18 czerwca, 2012

Polskie wędrówki po Art Basel, czyli ostatnia relacja z targów


Targi Art Basel już się skończyły, ale ja jeszcze jestem winien Wam krótki przegląd tego, co można było zobaczyć na stoiskach polskich galerii (zarówno na Art Basel, jak i na stoisku Stereo na LISTE), a także polskich artystów, których prace pokazywały inne galerie. Nie byłem przez cały czas targów w Bazylei, a stoiska galerie zmieniały dość często, więc na pewno nie jest to przegląd pełny. Na początek stoisko Fundacji Galerii Foksal, która obok prac artystów współpracujących z galerią przywiozła wczesne instalacje przestrzenne z połowy lat 60. Edwarda Krasińskiego. Rzeźby te (na zdjęciu 1 widać jedną rzeźbę z drutu oraz fragment instalacji drugiej rzeźby widocznej na zdjęciu 2) wzbudziły sensację. Przychodziło wiele osób specjalnie je oglądać i oczywiście zostały one kupione. Cena - 90 tysięcy euro za każdą z nich nie odstraszyła kupujących. 
Poza tym na stoisku FGF można było znaleźć prace malarskie Wilhelma Sasnala (o olbrzymim rysunku tuszem, sprzedanym za 75 tysięcy euro już pisałem, ale były też obrazy w cenach od 40 tysięcy euro), Piotra Janasa oraz Jakuba Juliana Ziółkowskiego (w cenach 10-18 tysięcy euro). Był też film Anny Molskiej z jej ostatniego pokazu w Warszawie oraz rzeźby Moniki Sosnowskiej, Pawła Althamera i Cezarego Bodzianowskiego.









Raster, tak jak już pisałem, pokazał prace polsko-irańskiego kolektywu Slavs&Tatars, które zostały bardzo dobrze przyjętę w Bazylei. Wiele osób fotografowało się w lustrach z napisami "Slavs'ów". Część z nich też pojedzie do nowych kolekcjonerów (lustra były w edycji 3 w cenie 7 tysięcy euro za pierwszy egzemplarz i później cena rośnie). Jedno z nich "From Lvov with Lvove" sprzedało się całkowicie.








 
Andrzej Starmach, jak już pisaliśmy przywiózł do Bazylei niezwykle ciekawe (i pożądane teraz przez kolekcjonerów) rzeźby Aliny Szapocznikow, z których najdroższa (usta na pierwszym planie) kosztowały 360 tysięcy euro. Ale nie była to najdroższa praca na jego stoisku - jeszcze droższy było obraz liczony Romana Opałki, który kosztował 650 tysięcy euro. Dla tych, którzy nie mają tyle, były też dwa autoportrety artysty w cenie 25 tysięcy euro każdy - jeden z wczesnego okresu projektu, drugi z końcowego okresu.


 
Galeria Stereo z Poznania po raz drugi pokazała się na targach młodej sztuki LISTE i tym razem był to pokaz solowy prac Wojciecha Bąkowskiego zatytułowany "Suchy pion"("Dry Standpipe"). Prawie wszystkie prace tego artysty dotyczyły dźwięku i jego odczuwania, szczególnie z efektowną instalacją złożoną z pięciu głośników w kształcie mieszkania Wojtka w cenie 9,5 tysiąca euro (unikat). Z każdego głośnika dochodził inny dźwięk. Sprzedały się dwie żarówki (w edycji 1+1 egz.) z których słychać było dźwięki mlaskania i żucia gumy (w cenie 4 tysiące euro każda).









Ten obraz Wilhelma Sasnala znalazłem na stoisku galerii Hauser&Wirth. Inny obraz Sasnala był też na stoisku londyńskiej Sadie Coles.



Na stoiskach dwóch galerii - niemieckie Rudigger Schoettle oraz amerykańskiej Andrew Kreps Gallery znalazłem "Antykolaże" Goshki Macugi, pokazywane ostatnio w Zachęcie - jeden z "wyciętym" Piotrem Uklańskim, a drugi z Andą Rottenberg.






O pracach Pauliny Ołowskiej w Simon Lee już wspominałem w pierwszej relacji - prace tej artystki były też dostępne w innych galeriach, jak choćby w Metro Pictures.







Również eksponowane były rzeźby Moniki Sosnowskiej. Ta pierwsza na stoisku Modern Institute z Glasgow, a druga - w kurimanzutto z Meksyku.






