24 kwietnia, 2007

Targi z kłopotami w Kolonii czyli obyśmy kiedykowiek mieli takie kłopoty

Wczoraj zapowiadaliśmy, że dziś zajmiemy się targami z tradycjami – czyli Art Cologne. Organizowane już od 40 lat kolońskie targi od dłuższego czasu borykały się z problemami – usytuowane czasowo między wielkimi imprezami targowymi w Berlinie (ArtForum), Londynie (Frieze Art.) oraz Miami (Art Basel Miami) z roku na rok traciły zarówno uczestników, czyli galerie, jak również i widzów.
Dlatego w ubiegłym roku nowe władze kolońskich targów podjęły odważną decyzję – przenosimy targi na wiosnę. Tu co prawda muszą konkurować z targami w Dusseldorfie i Brukseli (dokładnie w tym samym terminie – trzeci weekend kwietnia), ale na pewno nie jest to ta ranga targów, co konkurenci z jesieni.
Nowy dyrektor targów, Gerard Goodrow, nie tylko przeniósł targi na wiosnę. Również w nowy sposób zaaranżował przestrzeń. Oprócz tradycyjnych boksów na Art Cologne w środku hali targowej w Kolonii zorganizowano otwartą przestrzeń (nazwaną po prostu Open Space) bez podziału na boksy poszczególnych galerii, w których prezentowano monograficzne mini-wystawy artystów.
Tak wyglądał Open Space z olbrzymim barem pośrodku
Choć Open Space niewątpliwie wprowadził spory chaos dla oglądających, to był miejscem ciekawych prezentacji, jak choćby Japończyka Hiroki Masuyamy, Kubańczyka Diago Hernandeza (znanego z trwającej obecnie wystawy Wróblewskiego w warszawskim Muzeum Narodowym), Agaty Michowskiej, reprezentowanej przez warszawski Program czy Agnieszki Brzeżańskiej, którą pokazywał londyński Hotel.
Niewątpliwie targi w Kolonii pokazały, jak bardzo zglobalizowany jest handel sztuką współczesną na świecie. Pewnie brzmi to jak oczywistość – ale mnie uderzyło to na przykładzie Juliana Gallery z Seulu, na stoisku której trójka sympatycznych Koreańczyków sprzedawała prace Warhola, Miro czy Sol Le Witta.
Juliana Gallery z Seulu
Obok oczywiście wisiały prace artystów koreańskich, ale główny nacisk ewidentnie położono na międzynarodowe gwiazdy. Coraz mniej jest galerii „narodowych” – nawet galerie z mniejszych krajów mają w swoim składzie międzynarodowych artystów. Trzeba zaznaczyć, że polskie galerie coraz bardziej stają się wyjątkiem, bo już nawet nasi południowi sąsiedzie mają dużo bardziej międzynarodowy program.
Druga myśl, która mi pozostała po targach w Kolonii, to uczucie deja vu. Część artystów, niektóre prace, niektóre pomysły, już po prostu widziałem. I nie jest to zarzut, bo w czasie gdy w roku odbywa się co najmniej 20 wielkich imprez światowych, a baza utalentowanych artystów się zbytnio nie poszerza, trudno o ciągłe nowości. Poza tym artyści coraz częściej są reprezentowani przez co najmniej kilka galerii (najlepsi przez kilkanaście), co potem powoduje, że te same prace można znaleźć może nie na tych samych, ale na konkurencyjnych targach, w konkurencyjnych galeriach. Tak było ze zdjęciami słowackiego konceptualisty Romana Ondaka, którego te same fotografie wisiały w Dusseldorfie na stoisku paryskiej gb agency i Rastra oraz w Kolonii na stoisku Martin Janda Gallery z Wiednia.
Prace Romana Ondaka w Galerii Janda...
…i stoisko gb agency i Rastra. Praca Ondaka na prawo od Kosmosu Rafała Bujnowskiego
Ale przejdźmy do targów. Polskich akcentów na Art Cologne było sporo i to nie tylko za sprawą warszawskiej galerii Program – jedynego uczestnika targów z Polski. Po prostu polscy artyści, zgodnie z wymienioną wcześniej zasadą globalizacji sztuki, są reprezentowani przez coraz większą ilość galerii zagranicznych.
Leon Tarasewicz, który w Polsce nie ma swojej galerii komercyjnej, był na Art Cologne pokazywany przez mediolańską galerię Rubin, która zaprezentowała jego instalację malarską z 2003 roku składającą się z 40 obrazków o wymiarach 34x34 cm obficie ochlapanych farbą. Cena – 25.000 euro. Instalacja malarska Leona Tarasewicza
Po 5.000 euro można było kupić trochę większe, pojedyncze obrazy (50x50 cm) artysty z Walił. Stoisko Mayer Kainer
Galeria Mayer Kainer z Wiednia nie dość, że wydała Marcinowi Maciejowskiemu wspaniały album, zatytułowany „I Wanna Talk to You” , to jeszcze na tragach w Kolonii urządziła na swoim stoisku z tej okazji monograficzną wystawę Marcina z kilkunastoma, w większości nowymi obrazami. Prace Marcina Maciejowskiego
Część z nich w znanych już szarościach, ale najnowsze w żywych, dość rzadko dotąd stosowanych przez artystę barwach. Sprzedały się wszystkie, niezależnie od tonacji kolorystycznej i rozmiarów – w cenach od 11.000 do 45.000 euro. – Mieliśmy na stoisku kolekcjonerów, którzy specjalnie przyjechali po prace Marcina – mówił galerzysta z Mayer Kainer.
Praca Marcina Maciejowskiego
Hotel z Londynu pokazał między innymi slideshow Agnieszki Brzeżańskiej. Ci, którzy oglądali wystawę „Nowi Dokumentaliści”, pamiętają pokaz śmiesznych slajdów Agnieszki do jeszcze bardziej zabawnej i pogodnej muzyki skomponowanej przez Maćka Sienkiewicza. W Kolonii muzyczka była ta sama – zmieniły się tylko slajdy pokazywane w zaaranżowanej przez Hotel mini Sali kinowej.
Galeria Nachts St. Stephen pokazała w Kolonii między innymi prace Adama Adacha, który w najbliższy weekend będzie miał otwarcie swojej indywidualnej wystawy na Zamku Ujazdowskim w Warszawie. Prace Adama Adacha
Wiedeńska galeria sprzedała obie praca artysty po 20.000 euro. Galeria pokazała tez cztery nowe prace innej polskiej artystki, którą reprezentuje, Agnieszki Kalinowskiej, w tym rzezbę z gumek i "słomkowe" obrazy w cenie 2.500 euro.
Wystawa „Pollenflug Austria”
Agnieszka Kalinowska była tez ona reprezentowana w niekomercyjnym boksie – Austriacy na Art. Cologne przygotowali międzynarodową wystawę „Pollenflug Austria” – prac z najlepszych prywatnych austriackich kolekcji. Wśród wielu sław sztuki najnowszej przebijało się też sporo polskich nazwisk – Agata Bogacka, Dorota Jurczak, właśnie Agnieszka Kalinowska, Marcin Maciejowski czy Jakub Julian Ziółkowski. Praca Jakuba Juliana Ziółkowskiego z prywatnej kolekcji austriackiej
– Byłam zaskoczona jak wiele dobrych prac polskich artystów znajduje się w prywatnych kolekcjach w Austrii – powiedziała kuratorka wystawy Caroline Nathusis.
Stoisko Galerii Program
Kończąc sprawy polskie – wróćmy do Programu, na stoisku którego można było zobaczyć obrazy Pawła Susida, koszulki i fotografie duetu Tatiana Czekalska/Leszek Golec oraz rzeźby Krzysztofa Sołowieja. Sprzedały się dwa komplety ręcznie malowanych „religijnych” pet-koszulek duetu Czekalska i Golec za 7000 euro. Koszulki można było kupić albo osobno, albo na poliestrowych pso-kotach z ogonami królików. Edycja koszulek – 20 plus 1 AP.
Tak wygląda koszulka na pso-kocie
DODANE PÓŹNIEJ DZIĘKI KORESPONDENCJI Z PROGRAMEM
Galeria Program uwaza targi w Kolonii za bardzo udane, głównie ze względu na Agatę Michowską, której realizacja (rzeźba i video) „Fairy tale” (za 10.000 euro), trafi do imponujących zbiorów niemieckiego kolekcjonera. Otwiera on w lipcu swoje własne muzeum (Stuttgart) i cieszył się, że praca Agaty będzie centralnym punktem tej ekspozycji. Ponadto umówiona została sprzedaż całej edycji (4 fotografie po 3.000 euro od sztuki) Małgorzaty Markiewicz do włoskiej galerii, która chce zorganizować jej wystawę.
POWRÓT DO TEKSTU
Bardzo silnie reprezentowana była w Kolonii fotografia. Duże zainteresowanie wzbudziły prace japońskiego artysty Hiroki Masuyama zatytułowane „Caspar David Friedrich” pokazane przez galerię SFEIR_SAMLER z Hamburga i Bejrutu (kolejny przykład globalizacji w sztuce).
Stoisko SFEIR SAMLER z monograficzną wystawą Masuyamy
Masuyama najpierw odwiedził miejsca, które malował w XIX wieku wielki romantyczny malarz Caspar Friedrich. Następnie z japońską precyzją przefotografował te miejsca, by rozpocząć pracę z komputerem. Setki zdjęć skleił w jedno wiernie oddając pejzaże Friedricha, ale w formie fotograficznych light-boxów. Żeby nie było wątpliwości, że chodzi o wierne odzwrowanie prac niemieckiego malarza, prace Masuyamy mają dokładnie taki sam format, jak prace Friedricha. A Masyama pisze, że prace te zrobił, aby lepiej zrozumieć romantyczną niemiecką duszę.
Praca Hiroki Masuyamy
Jeśli nie podobają się nam trochę kiczowate prace Masyamy, to możemy odwiedzić inne stoiska z fotografią – choćby fińskiego fotografika Miklosa Gaala, który w ten sposób umie manipulować ostrością, że sfotografowane sceny uliczne wyglądają, jak ustawione z niewielkich figurek (o jego pracach na stoisku berlińskiej galerii Hermann&Wagner pisałem już przy okazji wizyty na targach w Miami). Czy też stoisko innej berlińskiej galerii – Kudle van der Grinten, gdzie można obejrzeć ciekawe wielkoformatowe prace takich artystów, jak Lukas Roth czy Izima Kaoru.
Praca Lukasa Rotha
Czy targi w Kolonii uporały się z problemami? Trudo jeszcze w tym momencie powiedzieć. Już po targach okazało się, że liczba zwiedzających targi spadła w tym roku do 60.000 osób (o 10 tysięcy). Ale sprzedaż z kolei utrzymała się na ubiegłorocznym poziomie około 75 milionów euro. Wiele zależy od tego, czy targi te znajdą swoją formułę, czy będą umiały odnaleźć się w nowej rzeczywistości i skutecznie konkurować z młodszymi targami w sąsiednim Dusseldorfie.

