15 października, 2011

Agnieszka Polska wygrała 14. konkurs im. E. Gepperta


Agnieszka Polska, tworząca animacje, filmy wideo oraz fotografie zwyciężyła w 14. konkursie malarskim (tak, tak!, to już tradycja!) im. Eugeniusza Gepperta, organizowanym wspólnie przez wrocławską ASP oraz BWA Wrocław. Tegoroczny tytuł konkursu to: „Co robi malarz?”. Przypomnijmy, że mimo młodego wieku Agnieszka Polska pokazywała już swoje prace na wielu wystawach, miała pokaz solowy na tegorocznej edycji Art Statement na targach Art Basel. Jest reprezentowana przez galerię Żak/Branicka z Berlina. Na konkursie pokazała swoje najnowsze wideo „How the Work is Done?”.

Drugie miejsce (i nagrodę Prezydenta Wrocławia) zajęła też tworząca prace wideo Agata Bielska, trzecie miejsce (i nagrodę rektora ASP we Wrocławiu) Magdalena Karpińska (reprezentowana przez warszawską galerię Czarna) oraz Honorata Martin. Wyróżnienie otrzymał Tomasz Baran.

Wszystkim nagrodzonym i nominowanym gratulujemy!

Wystawa konkursowa z pracami wszystkich nominowanych artystek i artystów potrwa we wrocławskiej galerii BWA Awangarda do 27 listopada. Prace nominowanych można także obejrzeć na stronie konkursu www.geppert.art.pl . Zapraszamy!

Na zdjęciu kadr z wideo „How the Worki s Done?” Agnieszki Polskiej.

14 października, 2011

Dzisiaj Sasnal w The Guardian, Time Out i The Art Newspaper

Otwarcie wystawy Wilhelma Sasnala w Londynie w Whitechapel Gallery przyniosło wiele artykułów i komentarzy w prasie angielskiej. Dzisiejsze wydanie The Art. Newspaper publikuje wywiad z Wilhelmem (link tutaj). W Time Out praca Sasnala pojawia się na okładce tego tygodnika. Mój ulubiony Guardian w dzisiejszym wydaniu nie popisał się gdyż przedstawia Sasnala jako…zdolnego niemieckiego artystę (czyżby efekt działania Pana Prezesa?).


Jeszcze dziś lub jutro u nas relacja z otwarcia wystawy w Whitechapel Gallery. Zapraszamy

13 października, 2011

Targi Frieze 2011 otwarte w Londynie, biorą udział 3 polskie galerie

Już dziś zostały otwarte dla publiczności w Londynie targi Frieze – odbywające się w stolicy Wielkiej Brytanii już od 2003 roku w wielkim namiocie w Regent’s Park (wczorajsze otwracie było tylko dla VIP-ów). Frieze, mimo że są stosunkowo młodymi, a równocześnie jednymi z najbardziej prestiżowych targów (ustępując chyba tylko Art Basel), wciąż szukają ciekawych rozwiązań. Dużym powodzeniem cieszy się wprowadzona w 2009 roku sekcja prezentacji młodych artystek i artystów z młodych galerii – Frame. A w przyszłym roku Frieze zawita wiosną do Nowego Jorku próbując odebrać rynek najstarszym targom – Armory Show.

Tymczasem twórcy targów - Matthew Slotower i Amanda Sharp otwierają po raz kolejny najcenniejszy namiot na świecie, bo w Regent’s Park galerie zaprezentują prace ponad tysiąca artystek i artystów warte około 350 milionów dolarów.

Do Londynu zjeżdżają wszyscy wielcy na rynku sztuki – nie brakuje tu nikogo, bo udział we Frieze dla jednych galerii to konieczność, dla innych wielki prestiż, dla jeszcze innych szansa. Obok Frieze w Londynie odbywają się jeszcze inne imprezy targowe, z których na pewno warto zwrócić uwagę na odbywające się pod patronatem znanej kolekcjonerki Anity Zabludowicz, targi SUNDAY. Biorą w nich udział młode galerie, a ciekawostką jest fakt, że na SUNDAY nie ma tradycyjnego podziału na stoiska galerii.

Oczywiście wszystkich, którzy są lub będą w Londynie, zachęcamy do udziału we Frieze (oraz w innych targach). Dla Polaków będą to również szczególne targi – bo w prestiżowej Whitechapel Gallery otwarta zostanie dziś wieczorem wystawa Wilhelma Sasnala (zobacz tutaj ).

Oczywiście macierzysta galeria Sasnala – Fundacja Galerii Foksal, od lat biorąca udział we Frieze, i w tym roku będzie miała swoje stoisko w Londynie. Będzie w Londynie, podobnie jak w ubiegły roku i dwa lata temu, galeria Raster – w tym roku pokaże prace tylko jednego artysty – Rafała Bujnowskiego, świetne prace: od rozbitych okien do malowanych farbą Lamp Black pejzaży.