Na stoisku Carlier Gebauer z Berlina można było zobaczyć duży obraz Tomasza Kowalskiego w cenia 26 tysięcy euro. Obecnie w tej berlińskiej galerii trwa wystawa prac Tomka.



A na stoisku izraelskiej Dvir znalazłem szkice Mirosława Bałki na fragmentach popalonych papierów z początku lat 90. Cena - 12 tysięcy euro za każdy.



To koniec przeglądu, niepełnego, jak już pisałem polskiej sztuki w Bazylei. I koniec naszych relacji. Do Bazylei zapraszamy za rok!

15 czerwca, 2012

Pożytki z wędrowania bez składu i ładu, czyli kolejna relacja z Art Basel

Są różne strategie "poruszania się" po targach, szczególnie tak dużych jak Art Basel. Jedni najpierw przez pół godziny studiują mapkę z rozkładem targów i miejscami poszczególnych galerii i później ruszają w ściśle określoną trasę. Inni przemierzają przestrzeń targową systematycznie według "południków" i "równoleżników", tak, by niczego nie przegapić. Jeszcze inni dają się ponieść oczom i wędrują od stoiska do stoiska bez specjalnego planu. Ta metoda ma dużą wadę, gdy masz mało czasu - zdarza się, że po jednej alejce wędrujesz trzy, cztery razy. Ale ma też dużą zaletę - wędrując za pierwszym razem możesz ominąć ciekawe i wartościowe rzeczy tylko dlatego, że akurat spojrzałeś w inną stronę, bądź też zaciekawiła cię bardziej kolorowa sztuka na sąsiednim stoisku. Ja stosuję metodę "mieszaną" - najpierw z mapką w ręku "zaliczam" obowiązkowe dla mnie galerie, a później daję się ponieść targom wędrując bez składu i ładu. Dzięki temu właśnie kolejnego dnia "odkrywam" stoiska galeryjne, które za pierwszym razem ominąłem. Dlaczego? Często nie wiem. Ale na pewno te odkrycia, ponowne odkrycia warte są uwagi. Tak też było wczoraj, podczas kolejnego dnia targów - w czasie "wędrówki" po parterze znalazłem dwa niewielkie, ale znakomite stoiska wiedeńskich galerii. Pierwsze z nich poniżej - to Krotbath, który pokazał prace Jirziego Kolara i Beli Kolarovej. Ciągle niedostatecznie wiele wiemy o wpływie tego artystycznego małżeństwa na sztukę czeską (czy raczej czechosłowacką), czy na sztukę Europy Środkowo-Wschodniej. Oboje lubili eksperymenty - Bela z fotografią (serie fotogramów), a Jirzi ze słowem (oklejanie przedmiotów codziennego użytku kolażami złożonymi ze słów). Mam prace Jirziego Kolara (Beli niestety nie), ale ich jakość nie jest tak dobra, jak tych, które przywiozła do Bazylei galeria Krobath. Ale w końcu to najważniejsze tagi sztuki w roku. Mistrzostwa świata rynku sztuki, jak napisał o Art Basel jeden z krytyków. Poniżej stoisko Krobath i prace Kolarów.



Drugie stoisko, które przegapiłem i które "odnalazłem" ponownie to galeria Hubert Winter. Galerzyści z Wiednia pokazali świetne fotografie Franceski Woodman i Birgit Jurgenssen - znakomitych artystek i równocześnie tragicznych, przedwcześnie zmarłych postaci.

 








Takie właśnie są pożytki z włóczenia się po stoiskach targowych. Zapraszam na kolejne relacje!

13 czerwca, 2012

Przedrzeć się przez kolejkę VIP-ów, czyli targów Art Basel dzień kolejny


Minął kolejny dzień targów Art Basel, który dziś spędziłem w dużej części na parterze wśród galerii handlujących pracami sztuki współczesnej. Najpierw jednak musiałem przedrzeć się przez kolejkę VIP-ów, którzy też próbowali jak najszybciej dostać się na targi.


