23 lutego, 2009

Kolekcja Yves Saint Laurenta na aukcji w Christies

Nadchodzący tydzień będzie tłem do wydarzenia, jakie zostało okrzyknięte przez francuską prasę jako „sprzedaż stulecia”. W domu aukcyjnym Christies, podczas trzydniowego maratonu zostanie wystawiona na sprzedaż cała kolekcja dzieł sztuki jaka przez ponad pół wieku została zebrana przez francuskiego magnata mody Yves Saint Laurenta.
Szacunkowa wartość kolekcji do 250 – 325 mln dolarów. Całość przychodów ma zasilić fundację, która ma przeznaczyć wygospodarowane środki na badania związane z walką z AIDS.

Na zdjęciu: Pablo Picasso, "Instruments de musique sur un guéridon" (c. 1914–15) Wartość szacunkowa ($31.7–38 million) (dzięki www. artinfo.com)

19 lutego, 2009

Obraz Fangora, sprzedany w ubiegłym roku w Christies, wystawiony w Rempeksie z ceną wywołaczą 500 tysięcy złotych

To zdarza się dopiero drugi raz (jak przytomnie zauważył jeden z czytelników, za co dziękuję i przepraszam za wprowadzenie w błąd) - praca polskiego artysty na aukcji sztuki współczesnej w Polsce wystawiona na aukcji za cenę wywoławczą 500 tysięcy złotych. Chodzi oczywiście o obraz M56 Wojciecha Fangora z 1970 roku, który będzie wystawiony na aukcji w domu aukcyjnym Rempex 25 lutego (godzina 18.30). To dopiero drugi raz, kiedy obraz współczesny w Polsce ma taką cenę wywoławczą. Choć oczywiście to na razie tylko cena wywoławcza, a na dodatek w Rempeksie można licytować w dół.
Obraz ma swoją historię, i tę zamierzchłą, z lata 70., jak i całkiem współczesną, z nowojorskiego domu aukcyjnego Christie’s. M56 został kupiony w 1972 roku w nowojorskiej galerii Schalette (wystawiała ona polskich artystów, ale również i Arpa, Chagalla czy Braque) przez Gerharda Strausa. W ubiegłym roku jego spadkobiercy postanowili go sprzedać i został on wystawiony w Christie’s na aukcji typu Open House 30 czerwca z estymacją 30-50 tysięcy dolarów. Uzyskał cenę 104,5 tysiąca dolarów (według ówczesnego kursu wymiany około 240 tysięcy PLN, według dzisiejszego kursu 386 tysięcy PLN), co jest rekordem cenowym prac Wojciecha Fangora na aukcjach.
Teraz obraz trafił na aukcję w Rempeksie z ceną wywoławczą wyższą od sprzedaży sprzed pół roku. Czy się sprzeda? Trudno powiedzieć, w końcu mamy kryzys i wszyscy kolekcjonerzy dwa razy oglądają każdą złotówkę (euro/dolara/jena…) zanim kupią kolejną pracę. Świadczą o tym wyniki ostatnich aukcji w Londynie. Czy w Warszawie będzie podobnie, przekonamy się już w przyszłym tygodniu.

18 lutego, 2009

Z półki kolekcjonera: "7 Days in the Art World"

Książka „7 days in the Art World”, mimo że wydana ledwie w ubiegłym roku, już została przetłumaczona na 10 języków, w tym na chiński. W sumie to nie ma w tym nic dziwnego, bo w końcu Chiny to obecnie czwarty największy rynek sztuki najnowszej. A „7 Days in the Art World” kanadyjskiej dziennikarki i pisarki Sarah Thornton to panoramiczny obraz świata sztuki sprzed kryzysu.
Książka Thornton powstała na bazie ponad 250 spotkań i wywiadów z osobami decydującymi dziś o rynku: kolekcjonerami, krytykami, kuratorami, artystami, galerzystami i aukcjonerami (lista osób jest naprawdę imponująca). Na bazie tych spotkań powstał symboliczny, a jednocześnie osadzony w konkretnym czasie opis 7 dni światowego rynku sztuki – po „jednym” dniu na każde z jego części składowych.
Jeden dzień (rozdział „The Auction”) to aukcja dzieł sztuki najnowszej w nowojorskim domu aukcyjnym Christie’s jesienią 2004 roku. Kolejny rodział (dzień zatytułowany „The Crit”), to zajęcia dla przyszłych artystów w kalifornijskim CalArt, czyli prestiżowym California Institute of Arts, również w 2004 roku. Trzeci dzień (rozdział „The Fair”), to otwarcie najsłynniejszych targów sztuki, Art Basel w Bazylei w czerwcu 2006 roku. Czwarty – to dzień ogłoszenia przez jury Nagrody Turnera, że laureatką za 2006 rok zostaje niemiecka artystka Tomma Abts (grudzień 2006 roku, rozdział „The Prize”). W kolejnym rozdziale znów przenosimy się do Nowego Jorku, aby „zamknąć” kolejny numer najważniejszego miesięcznika o sztuce, ArtForum (rozdział „The Magazine”, w lutym 2007 roku). Szósty dzień to wizyta w studiu, a właściwie w „fabryce” Takashiego Murakamiego pod Tokio, w której trwają przygotowania do wielkiej retrospektywy tego artysty w kalifornijskim muzeum MOCA w Los Angles (rozdział „The Studio Visit”, rozgrywający się w lipcu 2007 roku). I na koniec jesteśmy w Wenecji, podczas otwarcia ostatniego Biennale w czerwcu 2007 roku (rozdział „The Biennale”).
Oczywiście wydarzenia opisywane w poszczególnych rozdziałach są tylko pretekstami do zbudowania arcyciekawego portretu świata sztuki współczesnej, świata wielkiej sztuki, wielkich pieniędzy i wielkiego blichtru. Opowieści tym bardziej ciekawej, że już opowiadającej historię zamierzchłą, która skończyła się wraz z upadkiem banku inwestycyjnego Lehman Brothers i kryzysem na rynku sztuki.
Jest to historia fascynująca. Na zachętę początek rozdziału o Art Basel, a raczej szerzej, o fenomenie targów sztuki:
„Jeśli mamy drugi wtorek czerwca, to mogę być tylko w Szwajcarii. Jest 10.45. Najważniejsze targi sztuki najnowszej otwierają się za 15 minut. W lobby budynku z czarnego szkła nie ma ani studentów, ani artystów. Kolekcjonerzy – niektórzy „warci” miliardy, inni tylko miliony – stoją w długiej kolejce ściskając w rękach swoje VIP-owskie przepustki…”
Zapraszamy do lektury!
Sarah Thornton, 7 Days In the Art World, Wyd. W.W. Norton&Company, Nowy Jork, 2008.

16 lutego, 2009

"Złoty deszcz" nie spadł w Londynie - słabe wyniki aukcji sztuki najnowszej

Pierwsze tegoroczne aukcje sztuki najnowszej w Londynie już za nami. Początek był bardzo obiecujący, oczywiście jak na dzisiejsze, trudne czasy. Aukcja w Sotheby’s 5 lutego przyniosła prawie 18 milionów funtów przy estymacji 16,5-23 miliony funtów. Wiele osób odetchnęło wtedy z ulgą i zaczęto już mówić (zapominając, z jakich poziomów ubiegłorocznych aukcji spadły tegoroczne estymacje – przypomnijmy, było to sumy rzędu 70 milionów funtów), że nawet dziś dobre prace w dobrych cenach sprzedają się. Najdroższą pracą na aukcji Sotheby’s było Concetto Spaziale z 1961 roku Lucio Fontany, sprzedane za 4,4 miliona funtów, ale nie „dobiło” ono nawet do dolnej granicy estymacji na poziomie 5 milionów funtów.
Niestety, wszystkim optymistom zrzedły miny w ubiegłym tygodniu, kiedy to zarówno sprzedaże na aukcji w Christie’s, jak i w Phillips de Pury nie dobiły do dolnej granicy, i tak już nisko ustawionej, estymacji.
Szczególnie wyniki dla Christie’s są po prostu policzkiem – sprzedaż na aukcji przyniosła jedynie 8,4 miliona funtów, przy spodziewanej sprzedaży na poziomie 14,5-20,9 milionów funtów. By uzmysłowić sobie, jak niewielka dla Christie’s to suma, to dodajmy, że dokładnie w lutym ubiegłego roku na aukcji w Christie’s sprzedany został tryptyk Francisa Bacona za 26,3 miliona funtów – ponad trzy razy tyle, co cała tegoroczna sprzedaż na aukcji. W Christie’s nie sprzedały się dwie najdroższe prace i to one miały wpływ na niską sprzedaż.