23 kwietnia, 2007

Przepis na dobre targi - czyli o targach sztuki współczesnej w Dusseldorfie


Jak zrobić targi sztuki od początku? Przepis jest prosty. Bierzemy miasto z dużymi tradycjami kulturalnymi, miasto bogate i snobistyczne, z dużą ilością muzeów i instytucji kulturalnych. Organizujemy nasze targi w terminie, w którym organizowane są duże targi z tradycjami, ale mające też poważne kłopoty z frekwencją oraz tożsamością. Zapraszamy na targi „nowe twarze” – młode prężne galerie z całego świata. Przestrzeń targów aranżujemy w nietypowy sposób – z dużą ilością skośnych stoisk, korytarzykami, w których mogą kryć się różne skarby. Zapraszamy DJ’ów, abyśmy czuli się bardziej jak na party niż na targach. Czy taka mieszanka może odnieść sukces? W przypadku dc (skrót od Dusseldorf Contemporary), które zakończyły się w tym mieście w Zagłębiu Ruhry wczoraj, tak.

DJ’e wykonywali dobrą robotę. Rytmiczną muzykę słychać było wszędzie, ale większość gości gromadziła się wokół barów w centrum targów.
Targi miały nadspodziewanie dużą frekwencję publiczności, która nie tylko oglądała stoiska poszczególnych galerii, ale również i kupowała pokazywane tam prace. W końcu Dusseldorf to niemiecka stolica mody, agencji reklamowych i bogactwa.
Dopisały też galerie, w szczególności zagraniczne, bo z Niemiec, ze względu na to, że w Kolonii trwały konkurencyjne Art Cologne, na targi w Dusseldorfie, przyjechała „druga liga”, może poza z galeriami z samego Dusseldorfu.
W targach uczestniczyła jedna galeria z Polski – warszawski Raster miał wspólne stoisko z paryską galerią gb agency.
Wspólne stoisko Rastra i gb agency
Do Dusseldorfu Raster oczywiście przywiózł przede wszystkim Rafała Bujnowskiego, który dwa lata temu miał wystawę w tamtejszym Kunstverein. Jak było to do przewidzenia sprzedała się zdecydowana większość obrazów Rafała – w tym część z portfolio – w cenach od 4.500 do 14.000 euro.
Z tych trzech prac Rafała Bujnowskiego sprzedały się dwie
Sprzedało się nawet wielkie „kosmiczne” tondo (średnica 180 cm), które jest obecnie częścią wystawy „ Kilkadziesiąt sekund źle wywołanej taśmy filmowej” w Rastrze. Po raz pierwszy na zagranicznych targach Raster pokazał prace Przemka Mateckiego (trzy prace, w tym jeden „grający” obraz z wbudowanym mp3 i głośnikami w cenach od 2.500 do 2.800 euro).
Prace Przemka Mateckiego
Niewielkie formaty prac Przemka trochę ginęły na przepastnym stoisku Rastra, ale jedna z prac, „Pamela Anderson”, została sprzedana angielskiemu kolekcjonerowi. Oprócz tego Raster pokazał prace Igora Krenza oraz rzeźby Michała Budnego, natomiast gb agency – prace słowackich i czeskich konceptualistów - Romana Ondaka i Jirziego Kovandy.


Praca Romana Ondaka
Ciekawe stoisko miała inna paryska galeria – Cosmic, która pokazała między innymi prace włoskiej artystki Vanessy Beecroft. Co ciekawe, nie były to tylko zdjęcia, z których słynna jest ta artystka, ale również duże akrylowe obrazy na płótnie.
Stoisko Cosmic Galery
Jednak na tym stoisku zaciekawiła mnie szczególnie praca młodego angielskiego artysty Jamesa Hopkinsa. Było to… wiadro, którego wnętrze wyłożone zostało lustrzaną folią, a na dnie była piękna piaszczysta wyspa z zieloną palmą. Praca zatytułowana „Fatamorgana” z ubiegłego roku jest unikatowa (czyli bez edycji, co jest coraz częstsze w tego typu pracach). – Już za sześć tysięcy euro możesz mieć swój własny, przenośny raj – zachwalał pracę Hopkinsa galerzysta z Cosmic.
Praca „Fatamorgana” Jamesa Hopkinsa
Hopkins „wyprodukował” również trzymające się tylko na dwóch nogach krzesło oraz ławę ze specjalnymi otworami na butelki. Jak podkreślał galerzysta, wszystkie prace Hopkins wykonuje sam.
„Greps” w sztuce był bardzo obecny na targach w Dusseldorfie. Nowojorska galeria Spencer Brownstone zaprezentowała cieszące się wielkim zainteresowaniem prace litewskiego artysty mieszkającego w Nowym Jorku – Zilvinasa Kempinasa.
Praca Zilvinasa Kempinasa „O2”
Ten artysta, pracuje głównie z taśmą filmową, ale bynajmniej nie używa jej do robienia filmów, lecz do tworzenia z niej rzeźb i instalacji. W Dusseldorfie wielkie wrażenie robiła praca „O2” kółko z taśmy filmowej, utrzymywane w powietrzu przy ścianie dzięki… podmuchom wiatraka. Gdy rozmawiałem z galerzystą ze Spencer Brownstone została już ostatnia praca z edycji sześciu sztuki i kosztowała 15.000 euro. – Za chwilę już jej nie będzie, takie mamy zainteresowanie tym artystą – powiedział. Z dumą podkreślał, że Kempinas znalazł się w gronie 25 artystów, które prestiżowy magazyn Art. Review zaliczył do grona młodych obiecujących artystów (w tym gronie znalazła się Paulina Ołowska, o której pisaliśmy tutaj).
Inną pracę z taśmą filmową przygotowała młoda Angielka Elizabeth McAlpine. Jej film, a długości 98 metrów wyświetlał Campanillę na Placu Świętego Marka w Wenecji, która ma wysokość dokładnie 98 metrów. A całą długość taśmy można było oglądać w specjalnym „akwarium”, z którego projektor wyciągał taśmę i do którego ta taśma wracała. Pracę pokazała londyńska galeria Laura Bartlett Galery.
„98 metrów” Elizabeth McAlpine
Tradycyjne wykorzystanie taśmy filmowej pokazała młoda Rosjanka Anna Jermolaeva, uczestniczka Biennale w Wenecji w 1993 roku. W wideo „Celebrities” (5 minut, edycja 5+1, cena 5.000 euro) pokazała osoby fotografujące się ze znanymi osobistościami, ale w … gabinecie figur woskowych. Zabawna, ale i mądra praca na temat kultury masowej, znalazła jednego nabywcę, a pracę sprzedawała wiedeńska galeria Mezanin.
Na targach w Dusseldorfie, w przeciwieństwie do targów w Kolonii, nie było prawie w ogóle dealerów sztuki, dlatego mniej było może wielkich nazwisk, a więcej sztuki. Gnieniegdzie pojawiały się zdjęcia Richarda Prince’a, Roberta Mapplethorpe’a, Beata Struli. Galeria Konrad Fischer z Dusseldorfu swoje stoisko wyłożyła fosforyzującą podłogą Jima Lambiego i to stoisko przyciągało tłumy.
Podłoga Jima Lambiego na stoisku Konrad Fischer Gallery
Czy targi w Dusseldorfie mogą zagrozić prestiżowym Art Cologne? Nie wiem, ale na pewno w to celują. Pierwszy rok był udany, ale jak będzie dalej? Prawdziwe schody czekają organizatorów za rok. A jak na to wszystko Art Cologne? O tym już jutro w ArtBazaar.

