godziny bez papierosa. Dlatego tuż przed i zaraz po wernisażu Tuymans wyskoczył na dymka przed galerię. Tu go widać przed Zachętą, po oprowadzaniu.

Z drugiej jednak strony widać było, że Tuymans uwielbia opowiadać o swoich pracach. Że jest zapatrzony w siebie, a w swoich opowieściach balansuje na granicy impertynencji. Widać było olbrzymią różnicę między wycofanym, starającym się uciec przed popularnością Sasnalem, a brylującym na salonach Tuymansem.
Od porównania z Sasnalem nie uciekł i widać, że jest to dla niego problem – podobnie jak przyrównywanie do Gerharda Richtera. Próbował to obrócić w żart – ale nie wyszło to najlepiej. Przy opowieści o pracy „Die Zeit” (swoją drogą jednej z najlepszych na tej wystawie) mówił, że malował w szarościach, bo nie miał wtedy pieniędzy na kolorowe farby. „Nie zaś dlatego, że chciałem malować jak Richter, ani nie jak Sasnal, bo on był wtedy jeszcze dzieckiem” – zaznaczył trochę zirytowany tą sytuacją.
Mnie najbardziej zafascynowała łatwość, z jaką artysta opowiadał o tym, co go inspirowało do namalowania poszczególnych prac – zresztą w Sali Matejkowskiej w Zachęcie pod jedną ze ścian stoi gablota, w której na żywo możemy zobaczyć część „źródeł”.
Co to za źródła? Zdjęcia z obozów zagłady, kartki pocztowe, znaleziona na ulicy w Holandii kartka z fotografią ku pamięci zmarłego staruszka, fotografie z hitlerowskiego magazynu „Signal” (taki nazistowski „Paris Match” – zauważył Tuymans - stąd wziął słynną przerobioną na współcześnie (z okularami przeciwsłonecznymi) fotografię zbrodniarza hitlerowskiego Reinharda Heydricha, zabitego przez czeski ruch oporu [obraz „Die Zeit IV”],
świeczniki matki Tuymansa, praktykującej katoliczki,
okładka brukselskiej książki telefonicznej z „małymi” wieżami WTC, kadry z kreskówek Disneya, zdjęcia z muzeów osobliwości, zdjęcia chorób (przykłady) z książki medycznej „Der Diagnosische Blick”, witraż z ulubionego baru czy różowe okulary siostry – to tylko część inspiracji, o których opowiadał w czasie dwugodzinnego zwiedzania wystawy.
Na wystawie można też obejrzeć pierwszy obraz Tuymansa z 1975 roku (jeszcze podpisany z przodu) przedstawiający wariację na temat jedynego zachowanego portretu jego wuja. Już wtedy, jak widać artystę ciągnęło w kierunku „przetwarzania” i „fragmentaryzowania” rzeczywistości.
Na koniec jeszcze o specjalnym projekcie stworzonym specjalnie dla Zachęty – wielkim obrazie naściennym wykonanym przez artystę w Sali Matejkowskiej. Obraz, będący wielką kopią znajdującej się w muzeum w Osace pracy artysty. Robi kolosalne wrażenie – czujemy się jak w kościele – i takie też było zamierzenie artysty, który sportretował wnętrze jezuickiego kościoła w Słowenii. Od dziś ten mural będzie można oglądać w Zachęcie.


Wystawa potrwa do 17 sierpnia 2008 roku.

28 maja, 2008

Na naszym radarze - Sławek Pawszak

Rok temu Sławek Pawszak na tyle zaintrygował nas swoimi pracami, że pod wpływem jego twórczości stworzyliśmy stronę „Świeżo Malowane”, gdzie do dziś prezentujemy prace debiutujących artystów. Od tego czasu Sławek doskonalił swoją koncepcję fragmentaryzmu, szukał pretekstów do malowania obrazów, a także zaczął tworzyć obiekty przestrzenne i filmy wideo.

O ile w malarstwie artysta unika treści i narracji, redukując obraz do jednego lub kilku szczegółów, tak w pracach wideo i obiektach przestrzennych, ta narracja jest o wiele bogatsza. Szczególnie interesujące są makiety. Sławek pokazuje w nich miejsca, które szczególnie go zainspirowały. Mogą to być miejsca z przeszłości: jak domki letniskowe z młodzieńczych wakacji czy wszechogarniająca czerń spalonego pociągu, jak i miejsce ostatniej eskapady w białołęckie lasy. Interesujące jest to, jak obiekty prywatnych wspomnieć artysty wyzwalają u nas osobiste wspomnienia z podobnych miejsc.

Kariera Sławka Pawszaka dopiero się zaczyna, a już jego twórczość wzbudza też wiele negatywnych reakcji. Na początku roku, podczas trwającej na ASP w Warszawie wystawie prac artysty, jeden ze studentów macierzystej uczelni zniszczył kilka prac Pawszaka. Dał w ten sposób upust swojej wściekłości, że w ten sposób można malować i że tego typu malowanie jest akceptowalne w jednej z pracowni malarstwa.

Nam jednak malarstwo Pawszaka bardzo się podoba, uważamy, że to bardzo obiecujący początek jego kariery (ze skandalem w tle). Polecamy waszej uwadze tego artystę. Artystą interesowało się kilka galerii – on zdecydował się na współpracę z Galerią Czarną.
Link do wywiadu Oli Urbańskiej ze Sławkiem przeprowadzony przy okazji wystawy w Galerii Zakręt.


Wszystkie prace dzięki uprzejmości artysty.