Z kolei w sekcji Frame – totalny debiutant na targach – warszawska galeria Kolonie pokaże prace Kasi Przezwańskiej. A właściwie nie prace, a pracę – ponieważ Kasia zaprojektowała i wykonała ze znaną sobie starannością i dbałością o kolor ora szczegół całe stoisko Kolonii na Frieze. Powstała zupełnie nowa przestrzeń, w której ekspozycja dzieł Sztuki jest równie ważna, co komfort galerzysty czy widzów. Kasia Przezwańska zaproponowała tak naprawdę przekształcenie stoiska targowego w niemal domowe wnętrze, co ma skłonić widzów do spokojnego przestudiowania dokumentacji jej twórczości, porozmawiania z galerzystą czy nawet odpoczynku po zgiełku i pośpiechu targów. Nie mamy niestety jeszcze zdjęcia stoiska Kolonii (a właściwie to stoiska Kasi Przezwańskiej), stąd jako ilustrację pokazujemy znaną z wystawy CSW pracę Kasi „Liść”, bo również z takie elementy znajdą się na Frame. A jak tylko dostaniemy zdjęcia od Kuby Banasiaka, to je opublikujemy.

Oczywiście fajnie byłoby pojechać do Londynu i obejrzeć targi. Ale dla tych, którzy nie mogą, nie mają czasu, pieniędzy lub ochoty, Frieze stworzyło sekcję Frieze Virtual (http://virtual.friezeartfair.com/). A tam można obejrzeć większość prac dostępnych na targach, o ile oczywiście galerie chciały je tam umieścić.

Na zdjęciach: Rafał Bujnowski, Okno, 2011; Rafał Bujnowski, Bez tytułu (Pejzaż), 2010; Katarzyna Przezwańska, Liść, 2011.

Agata Bogacka w Zachęcie

W warszawskiej Zachęcie do początku października można zobaczyć wystawę Agaty Bogackiej "Pamiętniki". Dzis u nas fotorelacja.









Zdjęcia: ArtBazaar

11 października, 2011

Z półki kolekcjonera - "Vitamin P2"

Dziś kolejna książka na „półkę kolekcjonera”, tym razem jednak wydana za granicą – w prestiżowym brytyjskim wydawnictwie Phaidon. Poszukując najciekawszych zjawisk w sztuce najnowszej od 2002 roku Phaidon wydał 4 pozycje – Vitamin P ( o malarstwie, gdzie zaprezentowano m.in. twórczość Wilhelma Sasnala), Vitamin D (na temat rysunku w najnowszej sztuce), Vitamin Ph (o fotografii) oraz Vitamin 3D (o rzeźbie i instalacji, gdzie pokazano twórczość Michała Budnego, Roberta Kuśmirowskiego i Moniki Sosnowskiej).

Teraz naszedł czas na kolejną rundę tych wydawnictw, bo pojawiła się zupełnie nowa generacja artystów, w końcu od pierwszego tomu Vitamin o malarstwie upłynęło już 9 lat. I tak powstało wydawnictwo „Vitamin P2” – do którego 80 krytyków i kuratorów wybrało 115 artystek i artystów. A wśród nich aż piątka artystek i artystów z Polski. Nie ma już Wilhelma Sasnala, który dosłownie „na dniach” będzie miał w Phaidonie własną monografię. Ale są jego koledzy z „Grupy Ładnie” – Rafał Bujnowski i Marcin Maciejowski. Jest też Paulina Ołowska. A „polską” listę zamykają dwa przedstawiciele „zmęczonych rzeczywistością” – Tomasz Kowalski i Jakub Julian Ziółkowski. Kto jeszcze jest? Zobaczcie sami sami.

Oczywiście nie muszę dodawać, że struktura „Vitamin P2” jest taka sama jak w tego typu wydawnictwach (jak choćby „Art Now” czy ostatnio – „Polish!”) – krótki tekst o artystce/artyście, kilka ilustracji oraz biografia na końcu książki. Czy formuła się nie „zestarzała”? Przekonajcie się sami. Książka już wkrótce będzie dostępna na Amazonie, a w księgarni internetowej Phaidona już jest.

