04 marca, 2011

Polskie artbooki fotograficzne – przewodnik kolekcjonera – część 1

Praktycznie w każdym miesiącu pojawia się jakaś interesująca pozycja z kręgu sztuk wizualnych, jaką warto przeczytać, przejrzeć i po porostu mieć jako obiekt kolekcjonerski. Pozycje takie wyróżniają się limitowanym nakładem, ciekawym wzornictwem, autografem artysty coraz częściej są wzbogacone o limitowaną edycję towarzyszących im prac. W niektórych krajach (Japonia) są najszybciej rozwijającym się medium kolekcjonowania sztuki (tu fotografii). Wynika to po pierwsze z dostępnej dla szerokiego grona kolekcjonerów ceny, po drugiej unikatowości (limitowane edycje, często sygnowane) po trzecie przez wielu artystów jest to uznawane (publikacja) za równorzędną z innymi pracami prace. Nakład czy pojecie oryginału nie ma tu znaczenia. Artysta wskazuje na to co jest oryginałem jego pracy.

Oczywiście dotyczy to przede wszystkim fotografii i na niej się tu skupimy. Publikacje innego typu omówimy przy kolejnej okazji. Samo pojęcie artbooka jest tu potraktowane dość szeroko, jak zobaczycie w naszym zestawieniu, ujęliśmy tu zarówno obiekty powstałe w jednym egzemplarzu jak i wychodzące w tysiącach magazyny. To co je łączy jest to że są skomponowanym zestawem prac (nie pojedynczą fotografią) celowo wykorzystujące dane medium do prezentacji. Kolejność prezentowanych obiektów jest przypadkowa (nie jest to ranking). Nie przypadkowe są nasze wybory – są to naprawdę obiekty pożądania każdego kolekcjonera. Oto pierwsza dziesiątka:

Jan Bułhak – Album majątku Ignatycze (1934)
Majątek Ignatycze znajdujący się obecnie na terenach Białorusi należał do rodziny Radziwiłłów i Jelskich. Przepięknie położony w starym parku, stanowił przykład typowej rezydencji kresowej. Album ten powstał (prawdopodobnie) na zlecenie ostatnich właścicieli majątku. Kto był stroną inicjującą? Czy właściciele zwrócili się do wileńskiego fotografika Jana Bułhaka z prośbą o dokumentację fotograficzną swojej posiadłosci, czy też propozycja padła od podróżującego po tym terenie artysty, tego już się nie dowiemy. Pozostał przepiękny album dokumentujący „fotografię ojczystą” międzywojennej Polski.
Unikat. Kolekcja prywatna.




Edward Hartwig – Fotografika (1960)
Pierwsze wydanie w 1960 roku (drugie wydanie w 1962), było dużym wydarzeniem artystycznym. Książka stała się nie lada sensacją w Polsce i za granicą. Pokazywała bardzo nowoczesną, eksperymentalną fotografię.
Nakład pierwszego wydania - 13000



Kuba Dąbrowski – Western (2010)
Pierwsza i jak na razie jedyna publikacja Kuby Dąbrowskiego, jednego z najciekawszych artystów młodego pokolenia. Western to fotograficzna powieść drogi zakotwiczona w zimowej Warszawie.
Nakład 300 egzemplarzy. Numerowane i sygnowane.




Aneta Grzeszykowska – Album (2005)
Album Anety Grzeszykowskiej to 201 fotografii oprawionych w zwykłym fotograficznym albumie. Aneta Grzeszykowska przerobiła rodzinny album, usuwając własną postać z wszystkich fotografii.
Unikat. Praca w kolekcji Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie



Miesto – „Ludzie, miesto, zwierzęta” (2009)
Warszawa na zdjęciach miesto (pseudonim artysty) wygląda bardzo smutno i szaro – puste przystanki, gołębie, ludzie w tramwaju, blokowiska Bródna i podwórka Pragi. Smutno i szaro ale w jakiś sposób ujmująco. Zdjęcia robione przypadkowo, bez kadrowania, nieostre - niby to wszystko już było ale na chwile rozprasza i wyzwala wspomnienia.
Album wydany w malutkim nakładzie 79 sztuk.



Zbigniew Libera – Przekrój, 13 kwietnia 2003
Na okładce tygodnika Przekrój w kwietniu 2003 roku pojawiło się zdjęcie „Sen Busha” czyli radośnie witanej armii amerykańskiej w Iraku. W środku fotoreportaż i prace z serii „Ostateczne Wyzwolenie” Libery. Oczywiście istnieją oryginały tych prac (edycja 10) ale samo wydanie gazety też pełni funkcję oryginału i niezwykle ciekawego obiektu kolekcjonerskiego.
Nakład nieznany.



Iza Tarasewicz – ‘Żywicielka” (2008)
Żywicielka to praca dyplomowa Izy Tarasewicz. Książka ze zdjęciami z projektu powstała jako jeden z elementów tej pracy. Zawiera kilkadziesiąt fotografii rysunków na pomarańczy, przedstawiających sceny z uboju świni. Każde ze zdjęć jest opatrzone komentarzem artystki.
Nakład – 2 sztuki. Praca w kolekcji prywatnej oraz w Archiwum ASP w Poznaniu.



Szymon Kobylarz – Album rodzinny (2004)
Album rodzinny Szymona Kobylarza to album bez ludzi. Zebrane w albumie fotografie pokazują miejsca, uroczystości, spotkania rodzinne na których nie ma jednak śladu ludzi. Pusty wózek dziecinny, zjeżdżalnia, stoły zastawione jedzeniem, pracownia , wszędzie można zauważyć ślady życia którego nie widać. Album kończy się pomnikiem na cmentarzu gdzie pod imieniem i nazwiskiem artysty widnieje data śmierci..
Unikat. Kolekcja prywatna


Krzysztof Zieliński – „Millenium School” (2009)
Wydana przez CSW Znaki Czasu w Toruniu publikacja zawiera fotografie 44 fotografie szkoły podstawowej nr 3 w tym mieście, w której uczył się artysta. Dodajmy, że nie jest to zwykła szkoła podstawowa, tylko jedna z ponad tysiąca „tysiąclatek”, zbudowanych z jednej sztancy szkolnych klocków w połowie lat 60. na obchodzone z pompą przez władze komunistyczne tysiąclecie państwa polskiego. Zieliński przypadkowo trafił ponownie do swojej szkoły i zafascynowany mieszaniną nowego i starego, przeszłości i teraźniejszości postanowił przygotować serię pokazującą pustą szkołę swojego dzieciństwa.

