Porady, opinie i analizy na temat rynku sztuki najnowszej w Polsce.
11 maja, 2012
Widmowa płytoteka – Defekt Mózgu
08 maja, 2012
„I can’t speak, I’m sorry” Przemka Dzienisa już jutro w Galerii Fotografii PF w Poznaniu
Przemek Dzienis (ur. 1984) jest absolwentem Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. W 2010 r. uczestniczył w rezydencji zorganizowanej przez Saatchi Foundation w Liverpoolu. Jego prace były pokazywane na licznych wystawach indywidualnych (m.in. Platan Gallery w Budapeszcie, Galeria FF w Łodzi) i zbiorowych (m.in. w naszym projekcie Tribute to Fangor w BWA Warszawa).
Wernisaż 09.05.2012, godz. 19.00
Wystawa czynna od 10.05 do 24.06.2012
kurator: Witold Kanicki
tekst i zdjęcia dzięki uprzejmości artysty i galerii
07 maja, 2012
W środę aukcja na rzecz leczenie Rosy Dixon, córki Joanny Rajkowskiej
04 maja, 2012
Transatlantyk Radka Szlagi i Honzy Zamojskiego na targach Frieze w Nowym Jorku
Rozpoczęły się już w Nowym Jorku pierwsze w historii tego
miasta targi Frieze . Na wypie Randall
w olbrzymim namiocie (to specyfika Frieze) swoje stoiska ma ponad setka
najlepszych galerii na świecie. Wśród nich są dwie polskie galerie – regularnie
bioraca udział w najważniejszych targach Fundacja Galerii Foksal oraz
debiutująca na tak wielkiej imprezie warszawska Galeria Leto. Jak pisze nam
Marta Kołakowska z Leto, targi rozpoczęły się dla niej znakomicie. W pierwszej
godzinie targów sprzedała prace do kolekcji jednego z największych
kolekcjonerów na Wall Street – Josepha M.Cohena.
Co tak zafascynowało kolekcjonerów? Zapewne pomysł artystów, których prace w
Nowym Jorku pokazuje Marta Kołakowska. Otóż Honza Zamojski i Radek Szlaga za
ocean wybrali się statkiem handlowym, jak kiedyś imigranci do Ameryki. Po niespełna
tygodniu dobili do Nowego Jorku, a podczas rejsu, by się nie nudzić,
przygotowywali instalację malarsko-fotograficzno-rysunkowo-przedmiotową, którą
pokazują na Frieze. Możecie ją obejrzeć na zdjęciach. Zapraszamy! Targi
potrwają do niedzieli. 02 maja, 2012
Z półki kolekcjonera Sława Harasymowicz „The Wolf Man”
Wolf Man to kolejna powieść graficzna jaka trafia na naszą półkę kolekcjonera. The Wolf Man to książka na podstawie tekstu Zygmunta Freuda (adaptacja Richarda Appignanesi) opisującego przypadek Człowieka Wilka. Harasymowicz przekazuje, w formie kolażu, oparte o daty fakty, jak również stan emocjonalny głównego bohatera. Forma kolażu ‘ o krok od rozpadnięcia się na kawałki’, idealnie wpasowuje się w jego psychologiczne rozchwianie, jak i samą psychoanalizę (rozumianą jako próba złożenia ‘całości’ z ‘fragmentów’).
Harasymowicz jest absolwentką filologii Uniwersytetu Jagiellonskiego. Studia artystyczne ukonczyła w Londynie, dyplom MA z The Royal College of Art w 2006r. Nagradzana przez Victoria and Albert Museum w Illustration Awards, w 2010 była w jury konkursu. W 2008 roku wygrała nominację do nagrody Arts Foundation Fellowship. Często publikuje rysunki w Guardian Weekend Magazine.
26 kwietnia, 2012
Z półki kolekcjonera - Julia Staniszewska, Mikołaj Łoziński "Restauracja"
„Restauracja” to kolejna pozycja Fundacji Archeologii Fotografii wzbogacająca naszą półkę kolekcjonera wydawnictw artystycznych. Opowiada historię upadku podwarszawskiej restauracji, historię rodziny, która ją prowadziła, historię rozpadu pewnego małego świata za którym być może tęsknimy. Śmierć właściciela restauracji niszczy relacje pomiędzy członkami rodziny co powoduje upadek prowadzonej przez nich restauracji.
