11 maja, 2012

Widmowa płytoteka – Defekt Mózgu

Redaktor Naczelny Lampy (Paweł Dunin Wąsowicz) jest twórcą, tropicielem i opiekunem Biblioteki Widmowej, czyli biblioteki książek, które nigdy nie powstały, ale żyją na kartach innych książek. My w naszych artystyczno- muzycznych poszukiwaniach tropimy płyty do, których powstały okładki ale z różnych względów same płyty nie zostały wydane lub zostały wydane z innymi projektami okładek.

Cały cykl inauguruje Defekt Muzgó  (na  płycie jako Defekt Mózgu) z płytą Wałbrzych. Defekt Muzgó – to polski zespół punkowy, założony w 1981roku w Wałbrzychu pod nazwą Bunt. Nazwę obecną otrzymał w roku 1982 po samobójczej śmierci jednego z założycieli, gitarzysty Fredka Wójcika . Defekt Muzgó funkcjonował w latach 1982-1988, gdy zawiesił swoją działalność, nie wydawszy przy tym żadnej płyty. Grał w tym okresie ważne koncerty, m.in. na festiwalu w Jarocinie (1983, 1987, 1988), gdzie pojawił się także po reaktywacji w 1990 r. (*).

„Wałbrzych” to płyta, jaką przygotowywało do wydania bardzo prężnie działające w latach 90tych wydawnictwo Red Culture (też z Wałbrzycha), które specjalizowało się w publikacji drugo-obiegowych kaset punkowych. „Wałbrzych” miał być pierwszą płytą winylową jaką planowało wydać.
 
Okładka (na zdjęciach widać obie strony) to collage przygotowany przez nieznanego nam projektanta.

Defekt Mózgu – „Wałbrzych” . Collage na papierze, 31,5 cm x 31,5 cm, lata 90te, kolekcja prywatna


(*) za Wikipedią

08 maja, 2012

„I can’t speak, I’m sorry” Przemka Dzienisa już jutro w Galerii Fotografii PF w Poznaniu

Najnowszy projekt Przemka Dzienisa zbudowany został z 6 wielkoformatowych fotografii i dwóch projekcji wideo. Na trzech zdjęciach artysta przedstawił sylwetki młodych mężczyzn, ukazanych w zaaranżowanych sytuacjach, wizualizujących stan smutku, depresji i przygnębienia. Pomimo neutralności i sterylności białej przestrzeni fotograficznego studia, w którym wykonane zostały fotografie, poszczególne prace niosą w sobie silny ładunek emocjonalny.

Jak pisze Magdalena Wróblewska w tekście do katalogu ekspozycji: „Absurdalne konstrukcje ustanawiające relacje człowieka z przedmiotami, tanimi i zużytymi, jak kawałek paździerzowej płyty czy para damskich rajstop, przesycone są raczej atmosferą pustki i wyciszenia. Sprzyja temu minimalizm estetyki obrazu fotograficznego, jego jasna, zgaszona kolorystyka. Przede wszystkim uderza jednak brak jakiejkolwiek ekspresji postaci, o których trudno powiedzieć, czy są pogrążone w zadumie, czy trwają bezmyślne. Ich dystans i odmowa jakiegokolwiek kontaktu wprowadza stan lekkiej melancholii. Wycofane, zamknięte w sobie postaci paradoksalnie zostały bowiem skrępowane, obezwładnione lub przytłoczone przedmiotami, które same pozbawione są jakiejkolwiek mocy...” Przeciwwagę dla minimalistycznych zdjęć odnajdujemy w kolejnych fotografiach, ukazujących rzeźbiarskie obiekty, przypominające dłonie zawieszone tym razem w czarnej, nieokreślonej otchłani.  Krótkie projekcje dopełniające fotograficzny zestaw koncentrują się na anomaliach ludzkiego wzroku. Za sprawą takiego zestawienia motywów, projekt Dzienisa oscyluje pomiędzy przeciwieństwami – bielą i czernią, górą i dołem, dotykiem i wzrokiem, konstruując zarazem melancholijną „nierozstrzygalność”.