09 października, 2011

Z półki kolekcjonera – Particolare – Sztuka, która wznieca niepokój

Wystawa Particolare jest drugą częścią dyptyku pokazującego wybrane prace z kolekcji Fundacji Signum oraz prace zaproszonych do wystawy artystów spoza Polski. Particolare to też tytuł album towarzyszącego tej wystawie, jaki dziś trafia na naszą półkę kolekcjonera. Na wystawie i na reprodukcjach w albumie można zobaczy wiele znakomitych prac – duży papier „Szkic do ukrzesłowienia” Andrzeja Wróblewskiego, fotogramy Stefana Themersona, video Józefa Robakowskiego, zdjęcia Zofii Kulik, ale to co szczególnie jest ciekawe w tym zestawie to kilka prac z innej półki, czasami nawet (pozornie) daleko od tej z napisem Sztuka. Tych kilka prac sprawia, że ten fragment kolekcji Fundacji Signum świetnie się ogląda. Nie jest to pokaz topowych nazwisk. Jest w tym coś więcej. Widać tu „odwagę” i pewien charakter wizji kolekcji jej właścicieli.

Ową odwagę i indywidualizm widać w zestawieniu gdzie obok Bałki pojawia się projekt napisu Solidarność Jerzego Janiszewskiego, gdzie obok nowoczesnych monitorów plazmowych ze sztuką video pojawia się tak rzadko pojawiające się medium jak linoryt czy drzeworyt w postaci świetnych prac Jonasza Sterna. Słowa uznania, że tego typu prace są zauważane, włączane i pokazywane w tak ważnej kolekcji.



Zdjęcia –okładka katalogu oraz projekt napisu Solidarność Jerzego Janiszewskiego.

05 października, 2011

Polacy Sikorski działa

Styczeń 1943 roku. Cały czas trwa jedna z najbardziej krwawych operacji II wojny światowej – Bitwa pod Stalingradem. Amerykanie walczą na Pacyfiku. W warszawskim getcie trwa druga masowa akcja likwidacyjna jego mieszkańców.

24 stycznia, jak w każdą niedzielę, ukazuje się niemiecki tygodnik Ilustrowany Kurier Polski. Tygodnik jest publikowany w języku polskim. Na okładce uśmiechnięty mężczyzna w zimowym kożuchu pokazuje słomianki. Słomianki to buty ze słomy, jakie można nałożyć na inne buty aby było cieplej w nogi. Tygodnik wydawany w Krakowie jest dostępny na terenie całego Generalnego Gubernatorstwa. Trafia też do Rachań na Lubelszczyźnie. Szybko roznosi się wiadomość, że trzeba zobaczyć wiersz „Rym” jako został opublikowany w tym tygodniku. Podobno jest tam zaszyfrowana wiadomość ruchu oporu.

Jerzy Lewczyński zdobywa jeden egzemplarz, czerwonym ołówkiem zaznacza pierwsze litery wierszy tego utworu. Ukazuje się zaszyfrowane przesłanie „POLACY SIKORSKI DZIAŁA”. Robi zdjęcie.

Na drugi dzień przyjeżdża Gestapo. Rekwiruje tygodnik. Sprawdza kto w okolicy prenumeruje. Niszczy wszystkie egzemplarze.

Zdjęcie – Jerzy Lewczyński

03 października, 2011

Z półki kolekcjonera - Honza Zamojski – Rymy jak dymy (Morava 08)

Dzisiaj na półkę wędruje najnowsza pozycja Moravy – „Rymy jak dymy” Honzy Zamojskiego. Publikację można włączyć do księgozbioru wydawnictw artystycznych jak i do kolekcji muzycznej (ot choćby obok kasety Radka Szlagi i Wojtka Bąkowskiego).


„Rhymes like dimes” z nawijki MF Dooma w wolnym tłumaczeniu Honzy Zamojskiego zmienia się w „rymy jak dymy”, z pobrzmiewającym słowem „intro”, które w tym konkretnym wypadku znaczyć może nie tylko wstęp, ale i introspekcję. Trzecia i finalna część trylogii, trzecia szara książka jest pierwszą i ostatnią zarazem. Po “We Came From Beyond” — zbiorowej wystawie i publikacji będącej nie tyle katalogiem projektu, ile raczej autonomicznym dziełem pod kuratorskim okiem artysty, nadszedł czas na “Jak jsem potkal ďábla”. Praca nad tą książką stała się okazją do zagłębienia się w historię rodzinną i szerokie tło czeskiej historii. Celem finału jest introspekcja. Książka ma dwie strony A i B oraz hidden track, a każda z komnat oddzielona została pauzą służącą zebraniu energii potrzebnej do kolejnego wysiłku. Puste strony to cisza kasety, a nie marginesy, to integralna część projektu. Pustka pozwala wybrzmieć informacji i nadaje specyficzny rytm całości, w której pobrzmiewa bit. Cut & paste, samplowanie, loopy i skrecze to wszystko środki, które kształtują przebieg narracji i powodują, że całość zbliża się do dynamicznej, miejskiej medytacji"*.