Sporo mówi się w Bazylei nie tylko o sztuce, ale również o zamieszaniu na rynkach finansowych. A jak przychodzą niepewne czasy, to wielu kolekcjonerów szuka sprawdzonych nazwisk, znanych artystów. Wyczuło to wielu dealerów przywożąc do Bazylei tzw. "blue chipy". Egzemplifikacją tego jest praca Marka Rothko z 1954 roku, która zawisła na stoisku Marlborough Fine Arts w towarzystwie ... ochroniarza. Nie wiem, czy jest on niezbędny czy też galeria chciała zwrócić uwagę na fakt (tym którzy nie zauważyli), że obraz ten kosztuje 78 milionów dolarów. Znanych artystów, znanych prac było więcej - poniżej wybrałem trzy przykłady. Obraz Modiglianiego "Narzeczeni" z 1915-16 roku na stoisku nowojorskiego marszanda Landau Fine Art, znakomity obraz Basquiata u szwajcarskiego marszanda Bruno Bischofsbergera i lalka Hansa Bellmera (w towarzystwie erotycznych fotografii Bellmera i Pierre Moliniera) w jednej z moich ulubionych galerii 1900-2000.





 
Do łask (również w Polsce) powraca kolaż i temu zjawisku przyjrzeli się marszandzi z galerii Bernard Jacobsen (Londyn-Nowy Jork). Stworzyli mini-wystawę zatytułowaną "Century of Collage" i znalazły się na niej prace takich artystów jak Asger John, Robert Motherwell, Robert Rauschenberg, Kurt Schwitters, Marcel Duchamp, Eduardo Palozzi czy Joseph Cornell. Sporo też jest fotografii. Do jednego z najsłynniejszych projektów w historii fotografii - zrealizowanego w weimarskich Niemczech przez Augusta Sandera - nawiązała Sherrie Levine i stworzyła projekt "After August Sander". Efekt znakomity.

 

Galeria Matthew Marks z Nowego Jorku zebrała i zestawiła (a nawet oprawiła) autoportrety Nan Goldin. Efekt - rewelacyjny. 

Galeria Fraenkel pokazała pracę japońskiego fotografika Hiroshiego Sugimoto. Jest to portret Fidela Castro, a właściwie to .... woskowej figury słynnego kubańskiego dyktatora. Serię takich fotografii Sugimoto wykonał ponad 10 lat temu. A Castro u niego wygląda jak żywy.


 
Z wielką przyjemnością na stoisku francuskiej galerii specjalizującej się w fotografii - Francoise Paviot, znalazłem zdjęcie Roberta Capy z lądowania wojsk amerykańskich w Normandii z 1944 roku. Ta jedna z najsłynniejszych serii fotografii wojennej, z dodatkową sławą spowodowaną faktem zniszczenia większości klatek i uszkodzenia wszystkich pozostałych w laboratorium, była mi do tej pory znana tylko z podręczników fotografii. Teraz jedną z tych
fotografii mogłem zobaczyć na żywo. Skoro już jesteśmy nadal przy fotografii historycznej - to na stoisku Berinsona znalazłem portrety Witkacego, wykonane w ramach wspólnych sesji przez Józefa Głogowskiego i Władysława J. Grabskiego. Też piękny kawałek historii fotografii, i to nie tylko już polskiej. Ale światowej - bo Witkacy to jedyny fotograf polski z przeszłości znany kolekcjonerom zagranicznym.


Podczas wędrówek po dolnym piętrze targów odwiedziłem oczywiście bardzo ładnie zaaranżowane stoisko Galerii Starmach, na którym dominowały prace Aliny Szapocznikow i Romana Opałki. Ale były też świetne reliefy Henryka Stażewskiego, rysunki Władysława Strzemińskiego oraz interwencja Edwarda Krasińskiego. Ale o tym więcej jeszcze napiszemy!



Zapraszamy do kolejnych relacji z Bazylei!

12 czerwca, 2012

Sztuka na placu budowy czyli pierwsza, głównie fotograficzna, relacja z Art Basel




To zdjęcie oddaje pierwsze wrażenia z 43 targów Art Basel. To już drugi dzień targów, które dalej są zamknięte dla szerokiej publiczności, a otwarte zostaną po oficjalnym wernisażu jutro wieczorem. Niektórzy przyjeżdżający do Bazylei przeżyli zapewne szok, gdy zbliżyli się do Messeplatz, przy którym mieści się centrum targowe. Zawsze na tym placu zobaczyć można było wielkie rzeźby. W tym roku plac jest przebudowywany. Zniknęły niektóre budynki (między innymi ten, w którym pokazywano sztukę w częsci Art Statement i Art Unlimited. W miejscu budynków są dziury, po placu kręcą się robotnicy, jeżdżą koparki, wozy strażackie. I pomiędzy nimi przemykają goście VIP targów. 