Przemek Dzienis (ur. 1984) jest absolwentem Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. W 2010 r. uczestniczył w rezydencji zorganizowanej przez Saatchi Foundation w Liverpoolu. Jego prace były pokazywane na licznych wystawach indywidualnych (m.in. Platan Gallery w Budapeszcie, Galeria FF w Łodzi) i zbiorowych (m.in. w naszym projekcie Tribute to Fangor w BWA Warszawa).



Wernisaż 09.05.2012, godz. 19.00


Wystawa czynna od 10.05 do 24.06.2012


kurator: Witold Kanicki


tekst i zdjęcia dzięki uprzejmości artysty i galerii

07 maja, 2012

W środę aukcja na rzecz leczenie Rosy Dixon, córki Joanny Rajkowskiej


Już w środę 9 maja na aukcji w Desie Unicum  będzie można pomóc twórczyni jednego z symboli nowej Warszawy Palmy na Rondzie de Gaulle'a, Joannie Rajkowskiej i jej 10-miesięcznej córce, Rosie Dixon. U Rosy niedawno zdiagnozowano nowotwór obu oczu. Jest w trakcie chemioterapii, którą znosi bardzo dzielnie. Leczenie daje dobre wyniki, ale potrzebna jest kontynuacja tego leczenia w Londynie, gdzie już jest Joanna z Rosą.
Rajkowskiej pomogli już artyści dając prace na aukcję w Desie. Swoje prace podarowali między innymi Katarzyna Kozyra, Karol Radziszewski, Robert Rumas, Marek Sobczyk, Ryszrad Grzyb, Konrad Pustoła (który wykonywał fotografie Palmy dla Joanny Rajkowskiej i którego pracę „Palma i księżyc” z 2005 roku podarowaną na aukcję reprodukujemy), Przemek Matecki, Agata Bogacka, Nicolas Grospierre, Anna Molska i wielu innych. Wszystkie prace będą licytowane od 500 złotych. Jedynie książki podarowane na aukcję przez Andę Rottenberg będzie można licytować od 100 złotych. Teraz pomóc możemy my licytując przekazane na aukcję prace i książki.
Serdecznie zapraszamy do wzięcia udziału w aukcji.

04 maja, 2012

Transatlantyk Radka Szlagi i Honzy Zamojskiego na targach Frieze w Nowym Jorku


Rozpoczęły się już w Nowym Jorku pierwsze w historii tego miasta targi Frieze . Na wypie Randall w olbrzymim namiocie (to specyfika Frieze) swoje stoiska ma ponad setka najlepszych galerii na świecie. Wśród nich są dwie polskie galerie – regularnie bioraca udział w najważniejszych targach Fundacja Galerii Foksal oraz debiutująca na tak wielkiej imprezie warszawska Galeria Leto. Jak pisze nam Marta Kołakowska z Leto, targi rozpoczęły się dla niej znakomicie. W pierwszej godzinie targów sprzedała prace do kolekcji jednego z największych kolekcjonerów na Wall Street – Josepha M.Cohena. Co tak zafascynowało kolekcjonerów? Zapewne pomysł artystów, których prace w Nowym Jorku pokazuje Marta Kołakowska. Otóż Honza Zamojski i Radek Szlaga za ocean wybrali się statkiem handlowym, jak kiedyś imigranci do Ameryki. Po niespełna tygodniu dobili do Nowego Jorku, a podczas rejsu, by się nie nudzić, przygotowywali instalację malarsko-fotograficzno-rysunkowo-przedmiotową, którą pokazują na Frieze. Możecie ją obejrzeć na zdjęciach. Zapraszamy! Targi potrwają do niedzieli.