24 kwietnia, 2012
BRUNO LAREK, DEN ES NICHT GAB (Bruno Larek – Którego nie było) w Instytucie Polskim w Düsseldorfie
Bruno Larek (1901 – 1936) to polski malarz, rysownik, twórca obiektów i poeta; przez lata zapomniany, przypadkowo odkryty w 2010 roku. Studiował budowę maszyn na Politechnice Warszawskiej oraz malarstwo w Szkole Sztuk Pięknych w Warszawie. Z obu kierunków zrezygnował na rzecz podróży do Berlina i Paryża. Tam też zetknął się ze sztuką dadaistów i surrealistów. Zginął w pożarze w Warszawie w wieku 35 lat.
Wystawa 'KTÓREGO NIE BYŁO' jest prezentacją zachowanych prac Bruno Larka. Specyficzne środki wyrazu oraz absurdalne poczucie humoru wpisuje je w nurt dadaistyczny. Na tle ówczesnej sytuacji artystycznej w Polsce, sztuka Larka jest pewnego rodzaju alternatywą i buntem wobec rodzimej kultury.
Wystawa organizowana przy współpracy z Galerią Białą w Lublinie.
Kurator Helena Karauda
22 kwietnia, 2012
Z półki kolekcjonera - Adam Wiedemann Filtry
21 kwietnia, 2012
Najnowsze prace Mateusza Szczypińskiego
Wszystkie prace dzięki uprzejmości artysty i galerii lokal 30.
20 kwietnia, 2012
W poszukiwaniu głębi – Karolina Zdunek w Centrum Sztuki EL
Tekst: Karina Dzieweczyńska
Foto: Miłosz Kulawiak
19 kwietnia, 2012
Już w najbliższą sobotę Record Store Day – płyty ArtBazaar Records w promocyjnych cenach
Miejsce: dziedziniec Kamienicy Jabłkowskich, Chmielna 21
Start: 14:00
Start: 22:00
Przez całą noc w klubie pojawi się ponad 50 muzyków, DJ-ów, kolekcjonerów, dziennikarzy muzycznych i innych osób związanych ze sceną. Wyjątkowo, zostali oni poproszeni o zabranie i puszczenie tylko jednej ulubionej płyty.
ArtBazaar Records również celebrując to wydarzenie obniża o 20% ceny na wszystkie wydawnictwa płytowe (autorskie i zwykle). Będzie to wyjątkowa okazja, aby nabyć płyty z muzyką i ręcznie robionymi okładkami Mariusza Tarkawiana, Wojtka Bąkowskiego, Konrada Smoleńskiego i Przemka Etamskiego, Samorządowców, grupy KOT.
Granice Rzeźby – rozmowy z uczestnikami wystawy
Twoja praca to w zasadzie kolejny etap ewolucji cyklu rysunkowego…
K. MARDEUSZ-KARPIŃSKA Zaczęło się od niedużych szkiców, będących poszukiwaniem relacji między kształtem, a miękką, rysunkową fakturą, która w niektórych miejscach wygrywa z formą, a gdzie indziej ustępuje jej, pozwalając na wyodrębnienie się linii i konturów. Kolejnym krokiem było przeniesienie się na wielki format. Dzięki temu całość zyskała wymiar monumentalny i znacznie większą siłę oddziaływania na widza. Element przestrzenny był tu już w pewnym stopniu obecny, miejscami w samym rysunku, jak i w fakcie, że prace były wieszane pod kątem, mając przez to wpływ na przestrzeń w której się znajdowały. Gdy obserwowałam swoje prace i relację obiekt – faktura – linia, coraz silniej zarysowywała się koncepcja wprowadzenia kolejnego elementu – wyjścia w przestrzeń, aby rysunek nie był już tylko zarysowaną, płaską powierzchnią, a raczej obiektem, którego kształt współgra i podkreśla pozostałe zależności, które występowały już wcześniej. Podstawową kwestią jest tu w jaki sposób kształtować się mają linie i płaszczyzny bryły w stosunku do linii, światła i cienia występujących w rysunku i otoczeniu. To jest właściwie oś tego doświadczenia.
Rysunek przesunął się w kierunku rzeźby?
K.M-K. Nadal posługuję się dużą kartką papieru, jednak używam jej w inny sposób – dodaję zgięcia i konstrukcję, która zmienia jej sposób oddziaływania. Trudno mi jednak zdefiniować tę pracę jako rysunek, czy jako rzeźbę. Na pewno wywodzi się ona w większym stopniu ze świata grafiki i rysunku, a jedynie zmierza w kierunku rzeźby. Jest efektem poszukiwań i pewnego rodzaju eksperymentem. Jako, że to moja pierwsza praca tego typu tak naprawdę dopiero po jej zamontowaniu w docelowej przestrzeni ekspozycyjnej sama zobaczę ostateczny efekt. Jestem ciekawa tej rysunkowo – rzeźbiarskiej hybrydy. Miałam taką wizję od pewnego czasu, a wystawa „Granice rzeźby” stała się impulsem motywującym mnie do szybszego podjęcia próby jej realizacji.