Istnieje wersja kolekcjonerska tego albumu (44 sztuki) z unikatowym sygnowanym zdjęciem z tego projektu.

Na zakończenie tego pierwszego zestawu publikacja, która nas zainspirowała do zrobienia tego zestawienia i o której pisaliśmy już kilka dni temu

Joanna Rajkowska, Sebastian Cichocki – „Psy z Üsküdar” (2011)
Książka składa się z dwóch elementów: fotografii Joanny Rajkowskiej oraz tekstu Sebastiana Cichockiego. W 2009 roku Rajkowska i Cichocki spotkali się w Stambule w ramach pracy nad projektem dla miasta Konya. Podczas jednego z licznych spacerów trafili do azjatyckiej dzielnicy Üsküdar, która pełniła dawniej funkcję cmentarza miejskiego. Ich uwagę zwróciła wataha psów wylegujących się na muzułmańskich grobach.
Wydawcą książki Jest Fundacja Sztuk Wizualnych.
Nakład całkowity 300 egzemplarzy, nakład limitowany z sygnowanym zdjęciem Joanny Rajkowskiej (egzemplarze o numeracji 26 – 50).

Część 2 juz wkrótce.


Zdjęcie 1 – fragment albumu, „Aleja w Annopolu”, Jan Bułhak, Wilno 1934. Kolekcja prywatna.
Zdjęcie 2- Okładka dość już sfatygowanego egzemplarza „Fotografiki” Edwarda Hartwiga
Zdjęcie 3- okładka Westernu Kuby Dąbrowskiego, dzięki uprzejmości artysty.
Zdjęcie 4 – fragment Albumu Anety Grzeszykowskiej. Kolekcja MSN w Warszawie
Zdjęcie 5 – okładka publikacji.
Zdjęcie 6 – okładka Przekroju ze zdjęciem Zbigniewa Libery na okładce
Zdjęcie 7 – Izabela Tarasewicz, Żywicielka, Galeria Starter, Poznań, fot. Honza Zamojski
Zdjęcie 8 – fragment albumu Szymona Kobylarza, kolekcja prywatna.
Zdjęcie 9 – album „Millenium School” Krzysztofa Zielińskiego
Zdjęcie 10 – okladka albumu „Psy z Üsküdar

03 marca, 2011

List otwarty

Dostaliśmy taki list od studentki jednej z polskich uczelni artystycznych. Czy faktycznie dotyczy tylko studentów spoza Warszawy i Poznania? Jak uczelnie artystyczne przygotowują studentów do „dorosłego życia”? Czy jest to tylko problem uczelni artystycznych? A może to jest jak najbardziej naturalne, może w ten sposób przebiega swoistego rodzaju „dobór naturalny”? Zapraszamy do dyskusji.

"Za rok kończę studia na ASP. Nie studiuję w Warszawie, ani w Poznaniu, więc moje szanse na zaistnienie w art wolrldzie są żadne. Nie tylko moje, ale co roku z akademii wychodzi mnóstwo artystów, część naprawdę zdolnych, którzy nie wiedzą co dalej. Nie uczą nas na akademiach jak zrobić dobre portfolio, nie mówią jak poznać kuratora, nie zapraszają kuratorów na wystawy końcoworoczne, nie mają żadnych umów z fundacjami artystycznymi ani z galeriami. Gdybym wcześniej wiedziała to co wiem teraz, to już dawno przeniosłabym się do Warszawy. Tam jest jakaś szansa się wybić. Niestety już za późno. Nie mam pojęcia jaki ruch wykonać po ASP. Nie uczą nas tego, więc może Wy napiszecie jeszcze jeden przewodnik? Tylko że dla artystów, z adresami e-mail do kuratorów, z katalogiem galerii otwartych na studentów ASP, z instrukcjami jak profesjonalnie zabrać się za swoje życie artystyczne. Biorę udział w różnych konkursach, w jakichś aukcjach charytatywnych i co nieco staram się zdziałać. Jednak ja, jak i wszyscy studenci na mojej akademii nie mają pojęcia jak nawiązać kontakt z kuratorem lub galerzystą. Gdy wystąpiliśmy do dziekana o wsparcie w tej sprawie, o kontakty z fundacjami artystycznymi albo o poparcie i pomoc w promowaniu nas w galeriach – zostaliśmy wyśmiani i kazano nam się puknąć w czoło. Prosiliśmy, aby wystawy końcoworoczne nie były pozamykane w pracowniach, żeby miasto je promowało, żeby zapraszano kuratorów. Kadra w większości się nami nie interesuje. Niby organizują dwa ogólnopolskie konkursy, jednak one nic nie dają, jedynie nagrody, a nie propozycję wystawy w poważnej galerii. Z kolei w konkursach typu Henkel Art. Master, czy Samsung Art od jakiegoś czasu wygrywają same filmy. I co mamy zrobić my, malarze, rzeźbiarze?

Gdy czytam biografie znanych polskich współczesnych artystów, to prawie wszyscy pokończyli ASP w Warszawie. Poznań w sumie ma ośrodek kuratorski. Inne akademie co roku wypuszczają spod swoich skrzydeł artystów, o których nigdy nikt już nie usłyszy. No okej, są wyjątki. Ale nie zmienia to stanu rzeczy: na akademiach nie uczą nas jak postępować, jak się starać o wystawę, gdzie można się starać o wystawę, itp. Jak to w ogóle działa, czy artysta przychodzi do galerii z portfolio, czy szuka gdzieś kontaktu z kuratorem (gdzie?)? Jak w ogóle się za to zabrać, czemu profesorowie nie potrafią odpowiedzieć na to pytanie? Jak zostać kuratorem? Jak zorganizować sobie wystawę? Jak dotrzeć do kolekcjonera sztuki? Jak zainteresować sobą marszanda? Skąd wziąć marszanda? Czy galerie podpisują chętnie umowy z artystami? Jakie to galerie? Obecnie [my, studenci ASP] wystawiamy się w knajpach, może jest nawet jakaś galeria otwarta na studentów, jednak to niczego nie zmienia, nie widuję potem tych osób w Łaźni, Zniechęcie, Bunkrze Sztuki, Wyspie, czy Ujazdowskim. Sami profesorowie to też w większości nie są autorytety na rynku sztuki. Oni sami nie wiedzą jak się za to zabrać. Brakuje takiego przedmiotu na uczelni, który by tego uczył. Mam wrażenie, że każdy, kogo znam po ASP widzi siebie na stanowisku asystenta profesora albo w firmie reklamowej, graficznej. I to jest dla nich wymarzony sukces, nie maja innego pomysłu na siebie.
Pozdrawiam,
M"

02 marca, 2011

Z półki kolekcjonera - "Koniec podróży. Cykl wystaw Ideozy"


W ubiegłym roku pisaliśmy o cyklu wystaw „Ideozy” (zobacz) organizowanych przez młodych historykóe sztuki w ramach warsztatów kuratorskich prowadzonych przez prof. Andrzeja Turowskiego. Wystawy odbywały się w warszawskim Instytucie Awangardy ( dawne studio Henryka Stażewskiego i Edwarda Krasińskiego przy Al. Solidarności). Patronat nad nimi objęły Instytut Historii Sztuki UW, Fundacja Galerii Foksal oraz Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.