02 maja, 2012

Z półki kolekcjonera Sława Harasymowicz „The Wolf Man”


Wolf Man to kolejna powieść graficzna jaka trafia na naszą półkę kolekcjonera. The Wolf Man to książka na podstawie tekstu Zygmunta Freuda (adaptacja Richarda Appignanesi) opisującego przypadek Człowieka Wilka. Harasymowicz przekazuje, w formie kolażu, oparte o daty fakty, jak również stan emocjonalny głównego bohatera. Forma kolażu ‘ o krok od rozpadnięcia się na kawałki’, idealnie wpasowuje się w jego psychologiczne rozchwianie, jak i samą psychoanalizę (rozumianą jako próba złożenia ‘całości’ z ‘fragmentów’).


Harasymowicz jest absolwentką filologii Uniwersytetu Jagiellonskiego. Studia artystyczne ukonczyła w Londynie, dyplom MA z The Royal College of Art w 2006r. Nagradzana przez Victoria and Albert Museum w Illustration Awards, w 2010 była w jury konkursu. W 2008 roku wygrała nominację do nagrody Arts Foundation Fellowship. Często publikuje rysunki w Guardian Weekend Magazine.


26 kwietnia, 2012

Z półki kolekcjonera - Julia Staniszewska, Mikołaj Łoziński "Restauracja"

„Restauracja” to kolejna pozycja Fundacji Archeologii Fotografii wzbogacająca naszą półkę kolekcjonera wydawnictw artystycznych. Opowiada historię upadku podwarszawskiej restauracji, historię rodziny, która ją prowadziła, historię rozpadu pewnego małego świata za którym być może tęsknimy. Śmierć właściciela restauracji niszczy relacje pomiędzy członkami rodziny co powoduje upadek prowadzonej przez nich restauracji.

Historii upadku rodziny restauratora towarzyszą zdjęcia Julii Staniszewskiej. Pokazują pewien skansen, muzealny obraz przeszłości, dawnej świetności rodziny i miejsca, kawałek Polski naszych rodziców i dziadków. Bardzo subtelne i poruszające. Polecamy.


Julia Staniszewska, Mikołaj Łoziński
"Restauracja"
Tekst: Mikołaj Łoziński, zdjęcia: Julia Staniszewska
Fundacja Archeologia Fotografii, Warszawa 2011

24 kwietnia, 2012

BRUNO LAREK, DEN ES NICHT GAB (Bruno Larek – Którego nie było) w Instytucie Polskim w Düsseldorfie

Zapraszamy na relację z bardzo ciekawej wystawy poświeconej zapomnianemu polskiemu artyście Bruno Larekowi jaką przygotował Instytut Polski w Dusseldorfie.




Bruno Larek (1901 – 1936) to polski malarz, rysownik, twórca obiektów i poeta; przez lata zapomniany, przypadkowo odkryty w 2010 roku. Studiował budowę maszyn na Politechnice Warszawskiej oraz malarstwo w Szkole Sztuk Pięknych w Warszawie. Z obu kierunków zrezygnował na rzecz podróży do Berlina i Paryża. Tam też zetknął się ze sztuką dadaistów i surrealistów. Zginął w pożarze w Warszawie w wieku 35 lat.


Wystawa 'KTÓREGO NIE BYŁO' jest prezentacją zachowanych prac Bruno Larka. Specyficzne środki wyrazu oraz absurdalne poczucie humoru wpisuje je w nurt dadaistyczny. Na tle ówczesnej sytuacji artystycznej w Polsce, sztuka Larka jest pewnego rodzaju alternatywą i buntem wobec rodzimej kultury.

Wystawa organizowana przy współpracy z Galerią Białą w Lublinie.

Kurator Helena Karauda

22 kwietnia, 2012

Z półki kolekcjonera - Adam Wiedemann Filtry

Maciek Sieńczyk ma już odrębną półkę u niejednego z kolekcjonerów. Dzisiaj dokładamy kolejną pozycję książkę Adama Wiedemanna „Filtry”. Sama książka jest bardzo skromna, ma tylko 32 strony z czego około połowa to rysunki Maćka Sieńczyka. I to bardzo dobre rysunki, moim zdaniem jedne z ciekawszych jakie stworzył w ostatnich latach. Pozycja obowiązkowa u każdego sienczykologa. Nakład 650 egzemplarzy.