Portret nieznanego biznesmena z 1954 roku, jeden z siedmiu z tej serii (kupiony w 1971 roku za 31,5 tysiąca funtów), nie znalazł ani jednego chętnego. Jego estymacja wyniosła 4-6 milionów funtów. Podobnie było z niewielką pracą Marka Rothko „Green, Blue, Green on Blue” z 1968 roku, która miała estymację 2,5-3,5 miliona funtów.
„Złoty deszcz się skończył” – obrazowo skomentował wyniki aukcji jeden z niemieckich dealerów, Alex Lachmann i dodał – „Jesteśmy z powrotem na początku lat 90.”, nawiązując do poprzedniego kryzysu na rynku sztuki najnowszej.
„Złotego deszczu” nie było też na aukcji w Phillips de Pury, na której sprzedały się prace tylko za 4,2 miliona funtów (bardzo ostrożna estymacja wynosiła 6,8-9,2 miliona funtów). „Lokomotywą” tej aukcji była instalacja “Encased-Five Rows (6 Spalding Scottie Pippen Basektballs, 6 Spalding Shaq Attaq Basketballs, 6 Wilson Supershot Basketballs, 6 Wilson Supershot Basketballs, 6 Franklin 6034 Soccerballs) (1983-93)” Jeffa Koonsa, wystawiona z estymacją 1,8-2,2 miliona funtów.

Jeszcze niedawno kolekcjonerzy walczyli do ostatniego centa o prace tego artysty. Teraz nie zainteresowała ona żadnego kolekcjonera i pozostała własnością koreańskiego dealera Yung Hee Kima. W tej sytuacji najdroższą pracą sprzedaną na aukcji był obraz Martina Kippenbergera „Portrait of Paul Schreber (designed by himself)” z 1994 roku. Osiągnął on cenę 432 tysięcy funtów (przy estymacji 400-600 tysięcy funtów). Na „dziennej” aukcji w Phillips de Pury sprzedano jedyne dwie prace polskiego artysty na lutowych aukcjach w Londynie. Obraz z serii „Śnieg” z 2004 roku Rafała Bujnowskiego osiągnął cenę 4 tysięcy funtów (przy estymacji 3-5 tysięcy), a inna praca tego artysty „Krzyże widziane pod kątem” z 2005 roku jedynie 2 tysiące funtów (estymacja wynosiła 4-6 tysiące funtów).

13 lutego, 2009

Muszę rozrywać i dzielić wszędzie tam, gdzie ktoś usilnie łączy i klei – rozmowa z Grzegorzem Sztwiertnią

Przy okazji otwarcia wystawy w Galerii Morawskiej w Brnie Magdalena Buczek z Dominik Art Projects miała okazje porozmawiać z Grzegorzem Sztwiertnią na temat wystawy. Poniżej zapis rozmowy przygotowanej specjalnie dla ArtBazaar.

W Galerii Morawskiej w Brnie trwa wystawa Twoich prac. Jak ustosunkowujesz się do jego wyborów: wyboru Ciebie jako artysty, wyboru Twoich prac na wystawę?

Dawno nie miałem dużego, indywidualnego pokazu swoich nowszych prac. Dużo pracuję, na różnych polach, co wiąże się z koniecznością weryfikowania zarówno założeń, które leżą u podstaw każdej pracy, jak i osiągniętych efektów.
Każdy artysta potrzebuje takich konfrontacji – chyba że, owładnięty obłędną ideą lepienia społecznej rzeźby – nie potrzebuje. Co Marek Pokorny (kurator wystawy-przyp.) dostrzegł intrygującego w moich pracach? Łatwo mogę się domyślić, choć wrodzona protestancka skromność nie pozwala mi zanadto rozmarzyć się. Z pewnością dostrzegł coś, co uznał za ważny głos w debacie o powinnościach sztuki wobec tak zwanej rzeczywistości. Pewnie zaciekawił go również artysta, który zwyczajnie stoi poza głównymi, eksploatowanymi do bólu nurtami we współczesnej sztuce, podejmując zarazem z tym faktem pewną dwuznaczną, spokojną grę.Co do wyboru prac, to muszę przyznać, że zaskoczył mnie zupełnie –choć z perspektywy kilkudziesięciu dni, jakie minęły od czasu naszego spotkania – widzę, że podjąłbym podobne decyzje. Prosto, czytelnie, bez zbędnych ornamentów i gładkosłowia.

Pojawia się tam „Moja historia sztuki nowoczesnej”. Na wystawie „Performer” w Zachęcie, której otwarcie będzie jeszcze w lutym, przedstawisz z kolei „Historię teatru polskiego”. Skąd ta potrzeba systematyzacji?

Jestem owładnięty manią klasyfikowania i zestawiania różnych porządkowi tradycji. Ja po prostu muszę rozrywać i dzielić wszędzie tam, gdzie ktoś usilnie łączy i klei. Mam nabyty w dzieciństwie brak wiary w trwałe i nieusuwalne związki na różnych poziomach egzystencji. Jednakowoż, jako osoba wybitnie pro-społeczna - nie zostawiam rozwodników bez opieki. Proponuję nowe, ożywcze związki, które pozwolą ponownie zakwitnąć zapomnianym ideom, myślom i wizjom. Z tego więc punktu widzenia – prace planowane na wystawę nie są zbyt zróżnicowane. To po prostu różnie pokazane historie widzialnego. To również próba wydobywania esencji widzialności, cokolwiek miałoby to znaczyć. U mnie nastąpił czas mielenia i wyżymania w celu podsumowania naszych ludzkich dokonań. Jest to możliwe i ja to robię. Ale to pewnie zrozumieją przyszłe pokolenia – dzisiaj walczymy z kryzysem.

Zwracają też uwagę oryginalne tytuły twoich prac. Jakie znaczenie mają one dla Ciebie, jak powstają i co myślisz o tytułowaniu prac artystycznych w ogóle?

Tytuł pracy jest fragmentem pracy – nawet „bez tytułu”. Praca artysty jest pracą w nad adekwatną wypowiedzią – więc wszystkie jej składniki są istotne. Trudno mi powiedzieć też, czy tytuły, jakie nadaję swoim pracom i wystawom, są oryginalne. Być może, dzisiaj, oryginalniejszym tytułem jest na przykład „Martwa natura z cytrynami”, czy „Autoportret w cieniu”. Na pewno jednak tytułowanie traktuję poważnie, to wskazywanie tradycji, do jakiej chcę się odnosić i próba reanimacji zapomnianych, bądź zapoznanych idei i wartości. Tak było na początku. Dzisiaj kierunek jest jak gdyby odwrotny: konkretne tytuły, często nawiązujące do wcześniejszych, mają zweryfikować trafność pierwszych wyborów. Taka lustracja.

Przy tej okazji chciałbym zapytać o znaczenie tytułu jednej z Twoich prac, chodzi mi o „Opał”, dyptyk wystawiany w Galerii Morawskiej.

„Opał” to szczególna praca. Jest ostatnią, jaką skończyłem i pierwszą z nowego cyklu, który pokażę w krakowskiej Otwartej Pracowni w kwietniu. Praca przedstawia powiększoną kartkę papieru, na której za chwilę ma zostać zapisany zaszyfrowany gryps obozowego ruchu oporu o planowanym buncie Sonderkommando, które pracowało przy piecach krematoryjnych. Obrazy pokazują obie strony nadpalonej kartki – bo za blisko ognia była. Oryginalna, zachowana kartka z zaszyfrowanym tekstem formalnie podobna jest do obrazów „liczonych” Romana Opałki – jednak moja wersja „liczenia” jest, moim zdaniem, poważniejsza – stąd „Opał”. Dodatkowo ten stan czystej, nadpalonej kartki może sugerować zastosowanie znanej metody pisania sokiem z cytryny, gdzie tekst ujawnia się pod działaniem płomienia świecy.

W takim razie czekam z niecierpliwością na wystawę w Otwartej. A jakie są twoje najbliższe plany?

Najbliższe plany? Prezentacja prac wideo w Galerii Awangarda we Wrocławiu oraz wystawa w Dominik Art Projects w Krakowie w listopadzie. To będą w większości nowe prace oraz starsze, do tej pory nie pokazywane.


Dziękujemy Dominik Art Projects za przygotowanie dla nas rozmowy i za udostępnienie zdjęć.
Na zdjęciach odpowiednio:
G.Sztwiertnia.Powolna śmierć abstrakcji.2007.oil_canvas.120x100
G.Sztwiertnia.Opal...(2).2009.oil_canvas.170x150
G.Sztwiertnia.Opal...(1).2009.oil_canvas.170x150


12 lutego, 2009

Głosujmy na polskich artystów w rankingu dziennika "The Times"!

Brytyjski dziennik „The Times” zorganizował wraz z Saatchi Gallery głosowanie na 200 najważniejszych artystów od początku XX wieku do czasów dzisiejszych. Czytelnicy będą wybierali tę „200” z sześciuset nazwisk artystów zaproponowanych przez organizatorów. Można głosować na tyle nazwisk na ile się chce, ale na każdego artystę można oddać tylko jeden głos.
Na liście „The Times” i Saatchi Gallery znalazła się szóstka polskich artystów. Są to: Mirosław Bałka, Rafał Bujnowski, Tadeusz Kantor, Wilhelm Sasnal, Franciszka Themerson (czemu nie wspólnie ze Stefanem Themersonem?) oraz Krzysztof Wodiczko. Zachęcamy do głosowania na polskich oraz ulubionych zagranicznych artystów. Wyniki ankiety zostaną ogłoszone w maju 2009 roku.
Do 18 lutego można również nominować artystów spoza 600 wybranej przez organizatorów konkursu. Może warto zgłosić jeszcze innych polskich artystów?
Głosować i nominować można tutaj.