Teraz mamy przyjemność napisać, że do księgarni trafiła już książka zatytułowana Koniec podróży. Cykl wystaw »Ideozy« z zapisem tych projektów. Nie jest to właściwie książka, ale pudełko zawierające sześć plansz, z których każda to fotograficzny kolaż odnoszący się do kolejnej wystawy. Wśród tekstów znaleźć można wyjaśnienie pojęcia ideoza, spis ekspozycji, esej Ewy Skolimowskiej wyjaśniający i podsumowujący projekt oraz rozmowa z prof. Andrzejem Turowskim. Mówi on w niej o swojej współpracy z młodymi historykami sztuki nad kolejnymi ekspozycjami, które powstawały w związku z jego wykładami i seminariami poświęconymi aktualnym problemom sztuki, nauki, kultury i polityki. Autorem projektu graficznego jest Honza Zamojski, znany dobrze czytelnikom ArtBazaar.


Zachęcamy do kupna tej książki, zwłaszcza, że jej cena jest wyjątkowo zachęcająca - kosztuje jedynie 10 złotych.

01 marca, 2011

Beata Szparagowska w View Magazine

Interesujący się fotografią na pewno znają View, belgijską publikację całkowicie poświęconą temu medium. W ostatnim, wydanym na 5 lecie, jubileuszowym numerze, można znaleźć wywiad z polską artystką, Beatą Szparagowską. Mieszkająca w Brukseli Szparagowska ma na swoim koncie udział w kilku grupowych wystawach takich jak Emerging Talents from Belgian Schools of Photography, czy w konkursie Jeune Talent SFR podczas prestiżowych Spotkań Fotograficznych w Arles w 2010.




Publikacja w View jest zdecydowanym potwierdzeniem rosnącego zainteresowania młodą Polką. Cieszy, że jej praca została zauważona przez redaktorów, którzy jak wynika z zamieszczonego wywiadu, od dwóch lat śledzą jej artystyczne poczynania. Przedstawione w View fotografie zostały wykonane przez Szparagowską podczas rezydencji w L'L (miejscu poszukiwań i towarzyszenia młodym kreatorom). Portrety pokazujące pracę innych uczestniczących w programie artystów: tancerzy, choreografów, aktorów czy reżyserów stanowią serię Work in Progress a L'L, która jest cały czas uzupełniana.

Na maj 2011 Szparagowska przygotowuje wystawę w brukselskiej galerii Ikono.

Z Lozanny dla ArtBazaar Agata Ubysz.

26 lutego, 2011

“Psy z Üsküdar” - promocja projektu Joanny Rajkowskiej i Sebastiana Cichockiego


Wczoraj (25 lutego) w Krakowie w Bunkrze Sztuki (prowadzenie - Jan Sowa), a jutro (27 lutego) w Warszawie na Chłodnej 25 (prowadzenie - Anna Theiss) odbyły się i odbędą wieczory promocyjne najnowszego książkowego projektu Joanny Rajkowskiej i Sebastiana Cichockiego.
“Psy z Üsküdar” składają się z dwóch elementów: fotografii Joanny Rajkowskiej oraz tekstu Sebastiana Cichockiego. W 2009 roku Rajkowska i Cichocki spotkali się w Stambule w ramach pracy nad projektem dla miasta Konya. Podczas jednego z licznych spacerów trafili do azjatyckiej dzielnicy Üsküdar, która pełniła dawniej funkcję cmentarza miejskiego. Ich uwagę zwróciła wataha psów wylegujących się na muzułmańskich grobach. Jak piszą autorzy, przypominały one jednostki mieszkalne dla zwierząt. W trakcie tych spacerów powstały zdjęcia Rajkowskiej, natomiast napisany później tekst Cichockiego stanowi nietypową reakcję kuratora na twórczość artystki. Nie jest to tekst o zdjęciach lub o projekcie, lecz fikcyjna i wielopoziomowa narracja. Efektem spotknia tych dwóch opowieści jest książka i wystawa, której pierwsza prezentacja ma miejsce w Galerii ZPAF i S-ka.


A książka ma szansę stać się obiektem kolekcjonerskim, bo jej nakład to tylko 300 egzemplarzy, z których każdy jest numerowany i podpisany przez autorów. Wydawcą książki Jest Fundacja Sztuk Wizualnych. Cena: 50 PLN (podczas spotkań 45 PLN), do nabycia w Galerii ZPAF i S- ka (galeria@zpafiska.pl). Dodatkowo książki z numerami od 26/300 do 50/300 będą sprzedawane ze zdjęciami z tej książki. Parzyste z pracą "Psy z Üsküdar #8" (pierwsze zdjęcie), a nieparzyste z pracą "Psy z Üsküdar #11" (drugie zdjęcie). Cena tej edycji to 500PLN.
I co ciekawe, nie będzie to ostatnia książka kolekcjonerska Joanny Rajkowskiej. O następnej, wydanej tym razem w Berlinie, napiszemy już wkrótce!
A tymczasem przekażemy jeszcze informacje na temat jutrzejszej promocji “Psów z Üsküdar”. Oto one:
Warszawa: 27.02.2011, godz. 18.00, Chłodna 25 (spotkanie poprowadzi Anna Theiss)

25 lutego, 2011

WAW - nowy warszawski miesięcznik o kulturze


W ostatnim poście żegnaliśmy a dziś witamy - WAW - nowy warszawski miesięcznik o kulturze. Formatem przypomina Obieg i Piktogram. Po przeczytaniu wart zachowania i postawienia na półce. Dużo w nim sztuki i dobrych zdjęć. Niestety bardzo trudny do zdobycia (spotkałem tylko w dwóch miejscach w Trafiku i w Zachęcie). Na okładce lutowego wydania Katarzyna Kozyra a w środku min:

Katarzyna Kozyra wyznaje grzechy
Magdalena Buczek pokazuje 100 ulubionych części ciała
Miesto podszczypuje street art
Dworzec Centralny zostaje Misterem Warszawy
Agnieszka Kowalska zachwyca się polskim designem
tekst Adama Mazura o Annie Bohdziewicz
Kobiety rządzą w CSW
Mokotowska zamienia się w 5th Avenue
Maurycy Gomulicki za kratami
Sylwia Chutnik została stylistką
Macio Moretti zamknął się w domu

Zapraszamy do lektury!