20 kwietnia, 2007

Historia jednego obrazu - Portret Adeli Bloch-Bauer

Portret Adeli Bloch-Bauer jest jednym z najsłynniejszych portretów XX wieku. Nie tylko ze względu na jakość i piękno obrazu, lecz również ze względu na ekscytującą historię jego powstania. Gustav Klimt ukończył ten portret już ponad 100 lat temu. W tym czasie Wiedeń obok Paryża był kulturalną stolicą świata. Zwyczajem wiedeńskiej elity, zamawiającej portrety (swoje i bliskich) wśród lokalnych artystów, Ferdynand Bloch-Bauer, austriacki przemysłowiec, zamówił portret swojej (dużo młodszej) narzeczonej Adeli. Istotnym jest fakt, że portret został zamówiony w roku 1903 a ukończony w 1907…. Dlaczego tak długo? To jest bardzo dobre i ….. niedyskretne pytanie…


Artystą wybranym do sporządzenia portretu Adeli został artysta, cieszący się dużą sławą wśród damskiej części wiedeńskiej elity – Gustav Klimt. O czym prawdopodobnie „Pan młody” nie wiedział Klimt i przyszła Pani Bloch znali się nie od wczoraj i łączyło ich coś więcej niż kilkugodzinne spotkania w pracowni. Tym tłumaczony jest tak długi czas powstawania portretu...

Portret Adeli został ulubionym obrazem w kolekcji Ferdynanda. Bohaterka tego arcydzieła, Adela Bloch zmarła w roku 1925. Zobaczmy, jakie były dalsze losy jej portretu. Do roku 1938 obraz ten pozostawał w posiadłości Ferdynanda Blocha. Po aneksji Austrii przez Rzeszę, Ferdynand ze względu na żydowskie pochodzenie musiał uciekać do Szwajcarii. Cała jego kolekcja została w Wiedniu. Poprzez ręce Reinharda Heydricha, poszczególne prace z Kolekcji Blocha trafiały do elity Trzeciej Rzeszy. Portret Adeli trafił do Galerii Austriackiej w której „przetrwał” aż do momentu zwrócenia go przez rząd austriacki prawowitym spadkobiercom. Z Austrii obraz ten trafił na wystawę prac Klimta do Los Angeles. Do walki o możliwość kupna portretu stanęli dwaj amerykańscy kolekcjonerzy Eli Broad i Ronald Lauder. Zwycięzcą okazał się nowojorski milioner Ronald Lauder a portret trafił do jego „prywatnego” muzeum Neue Galerie.


Materiał przygotowano w oparciu o artykuł Tylera Greena z magazynu Fortune (wrzesień 2006)

19 kwietnia, 2007

Łowcy Talentów

Cieplejsza aura, wiosenna pogoda i wszechogarniające nas budzenie się nowego do życia skłoniło nas do zastanowienia się nad kwestią pojawiania się nowych twarzy w sztuce. Szukaliśmy odpowiedzi na pytanie - kto dzisiaj w Polsce ma „najlepsze oko” do wyszukiwania utalentowanych artystów a oprócz tego jego pozycja czy też prestiż sprawia, że jego wybór jest zauważalny przez środowisko.

Skoncentrowaliśmy się na ubiegłych kilkunastu miesiącach szukając miejsc i ludzi, którzy pokazali najciekawsze debiuty lub przygotowali wystawy młodych twórców, które wydawały nam się znaczące. O wielu debiutach, wystawach i miejscach z pewnością nie wiemy, prosimy więc traktować to jako przyczynek do ewentualnej dyskusji. Nie jest to też temat „sportowy” gdyż nie oceniamy a raczej doceniamy osoby i miejsca, jakie w ostatnim czasie zauważyliśmy.

Nie można nie zacząć tego „przeglądu” od Wojciecha Kozłowskiego z Zielonej Góry. Kozłowski ma bardzo dobre wyczucie do tego co najciekawsze w młodej sztuce polskiej. Umiejętnie konstruuje program wystaw w zielonogórskiej BWA i tak się składa, że pokazywani przez niego artyści to ci którzy mają najwięcej do powiedzenia w danym momencie w sztuce polskiej.

Kurator Roman Lewandowski – za „wyszukanie” artystów do projektu Rekonesans Malarstwa. Mieliśmy wystawy zbiorowe w Zachęcie i w Bydgoszczy, jednak to Lewandowskiemu udało się przygotować chyba najciekawszy projekt pokazujący stan współczesnego malarstwa w Polsce.

Galeria Nova w Krakowie na przełomie ubiegłego i bieżącego roku pokazała dwa interesujące debiuty co ciekawe chyba niezauważone przez krytykę i media. Była to wystawa Tomka Kowalskiego i Bartosza Kokosińskiego.

W podsumowaniu ubiegłego roku pisaliśmy już o Galeria Pies z Poznania. Widać, że nie trzeba mieć dużego zaplecza instytucjonalnego czy tez finansowego, aby przygotować dobre i istotne wystawy.

Ciekawe, że daje nam to chyba optymistyczny obraz. Pokazuje on bowiem, że nie trzeba być wielką instytucja, znaną galerią, mieć zaplecza finansowego i organizacyjnego aby zaznaczyć swoje miejsce w świecie (może historii) sztuki (nova na zawsze pozostanie już miejscem debiutu Kowalskiego a Pies miejscem wystawy Susida i Mateckiego). Może pieniądze i prestiżowe miejsca/stanowiska rozleniwiają, może nie pozwalają na swobodę działania. Może wystarczy już szukania kręgów, warszawki czy innej wymówki przed własnym działaniem?

18 kwietnia, 2007

Galerie w chmurach

Światowa stolica sztuki, kolejny raz nas zaskakuje swoimi pomysłami i „pojemnością” rynku.
Czy w mieście gdzie istnieje około tysiąca galerii sztuki jest jeszcze miejsce na drapacz chmur wypełniony galeriami? Tak, co prawda nie drapacz tylko 20 piętrową „wieżę” usytuowaną na 25 ulicy w Chelsea. Tam bowiem na początku jesieni otwarta zostanie Chelsea Art Tower.


Interesującym jest fakt, iż 95% powierzchni już została sprzedana. Według planów do ósmego piętra włącznie mają być galerie (wszystko sprzedane) a powyżej powierzchnie biurowe. Należy podkreślić, iż budynek ten ma świetną lokalizację w dzielnicy będącej centrum sztuki w Nowym Jorku. Całkiem niedaleko Art Tower mieści się na przykład słynna Gagosian Galery czy Barbara Gladstone Gallery.

Dla zainteresowanych – standardowa powierzchnia do wynajęcia około 380 m kw. to miesięczny szacunkowy koszt około 7tys złotych (bez podatków). Co ciekawe, w większości nieruchomości były do kupienia ( a nie wynajmowane) w cenach od 2,2 do 4,7 miliona dolarów za lokal. Tylko nieliczne były dostępne pod wynajem, w chwili obecnej pozostał jeden lokal do wynajęcia na 14 piętrze…

17 kwietnia, 2007

Pracowita niedziela kolekcjonerów

Niedziela była bardzo pracowitym dniem dla kolekcjonerów. Całe popołudnie i wieczór mogli spędzić na aukcjach – najpierw charytatywnej aukcji na rzecz fundacji pamięci malarki Krystiany Robb-Narbutt w warszawskiej Zachęcie, a następnie można się było przenieść do niedaleko położonego Hotelu Bristol, gdzie wieczorem rozpoczęła się aukcja sztuki współczesnej Agry Art.
Na aukcji fundacji Pro Arte et Futura zmieniono pierwotnie podawane ceny wywoławcze. Zamiast, często wysokich cen wywoławczych wszystkie prace licytowano od standardowych w przypadku aukcji charytatywnych 100 PLN. Wyszło to na dobre wielu licytacjom, bo część prac osiągnęła wysokie ceny. Zaszkodziło na pewno sprzedawanej na tej aukcji fotografii, która sprzedała się w bardzo atrakcyjnych, wręcz okazyjnych cenach.
Najwyższe ceny osiągnęły dwa obrazy artystów już dojrzałych, by nie powiedzieć starszych – Jacka Sempolińskiego (duży olej „Ukrzyżowanie u św. Anny” z 2006 roku za 15.000 PLN) oraz Łukasza Korolkiewicza (średniej wielkości obraz olejny z 2001 roku zatytułowany „Szary Mur” za 14.000 PLN). Wysokie cenę, choć zdecydowanie niższą niż w galeriach, osiągnął „papier” Pawła Susida – 5500 PLN za tę pracę to okazja. Zimowa akwarelka Roberta Maciejuka mimo pięknej pogody sprzedała się wysoko – za 3200 PLN.
Dobrze sprzedał się też lightbox Izabelli Gustowskiej (6200 PLN) oraz, co jest zaskoczeniem, litografia Małgorzaty Dmitruk (3800 PLN).
Jak już wspominałem, niskie ceny osiągnęła fotografia. Prace Jakuba Pajewskiego nie dobiły do tysiąca złotych (odpowiednio 700 i 400 PLN za „Michasia” i „Dominikę”). Znakomite kwiaty Pawła Żaka, sprzedawane w „Luksferze” za 2600 PLN tu osiągnęły ceny 800 i 1000 PLN. Do pułapu tylko 500 PLN doszła fotografia otworkowa Konrada Pustoły. Widać, że mimo wielokrotnego „zaklinania” przez galerników rynek fotografii w naszym kraju wciąż jest w powijakach. Dlatego nie wróżę wielkiego, sukcesu bardzo dobrze przygotowanej, choć z wygórowanymi cenami, aukcji fotografii w Rempeksie, o której napiszemy w przyszłym tygodniu.
Zdecydowanie grubsze portfele mieli uczestnicy aukcji w, Agrze, ale też na tę aukcję przygotowano kilka perełek.
Zaczęło się od razu od mocnego uderzenia. Niewielka (27x20,5 cm) praca Stanisława Fijałkowskiego „Ile kroków śnisz” z 5.000 PLN doszła do 20.000. Gorąco zrobiło się przy licytacji bardzo dobrej pracy Edwarda Krasińskiego. „Interwencja” z 1976 roku z wywoławczych 50.000 poszybowała aż do 134.000, bijące dotychczasowy rekord tego artysty w Polsce. Równie dobrze sprzedawały się obrazy Jerzego Nowosielskiego. „Abstrakcja” z 1968 roku z wywoławczych 30.000 PLN doszła do 106.000 PLN,
a „Akt” z 1980 roku z 75.000 do 150.000 PLN, stając się najdroższą pracą sprzedaną na aukcji.
Jednak wszystko przebiła praca Zdzisława Beksińskiego „Oczekiwanie”. Można się było jednak tego spodziewać po wyjątkowo niskiej cenie wywoławczej – 18.000 PLN. Beksiński dobił do 112.000 PLN. Warto odnotować też udaną sprzedaż dwóch dużych olejów Tadeusza Kantora – „Castorp” z 1957 roku ze 120.000 PLN doszedł do 142.000 PLN, a obraz zatytułowany po prostu „Obraz” z 1963 roku do 83.000 PLN z 70 tysięcy.