11 lutego, 2009

Można zostać "żywą rzeźbą" na wystawie "Younger than Jesus"

Znów piszemy o wystawie „Younger than Jesus”, ale okazja jest wyjątkowa – bo można osobiście wziąć udział w tej wystawie. Jeden warunek – trzeba być kobietą w wieku od 18 do 40 lat i być w Nowym Jorku w czasie trwania wystawy, czyli od początku kwietnia do połowy czerwca. Biorąca udział w wystawie chińska artystka Chu Yun szuka bowiem kobiet, które w ramach projektu XX (2006) będą spały w łóżku. Łóżko to znajdzie się na wystawie.
Praca Chu Yun to praca rzeźbiarska. Rzeźba ludzka „powstaje” gdy osoba biorąca udział w projekcie zapada w sen. Praca ma ogólny tytuł „XX”, ale jest on sukcesywnie zmieniany na imię osoby biorącej udział w projekcie. Po raz pierwszy XX Chu Yun pokazała na targach Frieze w Londynie w 2006 roku – ochotniczki zmieniały się podczas każdego dnia targów. Teraz artystka oraz organizatorzy przewidują, że każda z uczestniczek będzie spała przez cały dzień wystawy, a w sen zapadnie oczywiście dzięki tabletkom.
Do projektu można zgłaszać się tutaj. O wystawie „Younger than Jesus”, pierwszym triennale młodej sztuki w nowojorskim New Museum of Contemporary Art, w którym weźmie udział trójka polskich artystów: Wojciech Bąkowski, Anna Molska i Jakub Julian Ziółkowski, przeczytać można tutaj.
Od razu przypomniał nam się inny projekt polskiej artystki, Joanny Rajkowskiej z września 2001 roku – „Dziennik snów”. W warszawskiej galerii XXI na dwóch materacach przez sześć dni trwania wystawy spało ponad 250 osób, które następnie w specjalnych zeszytach zapisywały swoje sny (oczywiście o ile im się to przyśniło).



Na zdjęciach: projekty Chu Yun w Londynie i Joanny Rajkowskiej w Warszawie

10 lutego, 2009

Międzynarodowe Triennale Grafiki Kraków 2009

Pragniemy poinformować, że rusza intensywnie ostatni etap przygotowań do MTG – Kraków 2009, który dzięki coraz bardziej rozszerzającemu się gronu współpracujących instytucji kultury w Polsce i za granicą, staje się największym festiwalem współczesnej grafiki w Europie. Impreza powstała w 1964 roku i od razu stała się jedną z najważniejszych na mapie kulturalnej świata. Na etapie organizacyjnym są Dni Grafiki – prezentacje i wystawy w galeriach sztuki całego Krakowa oraz MediaGrafik – wyjątkowy festiwal sztuk graficznych sięgających po nowe media, interaktywne gry, wchodzące w wirtualną rzeczywistość.

W edycji MTG – Kraków 2009 do programu imprezy swoje wystawy wprowadza ponad 20 instytucji, a wśród nich muzea, 4 Akademie Sztuk Pięknych oraz centra sztuki i galerie.
Krakowskie Triennale kontynuuje współpracę z austriackim Triennale Grafiki w Wiedniu i niemieckim Triennale w Oldenburgu.

Odbędą się 2 fazy selekcji. Pierwsza – cyfrowa, druga będzie wyborem z oryginalnych prac. Obydwie kwalifikacje zostaną przeprowadzone przez niezależne zespoły Jury z Krakowa, Wiednia i Oldenburga.

Zapraszamy artystów, którzy pragnęliby dostać druki uczestnictwa do zarejestrowania się za pomocą formularza na stronie: www.triennial.cracow.pl

ArtBazaar będzie relacjonował przebieg Triennale.

07 lutego, 2009

Bąkowski, Molska i Ziółkowski - aż trójka polskich artystów weźmie udział w wystawie "Younger than Jesus"

Aż trójka polskich młodych artystów: Wojciech Bąkowski, Anna Molska oraz Jakub Julian Ziółkowski, zostało wybranych do 50 artystów, którzy zostaną pokazani w nowojorskim New Museum podczas biennale młodej sztuki zatytułowanego „Younger than Jesus”.



Cała trójka jest doskonale znana czytelnikom ArtBazaar. Anna Molska zwyciężyła Waszymi głosami w rankingu na debiut roku. Twórczość Jakuba Juliana Ziółkowskiego śledzimy na ArtBazaar praktycznie od początku istnienia bloga. Wystawę Wojtka Bąkowskiego „IDZIESZ ZE MNĄ?-GDZIE?-W DUPĘ CIEMNĄ” w warszawskiej Galerii Leto, również nominowaliśmy do ubiegłorocznego wydarzenia roku. W końcu wszyscy Ci artyści są w gronie 66, która jest w naszym „Przewodniku kolekcjonera sztuki najnowszej”.

To wielki sukces młodej polskiej sztuki (YPA), następnego pokolenia po Grupie Ładnie. Z Europy Środkowej w wystawie wezmą udział jedynie: rumuński artysta Ciprian Muresan (też znakomicie znany polskiej publiczności – brał udział w „Willi Warszawa”, gdzie pokazał wycięty z propagandowych płyt winylowych napis „Communism Never Happened”, a także miał indywidualną wystawę w Rastrze), a także Czeszka Katerina Seda (też świetnie znana polskiej publiczności, jej prace znajdują się w kolekcji warszawskiego MSN).
Przy okazji wystawy, która rozpocznie się 8 kwietnia i potrwa do połowy czerwca, pojawią się dwa wydawnictwa. Pierwszą publikacją będzie "Younger Than Jesus: The Artist Directory" wydany wspólnie przez New Museum i wydawnictwo Phaidon z biografiami oraz reprodukcjami prac 500 artystów stanowiących bazę wyboru do wystawy. Będzie to ponad 500 stronnicowe wydawnictwo, które ma ambicję pokazać wszystko, co jest ciekawe w młodej sztuce na świecie.
Natomiast druga książka, wydana przez muzeum z innym znakomitym wydawnictwem Steidl zawierać będzie eseje na temat zarówno generacji Y, jak i twórczości jej przedstawicieli. Oczywiście będą też reprodukowane prace artystów, którzy wezmą udział w wystawie w New Museum.
Poniżej pełna lista artystek i artystów, którzy wezmą udział w wystawie „Younger Than Jesus”:




AIDS-3D (Daniel Keller [Ur.w 1986 r. w Detroit] i Nik Kosmas [Ur. w 1985 r. w Minneapolis, USA]) Ziad Antar (Ur. w 1978 w Saida w Libanie) Cory Arcangel (Ur. 1978 w Buffalo, USA) Tauba Auerbach (Ur. 1981 w San Francisco, USA) Wojciech Bąkowski (Ur. 1979 w Poznaniu, Polska) Dineo Seshee Bopape (Ur. 1981 w Polokwane, RPA) Mohamed Bourouissa (Ur. 1978 w Bilda, Algeria) Kerstin Brätsch (Ur. 1976 w Hamburg, Niemcy) Cao Fei (Ur. 1978 w Guangzhou, Chiny) Carolwa Caycedo (Ur. 1978 w Londynie, Anglia) Chu Yun (Ur. 1977 w Jiangxi, Chiny) Keren Cytter (Ur. 1977 w Tel Awivie, Izrael) Mariechen Danz (Ur. 1980 w Dublinie, Irlandia) Faye Driscoll (Ur. 1976 w Los Angeles, USA) Ida Ekblad (Ur. 1980 w Oslo, Nowegia) Haris Epaminonda (Ur. 1980 w Nikozji, Cypr) Patricia Esquivias (Ur. 1979 w Caracas, Wenezuela) Mark Essen (Ur. 1986 w Los Angeles, USA) Ruth Ewan (Ur. 1980 w Aberdeen, Szkocja) Brendan Fowler (Ur. 1978 w Berkeley, USA) Luke Fowler (Ur. 1978 w Glasgow, Szkocja) LaToya Ruby Frazier (Ur. 1982 w Pittsburgu, USA) Cyprien Gaillard (Ur. 1980 w Paryżu, Francja) Ryan Gander (Ur. 1976 w Chester, Anglia) Liz Glynn (Ur. 1981 w Bostonie, USA) Loris Gréaud (Ur. 1979 w Eaubonne, Francja) Shilpa Gupta (Ur. 1976 w Bombaju, Indie) Emre Hüner (Ur. 1977 w Istambule, Turcja) Matt Keegan (Ur. 1976 w Manhasset, USA) Tigran Khachatryan (Ur. 1980 w Erewaniu, Armenia) Kitty Kraus (Ur. 1976 w Heidelbergu, Niemcy) Adriana Lara (Ur. 1978 w Meksyku, Meksyk) Elad Lassry (Ur. 1977 w Tel Awivie, Izrael) Liu Chuang (Ur. 1978 w Hubei, Chiny) Guthrie Lonergan (Ur. 1984 w Los Angeles, USA) Tala Madani (Ur. 1981 w Tehranie, Iran) Anna Molska (Ur. 1983 w Prudnik, Polska) Ciprian Muresan (Ur. 1977 w Cluj, Rumunia) Ahmet Ögüt (Ur. 1981 w Aiyarbakir, Turcja) Adam Pendleton (Ur. 1980 w Richmond, USA) Stephen G. Rhodes (Ur. 1977 w Houston, USA) James Richards (Ur. 1983 w Cardiff, Walia) Emily Roysdon (Ur. 1977 w Easton, USA) Katerina Sedá (Ur. 1977 w Brnie, Czechy) Josh Smith (Ur. 1976 na Okinawie, Japonia) Ryan Trecartin (Ur. 1981 w Webster, USA) Alexander Ugay (Ur. 1978 w Kyzilorda, Kazachstan) Tris Vonna-Michell (Ur. 1982 w Southend-on-Sea, Anglia) Jakub Julian Ziółkowski (Ur. 1980 w Zamościu, Polska) Icaro Zorbar (Ur. 1977 w Bogocie, Kolumbia)