Gdy już dotrą na miejsce, to wszystko jest po staremu - "stare" galerie na dole, "nowe" na górze. Tylko Art Statement i Art Unlimited w tymczasowej przestrzeni. Dziś udało mi się zobaczyć część na górze, z galeriami ze sztuką najnowszą oraz Art Statement. Jutro czas na pozostałe części targów. Na Art Basel powitała mnie fontanna (jak fondue czekoladowe) - praca Douga Aitkena. Po literach ART płynął płyn a wokół rozrzucone były kawałki lawy. Obraz dzisiejszej sztuki? Chyba na szczęście nie.




Z kolei na stoisku Modern Institute z Glasgow zobaczyłem pracę Jima Lambie. W zdjęcie wbite zostały haczyki, na których zawisły pokręcone sztućce.



Człowiek w gumiakach schowany w niebieskiej beczce, rzeźba Romana Signera (w tle praca Jeremy Dellera) witał na stoisku francuskiej galerii Art: Concept z Paryża.



Drzwi do nikąd ( właściwie brak drzwi - w ścianie jest tylko klamka ) to praca słowackiego artysty Romana Ondaka na stoisku meksykańskiej galerii kurimanzutto.



Wielbiciele malarstwa mogli na dłużej zatrzymać się na stoisku belgijskiej galerii Zeno X. To główna galeria takich malarzy i malarek jak Luc Tuymans, Marlene Dumas czy Michael Borremans. Niech Was nie zmyli ten piękny portret Luca Tuymansa powyżej - to Issei Sagawa, który w 1981 roku zabił w Paryżu swoją koleżankę, później ją zgwałcił, a następnie zjadł. Portret Martina Borremansa poniżej to po portret kobiecy.




Stoisko amerykańskiej galerii Sean Kelly cieszyło olbrzymią popularnością, Wejścia do niej strzegła naga para - to remake słynnego performance "Imponderabilia" Mariny Abramowić z 1977 roku. Z tym, że samą Marinę i jej partnera Ulaya zastąpili już modele. Na tym samym stoisku znalazłem fotografię z innego słynnego performance'u. To Yves Klein i jego "Le Salut la Vide" z 1960 roku. Piękna fotografia!




A tę Panią poznajecie? Tak, tak... Stefania Rychter zawitała na Art Basel. Na razie w postaci rysunku Pauliny Ołowskiej na stoisku Simon Lee z Londynu. W ten sposób płynnie przeszliśmy do polskiej sztuki. Oczywiście poświęcimy jej osobny wpis, ale tymczasem zdjęcia stoisk dwóch polskich galerii na Art Basel. Najpierw Fundacja Galerii Foksal na którym królował kilkumetrowy rysunek tuszem Wilhelma Sasnala, wykonany na podstawie szkiców z podróży pociągiem z Pekinu do Moskwy. W centrum jest rzeźba Moniki Sosnowskiej, a po prawej stronie rzeźba Cezarego Bodzianowskiego. A na zdjęciu poniżej prace kolektywu Slavs&Tatars na stoisku Rastra. Rzeźba w środku cieszyła się olbrzymią popularnością wśród dzieci.




A jutro relacja z "niższego" piętra, gdzie dominują wielkie galerie sprzedającę sztukę współczesną, a także najwięksi gracze na rynku sztuki najnowszej - Gagosian, Hauser&Wirth czy White Cube.

KRAKERS - Pierwszy krakowski gallery weekend już 14-16 czerwca

Do modnego ostatnio trendu, konsolidacji wydarzeń artystycznych w jedno medialne wydarzenie dołączają krakowskie galerie, fundacje i organizacje niezależne organizując w najbliższy weekend KRAKERSa. Podczas wydarzeń organizowanych w ramach KRAKERSa prezentowani będą młodzi twórcy sceny krakowskiej, zobaczymy min: Martę Salę, Irenkę Kalicką, Kaję Gliwę, Mateusza Okońskiego, Michała Hyjka, Adama Grubę, Łukasza Surowca, Kubę Woynarowskiego czy Mikołaja Moskala.


Oprócz wernisaży i pokazów zapraszamy na dyskusję NIE LUBIĘ! o modelach krytyki artystycznej z udziałem Anny Czaban, Kuby Banasiaka i Stacha Szabłowskiego. Spotkanie poprowadzi Piotr Sikora i Andrzej Szczerski

Pełny program dostępny na
www.krakers.art.pl

11 czerwca, 2012

Targi Art Basel rozpoczęte!