Pod koniec aukcji kolekcjonerom zabrakło już chyba pieniędzy w portfelach i wiele prac sztuki aktualnej (contemporary) sprzedało się po cenie wywoławczej – tak było z pracami Kurki, Sztwiertni czy Dwurnika. To były niewątpliwe okazje tej aukcji.

Na zdjęciach: Łukasz Korolkiewicz, Szary Mur, olej, płotno 52x90 cm, 2001; Robert Maciejuk, Bez tytułu, akwarela, ołówek, 50x60 cm, 2007; Jerzy Nowosielski, Abstrakacja, olej, płótno, 80x60 cm, 1968; Grzegorz Sztwiertnia, Oko złego malarza, tempera, olej, płótno, 35x35 cm, 2004.

16 kwietnia, 2007

Malarstwo zawsze zaczyna się od początku - rozmowa z Romanem Lewandowskim



W wielu rozmowach na temat przygotowywanego przez Ciebie projektu „Rekonesans Malarstwa”, przedstawiano go jako odpowiedź na dość powszechnie krytykowaną wystawę „Malarstwo XXI wieku” w Zachęcie oraz bydgoskie „Nowe tendencje w malarstwie polskim”…

Moim zamierzeniem na pewno nie było kontestowanie tego, co pokazano w Zachęcie. Nad swoim projektem pracowałem ponad rok, nie wiedząc nawet, że równocześnie jest przygotowywana podobna wystawa w Warszawie. Tak więc trudno tutaj mówić o konkretnym odniesieniu do innych wystaw. Jeżeli „Rekonesans malarstwa” jest w ogóle jakąkolwiek próbą kontestowania sytuacji wystawienniczej w Polsce, to tylko w tym sensie, że jest to wystawa egzemplifikująca spektrum problemów związanych z praktyką malarską, a już na pewno nie stanowi podsumowania, jakiejś listy obecności czy też próby naszkicowania rysu panoramicznego. Takie ekspozycje dla mnie nie przedstawiają większej wartości. W swojej praktyce kuratorskiej preferuję pracę nad projektem, która zaczyna się od wyłonienia jakiegoś problemu oraz koncepcji, a następnie szukam korespondujących z nią prac. Najczęściej negocjuję z artystami, gdyż optymalna jest taka sytuacja, kiedy na wystawie pojawiają się zupełnie nowe prace. W poprzednich moich wystawach – np. w projekcie „Forma jest Pustką, Pustka jest formą” - zdecydowana większość prac powstała specjalnie na ekspozycję. Tak też w jakiejś mierze miało miejsce w przypadku najnowszej wystawy. Poza tym, co jest bardzo istotne, w obrębie „Rekonesansu malarstwa” jest też podprojekt będący próbą wyjścia naprzeciw twórczej swobodzie. W ramach jednego z działów zaproponowałem artystom przygotowanie dzieła według własnego uznania, w dowolnym medium i na dowolny temat. Jedyne ograniczenie dotyczyło formatu pracy, która miała zmieścić się w parametrach 50 x 50 cm.

Co chciałeś zatem pokazać w swoim projekcie?

Moim zamierzeniem była próba ukazania kondycji i wyartykułowania różnorodności współczesnego malarstwa. Właściwie kontekst polski jest poniekąd incydentalny, gdyż jestem zdania, że obecnie malarstwo polskie odbija to, co dzieje się na całym świecie. W dużej mierze skierowałem się ku tropom „metamalarskim” czy generalnie – „metajęzykowym”. Interesuje mnie, co dzisiaj, w dobie elektronicznych mediów, malarstwo ma dzisiaj do powiedzenia? Na ile najnowsze malarstwo porzuca klasyczne dystynkcje, w jaki sposób niekiedy zbliża się w stronę fotografii, grafiki czy instalacji? Jakimi środkami inne media stają się bardziej malarskie od malarstwa? Stąd też na tej wystawie nie mogło zabraknąć innych mediów...

Jakie prace przygotowane zostały specjalnie na tę wystawę?

W Katowicach można m.in. zobaczyć nowe prace Agaty Bogackiej, Pawła Susida, Basi Bańdy, Tomka Ciecierskiego, Anity Pasikowskiej, a także spory zestaw specjalnie przygotowanych prac w ramach projektu „50 x 50”.


Pokazując wystawę przekrojową nie uciekniesz jednak od „listy obecności”…

Pewnie nie jest do uniknięcia prezentacja dzieł artystów, którzy stanowią dzisiaj główny trzon krytycznych rozważań w artystycznych mediach. Jednak chcę zaznaczyć, że konstruując wystawę przede wszystkim interesował mnie fakt, czy konkretne prace realizują podjęte problemy. Stąd zastosowany przeze mnie podział przestrzeni wystawienniczej na problemowe „boksy”. Oczywiście, mam świadomość tego, że nie uwzględniłem wielu ważnych artystów. Ale w tym momencie ich obecność nie wydawała mi się niezbędna. Poza tym z niektórymi, na przykład z Leonem Tarasewiczem, pracowałem wcześniej w projektach, w które wówczas wpisywali się zgodnie z moimi założeniami. Zresztą Tarasewicz, mam wrażenie, od pewnego czasu stał się przewidywalny a jego kolejne realizacje niosą z sobą zbyt duży ładunek powtarzalności... Skoro mamy obecnie tak wielu młodych ludzi, dlaczego nie dać im szansy?

Czy ktoś Ci odmówił ?

Nie. Nikt mi nie odmówił.

Brakuje tu chyba całego nurtu sztuki krytycznej…

Myślę, że w dzisiejszym polskim malarstwie nurt krytyczny w rozumieniu, jakie mu przypisaliśmy historycznie, jest już zjawiskiem zamkniętym. Jego wizualnym pokłosiem są w jakiejś mierze prace obrazujące ciało i dyskurs cielesności. Bo ciało, warto pamiętać, jest zarazem „generatorem” i nośnikiem znaczeń, a jednocześnie podlega frontalnemu atakowi władzy i wiedzy, które chcą być dysponentami naszej cielesności i tożsamości. Ten wątek na wystawie jest obecny, ale w jego ponowoczesnej, zestetyzowanej formie, co obrazują prace chociażby Bogny Burskiej. Poza tym, mimo wszystko, na wystawie jest obecny na przykład Jerzy Truszkowski, który jest ewidentnie z nurtem krytycznym kojarzony. Ja nie piszę nowej historii sztuki, jak Żmijewski, który w swojej książce pominął Żebrowską, Truszkowskiego właśnie czy tandem KwieKulik i wielu innych znaczących artystów. Zresztą myślę że nie ma jednego oglądu sztuki. I „Rekonesans malarstwa” z pewnością nie aspiruje do takiego holistycznego myślenia.


Pokazujesz to co najlepsze pojawiło się w malarstwie w przeciągu ostatnich kilkunastu lat?

Ta wystawa nie jest sumowaniem tego, co wydarzyło się malarstwie polskim w ostatnich dwóch dekadach. Jest próbą krytycznego i autorskiego spojrzenia na praktyki malarskie, jakie się dzieją w tej chwili. W tym rozumieniu katowicka wystawa jest arbitralnym i subiektywnym pokazem, ponieważ – jak sądzę - nie ma dziś możliwości stworzenia pokazu obiektywnego. Nie ma też możliwości pokazania wszystkiego. To są iluzje, jakie stworzył modernizm. Ja już w nie przestałem wierzyć.

Czyje prace można zobaczyć na tej wystawie?

Oprócz tak znanych artystów jak Sasnal, Susid, Bujnowski, Ciecierski czy Bogacka, na tej wystawie pojawia się dość sporo innych, bardzo rozpoznawalnych artystów. Niekiedy są znani z innych mediów, jak na przykład Oskar Dawicki czy Łukasz Skąpski. Można zobaczyć wielu znakomitych malarzy niejako funkcjonujących obok głównego nurtu, jest a nawet jeden student ASP. Chciałbym jednak zaznaczyć, że w Katowicach nie dysponowałem takimi warunkami i przestrzeniami, jakie posiada warszawska Zachęta.