Edycja, projekt, tłumaczenie: Honza Zamojski
ISBN: 978-83-926924-8-5

format: 220 x 160 mm, 144 str.
druk offsetowy, taśma płócienna, obwoluta
kolor: 2+2, Pantone 427 & Black
papier: Munken Polar 120g, 100g
nakład: 300
język: polski

*tekst: Daniel Muzyczuk, kurator CSW w Toruniu

29 września, 2011

"Ta wystawa nie jest konfrontacją wcześniejszego i obecnego pokolenia artystów" - o wystawie "Nowy porządek" rozmawiamy z jej kuratorami

Już dziś w Art Station Foundation w poznańskim Starym Browarze odbędzie się wernisaż wystawy "Nowy porządek", prac z kolekcji Grażyny Kulczyk zestawionych z pracami młodych polskich artystek i artystów. O wystawie rozmawialiśmy z jej kuratorami: Justyną Kowalską, Michałem Suchorą oraz Tomkiem Platą - na co dzień prowadzącymi warszawską galerię BWA Warszawa.

Wystawa, którą przygotowujecie w poznańskiej Art Stations Foundation Grażyny Kulczyk nosi tytuł „Nowy porządek”. Nowy porządek czego?

Na najbardziej oczywistym poziomie: nowy porządek w kolekcji Grażyny Kulczyk. Z tego dużego i bardzo ciekawego zbioru wybraliśmy zaledwie kilka obiektów: rzeczy z kręgu minimalu, postminimalu i abstrakcji geometrycznej. Tytuł "Nowy porządek" właściwie sam się narzucał. Od początku chcieliśmy zrobić wystawę pokazującą sztukę bardzo zdyscyplinowaną pod względem formalnym, skoncentrowaną, można powiedzieć: bardzo uporządkowaną. Zarazem klasyków z kolekcji Grażyny Kulczyk chcieliśmy zestawić z młodszymi artystami, pokazać obecne konsekwencje minimalu. Mamy wrażenie, że te konsekwencje dla współczesnej sztuki są bardzo istotne, a jeszcze chyba niedostatecznie zauważone. Mamy wybitnych artystów, dla których minimal jest lub bywa bardzo istotnym doświadczeniem: Michała Budnego, Monikę Sosnowską, Marzenę Nowak czy Agnieszkę Kalinowską. Pokazanie ich w jednej przestrzeni to próba nazwania zjawiska. W efekcie "Nowy porządek" można traktować jako propozycję nazwy dla całej tendencji czy nurtu. Używa się czasem sformułowań w rodzaju "nowy realizm" itp. Byłoby doskonale, gdyby "nowy porządek" wszedł w obieg na podobnych zasadach.

W Polsce, gdzie cały czas mało jest wystaw największych sław sztuki współczesnej i najnowszej, wszyscy oczekują wystaw typu „best of…”. Ciężko Wam przyszło przekonanie Grażyny Kulczyk by postawić na „konfrontację” młodych z klasykami?

Współpraca z panią prezes i jej fundacją była bardzo komfortowa. Scenariusz wystawy został zaakceptowany bardzo szybko. Zresztą pani prezes naprawdę żyje sztuką, więc młodsi artyści, których pokazujemy na wystawie, nie byli jej obcy. A co do tego, jakich wystaw brakuje nam w Polsce... Chyba brakuje nam wystaw, które próbowałyby rzetelnie reagować na zmiany w krajobrazie polskiej sztuki i odnosiłyby te zmiany do kontekstu historycznego oraz międzynarodowego. Nie było np. wystawy "zmęczonych rzeczywistością", na której ich malarstwo zostałoby zderzone z surrealizmem polskim i zachodnim różnych generacji. Przy okazji "Nowego porządku" próbowaliśmy taką pracę - na innym polu - wykonać. Nawet z pewnymi ambicjami akademickimi, bo wystawie towarzyszy katalog z obszernym tekstem krytycznym oraz pierwszym polskim tłumaczeniem klasycznego tekstu Donalda Judda "Konkretne przedmioty". Poza wszystkim - wielką gwiazdę, czyli Jenny Holzer, pokazywano w Art Stations przed chwilą.

Jak wypadają młodzi w zestawieniu z dziełami klasyki? Michał Budny z Donaldem Juddem? Marzena Nowak czy Katarzyna Przezwańska z Henrykiem Stażewskim? Krystian „Truth” Czaplicki z Mikołajem Smoczyńskim?