 
Już dziś wieczorem „nieoficjalnie” otwarte zostały 43. targi Art Basel w szwajcarskiej Bazylei. To najważniejsza impreza komercyjna w świecie sztuki najnowszej ( nota bene jedna z wcześniejszych edycji została opisana w wydanej ostatnio po polsku książce „Siedem dni w świecie sztuki”). Dostać się na Art Basel to „obowiązek” dla największych i najważniejszych galerii na świecie (gdy w ubiegłym roku znana niemiecka galeria Eigen+Art się nie dostała, jej właściciel Harry Lybke zrobił w mediach tyle szumu, że już w tym roku ta galeria już jest z powrotem). Dla mniejszych galerii udział w Art Basel to powód do dumy i okazja do pokazania światu swoich artystów. Dlatego w Bazylei zobaczyć można sztukę najwyższej klasy, bo komisja selekcyjna dokonuje wyborów na podstawie zaproponowanego programu przez galerie.

W tym roku, jak zwykle (z wyłączeniem szczególnego ubiegłego roku), będziemy Wam relacjonować, co dziać się będzie w Bazylei. A dziś, jako przedsmak tego, co nas czeka – krótka informacja o udzile polskich galerii. Na głównych targach Art Basel prezentują się trzy polskie galerie, a dodatkowo, na targach młodej sztuki LISTE (dziś oficjalnie otwarcie) pojawiło się stoisko jednej polskiej galerii.

Dwie polskie galerie od lat pojawiają się w Bazylei – to warszawska Fundacja Galerii Foksal oraz Galeria Starmach z Krakowa. Ta pierwsza pokazuje oczywiście „klasykę” polskiej sztuki najnowszej (w tym roku między innymi prace Wilhelma Sasnala, Anny Molskiej [która niedługo otworzy wspólną wystawę z rumuńskim artystą Ciprianem Muresanem w londyńskiej Tate Modern] oraz Pawła Althamera. Dodatkowo, rzeźba Pawła Althamera „Bruno” zostanie pokazana na plenerowej, efemerycznej wystawie Art Parcour). Natomiast Starmach w Bazylei pokazuje „klasykę” polskiej sztuki współczesnej – Szapocznikow, Kantora, Nowosielskiego czy Dróżdża. Jakie prace pokaże w tym roku, przekonamy się już jutro.


W części Art Statement w tym roku jest już (dziś odbyło się otwarcie tej sekcji) stoisko warszawskiego Rastra, a na nim prace najnowszego „nabytku” galerii – kolektywu Slavs&Tatars.

A na LISTE, jak już wspomniałem, jest jedna polska galeria – Stereo z Poznania, która prezentuje solowy pokaz prac Wojciecha Bąkowskiego, zatytułowany „Dry Standpipe”.

Zapraszamy do relacji z Bazylei w najbliższych dniach!

Na zdjęciach: Anna Molska, Hekatomba, wideo, 2011; Pawel Althamer, Bruno,1998 – 2012; Wilhelm Sasnal, Chlew, olej na płótnie, 2011; Slavs&Tatars, Between 79.89.09, 2009; Slavs&Tatars, Nations, napisy na lustrze, 2012.


08 czerwca, 2012

Z półki kolekcjonera - Honza Zamojski – Vis-à-vis en face

„Vis-à-vis en face (J’ai quinze ans)” to dwunasta publikacja wydawnictwa Morava, artystycznego przedsięwzięcia Honzy Zamojskiego. Portrety wydrukowane w książce (wcześniej naszkicowane palcem na ekranie smartfona) są swobodną interpretacją prac znajdujących się w kolekcji Fundacji Sztuki Polskiej ING.
 

W 2010 roku do kolekcji Fundacji została włączona i skatalogowana pod numerem 0108 grafika Zamojskiego. Monotypia na okładce kryminału (Patricia Highsmith „Znajomi z pociągu”) przedstawia maskę naniesioną farbą drukarską na twarz kobiety.

Dwa lata później, pracując nad „Vis-à-vis en face”, Zamojski stworzył ponad 60 portretów opisanych numerem strony, numerem grafiki i numerem katalogowym kolekcji. W ten sposób opracował zamknięty, na nowo uporządkowany katalog kolekcji. Na pierwszy rzut oka książka może wyglądać jak trawestacja cudzych dokonań artystycznych. Wizualnie może kojarzyć się też z zabawą dziecka, które z uporem i zaskakującą konsekwencją gryzmoli na wyświetlaczu smartfona.