Na zdjęciach: Wojciech Bąkowski, Pełno wojny, 2008 (dzięki uprzejmości Galerii Leto); Jakub Julian Ziółkowsk (dzięki uprzejmości Fundacji Galerii Foksal), Bez tytułu, 2008; Anna Molska, Rafał, 2006 (dzięki uprzejmości artystki)

06 lutego, 2009

Sztuka komiksu – Tadeusz Baranowski

Prezentację artystów związanych ze sztuką komiksu zaczynamy od nestora tego gatunku, artysty, którego historie obrazkowe z pewnością wielu z nas pamięta z okresu dzieciństwa - Tadeusza Baranowskiego. Tadeusz Baranowski jest absolwentem warszawskiej ASP. Jest twórcą tak znanych postaci polskiej sceny komiksowej jak: Profesor Nerwosolek, Ciotka Fru-Bęc, Orientman oraz słynnych podróżników Kudłaczka i Bąbelka.
Świat komiksów Baranowskiego to lekko surrealistyczny, pełen absurdalnego humoru świat przygód wielu realistycznych i bajkowych postaci. Na stworzonych przez niego rysunkach czołowe miejsce zajmuje przebogata fauna i flora towarzysząca bohaterom jego opowieści – jeśli wspomnimy, iż artysta urodził się w Zamościu to trudno nie wspomnieć tu jego młodszych kolegów pochodzących z tego samego regionu – Ziółkowskiego, Kowalskiego i Śliwińskiego. Roztoczański wirus sztuki? Chyba nie, ale to coś więcej niż przypadek.

Baranowski z dużą łatwością tworzy zarówno realne, jak i własne nierealne światy. Operuje bardzo płynną, komiksową kreską i dość żywą kolorystyką. Do mistrzostwa opanował kompozycję plansz. Do najbardziej znanych komiksów Baranowskiego należą „Antresolka Profesorka Nerwosolka", "Skąd się bierze woda sodowa", „Na co dybie w wielorybie czubek nosa Eskimosa”, „Orientman” czy „Tffffuj! Do bani z takim komiksem!”.
Większość z komiksów Baranowskiego powstała według metody – najpierw rysunek czarno biały – potem na jego podstawie przygotowanie foli z nadrukiem rysunku (diapozytyw) i kolorowy blaudruk (o tworzeniu komiksu pisaliśmy już poprzednio). Tak wiec w wielu przypadkach (tam gdzie zachowały się wszystkie plansze) do naszej kolekcji mogą trafić trzy plansze – rysunek czarno-biały, plansza z kolorem i diapozytyw.

Dla kolekcjonerów, zdobycie planszy z komiksu Tadeusza Baranowskiego nie będzie dużym problemem. Artysta sam prowadzi sprzedaż swoich prac i większość z nich, w przeciwieństwie do innych komiksów powstałych w tym samym okresie, nie zaginęła i jest dostępna.

Polecamy:
1. Skąd się bierze woda sodowa i nie tylko - MAW 1980
2. Na co dybie w wielorybie czubek nosa eskimosa - MAW 1980
3. Antresolka profesorka Nerwosolka - MAW 1985
4. O zmroku - Kultura Gniewu 2005
5. Tffffuj! Do bani z takim komiksem! (wydanie kolekcjonerskie 550 szt) - Orient Men i Spółka 2005

Strona artysty - http://tbaranowski.com/

Zdjęcia dzięki uprzejmości artysty.

04 lutego, 2009

"Antysetka" blogu Brzydkie Sztuczki

Jak w dobrej komedii wojennej – są Polacy i Niemcy, strzelanina, wybuchy, nieoczekiwane zwroty akcji…tylko niewiele wspólnego z prawdą. Ot tyle, aby było śmiesznie. No i w "Antysetce", błyskawicznie przygotowanej przez anonimową autorkę/autora? blogu Brzydkie Sztuczki, jest czasami nawet bardzo śmiesznie. Ale i strasznie czasami...

Polecamy dla rozprężenia.

http://brzydkiesztuczki.blox.pl/html

03 lutego, 2009

Gośka Macuga w Kunsthalle Basel

To pierwszy indywidualny pokaz Gośki Macugi poza granicami Wielkiej Brytanii i to od razu w bardzo prestiżowym miejscu w Kunsthalle w Bazylei.
Na pokaz składa się szereg zdjęć, różnego typu konstrukcji drewnianych i film dokumentalny w których artystka, już tradycyjnie, odnosi się do prac innych artystów i postaci świata kultury.

Cały projekt nosi tytuł „I am Become Death” i można go oglądać do 8 marca.

Relacja dzięki VernissageTv.


02 lutego, 2009

Już jutro prezentacja "Setki" ArtBazaaru i OBIEG-u za 2008 rok

Już jutro na OBIEG-u publikacja naszego dorocznego rankingu 100 najbardziej wpływowych osób w świecie sztuki w 2008 roku, nazywanego już potocznie „Setką”. Tegoroczną edycję przygotowaliśmy wspólnie z redaktorami OBIEG-u: Kubą Banasiakiem, Grzegorzem Borkowski i Adamem Mazurem.
Jak będzie można jutro przeczytać we wstępie do „Setki”, nie zmieniliśmy „metodologii” powstania rankingu. „Żadne środowiskowe konkursy i punktacje tylko to, w czym jesteśmy najlepsi: subiektywność, subiektywność i jeszcze raz subiektywność. Wpływ na kształt sztuki w Polsce jest tak ulotny i sporny jak wartość artystyczna dzieła sztuki. Istotne jest zainicjowanie dyskusji, a nie zasłanianie się rzekomym „obiektywizmem” – będziecie mogli przeczytać.
Zapraszamy już we wtorek na strony OBIEG-u.

30 stycznia, 2009

Mirosław Bałka pokaże swoją instalację w Turbine Hall w londyńskiej Tate Modern

Mirosław Bałka zaprezentuje w październiku swoją instalację rzeźbiarską w ramach projektu „Unilever Series” w Turbine Hall w londyńskiej Tate Modern. Kto choć raz był w Tate Modern, wie, jak wielkie wrażenie robią projekty rzeźbiarskie w dawnej hali turbin londyńskiej elektrowni (dziś holu głównego muzeum), której wysokość wynosi 35 metrów, a długość 155 metrów.
To wielki sukces polskiego rzeźbiarza, zważywszy na fakt, że Bałka będzie dziesiątym artystą, który zaprezentuje swoją pracę w ramach tego trwającego już od 2000 roku projektu. Obecnie trwa prezentacja pracy francuskiej rzeźbiarki Dominque Gonzales-Foerster. Będzie to pierwszy publiczny projekt polskiego artysty w Wielkiej Brytanii. Obecnie trwa jeszcze (do 9 lutego) jego wystawa „Nothere” w słynnej londyńskiej galerii White Cube. Prace Bałki znajdują się też w kolekcji Tate Museum, z czego jedna z nich ( „Oasis (C.D.F.)” z 1989 roku) jest obecnie pokazywana na wystawie prac z kolekcji w Tate Modern.

Jak informuje Tate Modern, prace z serii „Unilever Series” obejrzało do tej pory ponad 20 milionów osób. By zdać sobie sprawę, jak ważny może być to projekt w życiu artysty, warto pokazać prace jego poprzedników.
Projekt rozpoczęła Louise Borgeois w 2000 roku i wtedy to w hali turbin stanęły trzy wieże i gigantyczny pająk.

Później swoją pracę „Marsyas” w 2002 roku zaprezentował Anish Kapoor.

Wielkie wrażenie zrobiło sztuczne słońce duńskiego artysty Olafura Eliassona w 2003 roku (projekt „The Weather Project”).

W 2005 roku swoją pracę „Embankment” pokazała brytyjska artystka Rachel Whiteread.

W 2006 roku Turbine Hall wypełniła zjeżdżalnia, zaprojektowana przez urodzonego w Belgii niemieckiego artystę Carstena Hoellera.

Dużo emocji w 2007 roku wzbudziła również wielka szczelina biegnąca przez całą halę turbin – praca Doris Salcedo. Szczególnie dużo, gdy jedna z osób zwiedzających nie zauważyła szczeliny i trochę się poturbowała.

Praca Mirosława Bałki będzie pokazywana w ramach projektu „Unilever Series” od 19 października 2009 roku do 5 kwietnia 2010 roku.