21 kwietnia, 2012

Najnowsze prace Mateusza Szczypińskiego

Zapraszamy do obejrzenia najnowszych obrazów Mateusza Szczypińskiego. Część z nich można było zobaczyć kilka tygodni temu podczas targów ARCO gdzie spotkały się z dużym zainteresowaniem mediów i kolekcjonerów.










Wszystkie prace dzięki uprzejmości artysty i galerii lokal 30.

20 kwietnia, 2012

W poszukiwaniu głębi – Karolina Zdunek w Centrum Sztuki EL

12 kwietnia w Centrum Sztuki Galerii EL w Elblągu odbył się wernisaż wystawy malarstwa Karoliny Zdunek „W poszukiwaniu głębi…”, której kuratorem jest Karina Dzieweczyńska. Wystawa potrwa do 13 maja.


Mając na uwadze dotychczasowe wystawy tej artystki, chyba po raz pierwszy jej ogromne prace (m.in. zaprezentowane tutaj tryptyki, których długość dochodzi prawie do 6-ciu metrów) znalazły się w przestrzeni równie imponującej pod względem skali, jak one same. W przestrzeni o tyle wyjątkowej, bowiem w architekturze dawnego kościoła gotyckiego. Poprzez obecność w przestrzeni naznaczonej duchem sacrum zobrazowane przez Karolinę – za pomocą najprostszych form geometrycznych, rozrysowanych siatek perspektywicznych i oszczędnej gamy kolorystycznej – wyobrażenia podjętych przez nią pojęć (np. studni, głębi, bloków) jeszcze wyraźniej nabrały cech zawartych w nich, pierwotnych symboli.


Pomiędzy danym miejscem, a płótnami, które się w nim znalazły, niespodziewanie nakreśliły się interesujące (można nawet pokusić się o sformułowanie – „na wyższym poziomie”) relacje. Potężna „Studnia” (tryptyk, 2010), zwyczajnie oparta o ścianę prezbiterium, osadzona w miejscu dawnego ołtarza, bezpośrednio na posadzce pokrytej płytami nagrobnymi, jawi się jak „wyrastające z podłoża”, rozświetlone wpadającym przez wertykalne okna prezbiterium światłem – co może wskazywać na pierwotne źródło samo w sobie i zarazem potężny i solidny fundament – symboliczny początek. Tryptyk ten, od razu widoczny nawet z bardzo daleka, bo zaledwie po przekroczeniu drzwi do głównej nawy EL, staje się mocnym i znaczącym punktem ciężkości całej wystawy i zarazem też metafizycznym celem podjętej przez nas wędrówki.


Ponadto, wernisaż, który odbył się 12 kwietnia w EL, był niecodzienny, nie tylko dla odbywających się w EL wernisaży, ale również w odniesieniu do dotychczasowych prezentacji Karoliny Zdunek. W historii wystaw tego malarstwa, po raz pierwszy płótna te stały się impulsem do działań typowo akcyjnych, inspiracją dla tutejszego Elbląskiego Oddziału Abstrakcyjnego – nieformalnej grupy młodzieży, która przeniosła motywy z obrazów Zdunek na swoje ubrania i twarze, stając się na kilka godzin żywą, przemieszczającą się instalacją i happeningowym kontinuum wystawy.


Tekst: Karina Dzieweczyńska


Foto: Miłosz Kulawiak

19 kwietnia, 2012

Już w najbliższą sobotę Record Store Day – płyty ArtBazaar Records w promocyjnych cenach

Record Store Day to inicjatywa jaka narodziła się w 2007 dzięki staraniom grupy pasjonatów jako hołd i celebracja winylowego nośnika jako fundamentu kultury muzycznej. Od swojej pierwszej edycji w roku 2008 w San Francisco, odbywając się w każdą trzecią sobotę kwietnia, Record Store Day stał się inicjatywą zrzeszającą przeszło 700 niezależnych sklepów płytowych i wydawców w USA, oraz setki na całym świecie. Jako wydarzenie łączące artystów, promotorów i dystrybutorów, bez względu na reprezentowane gatunki muzyczne, Record Store Day stał się przyczynkiem do dedykowanych, okolicznościowych wydawnictw i imprez towarzyszących.