Posługując się tak prostą estetyką, Zamojski nawiązuje do idei bezpośredniego, surowego widzenia. Vis-à-vis. Jednak już na okładce pojawia się siatka, miarowa struktura prowadząca spojrzenie zgodnie z szeregiem wskazówek, poprzez które widziane są nagryzmolone en face portrety.


ISBN: 978-83-933762-3-0
format: 220 x 254 mm, 72 str.
nakład: 350

06 czerwca, 2012

EUROART 2012 startuje już dziś w Łodzi




Niewiele w Warszawie jest wydarzeń „sztukowych” związanych z EURO 2012. A jeszcze mniej traktujących ten temat z przymrużeniem oka. Dlatego wypada nam zaprosić Was (i czytających nas kibiców) do Łodzi. Tam Marcin Polak stworzył imprezę EUROART 2012, która, jak sam pisze, zakłada połączenie i współpracę dwóch, jakby różnych obszarów: sportu i sztuki.

Artyści, zaproszeni przez Marcina, pokażą instalacje, performance, projekcje video, fotografie, filmy w żywej tkance miasta. Zaprezentowane zostaną prace nawiązujące do piłki nożnej, jak i zjawisk społecznych wokół niej. W różnych punktach Łodzi będzie można zobaczyć prace Karoliny Breguły, Agnieszki Chojnackiej, Moniki Drożyńskiej, Macieja Cholewińskiego, Marty Deskur, Gregora Gonsiora, Jerzego Grzegorskiego i Artura Malewskiego.

Będą też „imprezy towarzyszące” (jakkolwiek dziwnie to brzmi przy imprezie offowej) – w w dawnym barze „Smakosz” swoje prace zaprezentują młodzi łódzcy artyści, a w klubokawiarni Owoce i Warzywa łódzcy graficy i ilustratorzy pokażą projekty koszulek kulturalno-sportowych.


Już dziś o godzinie 18 na Piotrkowskiej 118 Maciej Cholewiński pokaże „Bogato ilustrowany wykład o futbolu”. Z kolei 9 czerwca o godzinie 9:30 Karolina Breguła zaprasza na „Śniadanie na trawie”, które odbędzie się na stadionie łódzkiego Startu, by wszyscy, niczym w towarzyskim meczu, zasiedli obok siebie i w miłej atmosferze spożyli ze sobą śniadanie na murawie. Tego samego dnia o godzinie 20:00 będzie można zobaczyć video Agnieszki Chojnackiej „Tango Notturno“ na ekranie na Rynku Manufaktury. Oczywiście będzie też prawdziwy mecz piłkarski – artyści kontra artyści i turniej gier podwórkowych.

Finał projektu odbędzie się 16 czerwca o godzinie 19na rynku Manufaktury. Wtedy to wystąpi chór Lutnia z nietypowym repertuarem. Wykona on bowiem znane piosenki kibicowskie.

Pozostaje nam tylko zaprosić Was do Łodzi. Pełen program imprezy możecie zobaczyć na stronie projektu
www.euroart2012.pl.

05 czerwca, 2012

Moje własne kino Józefa Robakowskiego od wczoraj w CSW w Warszawie

Wczoraj performancem artysty otwarta została chyba najpełniejsza do tej pory prezentacja twórczości Józefa Robakowskiego, prekursora filmowej neoawangardy w Polsce, współtwórcy polskiej sztuki wideo i współzałożyciela Warsztatu Formy Filmowej, formacji, która pozostaje kluczowym odniesieniem dla kolejnych generacji twórców i badaczy sztuki nowych mediów.
Sama wystawa od strony technicznej może być przykładem wzorcowo zorganizowanej i pokazanej wystawy sztuki video. Zachwycają wielkoformatowe prezentacje video z punktowym systemem nagłośnienia i przestrzenią wobec ekranów. Znając wiele z prezentowanych filmów niemalże na pamięć muszę przyznać że z dużą przyjemnością ogląda się je w takiej skali.


Wystawie towarzyszy świetnie wydany przez CSW katalog który już wkrótce trafi na naszą półkę kolekcjonera. Serdecznie Zapraszamy.


Wystawa czynna do 23 września 2012


Kurator wystawy: Bożena Czubak


Koordynator: Karolina Nowak


Zdjęcie: Performance artysty (ArtBazaar)