Czy to co pokazujesz, jest w jakimś sensie wartościowaniem tego, co się wydarzyło w przeciągu ostatnich dwóch dekad? Czy pokazując artystów spoza głównego nurtu, chciałeś zaznaczyć, że tu się dzieją wartościowe rzeczy, o których przeciętny odbiorca może nie być świadomy?

Wydaje mi się, że dzisiaj bardzo często malarstwo próbuje wiązać się z mechanizmami ekonomii i językiem marketingu. To ma swoje dobre i złe strony. Obserwuję, że na wielu pokazach pojawiają się prace, które maja dużą „nośność” ekonomiczną... Moim zamierzeniem było zrobienie czegoś innego. Nie do końca jednak jestem przekonany, czy to jest próba wartościowania. „Rekonesans” jest raczej refleksją i usiłowaniem zobrazowania procesów, które – jak mi się wydaje – w Polsce są koherentne z tym, co się dzieje w praktykach malarskich na całym świecie. Natomiast nie wierzę w hierarchizowanie sztuki i artystów. Starałem się pokazać wielość możliwości, jakie dzisiaj posiada sztuka jako potencjał, bo żyjemy w czasach niezwykłych. Jest miejsce na figurację, abstrakcję, konkret, ekspresję. Jest to bardzo komfortowa sytuacja, ale też duży problem dla artystów, którzy chcą się znaleźć w czymś, co – jak im się wydaje – stanowi główny nurt...

Patrząc na współczesną sztukę polską - czy można mówić o wspólnych elementach łączących artystów w swojego rodzaje style, szkoły sztuki czy jest to element marketingowy?

Wydaje mi się, że te podziały znajdowały swoje uzasadnienie w rzeczywistości lat 80. i 90. Dzisiaj jednak są chyba mocno naciągane. Bez wątpienia są tworzone na użytek mediów, krytyki artystycznej, ale nie do końca znajdują swoje uzasadnienie w praktykach malarskich. Jeśli się przyjrzeć temu, co pozostało po grupie Ładnie, to widzimy, że ci artyści poszli w zupełnie inne strony… Co więcej, potrafią być niezwykle konsekwentni w swojej niekonsekwencji. Casus Wilhelma Sasnala jest tutaj ewidentny – w poszczególnych cyklach potrafi on całkowicie zmienić swoją dykcję, odwoływać się do różnych figur wyobraźni i do różnych praktyk malarskich, zawsze pozostając naprawdę sobą i tworząc wspaniałe prace.

Z biegiem lat jest to jednak chyba naturalne że próbujemy jakoś nazwać, klasyfikować to, co było… Czy teraz jesteśmy świadkami czegoś „nowego”?


Warto zwrócić uwagę iż w ubiegłym roku nagrodę Arteonu otrzymał Kamil Kuskowski. Inny z kolei artysta z Poznania, który myśli w równie poszukujący i świeży sposób to Marek Glinkowski. Takie i im podobne postawy są bardzo cenne, bo to jest ewidentne myślenie postkonceptualne i sądzę właśnie, że w dzisiejszej sztuce najważniejsza jest świadomość tego, co wydarzyło się wcześniej. Nie wszyscy jeszcze wyciągnęli wnioski z konceptualnej rewolty. Jeżeli dzieło, nie posiada w swoim punkcie wyjścia tego konceptualnego myślenia, to jest czystym designem. Bez ujmy dla designu, bo design może być czymś znakomitym i lepszym od średniego malarstwa. Co mnie zaskakuje, to fakt, że niektórzy artyści mają takie myślenie metajęzykowe po prostu we krwi. Przykładem jest tu Rafał Bujnowski. Jego malarstwo jest głęboko „metamalarskie”, ale jest to artysta, który tym aparatem pojęciowym w ogóle się nie posługuje. Jak mi kiedyś powiedział, w malarstwie już wszystko się wydarzyło, my jesteśmy tylko kopistami. Bo w istocie wszystko się obraca wokół idei różnicy i powtórzenia. To jest zresztą bardzo ważny wątek tej wystawy...

W tekście do katalogu z wystawy napisałeś, że „malarstwo zawsze zaczyna się od początku”. Miałeś na myśli potrzebę zmierzenia się każdego artysty z tym, czym dla niego jest malarstwo?


Może to będzie kontrowersyjne, ale wydaje mi się, że każda wystawa jest nową definicją malarstwa. Żyjemy w takich czasach, gdzie na naszych oczach zachodzą duże zmiany, a wszystkie punkty odniesienia ulegają redefinicji. Malarz przystępujący do pracy musi być świadomy, że wszystko już w sztuce było… Zmienia się tylko kontekst czasu i przestrzeni. Za każdym razem przystępując do pracy próbujemy malarstwa od nowa. Malarstwo staje się na naszych oczach i w naszych oczach. Zatem za każdym razem staje się od nowa… Ten aspekt nie dotyczy tylko samego obrazu. Chciałem tu zwrócić uwagę, że każda wystawa jest albo może być dziełem sztuki i powołując przestrzeń powołujemy nowe dzieło. Takie jest moje przeświadczenie...

Na skanach- zdjęcia z wystawy. Dzięki uprzejmosci Romana Lewandowskiego

12 kwietnia, 2007

Już w niedzielę aukcja charytatywna w Zachęcie

Już w najbliższą niedzielę w warszawskiej Zachęcie odbędzie się aukcja prac ofiarowanych przez artystów na rzecz wydania książki poświęconej niedawno zmarłej malarce Krystianie Robb-Narbutt oraz stworzenia stypendium twórczego jej imienia. Aukcję organizują fundacja Pro Arte et Futura, portal artinfo.pl oraz Wizytująca Galeria.
Na aukcję swoje prace ofiarowało wielu bardzo znakomitych artystów. Oczywiście, jak to zwykle przy aukcjach charytatywnych bywa w przypadku malarzy są to raczej niewielkie formaty bądź też prace na papierze, niemniej jednak nadal są to bardzo dobre prace. Ciekawe są natomiast prace fotograficzne.
Grupa Tworzywo, która nie dość, że ofiarowała na aukcję cztery szablony powstałe w ubiegłym roku (Ewigen, Jeder Mensch, Polnische oraz Warchau der haft) w cenie wywoławczej 100 PLN, to jeszcze zaprojektowała stronę internetową http://www.krystiana.bema65.art.pl/ , która miała być uruchomiona zaraz po Wielkanocy (jeszcze w czwartek rano niestety jeszcze nie działała).

Również w cenie wywoławczej 100 PLN można kupić lightbox „Life is a story, nr 5” Izabelli Gustowskiej, której wystawa w poznańskim Muzeum Narodowym właśnie się skończyła, ale wciąż jeszcze można obejrzeć jej prace w kolekcji Grażyny Kulczyk. Też od 100 PLN rozpocznie się licytacja akrylowego dyptyku Adama X „Mleko”.
Droższe będą już prace innych ciekawych artystów, którzy ofiarowali swoje prace na aukcję – Roberta Maciejuka (akwarela z ubiegłego roku z ceną wywoławczą 1200 PLN) oraz Pawła Susida (praca na papierze z 2006 roku) za 3000 PLN.

Ciekawe też będą fotografie – przede wszystkim unikatowe kwiaty Pawła Żaka wywołane na kilkudziesięcioletnim papierze fotograficznym z różnymi przebarwieniami (dwie prace w cenie wywoławczej 1800 PLN), fotografię otworkową Konrada Pustoły z cyklu „Warszawa” przedstawiającą biurowce na ulicy Domaniewskiej (edycja 1/7 z ceną wywoławczą 500 PLN),
„Bubę” Joanny Zastróżnej z 1998 roku (brak opisu edycji) z ceną wywoławczą 500 PLN, a także dwie fotografie (Michaś i Dominika( Jakuba Pajewskiego w cenie wywoławczej 1000 PLN (edycja 2/20).
Już trwa w Zachęcie wystawa przedaukcyjna, uruchomiona zostanie, mamy nadzieję, strona aukcji, a sama aukcja odbędzie się w niedzielę 15 kwietnia o godzinie 16 w Zachęcie w Warszawie.

Na zdjęciach: Izabella Gustowska, Life is a story, nr 5, lightbox, 71 cm; Paweł Susid, bez tytułu, papier, 23x68,5 cm, 2006; Konrad Pustota, ul. Domaniewska, fotografia 1/7, 36x27 cm, 2002.

11 kwietnia, 2007

Wilhelm Sasnal w kolekcji Guggenheim Museum w Nowym Jorku

Podczas wywiadu z Wilhelmem Sasnalem w ubiegłym miesiącu pytaliśmy go między innymi o to, w jaki sposób udało się jemu trafić do trzech najważniejszych kolekcji muzeów sztuki współczesnej na świecie: nowojorskiej MoMA, londyńskiej Tate i paryskiego Centrum Pompidou. Teraz okazuje się, że Sasnal jest już w czterech najważniejszych kolekcjach sztuki współczesnej. Na stronie nowojorskiego Guggenheim pojawiła się informacja o zakupie pracy Wilhelma Sasnala do stałej kolekcji tego muzeum.