W tym roku, w najbliższą sobotę, SideOne Record Store i S1 Warsaw zapraszają w Warszawie na obchody międzynarodowego dnia sklepów płytowych w dwóch odsłonach:

DZIEŃ - RECORD SALE & LABEL SHOWCASE

Miejsce: dziedziniec Kamienicy Jabłkowskich, Chmielna 21

Start: 14:00


 

NOC: 1 DJ = 1 RECORD
Miejsce: klub Powiększenie
Start: 22:00

Przez całą noc w klubie pojawi się ponad 50 muzyków, DJ-ów, kolekcjonerów, dziennikarzy muzycznych i innych osób związanych ze sceną. Wyjątkowo, zostali oni poproszeni o zabranie i puszczenie tylko jednej ulubionej płyty.
 

ArtBazaar Records również celebrując to wydarzenie obniża o 20% ceny na wszystkie wydawnictwa płytowe (autorskie i zwykle). Będzie to wyjątkowa okazja, aby nabyć płyty z muzyką i ręcznie robionymi okładkami Mariusza Tarkawiana, Wojtka Bąkowskiego, Konrada Smoleńskiego i Przemka Etamskiego, Samorządowców, grupy KOT.


Zapraszamy w sobotę od godziny 0.00 do 24.00 do naszego internetowego sklepu. Tylko przez 24 godziny i tylko w Internecie będzie można kupić taniej nasze płyty.





Na zdjęciach okładki ArtBazaar Records.

Granice Rzeźby – rozmowy z uczestnikami wystawy

Monumentalne dzieła Katarzyny Mardeusz - Karpińskiej wchodzą w dialog z otoczeniem i odbiorcą, a ich miękka faktura rysunkowa przeciwstawia się ostrym liniom zgięć papieru. Piotr Idzi stosuje poddawaną obróbce termicznej folię, badając sam moment zaklasyfikowania danego obiektu w umyśle odbiorcy do zbioru konkretnych wyobrażeń. Na odbiorcę skierowana jest również interaktywna instalacja „Akme”, wielowątkowy, zbiorowy zapis wspomnień z dzieciństwa. To jedynie trzy z niemalże trzydziestu prac eksponowanych w ramach „Granic Rzeźby”, czyli Ogólnopolskiej Niezależnej Wystawy Rzeźby Studenckiej, która ruszy pełną parą już niebawem (21 kwietnia), wraz z towarzyszącymi jej panelami dyskusyjnymi. A tymczasem swoimi spostrzeżeniami na temat własnej sztuki, podzielą się twórcy.

Katarzyna Mardeusz – Karpińska Bryła cienia


Artystka rozpoczęła swoje poszukiwania formalne w cyklu rysunkowym Faktury cienia. Rysunki plasują się na pograniczu abstrakcji, są to monumentalne twory zahaczają o geometrię, jednak główną ich cechą jest eksploracja materii rysunkowej, poszukiwanie faktur i wzajemne przenikanie się obiektu i otoczenia. Kolejnym krokiem była próba wprowadzenia jeszcze większej przestrzenności - poszukiwanie - czy rysunek może i do jakiego stopnia przesuwać się w kierunku rzeźby. Jak pogodzą się ostre linie zgięć papieru z miękką fakturą rysunkową? Odpowiedź odnajdziemy w pracy Bryła cienia, prezentowanej na wystawie.