Przede wszystkim: ta wystawa nie jest zbiorem konfrontacji wcześniejszego i obecnego pokolenia. Nie budujemy zestawień typu "stary kontra młody", poszczególne prace układamy raczej w pewnym sekwencjach tematycznych. Choć oczywiście widać różnice między nastawieniem klasyków minimalu a obecnych postminimalistów. Młodzi coraz bardziej cenią sobie materiały nietrwałe, podatne na wpływ środowiska, zmieniające się w czasie, konstruują swoje prace przy użyciu nawet tak niestabilnego medium jak woda. Nie jest to nagłe odkrycie, kiedyś - co też przypominamy w "Nowym porządku" - w podobny sposób pracowali choćby Mikołaj Smoczyński czy Koji Kamoji. Na pewno jednak współczesny postminimal jest bardziej eteryczny, delikatny od klasycznego minimalu amerykańskiego. Druga sprawa: współczesne prace często mają w sobie element narracyjny, mimetyczny. Mówiąc banalnie: coś przedstawiają, nie są stuprocentowo abstrakcyjne. Kiedy Monika Sosnowska buduje instalację w postaci kawałka ściany z wymalowaną lamperią, to zarazem jest to minimalna rzeźba, jak i cytat z rzeczywistości.

Czy nie macie wrażenia, że prace artystek i artystów młodszego pokolenia nie są tak „monumentalne”, jak klasyków? Że są bardziej osobiste? A może to my je tak odbieramy, bo znamy często tych artystów osobiście?

Najbardziej monumentalna praca na wystawie to nowy fresk Jarosława Flicińskiego, namalowany na ścianie Art Stations specjalnie z okazji "Nowego porządku". Z drugiej strony trudno znaleźć prace bardziej osobiste, intymne niż pochodzące z kolekcji GK fotografie Mikołaja Smoczyńskiego. Zresztą granica między tym, co "monumentalne", a tym, co "osobiste", nie jest chyba zbyt precyzyjna. Przecież Mirosław Bałka (na wystawie mamy jego rzeźbę) pozostaje bardzo osobisty nawet w bardzo monumentalnych realizacjach.

Rynkowo, szczególnie w Polsce, abstrakcja jest „trudna” do sprzedaży. Jest jakby przeznaczona do wnętrz galeryjnych, uważa wielu kolekcjonerów. Nie macie takiego wrażenia?

Stażewski, Winiarski, Fangor czy Opałka nie sprzedają się chyba gorzej niż Nowosielski. Oczywiście widzimy, że młodsi polscy kolekcjonerzy z Polski wciąż wolą kupować malarstwo figuratywne. To chyba w dużym stopniu efekt sukcesu pewnej konwencji malowania wypromowanej na początku poprzedniej dekady, kiedy pojawili się choćby artyści z Rastra (grupa Ładnie, Agata Bogacka). Kolekcjonerzy dostali wtedy malarstwo, z którym mogli łatwo nawiązać komunikację, znali świat pokazywany przez sztukę - te wszystkie obrazki z życia codziennego czy cytaty z mediów. Ale impet tamtej sztuki chyba umiera. Przecież nawet Bogacka zaczęła malować coś na granicy abstrakcji. Więc może kolekcjonerzy też zaczną eksplorować inne rejony. Grażyna Kulczyk może być tu dla nich doskonałym wzorem.

W Polsce takie wystawy, przy ubogiej edukacji na temat sztuki, powinny (tak uważamy!) mieć również aspekt edukacyjny. Można go znaleźć w Waszej wystawie?

O katalogu już mówiliśmy. Wystawie towarzyszy też program filmowy: Art Stations pokaże zestaw filmów dokumentalnym na temat Donalda Judda i minimalu. Zapraszamy również na oprowadzania kuratorskie (odbędą się minimum trzy). Wszystkie informacje można będzie znaleźć na Facebooku - na profilach Art Stations i BWA Warszawa.

Na zdjęciach: Donald Judd Bez tytułu, 1969; Z Kolekcji Grażyny Kulczyk; fot. Kerry Ryan McFate dzięki uprzejmości The Pace Gallery, ©VAGA oraz Jarosław Fliciński Wszystko naraz, 2011, farba akrylowa na ścianie, Dzięki uprzejmości Art Stations Foundation by Grażyna Kulczyk, fot. Przemek Jasiński