Guggenheim kupił dwa obrazy Sasnala przedstawiające ten sam motyw przemalowany ze zdjęcia ptaka karmiącego swoje pisklęta. Te dwa obrazy, choć identyczne w kształcie i kolorystyce, różnią się od siebie w sposób diametralny. Pierwszy z nich, którą możemy zobaczyć na stronie muzeum (i u nas także), jest płaskim, realistycznym przemalowaniem fotografii ptaka z pisklęciem. Natomiast drugi, z grubo nałożoną farbą, jest dużo mniej „czytelny” do tego stopnia, że możemy sobie jedynie wyobrazić tę scenę.
„Praca Sasnala nie jest na temat przedstawienia karmienia piskląt, ale na temat postrzegania rzeczywistości i przedstawiania przedmiotów i zjawisk” – napisali kuratorzy Guggenheim dodając, że jego malarstwo nawiązuje do wielkich malarzy końca XX i początku XXI wieku – Gerharda Richtera i Luca Tuymansa.
Warto dodać, że Guggenheim Museum starannie dobiera artystów do swojej kolekcji. Chronologicznie zaczyna się ona na pejzażu Camille Pissaro z 1867 roku, a kończy na ostatnich nabytkach z ubiegłego roku – czyli właśnie pracach Sasnala, Francesco Vezzoliego, Miki Rottenberg oraz Carlosa Garaicoi.

Na zdjęciu: Wilhelm Sasnal, Bez tytułu, 2005, 61x101 cm, kolekcja Guggenheim Muzeum

10 kwietnia, 2007

Świeżo Malowane – nowa odsłona ArtBazaar

Otwieramy nową odsłonę ArtBazaar – Świeżo Malowane. Pragniemy w niej pokazywać prace, na których „ledwo co zdołała zaschnąć farba” (nie ograniczając się oczywiście tylko do malarstwa). Będą to dzieła tworzone przez młodych, nieznanych szerzej artystów, studentów uczelni artystycznych i tych, którzy swoimi pracami mają nam coś ciekawego do przekazania.

W pierwszej odsłonie chcielibyśmy przedstawić Sławka Pawszaka – studenta IV roku warszawskiej ASP, z pracowni Leona Tarasewicza.

Zapraszamy na strony Świeżo Malowane (link na pasku obok) gdzie zamieściliśmy skany prac Sławka oraz rozmowę jaką ze Sławkiem przeprowadziła Aleksandra Urbańska, kurator wystawy z warszawskiej Galerii Zakręt.

A już wkrótce w ArtBazaarze – Świeżo Malowane kolejni młodzi, obiecujący artyści.

06 kwietnia, 2007

Wszelkiej Pomyślności w Święta Wielkiej Nocy życzy ArtBazaar

Znikamy na kilka dni. Wrócimy we wtorek.

Kontynujemy semestr letni naszej historii sztuki. Dzisiaj Hieronimus Bosch i „Chrystus niosący krzyż”
w tle muzyka Bacha.

Wszystkiego najlepszego.

05 kwietnia, 2007

Wiosenna Aukcja Agry

Tydzień po Świętach Wielkanocnych Agra Art przygotowała nam świąteczny podarunek – aukcję sztuki współczesnej, a na niej szereg wielkanocnych jajek – Krasiński, Kantor, Kurka, Stażewski, Berlewi i inni. Prace tych artystów będzie można kupić na aukcji 15 kwietnia o godzinie 19 w warszawskim Bristolu.



Na gwiazdę aukcji typuję obraz Edwarda Krasińskiego, do tej pory bardziej cenionego za granicą (jego obrazy z powodzeniem sprzedawał na Art Basel Andrzej Starmach) niż w Polsce. Jednak na poprzedniej aukcji w Agrze obraz Krasińskiego „Interwencja 27” sprzedał się znakomicie. Z wywoławczej ceny 25 tysięcy poszybował do 91 tysięcy złotych. Teraz do kupienia jest jeszcze większy i bardziej efektowny obraz „Interwencja” z 1976 roku, który został kupiony, jak pisze Agra, bezpośrednio z pracowni artysty przez włoskiego kolekcjonera i „wyjechał” z Polski. Teraz wraca. Jaką osiągnie cenę i czy zostanie w Polsce – dowiemy się już wkrótce.


Do kupienia jest też bardzo ciekawa wczesna kompozycja Henryka Stażewskiego z 1927-1928 roku, znajdująca się w kolekcji Mirona Białoszewskiego. Polecam ją kolekcjonerom, którym opatrzyły się już masowo ostatnio występujące reliefy tego artysty z lat 70. Kompozycja jest malutka (23x31 cm), ale bardzo efektowna. Jej cena wywoławcza to 8 tysięcy złotych.
Z fotografii kupić będzie można pracę słynnego ze skandalu w białostockiej Galerii Arsenał poznańskiego artysty Piotra Kurki. Niewinna praca Kurki „Dostałem pieska”, przedstawiająca figurkę pieska na tle wyciętych z gazet wizerunków księży spowodowała w 2003 roku interwencję LPR i zamknięcie wystawy „Pies w sztuce polskiej” w białostockiej galerii. W Agrze pieska nie będzie można kupić, ale za to będzie fotografia otworkowa zatytułowana „Bellagio” z 1999 roku (edycja 1/3) z ceną wywoławczą 3 tysiące złotych.




Ciekawy też jest collage Henryka Berlewiego powstały w Paryżu w latach 30. z ceną wywoławczą 6 tysięcy złotych, a także kubizująca rzeźba z brązu Bolesława Biegasa „Zamyślony” z początku lat 20. Rzeźby tego artysty rzadko trafiają na aukcje, stąd cena wywoławcza wynosi 35 tysięcy złotych. Generalnie oferta Agry jest ciekawa, choć trochę słabsza niż w poprzednich aukcjach.


Na zdjęciach: Edward Krasiński "Intervention"; Henryk Stażewski "Kompozycja"; Henryk Berlewi "Kompozycja Kół";
Wykorzystano zdjęcia ze strony domu aukcyjnego Agra Art

04 kwietnia, 2007

Fabryka Sztuki Damiena Hirsta

Damienowi Hirstowi, który niedawno został najdroższym żyjącym artystą świata chce przejść do historii jako twórca najdroższej rzeźby współczesnej. W „fabryce” Hirsta, w której oprócz artysty pracuje jeszcze, ponad 80 osób, powstaje platynowa rzeźba ozdobiona 8500 brylantami. Rzeźba ta ma być pokazana na czerwcowej wystawie artysty w londyńskiej galerii White Cube i ma kosztować … 100 milionów dolarów. W ten sposób Hirst chce postawić się w jednym szeregu z takimi artystami jak Pablo Picasso czy Gustav Klimt, których prace sprzedały się w ubiegłym roku za podobne sumy. Pytanie tylko, czy Brytyjczyk będzie kiedykolwiek w stanie dorównać im artystycznie.

Dziś Hirst jako jedyny brytyjski artysta trafił na listę najbogatszych obywateli Zjednoczonego Królestwa z majątkiem ocenianym na prawie 200 milionów dolarów. W swojej posiadłości w Cotswolds w Anglii chce stworzyć muzeum sztuki współczesnej. Podobnie jak Andy Warhol, aby przyspieszyć pracę nad projektami, stworzył „fabrykę”, w której pracuje tłum jego „asystentów”. Hirst ma też własnego rzecznika prasowego.

Z popularności i rosnących cen na prace artysty cieszą się jego galerzyści, a w szczególności Larry Gagosian, najpotężniejszy galerzysta świata. W ostatnich dwóch latach Hirst miał w jego galeriach trzy wystawy solowe i wziął udział jeszcze w sześciu wystawach zbiorowych. Ostatnia wystawa Hirsta w Gagosian Beverly Hills w Los Angeles sprzedała się na pniu. Pisaliśmy o tym tutaj A oprócz tego Hirst miał jeszcze wystawy w dwóch innych reprezentujących go galeriach: White Cube i Paul Stoper. Dodatkowo Hirst obecnie pracuje też nad dużą wystawą na Manhattanie jesienią tego roku, za którą dostanie co najmniej 10 milionów dolarów.

I tylko w głowach coraz większej ilości kolekcjonerów i krytyków rodzi się pytanie – czy to jeszcze jest sztuka?
Na zdjęciu Damien Hirst podczas wystawy w Tate.

03 kwietnia, 2007

Rekonesans malarstwa

W ubiegłym tygodniu otwarta została w kilku katowickich instytucjach ważna wystawa na temat współczesnego malarstwa polskiego. Pod wspólnym tytułem Rekonesans malarstwa prezentuje ona aktualne i najważniejsze tendencje w polskim malarstwie współczesnym.



Pomysłodawcą i kuratorem wystawy jest Roman Lewandowski, z którym ArtBazaar miał okazje spotkać się i porozmawiać na temat wystawy, tego co dzieje się we współczesnej sztuce polskiej oraz tego co się wydarzyło w przeciągu ostatnich dwóch dekad, dowiemy się na ile prawdziwa jest plotka że Rekonesans malarstwa jest odpowiedzią na wystawę Malarstwo XXI wieku z Zachęty oraz tego co to znaczy że „malarstwo zawsze zaczyna się od początku”.



Zapraszamy do obejrzenia wystawy a w przyszłym tygodniu do przeczytania naszej rozmowy.

Wystawa w galeriach:

Górnośląskiego Centrum Kultury - galeria Engram, Sektor I, Piętro Wyżej
Katowice, Plac Sejmu Śląskiego 2

Galerii Rondo Sztuki
Katowice, Rondo im. Gen. Jerzego Ziętka

Biurowcu Altus - dziedziniec wewnętrzny
Katowice, ul. Uniwersytecka 13

Kurator wystawy: Roman Lewandowski i Karolina Bujnowicz

Wystawa będzie prezentowana w lipcu w Bałtyckiej Galerii Sztuki (Słupsk/Ustka).