28 stycznia, 2009

Z półki kolekcjonera: dziś premiera "Krótkiej historii Grupy Ładnie"

Już dziś premiera długo oczekiwanej książki (pisaliśmy o niej we wrześniu) „Krótka historia Grupy Ładnie” Magdalemy Drągowskiej, Ewy Tatar i Dominika Kuryłka. Grupy Ładnie czytelnikom ArtBazaaru przedstawiać nie trzeba – stworzona przez Rafała Bujnowskiego, Marka Firka, Marcina Maciejowskiego, Wilhelma Sasnala i Józefa Tomczyka Kurosawę weszła już do historii polskiej sztuki. Stała się jednym z najważniejszych grup artystycznych w polskiej sztuce współczesnej. Równocześnie, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, wokół niej narosło niesamowicie wiele mitów, plotek, legend i niedomówień.
Oczywiście książka tych wszystkich mitów nie rozwiewa. W dużo większym stopniu zbiera po prostu efemeryczne często dziś informacje na temat Grupy Ładnie. Ważnym elementem książki są rozmowy z artystami, a także z Romanem Dziadkiewiczem, Łukaszem Gorczycą, Michałem Kaczyńskim, Maszą Potocką, Andrzejem Przywarą, Grzegorzem Sztwiertnią, Wojciechem Wilczykiem czy Joanną Zielińską .
Książka nie stanie się „przewodnikiem” po nieistniejącej już grupie – to raczej opowieść o historii pewnego fragmentu polskiej sztuki najnowszej i micie, jaki pozostał po Grupie Ładnie.

Magdalena Drągowska, Dominik Kuryłek, Ewa Małgorzata Tatar , Krótka historia Grupy Ładnie, Koporacja Ha!art, Kraków 2009; cena 37 PLN.

27 stycznia, 2009

Znamy już szczegóły wystawy "Younger Than Jesus" w New Museum w Nowym Jorku


Latem ubiegłego roku pisaliśmy o wystawie “Younger Than Jesus” w New Museum w Nowym Jorku. Będzie to pierwsze triennale młodej sztuki na świecie – wezmą w nim udział artyści urodzeni w 1976 roku lub później.
Dziś znamy już więcej szczegółów wystawy, która, jak zauważa jej główny kurator, Massimiliano Gioni, ma stać się „Facebookiem Generacji Y” (inaczej też nazywanej iGeneration, Millenials czy Generation Me). Otóż ta wystawa, pierwsza tak duża wystawa oparta tylko na czynniku generacyjnym, zostanie otwarta w New Museum 8 kwietnia i potrwa do połowy czerwca.
Weźmie w niej udział 50 artystek i artystów z całego świata, wybranych przez trójkę kuratorów na czele z Gionim, którzy wspierali się bardzo rozbudowaną (do 150 osób) grupą „informatorów” (kuratorzy, nauczyciele akademiccy, blogerzy, krytycy) z całego świata. Ci właśnie „informatorzy” wyselekcjonowali grupę 500 artystek i artystów, z których na wystawę trafi co dziesiąte.
Będziemy znali całą „500”, gdyż muzeum planuje wydanie dwóch publikacji przy okazji tej wystawy. Pierwszą publikacją będzie właśnie "Younger Than Jesus: The Artist Directory" wydany wspólnie przez New Museum i wydawnictwo Phaidon z biografiami oraz reprodukcjami prac całej „500 artystów” stanowiących bazę wyboru do wystawy. Będzie to ponad 500 stronnicowe wydawnictwo, które ma ambicję pokazać wszystko, co jest ciekawe w młodej sztuce na świecie.
Natomiast druga książka, wydana przez muzeum z innym znakomitym wydawnictwem Steidl zawierać będzie eseje na temat zarówno generacji Y, jak i twórczości jej przedstawicieli. Oczywiście będą też reprodukowane prace artystów, którzy wezmą udział w wystawie w New Museum.
Kiedy poznamy listę 50 artystów wybranych na wystawę „Younger Than Jesus”? Już wkrótce. Muzeum na swojej stronie internetowej podaje, że nastąpi to jeszcze w styczniu.

25 stycznia, 2009

Sztuka ulicy w kolekcji domowej

Powstające w ciągu ostatnich dwóch lat kolekcje wyspecjalizowane w sztuce ulicy to jedna z najszybciej rozwijających się „gałęzi” kolekcjonerstwa sztuki najnowszej. Przyczyn powodzenia jest wiele – atrakcyjność wizualna, wspólne dziedzictwo i pokoleniowość artystów jak i nabywców, popularność kultury miejskiej jak i street artu w mediach i co nie mniej istotne przystępność cenowa prac związanych z szeroko pojętą sztuką ulicy sprawia że skoncentrowanie własnej kolekcji na street arcie wydaje się znakomitym pomysłem. Trzeba też przyznać, iż czasy na rozpoczęcie takiej kolekcji są w chwili obecnej znakomite. Trochę przypominają koniec lat 90tych – lata walki i niepewności – walki o sztukę naszego pokolenia i niepewności co do tego które propozycje artystyczne są istotne, które instytucje wspierające i promujące artystów przetrwają.


Polski street art swoją „walkę” wygrał a kluczowym był tu rok 2008. Był to rok dwóch symboli – potwierdzenia uznania i statusu (równoprawnego z innymi obszarami działalności artystycznej) dzięki wystawie „Artyści Zewnętrzni” w BWA we Wrocławiu oraz powstanie galerii Zerozer jako symbol uznania i sukcesu rynkowego artystów z tym nurtem związanych. Analogia z rokiem 2000 jak najbardziej nieprzypadkowa.

Przyjrzyjmy się kilku aspektom kolekcjonowania sztuki ulicy.

Sztuka ulicy w domu?
Głównym „problemem” podnoszonym przez część artystów jak i admiratorów sztuki ulicy jest problem przenoszenia jej z ulicy do salonów galeryjnych (i dalej do domów). Podnoszone są tu często argumenty o sprzedaży etosu ulicznego i komercjalizacji sztuki poprzez pokazywanie jej w obcym środowisku i zamienianie jej w produkt i sprzedaż. Zatrzymajmy się na chwile nad tymi kwestiami.

Bezsporny jest oczywiście fakt że najbardziej naturalnym środowiskiem dla street artu jest tkanka miejska i przenoszenie czy też powielanie prac „miejskich” we wnętrzach galeryjnych nie wnosi nic nowego, czy tez w wielu wypadkach może zatracać ich sens. Zgadzając się z takim rozumowaniem nie byłbym skłonny jednak potępiać takich prób z definicji gdyż przy założeniu , że wystawa galeryjna ma służyć prezentacji, promocji czy też zaznajomienia szerszej publiczności z twórczością artysty – zebranie i pokazanie jego realizacji w jednym miejscu temu tylko służy. Wystawy galeryjne nie są tu swoistego rodzaju konkurencją dla ulicy tylko medium do prezentacji. Zarzut komercjalizacji - tu prawdopodobnie jak w wielu innych przypadkach wszystko zależy od formy. Jeśli są osoby (artyści) którzy chcą się utrzymywać ze swojej pracy i są osoby (kolekcjonerzy) którzy są zainteresowani nabyciem mniej lub bardziej materialnych rezultatów ich pracy to galeria jest do tego najlepszym miejscem. Pamiętajmy też, że street art w dużo większym stopniu niż inne obszary sztuk wizualnych jest elementem szerokiej Kultury Miejskiej (Urban Culture) i mniej dziwi wykorzystywanie sztuki w innych obszarach takich jak moda czy design.



Ze ściany na…płótno?
Jakie więc formy może przyjmować kolekcjonowanie sztuki ulicy? Oczywiście różnorodne w zależności od pomysłowości artystów i kolekcjonerów. Przyjrzyjmy się kilku przykładom.

Projekty ingerujące w tkankę architektury (domu, mieszkania) – to najbardziej bliskie ulicy realizacje. Tworzenie specjalnie zamówionych murali, wrzut w wewnątrz lub na zewnątrz domu. Wbrew pozorom nie są to wyjątkowe projekty - takie realizacje już istnieją a kolejne są planowane.
Dokumentacja realizacji miejskich – może tu być kolekcjonowanie przygotowanych przez artystę projektów realizacji (dokumentacja) artystycznych bądź też dokumentacja fotograficzna realizacji streetartowych na mieście. To drugie jest niezmiernie atrakcyjne gdyż z jednej strony jest dostępne dla wszystkich ( i nic nie kosztuje) z drugie strony zachowuje i dokumentuje prace, które z natury rzeczy są tymczasowe i ulotne.
Prace na płótnie i papierze – czyli tworzenie na „klasycznym” materiale. Mogą to być kopie realizacji miejskich (na przykład edycja sitodruków) bądź też prace specjalnie przygotowane dla tego medium. Szczególnie edycje sitodruków stały się bardzo popularne – są one dość proste w produkcji (ma to znaczenie w przypadku galerii na odległość współpracujących z artystami) i stosunkowo tanie oraz łatwo dostępne dla kolekcjonerów (z tą łatwą dostępnością to oczywiście różnie sprawa wygląda gdyż w przypadku najbardziej popularnych artystów często nakład 200, czy 300 odbitek może zniknąć w kilka godzin).

Prace wykonane na odpadach miejskich – specjalnie wyróżniamy tę kategorię jako, że jest ona bardzo bliska środowisku miejskiemu. Powstają prace na zużytych kartonach, deskach, płytach, opakowaniach plastykowych i szklanych. Ciekawą „kolekcję” swoich prac, na odpadach miejskich przygotował dla warszawskiego viura Krik. Na dwóch typach butelek (po oranżadzie i po piwie) namalował serię portretów różnych postaci.