Twoja praca to w zasadzie kolejny etap ewolucji cyklu rysunkowego…

K. MARDEUSZ-KARPIŃSKA Zaczęło się od niedużych szkiców, będących poszukiwaniem relacji między kształtem, a miękką, rysunkową fakturą, która w niektórych miejscach wygrywa z formą, a gdzie indziej ustępuje jej, pozwalając na wyodrębnienie się linii i konturów. Kolejnym krokiem było przeniesienie się na wielki format. Dzięki temu całość zyskała wymiar monumentalny i znacznie większą siłę oddziaływania na widza. Element przestrzenny był tu już w pewnym stopniu obecny, miejscami w samym rysunku, jak i w fakcie, że prace były wieszane pod kątem, mając przez to wpływ na przestrzeń w której się znajdowały. Gdy obserwowałam swoje prace i relację obiekt – faktura – linia, coraz silniej zarysowywała się koncepcja wprowadzenia kolejnego elementu – wyjścia w przestrzeń, aby rysunek nie był już tylko zarysowaną, płaską powierzchnią, a raczej obiektem, którego kształt współgra i podkreśla pozostałe zależności, które występowały już wcześniej. Podstawową kwestią jest tu w jaki sposób kształtować się mają linie i płaszczyzny bryły w stosunku do linii, światła i cienia występujących w rysunku i otoczeniu. To jest właściwie oś tego doświadczenia.

Rysunek przesunął się w kierunku rzeźby?

K.M-K. Nadal posługuję się dużą kartką papieru, jednak używam jej w inny sposób – dodaję zgięcia i konstrukcję, która zmienia jej sposób oddziaływania. Trudno mi jednak zdefiniować tę pracę jako rysunek, czy jako rzeźbę. Na pewno wywodzi się ona w większym stopniu ze świata grafiki i rysunku, a jedynie zmierza w kierunku rzeźby. Jest efektem poszukiwań i pewnego rodzaju eksperymentem. Jako, że to moja pierwsza praca tego typu tak naprawdę dopiero po jej zamontowaniu w docelowej przestrzeni ekspozycyjnej sama zobaczę ostateczny efekt. Jestem ciekawa tej rysunkowo – rzeźbiarskiej hybrydy. Miałam taką wizję od pewnego czasu, a wystawa „Granice rzeźby” stała się impulsem motywującym mnie do szybszego podjęcia próby jej realizacji.
 
Piotr Idzi Mass No 1

Rzeźba, składająca się ze stelaża w kształcie prostokąta wykonanego z czarnej plexy, niewielkiej podstawy oraz co najważniejsze pociętego fragmentu portretu, który formuje się z syntetycznie zniekształconych brył. Pionowy czarny element niejako nadaje kształt zdeformowanej, rozpływającej się materii, działając jak swego rodzaju skaner przetwarzający informacje na obrazy.


Prezentowana na wystawie praca dotyka tematyki płynnych granic postrzegania widzianego obiektu. Na przebieg procesu twórczego wpłynęła bardziej obserwacja rzeczywistości, czy prace teoretyczne na ten temat?

PIOTR IDZI To ciekawe pytanie, ponieważ uważam, że te dwa elementy procesu twórczego wzajemnie się napędzają - trochę tak jak w przypadku wiedzy i mądrości życiowej: pierwsza jest sumą doświadczeń poprzednich pokoleń, a druga wynikiem doświadczenia rzeczywistości przez konkretną jednostkę. Dopiero suma tych elementów daje progres, możliwość usystematyzowania, zamknięcia pewnych etapów i otwarcia nowych. W swej twórczości stawiam bardziej na obserwację (a raczej doświadczanie) rzeczywistości. Daje to większą możliwość sięgnięcia do źródeł swoich pragnień czy pierwotnych wyobrażeń. Często pewne spostrzeżenia przychodzą same, trzeba tylko nauczyć się być czujnym i otwartym na to, co nas spotyka. Podobnie było w przypadku tej rzeźby, kiedy to w leżących skrawkach folii, począwszy od reklamówek, przez torby na śmieci, a na przepięknych grubych foliach budowlanych skończywszy, dostrzegałem inspirujące, złożone, a czasem wręcz skończone, drobne kompozycje: zgięcia, załamania, czy napięte do granic wytrzymałości pasy płaszczyzn. Obiekty powstałe samoistnie pod wpływem wiatru bądź nieświadomych ludzi, którzy zgniatali i rzucali je w kąt formowały się w wyobraźni w pozornie znajomy kształt, ujawniały olbrzymi, choć niestety niewykorzystany potencjał, który postanowiłem zaangażować na potrzeby tej rzeźby. Dopiero potem przyszły skojarzenia z tekstami Arystotelesa, Kanta czy Tatarkiewicza.