Prezentowana na wystawie praca dotyka tematyki płynnych granic postrzegania widzianego obiektu. Na przebieg procesu twórczego wpłynęła bardziej obserwacja rzeczywistości, czy prace teoretyczne na ten temat?
PIOTR IDZI To ciekawe pytanie, ponieważ uważam, że te dwa elementy procesu twórczego wzajemnie się napędzają - trochę tak jak w przypadku wiedzy i mądrości życiowej: pierwsza jest sumą doświadczeń poprzednich pokoleń, a druga wynikiem doświadczenia rzeczywistości przez konkretną jednostkę. Dopiero suma tych elementów daje progres, możliwość usystematyzowania, zamknięcia pewnych etapów i otwarcia nowych. W swej twórczości stawiam bardziej na obserwację (a raczej doświadczanie) rzeczywistości. Daje to większą możliwość sięgnięcia do źródeł swoich pragnień czy pierwotnych wyobrażeń. Często pewne spostrzeżenia przychodzą same, trzeba tylko nauczyć się być czujnym i otwartym na to, co nas spotyka. Podobnie było w przypadku tej rzeźby, kiedy to w leżących skrawkach folii, począwszy od reklamówek, przez torby na śmieci, a na przepięknych grubych foliach budowlanych skończywszy, dostrzegałem inspirujące, złożone, a czasem wręcz skończone, drobne kompozycje: zgięcia, załamania, czy napięte do granic wytrzymałości pasy płaszczyzn. Obiekty powstałe samoistnie pod wpływem wiatru bądź nieświadomych ludzi, którzy zgniatali i rzucali je w kąt formowały się w wyobraźni w pozornie znajomy kształt, ujawniały olbrzymi, choć niestety niewykorzystany potencjał, który postanowiłem zaangażować na potrzeby tej rzeźby. Dopiero potem przyszły skojarzenia z tekstami Arystotelesa, Kanta czy Tatarkiewicza.
Na czym polegała technika pracy nad rzeźbą?
P.I. W tym konkretnie przypadku rozwiązaniem okazała się płyta wiórowa, do której przytwierdziłem styropian powleczony szpachlą akrylową. Jest on swego rodzaju podkładem, na który naciągałem i zgrzewałem folie. Dodatkowo pod wpływem obróbki cieplnej folia w jednych miejscach naciąga się a w innych kurczy, dając wręcz komórkowo-neuronowe efekty.
Przekraczanie granic rzeźby jest dla Ciebie zagadnieniem zupełnie nowym?
P.I. W mojej twórczości takim przekraczaniem granic była praca dyplomowa „Nodus” - wtedy po raz pierwszy zdecydowałem się wykonać obiekt z folii. Zależało mi na wydobyciu nowej jakości z materiału kojarzonego dotychczas z odpadem, przeważnie pomarszczonego i poprzepalanego, co dość często pojawiało się w sztuce. Pozostawał odwieczny problem utrwalenia kształtu tej delikatnej materii, którą to postanowiłem zaadoptować na potrzeby rzeźby mającej charakteryzować się ruchem i zwiewnością. Był to jeden wielki eksperyment – musiałem od podstaw opracować sposób kształtowania, zgrzewania, naciągania, czy chociażby znaleźć firmę, która wyprodukuje folie w tak dużym formacie i w kilku rzadko dostępnych kolorach. Muszę przyznać, że determinacja opłaciła się i eksperyment zaowocował nowym, ciekawym środkiem wyrazu oraz materiałem, który świetnie nadaje się do wykonywania szybkich, „lekkich” rzeźbiarskich szkiców.
Interakcja z "Akme" może być dla wielu odbiorców (a raczej współtwórców instalacji) swoistą granicą nie do przekroczenia. Z taką samą łatwością odsłuchują oni cudze wspomnienia, jak i sami naciskają guzik?
JAŚMINA WÓJCIK „Akme” nie narzuca interakcji - możemy być jedynie odbiorcami i wsłuchać się w cudze opowieści. Nie wydobywam z nikogo wspomnień, ale daję możliwość do podzielenia sie nimi. Ludzie chcą współtworzyć projekt - nie przestaje zaskakiwać mnie fakt, że tak wiele osób dzieli sie ze mną intymnymi wspomnieniami.
W swojej twórczości nie unikasz tematyki niewygodnej, bolesnej. Już w samej fazie koncepcji projekt, o którym mówimy miał temu zaprzeczać, być rejestrem szczęśliwości lat dziecięcych. Tak się rzeczywiście stało?