23 lutego, 2011

Spieszmy się odwiedzać galerie gdyż tak szybko znikają

Jak donoszą media, a wcześniej plotki wśród znajomych, została zamknięta Yours Gallery w Warszawie. Yours Gallery była jedną z nielicznych galerii warszawskich specjalizujących się w fotografii, z wyjątkowymi możliwościami ekspozycyjnymi, fantastycznie zlokalizowana w centrum Warszawy. Właściwie skazana na sukces jednak jak słychać spodziewanego sukcesu chyba nie osiągnęła.

Program Yours Gallery to nie była do końca moja bajka a być może niezbyt uważnie śledziłem co się tam dzieje i w całej historii galerii byłem tam raz w styczniu tego roku na wystawie „Masa prac” pokazującej współczesną fotografię polską. Wystawa i sam pomysł sprzedaży prac prosto z wystawy bardzo mi się podobał. Kupiłem nawet jedną prace i obiecałem sobie wracać częściej. Niestety prawdopodobnie już nie ma do czego. Przyznam, że mam lekkie wyrzuty sumienia. Dlaczego częściej tam nie bywałem? Oczywiście wizyty jednej osoby, nie wiem jak częste, całej sytuacji by nie zmieniły, ale skłoniło mnie to do refleksji jak wiele galerii, instytucji uznajemy za oczywisty i stały element naszego krajobrazu, często nie zdając sobie sprawy jak duży wysiłek (osobisty i finansowy) ponoszą osoby abyśmy mogli raz w roku (aby przynajmniej tyle) je odwiedzić. Wiem jak to jest czasami trudno przygotować wystawę, zrobić otwarcie (na które przyjdzie może kilkadziesiąt osób) i potem całymi dniami siedzieć w pustym pomieszczeniu. Ciągle kołacze się pytanie – dla kogo to robimy? Dla siebie? Dla artysty? Dla tych kilkudziesięciu osób, które były na wernisażu, być może dla tej krótkiej notki w prasie?

Oczywiście nie dotyczy to tylko prywatnych galerii. Kilka razy byłem świadkiem na wernisażu znakomitej wystawy, wymagającej kilkumiesięcznej pracy, takiej sceny gdzie zażenowany kurator, zaniepokojony artysta czekają na gości, których zbyt wiele się nie pojawiło. Jest to przykry widok.

Wizyta w galerii jest takim gestem poparcia. Docenieniem wysiłku osób w to zaangażowanych. Odwiedzajmy galerię (prywatne i państwowe). One tego potrzebują.

21 lutego, 2011

Jerzy Nowosielski nie żyje

Jeden z najwybitniejszych polskich malarzy XX wieku, Jerzy Nowosielski, zmarł dziś w Krakowie w wieku 88 lat, podały media. "Malarstwo to moje prywatne misteria. Ja sobie stwarzam rzeczywistość, o której marzę" - powiedział w jednym z wywiadów w "Gazecie Wyborczej".

Z półki kolekcjonera – “My name is Charles Saatchi and I am an Artoholic”

W książce tej zebrano ponad 200 pytań, jakie dziennikarze i odwiedzający galerię Saatchiego zadali temu jednemu z najsłynniejszych kolekcjonerów ostatnich kilkunastu lat. W większości są to krótkie odpowiedzi i niewiele z nich liczy więcej niż dwa, trzy zdania (a te z reguły nie dotyczą sztuki tylko jego pracy w reklamie). Tytuł tej ksiązki to też jedna z odpowiedzi na pytanie – czy mógłby Pan powiedzieć coś szczerego na swój temat – „Nazywam się Charles Saatchi i jestem uzależniony od sztuki”.


Na czym polega to uzależnienie? Na kupowaniu dużej ilości prac artystów wkraczających na rynek sztuki, na „obracaniu” nimi w sferze publicznej – pokazywaniu na wystawach, wypożyczaniu – co powoduje ich rozpoznawalność i w końcu sprzedawaniu z dużym zyskiem. Saatchi to bardzo kontrowersyjna osoba – przez część osób niemalże śledzona i tropiona (co kupi - czyli co będzie gorące w nadchodzącym okresie), podziwiany za rozmach, doskonałe oko i umiejętność promocji swojej działalności; przez innych krytykowany za mechaniczne (rynkowe) podejście do sztuki i instrumentalne traktowanie artystów. Niewątpliwie jest człowiekiem sukcesu co samo w sobie jest przez jednych podziwiane a przez innych kontestowane.

Sama książka rozczarowuje, głównie przez chłodne, szybkie odpowiedzi autora. Jeśli Saatchi chciał uniknąć złej maski jaką mu się przykleja to trochę tą książką sam ją potwierdził poprzez wielokrotnie cyniczne odpowiedzi, robiąc wrażenie jakby wszyscy dookoła niepotrzebnie zawracali mu głowę.

Dla zainteresowanych polskimi akcentami- jedyny polski artysta wymieniany to Wojciech Fangor wspomniany, jako przykład artysty który był kopiowany przez artystów, którzy odnieśli większy sukces (finansowy) niż sam Fangor gdyż byli lepiej wprowadzani na rynek.

Można opuścić.