Obiekty związane z kulturą miejską – mogą to być projekty ubrań (czy nawet same ubrania), designer toys, wlepki, torby etc.


Kolekcjonowanie sztuki ulicy i obiektów z tym tematem związanych to może być pomysł na wielką przygodę kolekcjonerską. Rynek z tym temat związany dopiero powstaje a ceny prac zaczynają się niemalże od zera (dokumentacja). Znakomity moment aby stworzyć ciekawą kolekcję.
Na zdjęciach odpowiednio:
m-city: realizacja miejska w Carugate, Włochy, listopad 2008 (dzięki www.m-city.org)
Peter Fuss: Ten dollars, technika własna, 2008 (dzięki galerii ZeroZer)
Frm-kid: Munny (technika własna na figurce winylowej), wysokość 18 cm, 2008 (zdjęcie Abe Sapien)
Massmix: realizacja na budynku viura na warszawskiej Pradze (vlepvnet.bzzz.net),
Zbiok:- Odczarowanie Art Projectra, Zielona Gora 2007
m-city: akryl na płótnie, 110x150cm, (dzięki
www.m-city.org)
Pan Ziet: technika własna, płótno


23 stycznia, 2009

Podpiszmy list otwarty z prośbą o pomoc dla Stanisława Dróżdża

Już prawie tysiąc osób podpisało się pod listem do władz Wrocławia z prośbą o pomoc i zapewnienie opieki lekarskiej wybitnemu artyście, animatorowi ruchu poezji konkretnej, uczestnikowi Biennale w Wenecji w 2003 roku, Stanisławowi Dróżdżowi.
Od 40 lat ten artysta porusza się na wózku inwalidzkim, a ostatnio jego stan zdrowia pogarsza się. Przyjaciele zorganizowali zbiórkę dzieł sztuki. Pieniądze z jej sprzedaży, planowanej na marzec, mają pomóc w leczeniu artysty. Jednak ich zdaniem będzie to pomoc doraźna, jednorazowa. Dlatego proszą władze Wrocławia o stałą pomoc artyście.
List do Wydziału Zdrowia UM we Wrocławiu można znaleźć i podpisać elektronicznie tutaj.

22 stycznia, 2009

"Nowa rzeczywistość" - przyszłość rynku sztuki w 2009 roku według "The Art Newspaper"

„Nowa rzeczywistość – trudny do przewidzenia stan rynku sztuki w 2009 roku” – komentarz o tak znamiennym tytule zamieściła właśnie redaktorka „The Art Newspaper” Georgina Adam (zobacz tutaj). Tytuł znamienny, bo pokazuje, że świat rynku sztuki coraz bardziej zdaje sobie sprawę z grozy sytuacji i wpływu, jak będzie miał kryzys gospodarczy właśnie na rynek sztuki.
Gazeta pokazuje ostatnie zwolnienia w galeriach i domach aukcyjnych – w „fabryce” Damiena Hirsta, nowojorskiej galerii Pace Wildenstein, w Sotheby’s i Christie’s. Ciekawy jest też cytowany fragment listu najpotężniejszego galerzysty świata, Larry’ego Gagosiana do swoich pracowników.
„The Art Newspaper” sugeruje też, że rynek sztuki najnowszej, na którym ceny rosły najszybciej w ostatnich latach, może w 2009 roku ucierpieć najbardziej. Mniej może to dotknąć sztuki dawnej – gazeta pokazuje wyniki ostatnich aukcji sztuki dawnej, w tym osobno malarstwa ery wiktoriańskiej, pokazując dobre wyniki aukcyjne najciekawszych prac.
Czy to już dobry moment na zakupy? „The Art Newspaper” sugeruje, że tak i że dealerzy już na wyjątkowo nieudanych targach Art Basel Miami Beach robili „zapasy”, kupując z dużym dyskontem. Ale pytanie, które zawsze pojawia się przy spadkach cen, brzmi: „czy ceny nie spadną jeszcze bardziej?”. Komentarz w tej szanowanej gazecie nie odpowie na to pytanie. Odpowie na nie rynek.

21 stycznia, 2009

Z półki kolekcjonera – Magda Starska „Wiry”

Kolejna publikacja Fundacji Transmisja warta zainteresowania kolekcjonerów sztuki. Tym razem jest to zbiór rysunków Magdy Starskiej. Jest to historia przedziwnych wydarzeń jakie miały miejsce pewnego dnia w naszej galaktyce. Historia została przedstawiona na 30 czarno białych planszach. Każda z plansz może być też oglądana jako odrębne dzieło.

Szczególnie polecamy miłośnikom Penerstwa.

Oryginały rysunków będę dostępne w kolejnym projekcie (limitowana teka z pracami artystów), jaki w tej chwili przygotowujemy.




MAGDALENA STARSKA"WIRY"
stron 64
nakład 300 egz
wydawca: Fundacja Transmisja

20 stycznia, 2009

Polecamy najnowszy numer Kresów

Ukazał się nowy numer Kwartalnika Literackiego "Kresy" (2008, nr 4). Oprócz literatury można w nim znaleźć materiały poświecone sztuce.

W najnowszym numerze tematem przewodnim jest "Sztuka, kobiety i feminizm 2008".
O miejscu feminizmu w polskiej sztuce piszą Agata Araszkiewicz, Agata Jakubowska i Izabela Kowalczyk. Ewa Tatar zwraca uwagę na twórczość młodego pokolenia artystek (m.in. Karoliny Brzuzan, Angeliki Fojtuch, Anny-Marii Karczmarskiej, Joanny Pawlik, Zorki Wollny). Dominik Kuryłek rozmawia z Bogną Burską.

W numerze jest również tekst o Hotelu Polonia, czyli o Pawilonie Polskim na Biennale Architektury w Wenecji oraz wspomnienie o Andrzeju Wróblewskim.

19 stycznia, 2009

Kryzysowa oferta na lutowych aukcjach w Londynie

Jeśli ktoś zastanawiał się, jak na rynku aukcyjnym wyglądał będzie kryzys, to odpowiedź przynosi mu oferta na najbliższe aukcje sztuki najnowszej (Post-War and Contemporary Art) w Sotheby’s i Christie’s w Londynie. Dość powiedzieć, że dolna granica estymacji na lutowych aukcjach w stolicy Wielkiej Brytanii w dwóch najważniejszych domach aukcyjnych to nieco ponad 20% dolnej granicy estymacji na takich samych aukcjach przed rokiem!
Na głównej, wieczornej aukcji w Christie’s 11 lutego do kupienia będzie tylko 31 prac, za które dom aukcyjny spodziewa się co najmniej 15 milionów funtów (ponad 70 milionów złotych). W ubiegłym roku były to 54 prace, a dolna granica estymacji wynosiła 71,7 miliona funtów.
W Sotheby’s nie jest lepiej . Do sprzedaży przeznaczono jedynie 27 prac, a dolna estymacja to 16,55 miliona funtów (prawie 78 milionów złotych). Rok temu było 70 prac i 72 miliony funtów.
Co jest powodem takiej sytuacji? Cofnięcie się zarówno popytu, jak i podaży. Domy aukcyjne zrezygnowały z gwarantowania cen na aukcjach, ceny spadły, a to z kolei spowodowało, że ciężko było domom aukcyjnym „zdobyć” ciekawe, i tym samym, wysoko wyceniane prace.
„Kolekcjonerzy wstrzymują się ze sprzedażą. Chcą najpierw zobaczyć, w jakim kierunku podążą ceny” – powiedziała agencji Bloomberg Pilar Ordovas, szefowa działu sztuki współczesnej w europejskim Christie’s.


Ale też prace, które trafiły na aukcje w Londynie, są wyceniane zdecydowanie niżej. Portret Francisa Bacona „Man In Blue VI” z 1954 roku wyceniany jest tylko na 4-6 milionów funtów. A jego historia jest bardzo ciekawa. To jeden z siedmiu portretów biznesmenów, którzy byli kochankami artysty w latach 50.
Do pokazania spadku cen ciekawy jest przykład pracy Jeffa Koonsa z „Jim Bean-Log Car” serii „Luxury i Degradation” z 1986 roku. To wykonany ze stali model kolejki, wypełniony w środku Burbonem. Ma on estymację 400-600 tysięcy funtów. Tymczasem przed rokiem pracę z tej samej serii sprzedano na aukcji za 1,9 miliona dolarów (czyli 1,3 miliona funtów)!