J. W. Uznałam dzieciństwo za okres niewinności, swoisty raj, do którego nie ma już powrotu. Jawi mi się ono jako coś nieodwracalnie utraconego, zawsze wspominanego z rozrzewnieniem. To oczywiście moje osobiste spojrzenie, chociaż spośród zebranych wspomnień wiele wypowiadanych jest z podobnej perspektywy. Na pewno jest to etap kształtujący nasze późniejsze życie, przyszły punkt widzenia i to, kim się stajemy. Zdarzały sie także wypowiedzi skrajnie negatywne, które postanowiłam także umieścić w projekcie. Wydźwięk „Akme” pozostaje słodko-gorzki.
Rzeźba społeczna, współpraca z informatykami - czy Twoje przyszłe realizacje też pójdą w tym kierunku?
J.W. Moje projekty zawsze odnoszą sie do społeczności lokalnej, dotyczą bliskich mi spraw, problemów, ludzi. Chciałabym, aby były współtworzone przez innych, aby mieli oni możliwość reakcji, komentarza, pełnoprawnej wypowiedzi. Staram się tworzyć narzędzia, które to umożliwiają - może być to zarówno zaprogramowana interakcja, jak i dyskusja wokół projektu. Szukam odpowiednich środków wyrazu do zrealizowania jego założeń.
Z uczestnikami wystawy rozmawiała Zuzanna Jakubanis.
O projekcie więcej na : http://granicerzezby.blogspot.com/
Katarzyna Mardeus - Karpińska http://mardeus.com/
Piotr Idzi http://piotridzi.blogspot.com/
Jaśmina Wójcik http://www.jasminawojcik.pl/
18 kwietnia, 2012
Targi w realu, czyli Art Cologne oraz wirtualne - VIP Paper
Wraz z nadejściem wiosny sezon targowy nabiera rumieńców. Wczoraj rozpoczęły się ciekawe targi w „realu”, czyli Art Cologne, a dziś rozpoczynają się targi „wirtualne” – VIP Paper, na których prezentowane będą edycje.
Targi Art Cologne, po upadku berlińskich targów, stały się zdecydowanie najpoważniejszą imprezą targową na rynku niemieckim, jaką zresztą kolońskie targi kiedyś były. Później targi w Kolonii nieco podupadły, a dziś wracają do dawnej świetności. W tym roku, na 46. Edycję targów, do Kolonii przyjechały już galerie z „pierwszej ligi” , takie choćby jak Hauser&Wirth, Thaddeus Ropac, Sprueth Magers, czy David Zwirner. Są też polskie galerie – warszawski Raster (który w ubiegłym roku wygrał nagrodę za najlepsze stoisko na targach) oraz Żak/Branicka z Berlina. Raster w Kolonii pokazuje prace Michała Budnego, Rafała Bujnowskiego, Przemka Mateckiego, Zbyszka Rogalskiego oraz nowego „nabytku” Rastra – Slavs&Tatars. Z kolei Żak/Branicka pokaże prace Agnieszki Polskiej i Pawła Książka.
Z kolei w satelickich targach NADA w Kolonii bierze udział poznańska galeria Stereo. Jej ofertę na NADA, podobnie jak innych galerii biorących udział w tych targach, można oglądać na stronie www.paddle8.com i co ciekawe, za pośrednictwem tej strony można również kupić prace wystawiane w Kolonii. Są tam prace Wojciecha Bąkowskiego, Piotra Bosackiego, Gizelli Mickiewicz i Mateusza Sadowskiego.
Równolegle w Kolonii trwa festiwal polskiej sztuki w Nadrenii Północnej Westfalii, zatytułowany "Klopsztanga", dzięki czemu goście targów będą mieli okazję poznać również sztukę, która nie jest prezentowana na targach.
Przenosząc się do „on-line” chciałbym zarekomendować odwiedzenie strony targów internetowych www.vipartfair.com . Dziś rano czasu nowojorskiego rozpoczynają się tam wirtualne targi VIPaper, na których prezentować się będą galerie i domy wydawnicze specjalizujące się w edycjach. Na razie targi są jeszcze „zamknięte”, więc oferty nie można zobaczyć, ale już popołudniem będzie ona dostępna na gości.
A już wkrótce kolejne targi – w maju po raz pierwszy Frieze zawita do Nowego Jorku, a wraz z tymi targami dwie polskie galerie – Fundacja Galerii Foksal oraz galeria Leto. Ale o tym napiszemy w maju.
