28 września, 2011

"Kup sobie Wyspę" - niezwykle ciekawa aukcja w Gdańsku


Już w najbliższy piątek w Gdańsku odbędzie się aukcja charytatywna w ramach społecznej zbiórki pieniędzy „Kup sobie Wyspę”. Pieniądze ze sprzedaży prac na wykupienie budynku w którym znajduje się jedna z najciekawszych instytucji kultury w Polsce – Instytut Sztuki Wyspa. Tylko wykupując budynek IS Wyspa może być pewna, że przetrwa, inaczej zajmowany przez instytut budynek może zostać przeznaczony na cele komercyjne. A w Polsce kultura z komercją nie wygra.
Jaki cel aukcji – taka aukcja, chciałoby się powiedzieć. Ta aukcja jest bardzo nietypowa – nie tylko dlatego, że prace dali na nią naprawdę ciekawi, ważni i rzadko przeznaczający na aukcje artyści i artystki - Mirosław Bałka, Bogna Burska, Roman Dziadkiewicz, Katarzyna Górna, Zuzanna Janin, Grzegorz Klaman, Katarzyna Kozyra, Dorota Nieznalska, Ewa Partum, Zbigniew Libera, Robert Kuśmirowski, Dominika Skutnik, Michał Szlaga, Ania i Adam Witkowscy czy Alicja Żebrowska.

Również dlatego, że dali prace bardzo ciekawe – naznaczone polityką, seksualnością, historią. Nie są to po prostu ładne przedmioty Sztuki, z jakim często dziś mamy do czynienia. To intrygujące prace – bardzo pasujące do profilu działalności „Wyspy”. Takie prace rzadko trafiają na aukcje, a w szczególności na aukcje charytatywne.

Aukcję w Gdańsku poprowadzi oczywiście, któż by inny, Andrzej Starmach. Nie trzeba jednak koniecznie wybrać się nad morze (ale oczywiście polecamy, bo pogoda na weekend szykuje się bardzo dobra), bo można licytować za pomocą telefonu poprzez IS Wyspa (telefon 601 808 148) lub za pośrednictwem Artinfo.pl. Tam też można obejrzeć katalog aukcji.

Zapraszamy!

Na zdjęciach prace Michała Szlagi, Mirosława Bałki i Adama Witkowskiego dostępne na gdańskiej aukcji

27 września, 2011

Nowa siedziba Fundacji Archeologia Fotografii

Przez ostatnie trzy lata, w niedużym mieszkaniu, w starej kamienicy, pod jednym adresem na ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie współistniały i razem tworzyły program wystaw Galeria Asymetria i Fundacja Archeologia Fotografii. Teraz rozdzieliły się i inauguracja nowego lokum Galerii Asymetria w Domu Funkcjonalnym na Jakubowskiej miała miejsce 10 września. Z kolei Fundacja Archeologia Fotografii, która od końca sierpnia rozpoczęła urzędowanie na Muranowie (na Andersa 10), w zeszły piątek, w ramach inicjatywy warszawskich galerii Gdzie jest sztuka?, otworzyła dla publiczności swoją nową galerię.

Czym jest Fundacja Archeologia Fotografii? To instytucja, która zajmuje się porządkowaniem, cyfryzacją i opisywaniem polskich archiwów fotograficznych. Na początku jej działalność ograniczała się do pracy nad dwoma archiwami - Zbigniewa Dłubaka i Zofii Chomętowskiej. Jednak, jak mówi Karolina Lewandowska, współzałożycielka Archeologii Fotografii, celem fundacji oprócz archiwizacji zbiorów ikonograficznych jest też aktywne oddziaływanie na recepcję fotografii, działanie na rzecz ostatecznego włączenia jej w historię sztuki oraz łączenia jej historii z współczesnymi działaniami artystycznymi.

W piątek działalność w nowej siedzibie Fundacja Archeologia Fotografii zaczęła projektem Karoliny Breguły "Fotografie korekcyjne". To rozwinięcie działań, które kilka dni temu zaistniały w przestrzeni miejskiej. Breguła zagłębiła się w opracowywane przez Fundację archiwum Zofii Chomętowskiej i wybrała z kilku tysięcy zdjęć osiem fotografii. Powiększone do dużych rozmiarów zostały zainstalowane w witrynach, na murach, na ulicy. “Fotografie Chomętowskiej nie mają bezpośredniego związku z miejscem instalacji, ich rola to uruchomienie ciągu skojarzeń i refleksji o mieście, w którym żyjemy, o konwencjach, restrykcjach, przemilczeniach, w których musimy funkcjonować jako mieszkańcy wielkiej aglomeracji” - opowiada o projekcie Karolina Lewandowska. W galerii na Muranowie są pokazywane dokumentacja projektu oraz film z wywiadami, które Karolina Breguła zrobiła z przechodniami.