Na czym polegała technika pracy nad rzeźbą?

P.I. W tym konkretnie przypadku rozwiązaniem okazała się płyta wiórowa, do której przytwierdziłem styropian powleczony szpachlą akrylową. Jest on swego rodzaju podkładem, na który naciągałem i zgrzewałem folie. Dodatkowo pod wpływem obróbki cieplnej folia w jednych miejscach naciąga się a w innych kurczy, dając wręcz komórkowo-neuronowe efekty.

Przekraczanie granic rzeźby jest dla Ciebie zagadnieniem zupełnie nowym?

P.I. W mojej twórczości takim przekraczaniem granic była praca dyplomowa „Nodus” - wtedy po raz pierwszy zdecydowałem się wykonać obiekt z folii. Zależało mi na wydobyciu nowej jakości z materiału kojarzonego dotychczas z odpadem, przeważnie pomarszczonego i poprzepalanego, co dość często pojawiało się w sztuce. Pozostawał odwieczny problem utrwalenia kształtu tej delikatnej materii, którą to postanowiłem zaadoptować na potrzeby rzeźby mającej charakteryzować się ruchem i zwiewnością. Był to jeden wielki eksperyment – musiałem od podstaw opracować sposób kształtowania, zgrzewania, naciągania, czy chociażby znaleźć firmę, która wyprodukuje folie w tak dużym formacie i w kilku rzadko dostępnych kolorach. Muszę przyznać, że determinacja opłaciła się i eksperyment zaowocował nowym, ciekawym środkiem wyrazu oraz materiałem, który świetnie nadaje się do wykonywania szybkich, „lekkich” rzeźbiarskich szkiców.

Jaśmina Wójcik Akme

 Instalacja - po wejściu do ciemnego pomieszczenia widz słyszy wspomnienia z dzieciństwa różnych osób. Kiedy wciśnie czerwony guzik, rozpoczyna nagranie swojego własnego głosu (swojej opowieści). Gdy guzik zostaje puszczony program wraca do losowo wybranych nagrań z bazy. Kazda kolejna prezentacja projektu wzbogacona jest o kolejne nagrania - w ten sposob powstaje coraz większa baza nagran, coraz szerszy i wielowątkowy obraz zbiorowego dziecinstwa. Projekt jest rodzajem rzeźby społecznej, otwartej na uczestników i przez nich tworzonej. Zaskakująca jest szczerość z jaka ludzie nagrywaja swoje opowiesci, Widocznie w każdym z nas tkwi chęć, aby podzielic się z innymi swoim wyjątkowym, indywidualnym wspomnieniem.


Interakcja z "Akme" może być dla wielu odbiorców (a raczej współtwórców instalacji) swoistą granicą nie do przekroczenia. Z taką samą łatwością odsłuchują oni cudze wspomnienia, jak i sami naciskają guzik?

JAŚMINA WÓJCIK „Akme” nie narzuca interakcji - możemy być jedynie odbiorcami i wsłuchać się w cudze opowieści. Nie wydobywam z nikogo wspomnień, ale daję możliwość do podzielenia sie nimi. Ludzie chcą współtworzyć projekt - nie przestaje zaskakiwać mnie fakt, że tak wiele osób dzieli sie ze mną intymnymi wspomnieniami.

W swojej twórczości nie unikasz tematyki niewygodnej, bolesnej. Już w samej fazie koncepcji projekt, o którym mówimy miał temu zaprzeczać, być rejestrem szczęśliwości lat dziecięcych. Tak się rzeczywiście stało?

J. W. Uznałam dzieciństwo za okres niewinności, swoisty raj, do którego nie ma już powrotu. Jawi mi się ono jako coś nieodwracalnie utraconego, zawsze wspominanego z rozrzewnieniem. To oczywiście moje osobiste spojrzenie, chociaż spośród zebranych wspomnień wiele wypowiadanych jest z podobnej perspektywy. Na pewno jest to etap kształtujący nasze późniejsze życie, przyszły punkt widzenia i to, kim się stajemy. Zdarzały sie także wypowiedzi skrajnie negatywne, które postanowiłam także umieścić w projekcie. Wydźwięk „Akme” pozostaje słodko-gorzki.