18 lutego, 2011

Targi czasu kryzysu (tym razem gospodarczego) czyli ARCO - korespondencja z Madrytu

Organizatorzy trzydziestych, jubileuszowych targów sztuki najnowszej ARCO, które rozpoczęły się w czwartek w Madrycie, nie mają łatwego zadania. W Hiszpanii wszyscy mówią o kryzysie gospodarczym, a bezrobocie, obecnie na poziomie ponad 20 %, przypomina to w najgorszych latach polskiej transformacji. Jednak kryzys w Hiszpanii trwa już od dłuższego czasu, więc Hiszpanie „oswoili się” z kryzysem.
- W ubiegłym roku na targach nie mówiło się w ogóle o sztuce, tylko o kryzysie, pieniądzach i o tym, co będzie dalej. Teraz ludzie już się przyzwyczaili do kryzysu. I kupują. Może nie od razu, ale po chwili zastanowienia i nie największe prace, tylko trochę mniejsze – powiedział mi znajomy galerzysta z Berlina, bywalec ARCO od lat.
W ubiegłym roku było tak źle, że organizatorzy zdecydowali się na „odświeżenie” image targów i powołali nowego dyrektora. Został nim Carlos Urroz Arancibia i od razu wziął się do roboty. W tym roku targi ARCO są mniejsze, ale więcej jest młodych galerii, szczególnie hiszpańskich. Jednak kryzys gospodarczy sprawił, że galerie, te z Hiszpanii, i z zagranicy przywiozły do Madrytu „bezpieczną ofertę”. Dużo jest malarstwa, fotografii, sporo instalacji (ale nie za dużych – takich, by zmieściły się w kolekcjonerskich domach), a dużo mniej wideo. Sporo pojawiło się też klasyki – i to zarówno dzieł takich twórców, jak Pablo Picasso, Fernand Leger czy Alexander Calder, jak i op-artu i klasyki lat 60. – prace Jesusa Soto, Lygii Clark, Almira Mavigniera czy Marco Maggi.

Środek targowej hali zajmują dwie hiszpańskie galerie „eksportowe” – Helga de Alvear oraz Juana de Aizipuru. Na stoisku tej drugiej galerii poczesne miejsce zajmuje olbrzymia fotografia Wolfganga Tillmansa z 2009 roku, zatytułowana „Neutral density B”. Znakomita praca, oczywiście zgodnie z zasadą wieszania prac niemieckiego fotografika, bezpośrednio przybita do ściany.

Z kolei w galerii Helgi de Alvear, króluje „idący człowiek” ze światem u nogi duńskiego prześmiewczego duetu Elmgreen&Dragset (druga rzeźba z edycji trzech sprzedana za 55 tysięcy euro). Alvear sprzedała również znakomity obraz-rzeźbę Angeli de la Cruz (za 35 tysięcy euro), artystki nominowanej do ubiegłorocznej Nagrody Turnera. Przy tej artystce widać, ile znaczy nominacja do tej prestiżowej nagrody, bo jej prace są jeszcze w kilku galeriach – na przykład wiedeńskiej Krinziger.
Dominację wielkich galerii madryckich próbują przełamać młode galerie, takie jak choćby Nougeras Blanchard z Barcelony, która pokazała między innymi prace młodego kubańskiego artysty Wilfredo Prieto. Na targach galeria pokazała instalację z gum do żucia na podłodze oraz świetną instalację „Dos clasicos” wykonaną podczas pobytu artysty w Grecji, a składającą się dwóch kostek – jednej wykonanej z marmuru (klasyk grecki, czy szerzej – europejski), a drugiej z cukru (klasyk kubański, czy szerzej – postkolonialny).

Prieto ma teraz znakomicie przyjętą indywidualną wystawę w madryckim muzeum Centro de Arte Dos de Mayo (CA2M), która pokazuje bogactwo twórczości tego młodego (32 lata) artysty.
Targi ARCO kiedyś słynęły jako „drzwi do europejskiego rynku” dla galerii z Ameryki Łacińskiej. Dziś taką rolę przejęło Art Basel Miami Beach. Organizatorzy spróbowali uratować sytuację tworząc specjalną sekcję SOLO PROJECT, w której pokazywane są prace artystów z tego regionu, niezależnie od miejsca pochodzenia galerii. Warunkiem jest pokazywanie prac tylko jednego artysty lub jednej artystki. Ciekawy projekt argentyńskiej artystki Margerity Paksy, tworzącej politycznie zaangażowane prace okresie tworzenia się reżimu w Argentynie w latach 60. i 70 pokazała wenezuelska/amerykańska galeria Henrique Faria. Bardzo prostymi środkami, plakatowymi wręcz, artystka wyrażała swój gniew wobec łamania podstawowych praw człowieka w swoim kraju. Na pracach są napisy: sprawiedliwość, wolność oraz przemoc ze "sfocusowanym" celnikiem karabinu na środku.

Jednak oprócz SOLO PROJECT południowo- i środkowoamerykańskich galerii jest jak na lekarstwo. Dlatego organizatorzy znaleźli inny temat – Rosję. Zorganizowano specjalny program nazwany Focus Russia i ściągnięto do Madrytu galerie rosyjskie. Poziom większości z nich pozostawia wiele do życzenia, ale stoisko znanej choćby z Art Basel Galerii XL z Moskwy mogło się podobać. Odwiedził je zresztą hiszpański następca tronu, książę Felipe z żoną Letizią. Na stoisku tym królowały portrety martwych małp wykonane przez rosyjskiego enfant terrible Olega Kulika (praca z 1998 roku) oraz ściśnięte między dwoma płytami z pleksi maski Anny Jarmolaevej z 2008 roku.

Wiele osób, a w szczególności wycieczki z programu „First Collector” (dla osób, które zamierzają kolekcjonować sztukę najnowszą) odwiedzało stoisko niemieckiej galerii Steinle Contemporary, która poświęciła je w całości pracom austriackiego artysty Kaspera Kolvitza.

Wszyscy oglądali dwie rzeźby wykonane w …. hiszpańskiej szynce, które artysta wykonał na rezydencji w Bilbao w kwietniu ubiegłego roku.

Stoisko to znajdowało się w sekcji młodych galerii, nazwanej OPENING, obok stoiska jedynej polskiej galerii – lokalu_30 z Warszawy. Jest to pierwsza od wielu, wielu lat polska galeria, która bierze udział w ARCO. Galerzystki pokazały ciszące się dużą popularności obrazy Olgi Lewickiej (ceny od 2 do 5 tysięcy euro) i Karoliny Zdunek (od 8 do 15 tysięcy euro). Były też krzesła Eamesów, „przerobione” przez Jana Mioduszewskiego (3 tysiące euro od sztuki). Z fotografii lokal_30 pokazał historyczne już prace Alicji Żebrowskiej „oko” z serii „Mystery is Looking” z 1995 roku oraz bardzo ciekawą fotografię Filipa Bernedta (obie prace w cenie 2 tysiące euro).

Na podłodze leżała też rzeźba z cyklu „Solaris” Zuzanny Janin (3500 euro). Był też, jak zawsze w tej galerii, bogaty program filmów wideo – z „Majką” Zuzuanny Janin, „Z mojego okna” Józefa Robakowskiego, „Troleibuzul 92” Stefana Constantinescu, „Do utworu o Matce i Ojczyźnie” Anny Baumgart (prezentowanej w ramie wraz ze szkicami).