Z kolei gwiazdą aukcji w Sothebys (która będzie chyba rekordowo krótką, bo jak wspomniałem, jest do sprzedaży tylko 27 prac), będzie „Concetto Spaziale” Lucio Fontany (estymacja 5-7 milionów funtów). Praca nigdy nie była wystawiana, nie była w galerii. Obecny właściciel kupił ją bezpośrednio od artysty ponad 40 lat temu i nigdy nie była też pokazywana w galerii.
Na aukcjach w Sotheby’s i Christie’s nie ma prac polskich artystów. Nie znamy jeszcze oferty trzeciego domu aukcyjnego – Phillips de Pury. Jak pojawi się on-line, poinformujemy o niej.
Na zdjęciach: Francis Bacon, Man In Blue VI, 1954; Jeff Koons, Jim Bean-Log Car, 1986

15 stycznia, 2009

Pociąga mnie chaos i minimalizm - rozmowa z Agnieszką Grodzińską

W Galerii Czynnej w Warszawie można do 2 lutego zobaczyć wystawę prac Agnieszki Grodzińskiej. Agnieszka jest związana z poznańskim stowarzyszenie Starter, w tym roku przygotowuje dyplom na poznańskiej ASP. Współtworzy z Natalią Całus grupę artystyczną „Rżnięty Kryształ”. Poniżej rozmowa Adama Fussa z Agnieszką.

Adam Fuss: Bardzo dużo w Twoich pracach tekstu, słów, cytatów. Materiały na których rysujesz czy robisz grafiki wyglądają na przypadkowe, znalezione na śmietniku. Trochę kojarzy mi to się z pracami dadaistów, eksperymentami surrealistów, tym klimatem…

Agnieszka Grodzińska: Wiele z moich rysunków jest tworzonych na pożółkłych kartkach, niektóre rysowane są na stronach z gazet, co może rzeczywiście kojarzyć się np. z pracami dadaistów. To Twoja interpretacja. Inną sprawą jest to, że rysunek jest dla mnie rodzajem notatnika, pozwalam w nim sobie na więcej, raczej nie traktuję ich zbyt serio, nie przywiązuję zbyt dużej wagi do jakości papieru czy zagiętych rogów. Ważne jest utrwalenie jakiejś myśli, sedna sprawy, skojarzeń. Wystawa w Galerii Czynnej jest pierwszą prezentacją moich rysunków.

A.F.: Z drugiej strony jest w tych pracach refleksja nad historią, historią sztuki..

A.G.: Jeśli chodzi o refleksję nad historią sztuki, to rzeczywiście ostatnio jej dużo, to chyba od momentu uświadomienia sobie, że częściej mam w ręku czasopisma o sztuce, niż inną prasę. Jest w tym pewne zmęczenie, zmęczenie językiem opisującym sztukę, językiem, którym ludzie wokół mnie rzadko się posługują mówiąc, a którego nadużywają pisząc. Starałam się patrzeć na taki tekst, nie czytając go, wyławiać pewne fragmenty, które stają się absurdalne, intrygujące.

A.F.: Możesz podać przybliżony obszar Twoich inspiracji? Powtarzające się motywy, tropy?

A.G.: Pytanie o inspiracje jest bardzo trafne, ostatnio sporo rozmyślam o „inspiracji”. Z jednej strony mam poczucie trwania w nieustannej strudze informacji, które wirują wokół; są cholernie ciekawe i chcę poznać je wszystkie. Równie szybko jak jedne newsy opadają, pojawiają się następne. Ich płynność i zmienność staje się, paradoksalnie, pewną stałą.
Z drugiej strony natomiast, mam w pamięci artystów, którzy z najprostszych rzeczy jak liczba (Roman Opałka) czy linie (Jerzy Kałucki), potrafili uczynić punkt kulminacyjny swojej twórczości na cale lata. Powszechna, nic nie znacząca rzecz, przekształcała się również poprzez ideę czasu. Na pierwszy rzut oka widać, jak szalony to pomysł i podejrzewam, że niewielu młodych artystów zdecydowałoby się na coś podobnego, więc nie należy lekceważyć takich konsekwentnych postaw. Ostatnio właśnie owe pobudzenie prędkością, szybkością zmian, walczy u mnie z potrzebą powtarzania się, zatrzymania, długotrwałego trawienia jednego tematu czy motywu.
A z konkretniejszych i bardziej przyziemnych rzeczy? No cóż… inspirują mnie słowniki, encyklopedie, gazety o luksusowym stylu życia. Zagraniczne czasopisma o sztuce i heraldyka. Palety i próbki kolorów, komiksy, hasła reklamowe, sentencje psychologiczne, poradniki, hotelowe papeterie…

A.F.: Malujesz seriami?

A.G.: Raczej nie maluję obrazów w seriach, i nawet jeśli odnajdziesz powtarzające się elementy w kilku obrazach, to jest to raczej kwestia tematu, który zajął mnie na trochę dłużej, niż zamierzonej i zaplanowanej serii prac. Motywy pojawiające się w moich pracach zwykle ukazują się jednokrotnie i nie powracają później. Bardziej interesuje mnie jednostkowość obrazu, jego indywidualna specyfika, która w szerszym spojrzeniu nie „ustawia” kilku obrazów w całość, ani nie czyni z nich „układu scalonego”. Przeciwnie, następuje rodzaj zgrzytu, a brak podobieństwa nie pozwala na usystematyzowanie dzieł wobec właściwego klucza.

A.F.: Możemy pomówić o mediach w których się wypowiadasz?

A.G.: Natychmiastowość zapisu, jego bezpośredniość oraz brak ogniw pomiędzy myślą a gestem na płótnie lub papierze jest tym, co bardzo lubię w malarstwie i rysunku. Często robię własne eksperymenty z malowaniem na czas, jednak nie jest to moja stała metoda pracy, traktuję to raczej jako pewnego rodzaju rozprężenie. Szybkie tempo pracy pozwala mi uprościć myślenie, wyeliminować schemat, w który tak łatwo można wpaść, dojść do nowych, niespodziewanych rozwiązań formalnych. Pod tym względem jestem prawdziwym „action painterem”, wygląda to prawie jak w filmie Paul’a McCarthy’ego pt. „Painter”.

A.F.: Inspiracje pozaartystyczne mają wpływ na to, co robisz ?

A.G.: Nie sądzę, aby łatwo było odnaleźć w moich pracach takie inspiracje czy odniesienia, choć jestem pewna, że dużo z tego, co czytam, słucham i oglądam wpływa na to, co robię. Pracując, słucham dużo muzyki, i zdarza mi się odczuwać chęć, a nawet przyjemność tworzenia wzdłuż linii melodycznej. Jedna z ulubionych płyt, do której często powracam, i która dużo wniosła w mój sposób tworzenia to płyta „Colors” Kena Nordina. Każda barwa jest tu osobną historią, i tak jak w malowaniu, bywają kolory złośliwe lub dystyngowane, kolory „pewniaki”, których użycie jest zawsze strzałem w dziesiątkę, i kolory symboliczne, naznaczone jakąś historią.

A.F.: A jeśli chodzi o filmy?

A.G.: Oglądam ich całkiem sporo, i tu również mam całą masę pomysłów przeniesienia filmowych napięć na płótno lub rysunek, nie chodzi jednak o konkretne historie, raczej o pewien sposób filmowania, napięcia obecnego np. u Hitchocka czy w starych filmach kryminalnych.

A.F.: Wyobrażasz sobie, że możesz namalować obraz „na temat”, a na współczesny temat – w szczególności?

A.G.: Wbrew temu co widać, a może właśnie czego nie widać na pierwszy rzut oka, moje prace są na współczesny temat. Prawdą jest, że nie ma w nich scen z TV, postaci celebrities, popularnych znaków czy logotypów. Jednak nie ma też ucieczki od kontekstu współczesności, inspirujące mnie teksty czy sceny są zawsze filtrowane przez współczesny układ zdarzeń, ilość klisz zakodowanych w naszym umyśle. Staram się unikać „obrazowania rzeczywistości”, komentowania jej. Nie jest mi to potrzebne, moje prace mają swoje własne punkty do rozważań, bliżej im do poszukiwania utopijnej ponadczasowości niż do gry z widzem w rozpoznawanie kontekstów z popkultury.

A.F.: U Ciebie kalambur raz się gubi, innym razem zyskuje rezonans..

A.G.: Staram się stworzyć sytuację podobną do tej, gdy ukradniesz coś w sklepie, i wychodząc zadowolony na drzwiach widzisz napis „mam cię! ”. Tak też trochę jest z owymi cytatami, np. z poradami w lifestylowych czasopismach. Wyjęcie ich z kontekstu, zobrazowanie i powieszenie na ścianie nadaje im przewrotnego charakteru, motto­, wskazówka, tyleż pożyteczna, co utopijna. Mówiąc, że moje prace są „na współczesny temat” mam na myśli pewnego rodzaju niepokój, który jest częścią istnienia we współczesnym świecie.

A jeśli chodzi o to, czy sobie wyobrażam, że kiedyś to, co robię, bardziej zbliży się do współczesności. Hmm.. na razie chciałabym z każdym krokiem posuwać się ku rzeczom przerastającym moje oczekiwania.

A.F.: Jak się zapatrujesz na, nazwijmy ją, „sztukę zaangażowaną” - zaangażowaną w obrazowanie rozmaitych form doczesności, ale także ideologicznie, politycznie?