Rzeźba społeczna, współpraca z informatykami - czy Twoje przyszłe realizacje też pójdą w tym kierunku?

J.W. Moje projekty zawsze odnoszą sie do społeczności lokalnej, dotyczą bliskich mi spraw, problemów, ludzi. Chciałabym, aby były współtworzone przez innych, aby mieli oni możliwość reakcji, komentarza, pełnoprawnej wypowiedzi. Staram się tworzyć narzędzia, które to umożliwiają - może być to zarówno zaprogramowana interakcja, jak i dyskusja wokół projektu. Szukam odpowiednich środków wyrazu do zrealizowania jego założeń.

Z uczestnikami wystawy rozmawiała Zuzanna Jakubanis.




O projekcie więcej na : http://granicerzezby.blogspot.com/

Katarzyna Mardeus - Karpińska http://mardeus.com/

Piotr Idzi http://piotridzi.blogspot.com/

Jaśmina Wójcik http://www.jasminawojcik.pl/

18 kwietnia, 2012

Targi w realu, czyli Art Cologne oraz wirtualne - VIP Paper

Wraz z nadejściem wiosny sezon targowy nabiera rumieńców. Wczoraj rozpoczęły się ciekawe targi w „realu”, czyli Art Cologne, a dziś rozpoczynają się targi „wirtualne” – VIP Paper, na których prezentowane będą edycje.

Targi Art Cologne, po upadku berlińskich targów, stały się zdecydowanie najpoważniejszą imprezą targową na rynku niemieckim, jaką zresztą kolońskie targi kiedyś były. Później targi w Kolonii nieco podupadły, a dziś wracają do dawnej świetności. W tym roku, na 46. Edycję targów, do Kolonii przyjechały już galerie z „pierwszej ligi” , takie choćby jak Hauser&Wirth, Thaddeus Ropac, Sprueth Magers, czy David Zwirner. Są też polskie galerie – warszawski Raster (który w ubiegłym roku wygrał nagrodę za najlepsze stoisko na targach) oraz Żak/Branicka z Berlina. Raster w Kolonii pokazuje prace Michała Budnego, Rafała Bujnowskiego, Przemka Mateckiego, Zbyszka Rogalskiego oraz nowego „nabytku” Rastra – Slavs&Tatars. Z kolei Żak/Branicka pokaże prace Agnieszki Polskiej i Pawła Książka.

Z kolei w satelickich targach NADA w Kolonii bierze udział poznańska galeria Stereo. Jej ofertę na NADA, podobnie jak innych galerii biorących udział w tych targach, można oglądać na stronie www.paddle8.com i co ciekawe, za pośrednictwem tej strony można również kupić prace wystawiane w Kolonii. Są tam prace Wojciecha Bąkowskiego, Piotra Bosackiego, Gizelli Mickiewicz i Mateusza Sadowskiego.

Równolegle w Kolonii trwa festiwal polskiej sztuki w Nadrenii Północnej Westfalii, zatytułowany "Klopsztanga", dzięki czemu goście targów będą mieli okazję poznać również sztukę, która nie jest prezentowana na targach.

Przenosząc się do „on-line” chciałbym zarekomendować odwiedzenie strony targów internetowych www.vipartfair.com . Dziś rano czasu nowojorskiego rozpoczynają się tam wirtualne targi VIPaper, na których prezentować się będą galerie i domy wydawnicze specjalizujące się w edycjach. Na razie targi są jeszcze „zamknięte”, więc oferty nie można zobaczyć, ale już popołudniem będzie ona dostępna na gości.

A już wkrótce kolejne targi – w maju po raz pierwszy Frieze zawita do Nowego Jorku, a wraz z tymi targami dwie polskie galerie – Fundacja Galerii Foksal oraz galeria Leto. Ale o tym napiszemy w maju.