Polską sztukę, choć w niewielkich ilościach, pokazywały również europejskie galerie wystawiające w Madrycie. Prace Tomasza Kowalskiego, którego wystawę możemy oglądać w stołecznym CSW, pokazywały dwie galerie, w których miał ostatnio wystawy solowe – Tim van Leare z Antwerpii (średniej wielkości tegoroczny obraz sprzedawany za 8,5 tysiąca euro)
oraz Senn Galerie z Wiednia (mniejszy gwasz).
Jeśli jesteśmy już przy „zmęczonych rzeczywistością”, to będąca na ARCO po sąsiedzku mediolańska galeria Cardi Black Box sprzedawała znakomity obraz Piotra Janasa za 25 tysięcy euro.

Prace tego artysty można było obejrzeć na pokazie kolekcji turyńskiej kolekcjonerki Partizii Sandretto Re Rebaudengo, prezentowanej w Fundacji Banku Santander pod Madrytem.

Z kolei, biorąc pod uwagę, że w madryckim muzeum Reina Sofia trwa jeszcze wystawa Mirosława Bałki, można było się spodziewać, że jego madrycka galeria Juana de Aizpuru, również pokaże jego prace. Tak się nie stało i jedyną pracę tego artysty na ARCO pokazał niewielki londyński dealer Faginatto Fine Art. Była to praca z 1994 roku i została sprzedana.

Akcja 9 sztuk w BWA we Wrocławiu

Dzieła sztuki nie muszą być drogie. Jak wiadomo, własną kolekcję sztuki współczesnej rozpocząć można nawet z bardzo skromnym budżetem ( a nawet bez ale to przy innej okazji). Świadczy o tym chociażby inicjatywa BWA we Wrocławiu. W sklepie BWA Wrocław w galerii Awangarda można nabyć limitowane edycje prac związanych z wystawami, w cenach nie przekraczającej 100 złotych.


Z okazji otwarcia wystawy „Mógłbym żyć w Afryce / I Could Live in Africa” Jacek Ponton Jankowski przygotował dziewięć odbitek swojego słynnego szablonu Red Culture z 1986 r., znanego z wrocławskich murów i reprodukowanego we wszystkich publikacjach poświęconych sztuce i kulturze niezależnej lat 80.


Jacek Ponton Jankowski,
Red Culture,
szablon: 1986, odbitka: 2010, edycja 9 sztuk

50x70 cm
szablon odbity na grubym kartonie, w tekturowej teczce
cena 99 PLN

15 lutego, 2011

Odcięta głowa - krótka historia wszystkiego

W przyszłym tygodniu tj. 24 lutego w Cerkwii prawosławnej wspominany będzie święty Jan Chrzciciel (Jan Baptysta) – prorok żydowski, święty katolicki i prawosławny. Przez chrześcijan jest uznawany za ostatniego biblijnego proroka przed nadejściem Chrystusa. Nadchodzące święto w kościele prawosławnym związane jest z odnalezieniem głowy proroka. Motyw ściętej (obciętej głowy) jest tematem naszych dzisiejszych badań.

Odcięta głowa w wielu legendach zachowuje zdolność myślenia, radzenia, prorokowania, jak głowa skandynawskiego boga Mimira, której radził się Odyn. Odcięta głowa bohatera, zakopana u bram a. pod murami miasta strzeże go przed zdobyciem przez nieprzyjaciela, nawet jeśli to jest głowa nieprzyjaciela. Głowa Holofernesa odcięta przez Judytę (Ks. Judyty 14,7) i wywieszona na murach Betulii, zmusiła wojsko asyryjskie do ucieczki. Zachowane głowy pytano o radę w ważnych sprawach, co zapewne było pozostałością kultu przodków. Staroż. Celtowie czcili głowę ludzką i uważali ją za siedzibę duszy zdolną do samodzielnego życia po śmierci, mającą zdolność prorokowania, symbolizującą płodność. Gdy staroż. Rzymianie wykopali w fundamentach świątyni Jowisza na Kapitelu wielką czaszkę ludzką, wróżbici wyłożyli to jako znak przyszłej wielkości Rzymu, który stanie się głową świata.*

Według Nowego Testamentu Jan Chrzciciel urodził się pół roku przed Jezusem z Nazaretu w wiosce Ain Karim. Był synem żydowskiego kapłana Zachariasza i Elżbiety, która była krewną Maryi z Nazaretu. Jego narodziny zapowiedziane były jako dowód prawdziwości zapowiedzi złożonych przez Archanioła Gabriela Maryi w czasie zwiastowania, a także przepowiedziane były jego ojcu przez anioła w Świątyni Jerozolimskiej. W dość młodym wieku Jan, zapewne po śmierci podeszłych wiekiem rodziców, zrezygnował z możliwości zostania kapłanem i rozpoczął życie pustelnika na Pustyni Judzkiej, Na pustyni został powołany na proroka, a jego głównym zadaniem stało się wzywanie ludzi do nawrócenia oraz przygotowanie drogi do publicznej służby Mesjasza. Głosił potrzebę nawrócenia wewnętrznego i odnowy duchowej ludzi. Symbolem tego przygotowania był symboliczny chrzest udzielany przez proroka słuchaczom jego nauk w rzece Jordanie. Niedługo po spotkaniu i ochrzczeniu Jezusa, Jan został wtrącony do więzienia za jawne krytykowanie niemoralnego małżeństwa tetrarchy Galilei, Heroda Antypasa. Na skutek spisku żony Heroda, Herodiady, Jan został ścięty ok. 32 roku **

Poniżej przykład pokazujący głowę świętego Jana Chrzciciela na dziewiętnastowiecznej ikonie (Rosja).


Na drzeworycie Albrechta Durera - Salome i głowa Jana Chrzciciela

i na płótnie Caravaggio

oraz Andrea Solariego




Wyjątkowy jest motyw obciętej głowy leżącej na talerzu (głowy kobiety) autorstwa Andrzeja Wróblewskiego (gwasz pochodzący z 49/50 roku). Postać wchodzącego do domu mężczyzny może przypominać postać samego artysty. Czy kobieca głowa należy do jego żony? Czy została podana przez matkę ?


Poniżej współczesna wersja Judyty i Helofernesa według Edwarda Dwurnika z 1974 roku.