Na zdjęciach prace z wystawy Kamila Kuskowskiego i Pawła Książka

02 kwietnia, 2007

Domy aukcyjne zapowiadają gorące majowe aukcje w Nowym Jorku

Do majowych aukcji sztuki współczesnej jeszcze daleko, ale już dealerzy i kolekcjonerzy na całym świecie dyskutują na temat arcydzieł, które będzie można licytować w Nowym Jorku w połowie maja. Pomagają w tym same domy aukcyjne, które do mediów puszczają „przecieki” na temat kolejnych prac wystawionych na aukcjach w Christie’s i Sotheby’s.
Już w połowie marca Sotheby’s poinformował, że na majowej aukcji będzie można kupić obraz Marka Rothko z kolekcji Davida Rockefellera „White Center (Yellow, Pin kand Lavender on Rose) z 1950 roku. Obraz wyceniono na 40 milionów dolarów, co uczyniłoby tę pracę najdroższym dziełem sztuki powojennej.


Później Sotheby’s ogłosiło sprzedaż pracy brytyjskiego malarza Francisa Bacona „Study from Innocent X” z 1962 roku, który wyceniony jest na co najmniej 30 milionów dolarów. Przypomnijmy, że w lutym tego roku londyńskie Christie’s sprzedało inny znakomity obraz Bacona z serii papieskiej „Study for Portrait II”. Ten namalowany w 1956 roku obraz od ponad 40 lat nie pokazywany publicznie, stał się nowym rekordem cenowym pracy brytyjskiego artysty. Obraz osiągnął cenę 14,02 miliona funtów (czyli prawie 24 miliony dolarów). Ciekawostką jest fakt, że obraz należał do aktorki Sophii Loren i niedawno zmarłego jej męża, reżysera Carlo Pontiego.
Na razie Christie’s odpowiedział jedynie zapowiedzią sprzedaży „Lemon Marylin” Andy’ego Warhola. To „lemonkowa siostra” „Pomarańczowej Marylin”, której sprzedaż w 1998 roku za 17,3 miliona dolarów uważana jest za początek boomu na sztukę współczesną. Na razie „Lemon Marylin” ma bezpieczną estymację „ponad 15 milionów dolarów”, ale to i tak 60 tysięcy razy więcej niż suma, za którą obecny właściciel kupił ten obraz na pierwszej solowej wystawie Warhola w Nowym Jorku w 1962 roku. Wtedy kosztował 250 dolarów…

Na pewno Christie’s nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i na majowe aukcje przyszykuje nam wspaniałą ofertę. Boom na sztukę współczesną będzie z pewnością chciał też wykorzystać trzeci dom aukcyjny Philips de Pury & Co, który sprzedaje sztukę młodszą i bardziej awangardową.
Oby tylko te gigantyczne sumy płacone za płótna pierwszej klasy nie przysłoniły nam wartości artystycznej tych obrazów.

Na zdjęciach: Mark Rothko, White Center (Yellow, Pink and Lavender on Rose), 1950; Amdy Warhol, Lemon Marylin, 1962

30 marca, 2007

Parytety

W ciągu ostatnich kilku miesięcy coraz szerzej w mediach związanych z rynkiem sztuki komentowana jest kwestia udziału kobiet w wystawach organizowanych przez instytucje publiczne czy też dostępu kobiet do rynku sztuki (poprzez galerie komercyjne).



Jerry Saltz, autor piszący o sztuce w nowojorskim Vilage Voice, zebrał trochę danych pokazujących niebywałą rozbieżność w ilości wystaw i udziału prac kobiet w kolekcjach publicznych na własnym nowojorskim podwórku. Oto kilka z nich – w jesiennym (2006) sezonie wystawienniczym w Nowym Jorku z 297 wystaw indywidualnych tylko 23% to były wystawy kobiet. W największych muzeach – MOMA tylko 5% prac ze stałej kolekcji to prace kobiet, w Guggenheim tylko 14% z wystaw poświęconych żyjącym artystom to wystawy kobiet, w Whitney Museum 19% prac ze stałej kolekcji to prace kobiet. A dodajmy, że część z tych prac posiadanych przez nowojorskie instytucje to właśnie prace na temat braku równouprawnienia w sztuce – na przykład prace sztandarowych już dziś Guerilla Girls.

W Wielkiej Brytanii jest tak źle, że Rada Programowa TATE zdecydowała, że należy uzupełnić kolekcję o dzieła artystek. Dziś stanowią one tylko 7% kolekcji. Ale to nic. W zbierającej sztukę dawną londyńskiej National Gallery jest jeszcze gorzej - tutaj prace kobiet stanowią tylko 2%.

Wskazuje się na wiele przyczyn tego stanu rzeczy. Główną są uwarunkowania historyczne i socjalne. To wytłumaczenie traci jednak na ważności w połowie poprzedniego wieku, a na pewno od lat 80. W związku z tym pojawiają się nowe – oczekiwania społeczne wobec kobiet, zaangażowanie w rozwój swojej kariery, zainteresowania i „kierunek” zakupów kolekcjonerów. Funkcjonują też nawet tak karkołomne wyjaśnienia jak to, że zgodnie z badaniami kobiety artystki są o dwa razy częściej wspierane (finansowo) przez swoich partnerów niż artyści mężczyźni. A przecież istnieje teoria że sztuka wspierana finansowo jest „słabsza” od tej „wolnej” od wszelkich dotacji - dlatego też sztuka kobiet jest „mniej interesująca” (tak na marginesie, podobno jest to też przyczyną wyższości sztuki amerykańskiej nad europejską).

Wartym zauważenia jest fakt, iż same artystki nie chcą, aby płeć była czynnikiem decydującym o tym, kto będzie miał wystawę w danym miejscu. Pytane przez nas o tę sprawę artystki jasno stawiają sprawę – chcą być pokazywane dlatego, że są „dobre”, a nie dlatego że są kobietami. Nie chcą żadnych innych kryteriów ani parytetów. Pytanie tylko czy bez żadnych (narzuconych) parytetów będziemy w stanie zauważyć sztukę kobiet? Czy też zawsze, jak przy ostatniej wystawie malarstwa w Zachęcie, prace kobiet będą umieszczane w różowym pokoiku? Czy zostanie przełamana męska dominacja w sztuce współczesnej?

Na zdjęciu: Wilhelm Sasnal "bez tytułu"

29 marca, 2007

Kolekcjonerzy spełniają marzenia dzieci i... swoje również

Przykład aukcji „Mam marzenie”, zorganizowanej w środę przez fundacje „Mam Marzenie” i „Wschód Sztuki”, pokazuje, że dobrze przygotowana, odpowiednio nagłośniona i oferująca ciekawe prace aukcja może odnieść sukces.
Na aukcji sprzedano wszystkie prace, mimo że kilka z nich miało ceny rezerwowe. Licytacja wielu prac była naprawdę zaciekła, a część z artystów osiągnęła ceny wyższe od ich cen galeryjnych. Łącznie, według moich prywatnych obliczeń sprzedano prace za ponad 115 tysięcy złotych. Dzięki czemu będzie możliwe spełnienie wielu marzeń ciężko chorych dzieci.
Najbardziej zaciekła licytacja toczyła się o dwie prace krakowskich artystów: reprodukowaną u nas w ubiegłym tygodniu fotografię „Suszenie włosów” z 1999 roku (edycja 2/5) Marty Deskur, której wystawa otwiera się w tym tygodniu w Galerii Klimy Bocheńskiej i olej bardzo ostatnio poszukiwanego malarza Bartka Materki („Marcelina” z 2007 roku).


W obu tych przypadkach cena osiągnęła „magiczną sumę” 10 tysięcy złotych. Niewiele mniej zaciekle walczono o gwasz Edwarda Dwurnika („Judenplatz” z 2002 roku za 6100 złotych), pracę na papierze Jadwigi Sawickiej „Alternativas” z 1995 roku (po ostrej licytacji sprzedana za 6100 złotych),

i „Pejzaż” Kojiego Kamojiego (6200 złotych) oraz o litografie Rafała Olbińskiego (odpowiednio 3100, 5100 oraz 2100 złotych). Również ostra licytacja dotyczyła obrazu „Słynna Grupa Ładnie” Marka Firka z 2007 roku, któremu niewątpliwie pomogła sława pozostałych żyjących członków krakowskiej grupy – Sasnala, Bujnowskiego i Maciejowskiego. Obraz sprzedał się za 3700 złotych.
Aukcję urozmaicił performance krakowskiego artysty Rahima Blaka, który wyrecytował swój list motywacyjny przygotowany w ramach projektu artystycznego dla dyrektora warszawskiej Fundacji Galerii Foksal, Andrzeja Przywary. Był on jedynym warszawskim kuratorem, który odmówił Blakowi możliwości zaprezentowania olbrzymiej wielkości CV i wyrecytowania tekstu listu motywacyjnego. Dlatego ta praca była na sprzedaż, gdyż ci, którzy się zgodzili na „spotkanie” z Blakiem, otrzymali CV i list motywacyjny artysty. Performance pomógł w sprzedaży pracy Blaka, która została sprzedana ostatecznie za 2600 złotych, a kupującym okazał się inny artysta, warszawski tym razem, Edward Dwurnik.