A.G.: Bardzo rzadko podejmuję tematy polityczne, ideologiczne. Wyczuwam czasem pewną tendencję w promowaniu sztuki bazującej na drążeniu historii, przemalowywaniu jej. Jestem w trakcie badania problemu historii „spoza obrazu”, która tak naprawdę tworzy obraz. Jest to bardzo ciekawe zagadnienie, jeśli myślimy o pionierach tego zjawiska, jak Richter czy Tuymans. Jednak zbyt często takie myślenie bywa nadużywane, przekształcane w pewien „patent” na malowanie. Podobnie jak tragiczne zakończenie w filmie, malowanie takich historii bierze nas pod włos, wyciska z nas wzruszenie. Podoba mi się „zaangażowanie” innego typu w np. pracach Sophie Calle, która tworzy własne historie, analizuje je z wielu stron, angażuje się w coś, co nie jest ani ideologiczne, ani otwarcie polityczne, a jednak wydaje się daleko ważniejsze.



A.F.: Czym dla Ciebie różni się zdolny artysta od marnego?
A.G.: Chyba każdy z nas zetknął się kiedyś w tej czy innej formie ze stwierdzeniem;(cytatem) ”Spraw, by świat uwierzył w Ciebie, i chętnie płacił za ten przywilej”. Znam wielu dobrych i wielu mniej dobrych artystów, którzy stosują tą zasadę. Może to być zarówno kwestia pewności siebie jak i sprzyjających okoliczności. Na pewno nie raz się z tym zetknąłeś, wchodząc do wspaniałej, renomowanej galerii, gdzie czułeś, że to, co wisi na ścianach nie jest zbyt „wartościowe”.
A.F.: Często tak czuję. To kwestia układu, gry…
A.G.: W obliczu takiej sytuacji to intuicja, zmysłu smaku, pozwala ci ocenić takie rzeczy. Gorzej, jeśli próbujesz jasno to zdefiniować , tak jak ja teraz. Jak wiesz, zawsze można znaleźć kontrargument. Twoje pytanie jest ze swej natury pytaniem filozoficznym.

A.F.: Widzisz u siebie progres?

A.G.: Tak, obserwuję progres z obrazu na obraz. Robię bardzo wiele prób, eksperymentów, i wiele obrazów ląduje w koszu. Z drugiej strony bardzo rzadko posługuję się szkicem, planem. Staram się zawsze siebie zaskoczyć, wychodzę z założenia, że nawet pozorny krok w tył, jest postępem.

A.F.: Do jakich rejonów Cię ciągnie teraz ?

A.G.: W kwestii formalnej pociąga mnie chaos i minimalizm, a najbardziej równoległe ich tworzenie. Ostatnio również zdarza mi się myśleć nad obrazem w konwencji instalacji. Tak było w przypadku wystawy „Natural Sprinters”, nad którą pracowałam wspólnie z Natalią Całus ( Galeria Starter, 2008r.) i tak też będzie prawdopodobnie w przypadku mojej pracy dyplomowej w czerwcu tego roku.

A.F.: Współpracujesz z warszawską Galerią Program ?

A.G.: Tak, choć jest to jeszcze dość „świeża” sprawa. Na przełomie marca i kwietnia efektem tej współpracy ma być moja wystawa indywidualna w Programie.


Agnieszka Grodzinska
"You know that old story"

Wystawa czynna od 5 stycznia do 2 lutego 2009
Galeria Czynna
ul.B.Chrobrego 27 ,Warszawa

www.fotolog.com/galeriaczynna
Zdjęcia dzieki uprzejmości artystki.
1. Zdjęcie z wystawy w galerii Starter
2. "Sweet sixties" kredka na papierze, 2007.
3, 4 - "Natural Sprinters" Galeria Starter, 2008 (jako grupa Rznięty Kryształ- Natalia Całus i Agnieszka Grodzińska)

14 stycznia, 2009

ArtBazaar na liście 30 najważniejszych polskich blogów wybranych przez Onet.pl

„Blogowali już wtedy, kiedy większość nie miała pojęcia o istnieniu blogów, albo wręcz przeciwnie - istnieją w blogosferze krótko, ale weszli do niej z ogromnym impetem. Są popularni, czytani, kontrowersyjni. Inicjują akcje społeczne, pobudzają do dyskusji, wyznaczają nowe trendy w blogowaniu. Przedstawiamy blogi, które wstrząsnęły polską blogosferą” – napisała w tekście redakcja społeczności Onet.pl publikując subiektywną listę najważniejszych polskich blogów. Lista ta powstała w związku z organizowanym przez Onet.pl konkursem na Blog Roku 2008.
Na tej liście znaleźliśmy się również i my – artbazaar.blogspot.com. I to w nie byle jakim towarzystwie – obok słynnej Kataryny, Igora Janke, Krystyny Jandy, Ludwika Dorna, Ryszarda Czarneckiego, Joanny Senyszyn, Janusza Palikota czy Endo (Agaty Nowickiej).
Pełną listę zauważonych przez społeczność Onet.pl blogów można zobaczyć tutaj.
Jak zaznaczają autorzy, nie jest to ranking blogów. Lista ma na celu pokazanie, jak wszechstronna jest polska blogosfera. Onet.pl codziennie, podczas trwania konkursu (zachęcamy do głosowania nie tylko na blogi z dziedziny kultury) prezentować będzie jeden z 30 blogów.

12 stycznia, 2009

Kolekcjonowanie plansz komiksowych

Kontynuując nasze rozważania na temat kolekcjonowania oryginałów plansz komiksowych, chcielibyśmy zatrzymać się przez chwilę nad samym obiektem kolekcjonowania (czyli planszą) gdyż na przestrzeni lat, w wyniku zmian technik drukarskich i różnych technik rysowania i malowania stosowanych przez artystów mogą one różnie wyglądać.

Tradycyjnie, w początkowych latach, oryginał rysunku komiksowego to był wyłącznie rysunek w czerni i bieli, przygotowany na jednej lub wielu planszach. Towarzyszący rysunkowi tekst (lub później dymki) były nanoszone na planszy wraz z rysunkiem i w takiej postaci oddawane do druku.
Wraz z rozwojem techniki drukarskiej i powstania możliwości druku w kolorze, artyści zaczęli kolorować swoje rysunki. Robili to przy pomocy na przykład kredek (I wydanie Koziołka Matołka – 1932 rok) akwarel (kolejne wydania Koziołka Matołka) bądź farb. Wszystko ciągle na jednej i tej samej planszy. W ten sposób na jednej planszy rysowany tuszem i kolorowany akwarelami powstał na przykład Janosik rysowany przez Jerzego Skarżyńskiego czy Kapitan Kloss narysowany przez Mieczysława Wiśniewskiego. Ten sposób powstawania i przygotowywania plansz do druku stosowany jest z powodzeniem do dnia dzisiejszego. Z obecnie wydawanych komiksów w ten sposób powstaje na przykład Jeż Jerzy rysowany przez Tomasza Leśniaka.
Z czasem jednak ze względu na technikę druku doszło do oddzielenia rysunku czarno białego od jego kolorowej wersji. Sam rysunek na planszy powstawał tak jak tradycyjny rysunek natomiast kolor był nanoszony na oddzielnej planszy (na blaudruku). Wynika to z tego, iż ze druk jest wykonywany w CMYK-u (4 kolory - cyan, yellow, magenta, black) i gdy plansza wykonana tuszem jest pomalowana razem z kreska, wówczas pod kolorem czarnym również pojawiają się ponownie te trzy pozostałe kolory i jest ich w sumie osiem. Cztery w kolorze i cztery w czarnej kresce. Groziło to przesunięciami podczas drukowania (co czasami można było zobaczyć w niestarannie przygotowanych publikacjach) - nie było takiej precyzji maszyn drukarskich jak dzisiaj. Teraz oczywiście technologia tak poszła naprzód, ze nie jest to już takim problemem. Wykonywanie druków z pdf właściwie zniwelowało błędy do minimum. Nie mniej w krajach franko belgijskich, artyści rysujący komiksy czarną kreska nadal otrzymują blaudruki do malowania. W taki sposób (oddzielnie kolor, oddzielnie rysunek czarno bialy) powstały plansze do komiksów Tadeusza Baranowskiego czy Janusza Christy.
Obecnie, dzięki możliwością komputerów i dość precyzyjnego skanowania, najczęstszą techniką jest przygotowanie rysunku na papierze i później dodanie lub obrabianie kolorów na komputerze. Nie zawsze jednak jedna plansza komiksowa (tak jak w wydrukowanym komiksie) to jeden rysunek. Niektórzy artyści (min. Maciek Sieńczyk, Kuba Woynarowski) jedną planszę składają z kilku różnych rysunków (często porozrzucanych na różnych kartkach papieru).

Co jest w takim wypadku przedmiotem pożądania kolekcjonerów? Zawsze oryginał rysunku a nie jakakolwiek forma reprodukcji. W zależności od stosowanej techniki będzie to albo tylko rysunek czarno biały, albo rysunek kolorowy (co ciekawe plansze do Janosika profesora Skarżyńskiego są w połowie kolorowe a w połowie czarno białe gdyż tylko co druga strona komiksu była kolorowa) a czasami otrzymamy czarno-biały rysunek i na oddzielnej planszy kolorowy blaudruk ( na zdjęciach przykład plansz Janusza Christy).


Na zdjęciach odpowiednio:
Janusz Christa „Wielki turniej” rysunek tuszem na papierze; kolekcja prywatna
Janusz Christa „Wielki turniej” blaudruk; kolekcja prywatna
Tomasz Leśniak „Jeż Jerzy” oryginalna plansza komiksu, kolor, tusz i tekst na jednej planszy; kolekcja prywatna.