Na koniec zdjęcie z okresu międzywojennego z jednego z lwowskich atelier fotograficznych (Bahrynowicz i Stetkiewicz). Kobieta trzymająca na tacy głowę mężczyzny.


Historia wszystkiego powróci już wkrótce.


* http://www.symbolizm.obrazy-olejne.org/
** wikipedia

11 lutego, 2011

Z półki kolekcjonera - Kolekcja współczesnej sztuki polskiej - Muzeum Górnośląskie w Bytomiu

Wspaniałe wydawnictwo. To już drugi taki katalog, jaki opublikowało Muzeum Górnośląskie w Bytomiu. Pierwszy wydany w 2004 roku, pokazywał kolekcję sztuki najnowszej (nowe nabytki) obejmującą lata 1990-2002. Tym razem możemy zobaczyć, jakie dzieła sztuki trafiły do muzeum w latach 2003 -2009. Powstał wzorcowo opracowany katalog kolekcji instytucji publicznej. Każda z prac jest opisana, jest reprodukowana, wskazano gdzie była wystawiana oraz podano bibliografię do pracy i artysty.



Cały katalog to prawie 500 stron bardzo zajmującej podróży przez nabytki muzealne, możliwość obejrzenia wielu ciekawych prac i konfrontacji z własnymi wyobrażeniami na temat tego, jakie prace i artyści trafiają do kolekcji muzealnych. Godna podziwu jest aktywność i operatywność muzeum. W ciągu 7 lat powiększyć kolekcję o kilkaset prac, często znakomitych to chyba ewenement na polskim rynku. Co zatem trafiło do kolekcji w ostatnim czasie? Wiele znakomitości – ciekawa kolekcja min. Krzysztofa Bednarskiego, Jerzego Lewczyńskiego, Marka Chlandy, Marzeny Nowak, Jadwigi Sawickiej, Andrzeja Szewczyka, Andrzeja Tobisa, Wojciecha Wilczyka oraz prace min. Szymona Kobylarza, Anny Konik, Dominika Lejmana, Edwarda Krasińskiego, Koji Kamoli. Roberta Maciejuka, Igora Przybylskiego, Józefa Robakowskiego, Zofii Rydet, Wilhelma Sasnala, Leona Tarasewicza, Adama Witkowskiego.

10 lutego, 2011

Pierwszy tegoroczny test rynku sztuki współczesnej i najnowszej - aukcje w Londynie

W tym tygodniu trwają w Londynie aukcje impresjonistów, a przyszły tydzień należeć będzie z kolei do sztuki współczesnej i najnowszej. W trzech wielkich domach aukcyjnych: Christie’s, Sotheby’s i Phillips de Pury odbędą się od 15 lutego aukcje, które znów (który to już raz od kryzysu jesienią 2008 roku) mają nam odpowiedzieć na pytanie, w jaki stanie jest rynek aukcyjny. Domy aukcyjne spodziewają się, że uda im się sprzedać w Londynie prace za co najmniej 73 miliony funtów, czyli ponad 116 milionów dolarów ( to dolna granica estymacji sześciu aukcji w trzech domach aukcyjnych).
O jakich pracach mówi się w kontekście najbliższych aukcji? Dobór jest podobny jak w ubiegłym roku, kiedy to rynek udanie podniósł się po ciężkich chwilach w 2009 roku. Domy aukcyjne liczą na dobrą sprzedaż obrazów niemieckiego „klasyka”, Gerharda Richtera, którego wielką wystawę już tej jesieni będziemy mogli oglądać w londyńskiej Tate Modern. Najdroższy będzie prawdopodobnie duży obraz abstrakcyjny z dolną granicą estymacji na poziomie5-7 milionów funtów sprzedawać będzie Sotheby’s.


Pojawi się też „kopczyk” słonecznikowych ziaren Ai Weiwei o wadze 100 kilogramów, wyprodukowanych na potrzeby trwającej jeszcze instalacji tego artysty w Hali Turbin w Tate Modern. Ta praca (jedna z edycji 10 sztuk) ma estymację 80-120 tysięcy funtów. Więcej o niej można przeczytać na www.art.blox.pl.
Oczywiście będą też „klasyki” największych aukcji, czyli prace Andy Warhola i Jeffa Koonsa ( rzeźba „Winter Bears”, która pojawi się po raz pierwszy na aukcji z dolną granicą estymacji 2,5 miliona funtów) – to w Christie’s oraz autoportret Jean-Michel Basquiat’a w Phillips de Pury.

Będą też polskie „rodzynki”. Na „dziennej” aukcji w Christie’s (17 lutego) będzie można kupić namalowany w szarościach duży (140x150 cm) obraz Wilhelma Sasnala „Dunaj” z 2003 roku. Jest estymacja to 30-40 tysięcy funtów. Z kolei na aukcji w Phillips de Pury będzie „obraz” Piotra Uklańskiego stworzony ze ścinków z ołówków „Untitled (Idra)”. Praca o wymiarach 72x72 cm z 2008 roku ma estymację 40-60 tysięcy funtów.


Będą też dwa obrazy Sławomira Elsnera – niewielki z cyklu „Panorama” z 2006 roku (estymacja 2-3 tysiące funtów) oraz duża „Błyskawica” z 2003 roku (estymacja 6-8 tysięcy funtów).


Na zdjęciach: Gerhard Richter, „Abstraktes Bild 725-1”, 1990; Wilhelm Sasnal, „Bez tytułu (Dunaj)”, 2003; Piotr Uklański, „Untitled (Idra)”, 2008; Sławomir Elsner, „Lichterschneinung”, 2003.

09 lutego, 2011

Mikołaj przychodzi dwa razy!

Tak przynajmniej zrobił w tym sezonie. Ten drugi raz to wczoraj. Dostałem kartkę pocztową (widokówkę) na której w przyjacielskim uścisku ze Świętym Mikołajem stoi… Cezary Bodzianowski. Na odwrocie kartki adres, stempel „Życzenia” i autograf artysty.



Kartka bardzo poprawna politycznie. Niby świąteczna ale przyszła po Świętach. Życzenia świąteczne to po prostu „Życzenia” a sam Mikołaj jak się okazuje może działać nie tylko w grudniu.
Dziękuje bardzo.

07 lutego, 2011

Sylwia Kowalczyk i Anna Orłowska w Forward Thinking Museum

Istniejące od 2007 roku wirtualne muzeum fotografii Forward Thinking Museum http://forwardthinkingmuseum.com/ zaprosiło kuratorów Nathalie Herschdorfer i Williama Ewinga do przygotowania wystawy młodej sceny fotograficznej. Zadaniem fotografów było pokazanie wizji przyszłości, a ich prace miały być odpowiedzią na tytuł wystawy, Facing Forward. Wirtualny wernisaż miał miejsce 2 lutego, a wśród 45 artystów z całego świata, znalazły się dwie Polki: Sylwia Kowalczyk i Anna Orłowska.