Fundacja prowadzi też działalność wydawniczą, czerpiąc z posiadanych zbiorów ikonograficznych. Ostatnią publikacją była niewielkich wymiarów (18x16 cm) “Amerykanka”. Ta współfinansowana przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego i wydana w limitowanym nakładzie 300 egzemplarzy książka, to prezentacja wykonanych najprawdopodobniej na zamówienie Ministerstwa Komunikacji i wykonanych podczas podróży po Polsce, fotografii Zofii Chomętowskiej. Były one umieszczane w wagonach kolejowych i publikowane w wydawnictwach Ministerstwa a latach 30-tych i 40-tych. Na dniach ukaże się również kolejna książka poświęcona tej polskiej fotografce: prawie 300 stron, pokazujące prawie zupełnie nieznane fotografie z Polesia. Karolina Puchała-Rojek, która tę książkę redagowała przekopała się przez około 4.000 przedwojennych negatywów Chomętowskiej. W przygotowaniu jest też album z niepublikowanymi fotografiami ruin i codziennego życia w Warszawie lat 1945-46. Autorki to ponownie Chomętowska oraz Maria Chrząszczowa, dwie niezwykłe kobiety, które w intrygujący sposób sportretowały miasto. Informacje o publikacjach można znależć na stronie Fundacji http://www.archeologiafotografii.pl.

Agata Ubysz

Na zdjęciach: Karolina Breguła, Fotografie korekcyjne, Andersa 13;
Zofia Chomętowska, Stacja kolejki WKD Radość, 1936-1939 © Chomętowscy / Fundacja Archeologia Fotografii;
Zofia Chomętowska, Zakopane, 1936-1939 © Chomętowscy / Fundacja Archeologia
Fotografii

23 września, 2011

„Staram się nie ograniczać w swych obrazach” rozmowa z Mateuszem Szczypińskim

Dzisiaj w ramach projektu „Gdzie jest sztuka” zapraszamy szczególnie na odwiedzenie galerii lokal 30 gdzie swój pierwszy indywidualny pokaz przygotował Mateusz Szczypiński. Z tej okazji poprosiliśmy artystę o krótka rozmowę.

Mateusz, twoja droga artystyczna jest inna niż większości artystów. Zacząłeś swoją edukację od historii sztuki a nie od malarstwa czy grafiki. To celowe, zaplanowane działanie czy też w trakcie studiów poczułeś potrzebę malowania?
Zawsze lubiłem malowanie i rysowanie, podobnie jak interesowała mnie historia sztuki. Myślę, że trudno oddzielić te dwie sfery. Pod koniec liceum gdy miałem wybrać kierunek i rodzaj studiów, myślałem jak to połączyć. Złożyłem papiery na ASP w Poznaniu, oraz na Historię Sztuki w Krakowie. Na ASP nie udało mi się za pierwszym razem, dostałem się za to na Uniwersytet, tak więc to trochę przypadek z kolejnością studiowania tych kierunków. Zacząłem Historię Sztuki i w zasadzie na jakieś dwa-trzy lata skupiłem się na tym. Przez ten czas zdałem sobie sprawę , że „naukowe” podejście do sztuki, charakterystyczne dla Uniwersytetu, nie do końca mi odpowiada. Przeszkadzało mi analizowanie wszystkiego, tłumaczenie, rozbijanie na części pierwsze, porównywanie i katalogowanie. Gdzieś w tym wszystkim traciło się entuzjazm i radość kontaktu ze sztuką. Chodzi mi o taki moment gdzie widzisz obraz i pojawia się jakieś przyciąganie. Analizowanie tego uczucia, próba wytłumaczenia go, czy zwykłe zwerbalizowanie tego co się widzi, odbiera temu pewną wyjątkowość. Akademia była ciekawą zmianą. Dużo bardziej odpowiadało mi to miejsce, miało się pewną swobodę i więcej zależało od indywidualnych wyborów studenta, który musiał wybrać sobie odpowiednie pracownie. Choć to właśnie dzięki Historii Sztuki te studia były łatwiejsze, a podejmowane wybory były bardziej świadome.


Tę Twoją drogę, początek na historii Sztuki, widać w Twoich pracach. Bardzo w nich dużo nawiązania do znanych prac, ikon malarstwa europejskiego. Van Eyck, Breughel, Velasquez, kto jeszcze?
Massacio, Van der Wayden, Memling, Bosch, ale także Manet, Bacon, konstruktywiści rosyjscy,… w zasadzie nie przyjmuję żadnego klucza. To dosyć spontaniczne i skrajnie subiektywne. To ma formę takiego malarskiego Found Footage’u , czasem wykorzystuję do tego cały obraz, kompozycje, innym razem pojedynczy motyw, poetykę obrazu, jego atmosferę, albo znów sam temat. To nie zawsze są moi „ulubieni” artyści lub obrazy, czasem po prostu cos utkwi mi w głowie i muszę to „przetrawić”.