Warte też jest podkreślenia, że wielu młodych artystów osiągnęło na aukcji ceny porównywalne, czy też wręcz wyższe niż w reprezentujących ich galeriach. Przykładem może być praca Anny Okrasko z cyklu „Mój profesor maluje w paski, a ja w groszki, bo to jest bardziej dziewczęce” z 2004 roku, która sprzedała się za 2000 złotych, czy Tomasza Kowalskiego „Bez tytułu” z 2007 roku, kupiona przez licytującego przez telefon za 2300 złotych.
Na koniec jeszcze chciałbym zareklamować fundację „Mam marzenie”, która jest organizacją pożytku publicznego i która może otrzymać wasze pieniądze w ramach odliczenia 1% podatków od dochodów osobistych. Na aukcji można było spotkać wielu wolontariuszy, obejrzeć film pokazujący działalność fundacji spełniającej życzenia naprawdę ciężko chorych dzieci z oddziałów hematologii i onkologii dziecięcej, a także hospicjów z całej Polski. Widać, że działalnosć tej fundacji daje olbrzymią radość tym wszystkim dzieciom, które tej radości mają tak mało. Mnie ujęła filmowa historia chłopca, który chciał zostać czołgistą…

Oto dane fundacji:

FUNDACJA MAM MARZENIE
31-028 Kraków, ul. Św. Krzyża 7
Nr konta 26 1050 1445 1000 0022 7647 0461
Na zdjęciach: Bartek Materka, Marcelina, 2007, olej/płotno, 70x50 cm; Jadwiga Sawicka, Alternativas, 1995, akryl/papier, 84x57 cm; Rahim Blak, List Motywacyjny i CV, druk cyfrowy, dyptyk, 2x 93x60 cm.

28 marca, 2007

Rekordowy rok na rynku sztuki według artprice

Artprice, firma zajmująca się trendami na rynku sztuki, opublikowała dla szerokiej publiczności raport na temat rynku sztuki za 2006 rok. Jest on dostępny w wersji pdf pod tym adresem: artpricereport2006. Artprice oczywiście dla tego opracowania badała tylko rynek aukcyjny, nie zajmując się rynkiem galeryjnym
Z raportu wynika jedno – był to niesamowity rok na rynku sztuki. Główny indeks cenowy artprice wzrósł w minionym roku o 25,5% i jest już blisko swojego szczytu osiągniętego na początku lat 90. w wyniku bańki spekulacyjnej na rynku sztuki. Dość powiedzieć, że w ubiegłym roku na aukcjach aż 810 prac sprzedanych zostało za ponad milion dolarów (rok wcześniej – 487 prac). Łącznie na 9.200 aukcjach na całym świecie sprzedano prace za ponad 6,4 miliarda dolarów, czyli prawie o połowę więcej niż rok wcześniej.
Na aukcjach królowało oczywiście malarstwo – ponad 75 procent obrotów, 11 procent to rysunki, prawie 8 procent to rzeźba, 2,6 procent – grafiki, a tylko 2,2 procent obrotu na światowych aukcjach to fotografia.
Oczywiście głównym rynkiem sztuki były Stany Zjednoczone. Sprzedaż prac na aukcjach amerykańskich stanowiła aż 46 procent, 27 procent to Wielka Brytania, 6,4 procent to Francja, a 2,9 procent to Niemcy. Olbrzymim sukcesem zakończyły się w ubiegłym roku aukcje na rynku chińskim, dzięki czemu stanowił on już 4,9 procent światowych obrotów na aukcjach.
Swoje wielkie chwile chwały miał dom aukcyjny Christie’s, który na sześciu (aukcje prac impresjonistów i sztuki współczesnej) listopadowych aukcjach w Nowym Jorku sprzedał dzieła za 866 milionów dolarów, czego nikt nigdy wcześniej nie dokonał.
Trochę w cieniu był drugi dom aukcyjny – Sotheby’s. Na aukcjach w tym samym okresie ubiegłego roku uzyskał „tylko” 476 milionów dolarów. Jednak to właśnie Sotheby’s dzierży tytuł domu aukcyjnego, który sprzedał najdroższą pracę na rynku publicznym w ubiegłym roku. A jest to „Dora Maar Au Chat” Pabla Picassa z 1941 roku, sprzedana za 85 milionów dolarów.

Rynek sztuki jest tak rozgrzany, że pozycja nr 100 z ubiegłorocznych aukcji to praca Fridy Kahlo „Roots” z 1943 roku, która została sprzedana za … pięć milionów dolarów.
Na koniec jeszcze dziesiątka najlepiej sprzedających się artystów na aukcjach w ubiegłym roku.

1. Pablo Picasso – 2087 prac za łączną sumę 339,3 miliona dolarów (rok wcześniej pozycja 1)
2. Andy Warhol – 1010 prac za łączną sumę 199,4 miliona dolarów (rok wcześniej pozycja 2)
3. Gustav Klimt - 41 prac za łączną sumę 175,1 miliona dolarów (rok wcześniej pozycja 359)
4. Willem de Kooning - 89 prac za łączną sumę 107,4 miliona dolarów (rok wcześniej pozycja 7)
5. Amadeo Modigliani - 46 prac za łączną sumę 90,7 miliona dolarów (rok wcześniej pozycja 21)
6. Marc Chagall - 938 prac za łączną sumę 89,0 miliona dolarów (rok wcześniej pozycja 6)
7. Egon Schiele - 48 prac za łączną sumę 79,1 miliona dolarów (rok wcześniej pozycja 47)
8. Paul Gaguin - 33 prace za łączną sumę 62,3 miliona dolarów (rok wcześniej pozycja 67)
9. Henri Matisse - 260 prac za łączną sumę 59,7 miliona dolarów (rok wcześniej pozycja 13)
10. Roy Lichtenstein - 374 prace za łączną sumę 59,7 miliona dolarów (rok wcześniej pozycja 11)
Najwyżej sklasyfikowanym żyjącym artystą jest niemiecki artysta Gerhard Richter (pozycja 21), który sprzedał 164 prace za 36,7 miliona dolarów. Na liscie znalazł się również polski artysta - Piotr Uklański (pozycja 417) z 13 sprzedanymi pracami za łączną sumę 2,2 miliona dolarów. Wilhelm Sasnal był poza "500" - według naszych obliczeń łączna suma za sprzedane na aukcjach prace Wilhelma Sasnala wyniosła 959,9 tysiąca dolarów.

27 marca, 2007

„Nowa fala popierdala” - historia jednego obrazu

W trakcie rozmowy z Wilhelmem Sasnalem w kwestii dotyczącej inspiracji, pada nazwa pracy jednego z członków Gruppy „Nowa fala popierdala”. Jest to praca Ryszarda Woźniaka z 1982 roku. Poprosiliśmy Ryszarda Woźniaka o podzielenie się z nami swoimi „wspomnieniami” związanymi z tą pracą. Oto one:


Namalowałem ten obraz na początku 1982 roku. Należy on do serii prac będących moją reakcją na wprowadzenie w Polsce stanu wojennego. Inne prace z tej serii to: Zabieg, Prom kosmiczny Piekło – Niebo, Montaż głowicy, Dziwny ląd, Trzygłowy egzekutor, Czerwony rogalik co ranek na śniadanie czy Cichy odlot anioł – stróża.

Ważne jest, że obraz ten powstał ze świadomości, że to ja jestem źródłem sztuki malarstwa i że nie odwołuję się w nim do niczego co wcześniej widziałem. Był to moment, w którym otrząsnąłem się już z wiedzy zdobytej w pracowni Stefana Gierowskiego. Obraz przedstawia scenę wpadnięcia „śliwki w kompot” albo „dziwnej krowy na pastwisko, które nie jest zieloną miłą łąką tylko bezmiarem czerwieni”. Ta czerwień jest pełna znaczenia również dlatego, że niektóre flagi mają jej pod dostatkiem. W tym przypadku chodziło mi o osiągnięcie wrażenia, że widzimy flagę Rosji Sowieckiej jednak bez malowania jej dosłownie. Symbol po prawej stronie; palma i księżyc zastępuje sierp i młot. Zwierzę na obrazie reprezentuje wszystkich wypchniętych na scenę wbrew ich woli, kiedy stają nadzy w pełnym świetle, w stanie konsternacji. Ktoś ich wypchnął ale jest również możliwe, że entuzjastycznie sami wskoczyli tu, z głupoty. Tytuł celowo określa ten stan jako stały, nie wskazując prostego wyjścia. Pojęcie nowej fali, powstałe w kulturze sytości, dodaje niezbędnej pikanterii i dobrze współpracuje z wulgaryzmem określającym zamaszyste, pełne pasji i energii przemieszczanie się. Jednocześnie przeczuwamy, że ruch w tym obrazie nie musi być jednoznacznym ruchem do przodu. Zróżnicowana czerwień tła wskazuje na dwie odrębne rzeczywistości, które łączy akcja.

Podczas drugiej wystawy Gruppy w Galerii BWA w Lublinie (wyłączonej z miejsc objętych bojkotem dzięki postawie dyrektora Andrzeja Mroczka) ten obraz szczególnie spodobał się lokalnym punkom do tego stopnia, że dorysowani na nim kilka innych symboli, m. in. liście konopi indyjskich. Po wystawie rysunki te usunąłem z obrazu.

Ryszard Woźniak


Na zdjęciu Ryszard Woźniak - Nowa fala popierdala – 1982, akryl na płótnie, 80X200 cm