Dwie prace Orłowskiej są częścią serii Fission (Rozdwojenie), nad którą artystka obecnie pracuje. Interesuje ją świat ludzkich fantazji i jego zmiany. Nowa rzeczywistość, która przynosi nowe marzenia jest również tematem dyplomu Orłowskiej, który przedstawi w tym roku w łódzkiej PWSFTviT.

Mieszkająca w Edynburgu Sylwia Kowalczyk przez ostatnie dwa lata pracowała nad cyklem portretów "Temporal portraits". W Facing Forward zaskoczyła pejzażem, pokazującym kontrast pomiędzy miejskim, komfortowym życiem i naturą, którą człowiek powoli niszczy.



Warto przyglądać się działalności FTM. Zaprasza ono do współpracy liczących się na rynku kuratorów, a wirtualne wystawy w niczym nie ustępują tym przedstawianym w rzeczywistości. Przy okazji Facing Forward, muzeum przyzna trzy nagrody fotografom biorącym udział w wystawie. Pierwszą nagrodą będzie wirtualny solo show na stronie muzeum i 1500 dolarów.

Dla ArtBazaar - Agata Ubysz


Anna Orłowska, Playground, Z serii "Fission", 2010
Sylwia Kowalczyk, Heterotopia #4, Z serii "Heterotopias" 2009 - 2010

04 lutego, 2011

"Papier toaletowy" tylko dla wybranych

Chcieliśmy Wam zdać relację ze spotkania promocyjnego magazynu Maurizio Cattelana „Toilet Paper” (więcej szczegółów tutaj) w CSW Zamek Ujazdowski w Warszawie. Spotkanie było mocno reklamowane w mediach, więc nic dziwnego, że przyszło na nie sporo osób. Jednak już pół godziny przed spotkaniem wszystkie miejsca dla zwykłej publiczności były już zajęte i wpuszczano tylko „ważnych gości”. Pozostali, co najmniej kilkadziesiąt osób, może nawet koło setki, mogli sobie obejrzeć transmisję w kafejce na dole Laboratorium. Większość zrezygnowała. Rozumiem że sala nie jest gumy, tylko po co robiono szum w mediach w sprawie spotkania, w którym nie można było uczestniczyć?

01 lutego, 2011

"ArtForum" o twórczości Pawła Althamera


Nie codziennie się zdarza, by projekt polskiego artysty trafił na okładkę tak prestiżowego pisma jak ARTFORUM. Ale oto jest – zdjęcie uczestników brukselskiej akcji „Wspólna sprawa” z 4 czerwca 2009 roku (w 20. rocznicę wolnych wyborów w 1989 roku) trafiło na okładkę lutowego numeru tego pisma. A w środku jest oczywiście tekst na temat twórczości Pawła Althamera pióra Claire Bishop, zatytułowany „Coś dla każdego: sztuka Pawła Althamera”. Niestety jest on niedostępny w wersji elektronicznej pisma. Ale może to będzie powód do kupna tego numeru? A w wersji elektronicznej z lutowego numeru polecam niesamowity tekst Hua Hsu na temat kasety magnetofonowej.

31 stycznia, 2011

Lista 50 najważniejszych kolekcjonerów i kolekcjonerek sztuki współczesnej w Nowym Jorku

Są wśród nich finansiści i finansistki, filantropi i filantropki, menedżerowie i właściciele, a również i właścicielki funduszy hedżingowych, inwestorzy finansowi, szefowie wydawnictw znanych na całym świecie, założyciele firm informatycznych, właściciele firm drukarskich, przedstawiciele słynnych amerykańskich rodzin przemysłowych, spadkobiercy fortun, członkowie rad najważniejszych nowojorskich muzeów, a przede wszystkim miłośnicy sztuki współczesnej i najnowszej – „The New York Observer” właśnie podał swoją subiektywną listę 50 najważniejszych kolekcjonerów i kolekcjonerek w mieście. Dla chętnych – można ją zobaczyć tutaj.
Oczywiście każdy, kto na tej liście się znalazł, musiał mieć w swojej kolekcji prace artystów znanych dziś każdemu miłośnikowi sztuki współczesnej. Wśród tej „50” można znaleźć osoby, o których pisaliśmy na naszym blogu – Adama Lindemanna (autora książek o kolekcjonowaniu sztuki najnowszej i, ostatnio, o kolekcjonowaniu design), kolekcjonera polskich artystów Adama Sendera, kontrolującego z ojcem Jose rynek prac Andy Warhola, czyli Alberto Mugrabiego, słynną Agnes Gund czy wreszcie Susan i Michaela Hortów, o których dorocznym otwarciu nowej kolekcji podczas targów Armory Show piszemy zawsze w marcu.
Na czele listy znalazł się nie kto inny, tylko właściciel rekina w formalinie – słynnej pracy Damiena Hirsta "Physical Impossibility of Death in the Mind of Someone Living" z 1991 roku, czyli Steve Cohen.
Zachęcamy do szczegółowej analizy tej listy, by zobaczyć, jak ważną rolę stanowi sztuka, nie tylko współczesna w życiu amerykańskich elit (nie tylko finansowych i nie tylko nowojorskich). Ciekawe, czy udałoby się stworzyć listę 10 ciekawych warszawskich kolekcjonerów i kolekcjonerek?

28 stycznia, 2011

Jest już lista wykonawców na Died Moroz Convention


Zgodnie z obietnicą otrzymaliśmy od Roberta Kuśmirowskiego listę wykonawców, którzy wezmą udział w sobotnim projekcie Died Moroz Convention w Parku Saskim w Lublinie.
Oto lista wykonawców, którzy pojawią się od godziny 17 na scenie Muszli Koncertowej:
1984
CZŁOWIEK Z MASZYNĄ
HARPAKAHYLO
MARIUSZ TARKAWIAN
MIĄŻSZ
MEMORIA
PIOTR KUREK
STEAL 4 RAM
ŚMIERĆ DISCO SOUND(S)
TYMON TYMAŃSKI
UNGUT
A dla koneserów jeszcze plakat ubiegłorocznej edycji Died Moroz Convention. Informacje o imprezie można też znaleźć na stronie www.diedmoroz.org
Zapraszamy!