Co na Twoich obrazach robią kolaże ze starych gazet? Skąd ten pomysł?
Przyznam, że zawsze mnie kusiło pewne wyjście poza malarstwo. Najpierw było to dość intuicyjne, malowałem na jednym płótnie jakieś rzeczy, totalnie do siebie nie pasujące. Technicznie nie był to collage, ale jakieś odwołanie się do tej estetyki. Podobało mi się napięcie jakie powstawało przy zestawieniu różnych rzeczy. Następnie szukałem swojego języka, to były różne eksperymenty z ingerencją w płaszczyznę i materię obrazu, doszywałem różne elementy, formowałem je. Myślę, że collage był tu naturalną drogą rozwoju. Z jednej strony mam tu to napięcie, wynikające ze zderzenia różnych rzeczywistości. Z drugiej strony znalazłem pewną przestrzeń tematyczną i znaczeniową w postaci starych gazet, którą chciałem wykorzystać


A gdzie masz źródło tych gazet?
Zawsze miałem słabość do staroci. Lubię chodzić po różnych bazarach, targach i antykwariatach. Wyszukuję tam różne ciekawe rzeczy, także stare książki i gazety. Niektóre z nich wykorzystuję w swych pracach. Te gazety są rodzajem wehikułu czasu do innej epoki, wiążą się z nimi bardzo konkretne treści, to kopalnie skojarzeń, wspomnień i inspiracji. To też konkretna estetyka, dla mnie trochę z innego świata.


Jak wyglądają Twoje zainteresowania artystyczne? Który z artystów cię fascynuje? Tych dawnych już znamy. A sztuka współczesna?
Ciężko mi się ograniczyć tylko do współczesności Moje zainteresowania artystyczne związane są ze względu na to co sam robię, głównie z malarstwem. Jeśli chodzi o sztukę na świecie to duże wrażenie robią na mnie obrazy Georga Baselitza, Albaerta Oehlena, Johnatanna Messe, Richarda Princea, czy Larrego Riversa.
Jeśli chodzi o scenę Polską to bardzo długo byłem pod wrażeniem malarstwa Grupy Ładnie. Chodzi mi głównie o to jak swobodne było to malarstwo, naturalne i bez kompleksów. Później szukałem podobnych cech u innych twórców i znalazłem to u Radka Szlagi, choć w zupełnie innym wydaniu. Lubię poetykę prac Jakuba Juliana Ziółkowskiego i Tomka Kowalskiego. Naprawdę wielkie wrażenie robią na mnie prace Roberta Kuśmirowskiego, a także realizacje Normana Leto.


Nietrudno zauważyć, iż w niektórych pracach nawiązujesz do tego co na początku robił Tomek Kowalski – szczególnie w portretach. Nie boisz się porównania z Tomkiem czy Jakubem Julianem Ziółkowskim?

Mam nadzieję, że to co robię jest jednak na tyle różne od twórczości Kowalskiego i Ziółkowskiego, że nie muszę się obawiać takich zestawień. Wiesz, w moim przypadku jest to podwójnie trudna kwestia. Z założenia odwołuje się w swych pracach do dzieł innych artystów, w związku z czym towarzyszą mi obawy, by nie przekroczyć pewnych granic. Z drugiej strony, wierzę że aby robić naprawdę „swoję” rzeczy trzeba wyzbyć się kompleksów, bo one mogą zablokować wszelkie działania. Staram się nie ograniczać w swych obrazach, myśleniem „a może ktoś już tak zrobił”, bo pewnie nigdy bym nic nie namalował.

Co pokażesz na wystawie w lokalu 30?
W całości będzie to malarstwo, najnowsze prace i chyba tylko jedna z nich była gdzieś wcześniej pokazywana więc gorąco zapraszam na wernisaż.

Dziękujemy za rozmowę.

Na zdjęciach najnowsze prace Mateusza jakie już dzisiaj zobaczycie na wystawie w lokalu 30

20 września, 2011

„Nie wiedzą dlaczego, ale robią to” – w Londynie i Madrycie

Już wkrótce ciekawie zapowiadając się pokaz zbiorowy (z przewagą polskich artystów) i debiut (?) kuratorski Piotra Sikory w wędrującej wystawie „Nie wiedzą dlaczego, ale robią to”. Wystawa zostanie pokazana w Waterside Contemporary w Londynie: (9 Października – 5 Listopada) oraz w Galerii Blanca Soto w Madrycie (10 października – 2 Grudnia). Na wystawie zobaczymy prace 8 twórców, których praktyka artystyczna odwołuje się w jakis sposób do tematu ideologii . Wśród zaproszonych artystów znajdziemy min: Grzegorza Drozda, Konrada Smoleńskiego, Macieja Stępińskiego i Radka Szlagę. Polecamy i zapraszamy.


Na zdjęciu: Konrad Smoleński fragment instalacji, video HD, 6’36’’ + fotografia 42x75 cm (lambda, dibond), 2009, fot. Dagny Nowak